Coś dobrego. Wleń.

Trudno jest ogarnąć pęd życia. Różnych miejsc nie znamy, potem stają się one nagle częścią naszej własnej legendy.

We Wleniu, Lähn, są ludzie, którzy tworzą wiele dobrego, motywowani okolicznościami otaczającej go przyrody, wzruszeniem, wspomnieniami. Kręcą się tutaj filmy amatorskie, piszą się wiersze, powstają książki. Jeśli w nim mieszkasz i to o czym mówię jest dla Ciebie nowością, powiadam Ci, zmień ścieżki, którymi chodzisz.

miasteczko Wleń

Miasteczko jest malowniczo położone w zakolu rzeki Bóbr, która w tym miejscu idealnie nadaje się do spływów kajakowych. Jego panoramę można dojrzeć z górującej na wygasłym wulkanie baszty zamku Wleński Gródek, Hedwigsburg, jednego z najstarszych zamków murowanych w Polsce, o którym więcej poczytać można na stronie wlen.org. Basztę widać z miasta doskonale, gdy sezon jesienny na dobre zdejmuje liście z drzew na wleńskich pagórkach. Być może tak samo widoczne były kiedyś wleńskie szubienice.

Jak jasno wynika z pierwszego zdjęcia, punk we Wleniu nie umarł, a w miasteczku można przy odrobinie szczęścia napotkać czterdziestokilkuletnie relikty tej subkultury noszące szelki wyłącznie dla stylu.  Bywa, że uliczki zapadają się wieczorem w smogu, który niszczy cerę kamiennej Gołębiarki o wielkiej stopie. W centrum jest Cafe Bar Magnolia – miejsce gdzie można smacznie i tanio zjeść, patrząc przy tym przez okno na sennie poruszających się użytkowników miejskiego ryneczku i klientów sklepu, którzy vis-a-vis kupują chleb od Płońskiego. Po drugiej stronie rynku, na przedłużeniu tej samej ulicy, tym razem pod nazwą Chopina, jest Kino za Rogiem mieszczące się na piętrze wleńskiego domu kultury. Gdy spojrzy się z niego przez okno, wyraźnie widać, że ulica Chopina jest ulicą Politajewa. Zmiana nazwy nie jest efektem jędrnej działalności ostatniej miotły, o nie. Politajew miał być rzekomo ofiarą bohaterskiego wyzwalania miasta w 1945, pamięć ludowa umieszcza go a to na furmance, a to na rowerze. Całkiem możliwe też, że nie istniał, ale choć w ten sposób bogu ducha winny, nazwisko miał nadal zbyt wschodnie, co jest interesujące, biorąc pod uwagę, że powojenni osadnicy Wlenia też z daleka. Zachowała się jeszcze poprzednia nazwa ulicy na urokliwym choć mocno zmęczonym domu pod numerem 9, widocznym właśnie z okien domu kultury. Dom stoi pusty i zawsze zastanawiam się, czy w swoim środku nie kryje zielonego drzewa, które bawi się kafelkami w przedpokoju, a w słoneczne dni wygląda przez kuchenne okno.

Pisanie o mieście zaczynam od pięknej sprawy książkowej i od tego, że komuś coś chce się robić. Obydwu książek nie przeczytałam, więc chcę się na ich temat wypowiedzieć ^^. Pierwsza jest taka:

Instagram: @świechna

Ma 18 stron, zawiera w sobie tekst i wiersze Czesława Mirosława Szczepaniaka. Książeczka jest wspomnieniem o Michale Fludrze, miejscowym pedagogu, malarzu i społeczniku. Wydano ją w 1991 roku, bogowie wiedzą w jak małym nakładzie. Na okładce już widać żółtawe plamki, być może jakieś wesołe pleśnie. Wesołym pleśniom na razie nie smakuje zawartość – bardzo mnie to cieszy, bo zamierzam zdążyć przed nimi i przeczytać o panu Fludrze, tak bardzo związanym z wleńską okolicą. W miasteczku organizowane są biegi uliczne jego imienia, w tym roku po raz XXVII; wrócę jeszcze do tego tematu.

