Atrakcje zagłady.

W brzydkich okolicznościach przyrody również można wzrosnąć duchowo.

Poniżej jedno z kilku zdjęć, które udało mi się zrobić na spacerze w niedzielne przedpołudnie, gdy zagłada dobiegała już końca. Na drodze błąkały się tylko farfocle po wydarzeniu, więc spokojnie mogliśmy pojechać nadbrzeżną drogą na północ od Clogher.

morze irlandzkie

Jak widać, mój geniusz fotograficzny przegrał z bryzą. Ale w środę z powodu wiatru nie daliśmy rady wejść na plażę, zaliczam więc wczorajszy spacer do sukcesów. Niedaleko od tego miejsca jest stary domek położony nad wodą, towarzyszy mu kilka rachitycznych drzew. Dzisiaj „jadąc” tą drogą jeszcze raz na google street view zauważyłam, że w otwartych drzwiach domu stoi sobie piesek. Poczułam ciepło, że mieszka tam ktoś, kto przyjaźni się z pieskiem. Droga w czasie najgorszego wiatru była z pewnością podtopiona morską pianą i zastanawiam się, co robią piesek i jego przyjaciele w czasie takiej pogody. Długo w noc wyglądają z niepokojem przez okno zaparzając kolejną herbatę czy raczej doświadczenie podpowiada im, że woda nigdy nie zalała tego fragmentu wybrzeża i że spokojnie można iść spać?

Filmik nie oddaje tego, co działo się obok nas w czwartek. Byliśmy bezpieczni w naszej borsuczej przystani mając najbliżej jakieś 500 m do fal, ale wiatr kręcił i nie zachęcał do snu przed dobre trzy dni. A przechodząc do plusów zagłady, była to dla mnie bardzo pouczająca lekcja poglądowa, jaka może być pogoda na Wyspie. Gorzej bywa rzadko i zapisuję to jako element optymistyczny.

Była to również lekcja tego, jak Irlandczycy radzą sobie z załamaniem aury. Jak wspomniałam w ostatnim poście, nakarmiono nas zacnie (dzielna załoga poddała się dnia następnego … ale nie wymagajmy od innych nadmiaru bohaterstwa, wymagajmy od siebie, jako rzekł Wielki Higienista) i w barze tym mieliśmy okazję zobaczyć pana w T-shircie i rękawiczkach (my odziani w rynsztunek bojowy, z czapkami, szalikami i w ocieplanych gatkach; na zewnątrz śnieg).

Dowiedziałam się też, jak my sobie radzimy. Przejdę od razu do faktów, które można publikować. Obejrzeliśmy np. dwa filmy Monty Pythona, Żywot Briana i Sens życia. O ile pierwszy zawsze mi się podobał, do drugiego zdecydowanie musiałam dorosnąć. Takie czytanie Biblii, na przykład, dopiero teraz, gdy siedząc obok Kraciastego majtałam palcami u stóp w jurgowych skarpetach,  objawiło mi swoją głębię:

„And spotteth twice they the camels before the third hour. And so the Midianites went forth to Ram Gilead in Kadesh Bilgemath by Shor Ethra Regalion, to the house of Gash-Bil-Betheul-Bazda, he who brought the butter dish to Balshazar and the tent peg to the house of Rashomon, and there slew they the goats, yea, and placed they the bits in little pots. Here endeth the lesson.”

Modlitwa prowadzona przez Michaela Palina doprawdy rozwinęła mi pogląd na temat „duchowości” nagradzanej zbawieniem:

„Oh Lord,
Oooh you are so big.
So absolutely huge.
Gosh, we’re all really impressed down here … I can tell you.
Forgive us, oh Lord, for this dreadful toadying and barefaced flattery.
But you are so strong and, well, just so super.
Fantastic. Amen.”

A słysząc słowa hymnu poczułam się jak w domu:

„O Lord, please don’t burn us.
Don’t grill or toast your flock.
Don’t put us on the barbecue
Or simmer us in stock.
Don’t braise or bake or boil us,
Or stir-fry us in a wok.”

A propos jurgowych skarpet, chodzi o to, że temperatura w naszym domku niepokojąco spadła, więc dość szybko zaprzyjaźniłam się z szarymi skarpetami Kraciastego zrobionymi przez Jurgę*. Uważam, że to bardzo dogodny przypadek, że jakiś czas temu zbiegły się o pięć numerów.

