Freilichen Purim.

Irlandia stanęła, zapadało nas śniegiem, podwiało wiatrem od morza; jedząc owsiankę czytam o sztormie Emma i widzę go przez okno. Wiatr tarmosi drzewko, które przedwczoraj przycięli panowie od przycinania.

Chciałam dzisiaj podrzucić kilka filmów o Żydach, ale może innym razem, bo filmy głównie smutne, a Purim wesołe. Święto wszystkich, którzy przeżyli i żyją dalej, więc także każdego, kto może przeczytać ten tekst. Czy to miał być blog lajfstajlowy? Miał być. Zapewne powinnam więc coś o minimalizmie teraz zapuścić, o slołlajfie, hygge, lagom i generalnym obrzydzeniu do konsumpcjonizmu. O tym, że mam tylko dwa kremy do twarzy, ale za to współpracuję z wydawnictwami, które przysyłają mi do „recenzji” jakieś gnioty, o których po roku nikt więcej nie usłyszy. Że właśnie piekę bezglutenowy sernik bez sera. Czy coś. Ty, który żyjesz na glutenie, seksie, nie recenzując marnych książek i chodząc na bezcelowe spacery nad morzem, nie trać ducha. Mam trzy kremy, wiem co mówię.

Powiem Ci, że Irlandia potrafi sprostać moim oczekiwaniom. Wczoraj zamknięto nam przed nosem dwa urzędy (bad weather, panie, bad weather), ale za to nakarmiono nas za rozsądną cenę irlandzkim jedzeniem (ziemniaki, kapusta, marchew, kurczak, hej). To, co w Polsce uważamy za zdobycz slołlajfu, tutaj jest luzem lub uprzejmością. Domy są najczęściej niskie, przyczajone pomiędzy zielenią osłaniającą od wiatru. Stare drzwi mają półokrągłe, szklane zwieńczenia. Piękne widoki na morze wyskakują na nas, gdy wyjeżdżamy zza jakiegoś pagórka z pastwiskiem pachnącym krowią kupą. (właśnie widzę, jak nasz antyczny sąsiad wyszedł w zadymce w krótkim rękawku, żeby przynieść sobie drew na opał). Wszystko jest mniej więcej blisko, tak jak i mniej więcej blisko jest wybrzeże i wiatr od morza. Coś czuję, że mogę lubić to miejsce tak, jak lubię Czechy. (obecnie w naszym małym domku często koncertuje Nohavica; minulost to takie ładnie brzmiące słowo). W duchu minimalizmu to w zasadzie wszystko, co chciałam napisać. Namoczyłam fasolkę, tylko nie wiem, co z niej jeszcze będzie. Napisz jak tam się masz.

irish winter

14 comments

  1. I taka szara rzeczywistość nas dopada. Czasem tak siedząc i spoglądając w okno można dostrzec wiele ciekawych rzeczy. U mnie w zasadzie nic się nie dzieje, świeci piękne słonko. Założyłam kurtkę i postanowiłam wyjść na zewnątrz z myślą, że dam słonku pomuskać swoją twarzyczkę, ale mroźne i wietrzne powietrze jednak daje za wygrana i przegania mnie z powrotem do środka. Nasza psiura jednak postanowiła się trochę powygrzewać na tarasie. A ja siedzę sobie i czytam Twoje zapiski 😉

    Pozdrawiam ciepło

    Polubione przez 1 osoba

    • Kraciasty mówi, że ten męczący wiatr ze wschodu utrzymuje się już naprawdę długo jak na nasze spokojne wybrzeże. Siedzimy w domu, od wczoraj zamknięte już chyba wszystko, piekę kotlety, Kraciasty planuje podbój świata.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Jeśli pieczesz sernik bez sera, to nie jest to sernik. Powinnaś temu bezglutenowcowi nadać własną nazwę, np. bezsernik.
    Też mam trzy kremy do twarzy, ale tylko jednego używam, pozostałe po otwarciu i wypróbowaniu stają i czekają, bo może się do czegoś jeszcze przydadzą.
    U nas od poniedziałku ma być ciepło, a we Wrocławiu nawet +8 stopni. Może moje miasto też się załapie na podobną temperaturę.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Moja znajoma mieszka w Irlandii od 8 lat i też sobie chwali, choć twierdzi że „Irole” to straszne dziwaki i panikarze 🙂 Co do pogody, to u nas i w dzień jest kilkanaście poniżej zera, gorzej ze śniegiem, choć i tego trochę jest…

    Polubienie

    • Nie wiem, czy dziwaki, może chodzi o to, że mili. Natomiast panika w czasie takiej zimy nie dziwi, tutaj rury nie mają ocieplenia, podobnie jak niektóre domy, nie widzę pługów śnieżnych. Irlandczycy biorą zimę na przetrwanie, nie wychodzą z domu, zamykają szkoły i urzędy. To jest jakiś sposób, bo takie załamanie pogody to anomalia, a nie reguła. Do poniedziałku ma być lepiej.

      Polubienie

      • No tak, my jesteśmy przystosowani do niskich temperatur, na nas nie robi wrażenia kilkanaście na minusie i śnieg po pachy, a dla nich to już armagedon…

        Polubienie

  4. Armagedon, dzień 4. Kataklizm ustępuje, ludność może dojechać do sklepów, parkingi zapełnione, niczym w przeddzień Bożego Narodzenia. Chociaż obsługa nie nadąża z wypiekaniem chleba, a najbardziej popularne mięso jest wykupione, ryby wyszły z terminu ważności, warzywa i owoce nie zostały jeszcze uzupełnione, to jednak drogi już są przejezdne, a podróż samochodem nie niesie już takiego ryzyka, jak jeszcze 24 godziny temu. Za dwa dni Irlandczycy z dumą będą wspominać doświadczenie ataku połączonych sił zimy i wschodniego sztormu.

    Polubione przez 1 osoba

    • No widzisz, mam kryzys bloga średniego. Mam nadzieję, że z niego wyjdę. Na razie sprawdziłam pińćset szablonów i żaden mnie nie powalił na kolana. Mam nadzieję, że to tylko ta zima tak na mnie działa 😉

      Polubienie

  5. Hej, a ja się przywitam i wirtualnie pokiwam z Andaluzji. Nas też dopadła Emma, powyrywała trochę drzew i zniszczyła prawie wszystkie plażowe „chiringuitos”. Mamy teraz coś jakby porę deszczową, pada codziennie od ponad tygodnia. Chociaż na temperaturę nie mogę narzekać (no, chyba, że tą w domu).
    A co w końcu zrobiłaś z tej fasolki? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s