Druga książka pisana jest ręką Ani Komsty. To książka kucharska „Kulinarne opowieści. Wleń. Ze Wschodu na Zachód” wzbogacona o wspomnienia i anegdoty ostatnich żyjących dolnośląskich Kresowiaków. Ania zbiera w tej chwili fundusze na jej wydanie. Tutaj można zobaczyć jak autorka opowiada o swoim projekcie. Sama niewiele mam wspólnego z kresową kulturą, porusza mnie natomiast pasja pozytywnego utrwalania pamięci o czasach minionych. Kultura jedzenia zamknięta w ładnej szacie graficznej – na taki efekt końcowy tego projektu liczę i trzymam za to kciuki*.

___________________________________
* nie jest to artykuł sponsorowany, na tym blogu w ogóle takowych nie ma. nie jestem też Anią. podziwiam jej zapał oraz talenta kucharskie, i chciałabym, aby ta książka powstała. tekst z korektą Kraciastego – jedynej osoby, którą pytam o zdanie na temat tego, co piszę.

14 comments

    • Dziękuję.
      Na Dolnym Śląsku wiele jest takich zakątków, często niedocenianych przez mieszkańców. Dlatego dobrze jest pamiętać o ludziach, którzy potrafią dostrzec ich piękno a także to piękno tworzyć.

      Polubione przez 1 osoba

  1. Oczywiście kilkakrotnie przejeżdżałam przez Wleń, ale nigdy się nie zatrzymałam, więc znam go pobieżnie.
    Z wielką pasją napisałaś ten post, widać, że bardzo kochasz swoje dolnośląskie miasteczko.
    Ze zdjęć wynika, że włodarze nie mają funduszy albo pomysłu na miasto, którym zarządzają lub fotografowałaś tylko to, co Tobie się podobało.
    . Fascynują mnie potrawy regionalne i nieśmiało próbuję je przyrządzać.

    Polubione przez 1 osoba

    • Kocham Dolny Śląsk, natomiast we Wleniu nigdy nie mieszkałam … dłużej niż dwa tygodnie. Miasteczko jest niezwykle urokliwe, a fotografie wybierałam wg kadru, choć instynkt Cię nie myli: architektonicznie Dolny Śląsk jest przepiękny, ale jego restaurowanie idzie jak krew z nosa. Za mało pasjonatów, więc wspomnę o takich ludziach od czasu do czasu.

      Polubienie

  2. Miasteczko rzeczywiście piękne i widać że ma duszę. Nawet troszkę Zamość przypomina… Cóż, nigdy nie byłem w Twoich okolicach, wstyd się przyznać, ale nigdy poza woj.Lubelskie nie wyjechałem 🙂 Ale może kiedyś…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kocham Dolny Śląsk, a szczególnie jego południową część. Teraz już tam nie bywam, czego żałuję,
    Każde miasteczko powinno mieć burmistrza pasjonata, a nie politycznego, przyniesionego w teczce.

    Polubione przez 1 osoba

    • Wydaje mi się, że ludzie mają pasje do różnych rzeczy i nie da się mieć pasji do wszystkiego, natomiast podstawowym zmysłem politycznym u ludzi zarządzających naszym dobrem narodowym musi być umiejętność wykorzystania pasjonatów czy też zrozumienie, że jeśli mi się nie chce albo się na czymś nie znam, warto oddać część inicjatywy i pieniędzy ludziom, którym się chce. To umiejętność zarządzania ludźmi – bardzo rzadki talent naturalny.

      Drugą sprawą jest to, że małe miasta mają ograniczone fundusze. I tutaj trudno coś dodać. Właśnie małe miejsca, a nie napompowane pochody w tv i puste deklaracje, są realnym odzwierciedleniem stanu państwa.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s