W czasie zagłady prowadziłam też ciekawe dyskusje. Zazwyczaj z Kraciastym. Chciałabym napisać, że prowadziłam inteligentne rozmowy w sieci, ale tutaj trochę poniosłam klęskę. Jedna moja rozmówczyni uznała, że problem pana Paetza w kościele to problem medialny, a nie zinternalizowany. Ponieważ niestety rozumiem słowo „zinternalizowany”, zjadłam zbyt łakomie danisza z syropem klonowym i potem bolał mnie brzuszek. Drugi rozmówca odkrył dopiero teraz, że kobieta nie musi stracić błony dziewiczej, żeby zajść w ciążę. O czterech słoniach na których wspiera się Ziemia niestety nie porozmawialiśmy – wycofałam się w poczuciu braku kompetencji, tego nie ukrywam. W ogóle ja tylko wiem, że są trzy gatunki słonia, i na tym moja wiedza elefantologiczna się kończy.

Oprócz tego rozwinęłam się muzycznie. Wczoraj np. kawałki AC/DC i Lou Reeda, trochę Behemotha (ale za to dzisiaj pod obiadek wróciłam do utworu w którym jest „idziemy kijem mieszać piach” i „welurowy bajpas daj”. Jestem pełna podziwu dla Nergala, nie wiem jak można tak porażająco latami ryczeć i nie stracić głosu).

I tyle całej imprezy. W międzyczasie śnieg zniknął, fale zostały, słońce nadal się ukrywa. Solę steka, ryż do wrzątku, byle do wiosny.

________________________
* Jurga to imię litewskie, jest żeńską formą imienia Jerzy.

16 comments

  1. W moim mieście w nocy były -3 stopnie, zaś w dzień +6 i to jest dopiero pogoda. Nigdy nie zamieszkałabym w Irlandii, która ma taką parszywą pogodę.
    Bardzo podoba mi się „Żywot Briana”,, choć za pierwszym razem trochę trudno było zrozumieć sens filmu. Dopiero ponowne obejrzenie po jakimś czasie rozjaśniło mi wszystko, czego nie zrozumiałam.

    Polubienie

  2. Widok mocno wzburzonych fal zawsze budził we mnie głęboki strach przed żywiołem jakim jest woda, która w swym szaleństwie może zabrać wszystko. Jednak pomimo to kocham morza, oceany, mogłabym godzinami tak stać i wpatrywać się jak bujają się na wietrze.
    Nie przepadam za krajami skandynawskimi ze względu na ich szaroburowatość, bo kocham słonko, ale i tak trochę Ci zazdroszczę spacerów w tej scenerii, nawet gdy czasem się wydaje bardziej mokro i strasznie.

    Polubione przez 1 osoba

    • Wiesz, mokro i często szaro-buro, ale oglądać na żywo wzburzone morze to jest inna jakość niż tylko szarość na zdjęciach. A z drugiej strony, wszędzie jest pięknie. Po prostu dobrze jest wyjść z domu.

      Polubione przez 1 osoba

  3. U nas na szczęście powoli wiosna częstuje swoimi urokami 🙂 Ale współczuję pogody… „Żywot Briana” oglądałem w święta i przyznam, że mnie odrobinę zawiódł…

    Polubione przez 1 osoba

      • Na czym? Powiem tak, to nie jest film do oglądania przy piwku a i żarty mogły by być jednak bardziej pikantne, jak na film obwołany kontrowersyjnym…

        Polubienie

        • No widzisz, a film ten zakazany był w kilku krajach. Uznano wówczas, że w sposobów zbyt oczywisty, jasno i precyzyjnie pokazuje mechanizm powstawania kultu. Dzisiaj chyba nie miałby już takiego oddźwięku – ludzi uważa się za głupszych niż początkowo uważano.

          Polubienie

          • Ten film wyśmiewa religię, dlatego uważają go za kontrowersyjny, jak dla mnie mogło by być więcej takich smaczków, jak ten z ukrzyżowaniem…

            Polubienie

    • Mam podobnie. Z bezpiecznej odległości, a jeśli jeszcze, gdy mi samej jest ciepło i przytulnie z kubkiem herbaty w dłoni – ideał spędzania wolnego czasu. Obok mnie kot, który wygląda przez okno i mówi coś w stylu „Popatrz Grażyna, jak pędzą”.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s