Dublińskie klimaty.

Sobota była ciepła; jeszcze można było dostać wilka siedząc w Stephen’s Green na trawie, ale przez słoneczne ulice przelewały się kolorowe tłumy w mniejszym lub większym negliżu. Spacerowaliśmy nie gonieni żadną większą koniecznością, trochę nonszalanccy, a ja w trochę za krótkiej kiecce. Dublińskie centrum z pewnością warto przejść na własnych nogach, nawet jeśli obok pubów zalatuje nam nieciekawym zapaszkiem.

Wąską uliczką idziemy z Kraciastym trzymając się za ręce i z naprzeciwka mija nas para homoseksualna, która robi dokładnie to samo. I to mi pasuje w centralnym Dublinie: otwartość na różnorodność i multikulti. Ludzie demonstrują swoje poglądy, zbierają na cele charytatywne, wylewają się z pubów i kawiarń, reprezentują każdy wiek, styl, kraj, język, kulturę i nikt nie robi z tego zagadnienia. Jednym zimno, innym gorąco, są kurtki i podkoszulki, klapki i trapery, kapelusze i dredy. Osobiście kieruję swój zachwyt w kierunku ludzi z szarmancką elegancją noszących kamizelki i zegarki z dewizką oraz różnej maści naturalnych hipsterów starej daty; ale każdemu, co lubi.

Jak ten pan. Co pan w zasadzie rysuje?

multi-culti dublin
Trochę faktów na temat widocznego tu Dublin’s Last Supper TUTAJ

W takiej atmosferze nawet lampowy zapał zygotarian mi nie przeszkadza. W Irlandii trwa obecnie walka ideologiczna o utrzymanie ósmej poprawki do Konstytucji. Wojna na hasła na latarnianych słupach jest widoczna nie tylko w Dublinie. Poprawka jest bzdurna, natomiast niebzdurna jest dla mnie wolność wypowiedzi, nawet, gdy osoba plecie trzy po trzy. Mam w tej sprawie stanowisko jasne: każdy ma prawo być głupi (bo odmawianie sobie samemu prawa do swojego ciała jest głupotą), tak jak ma prawo mieć skrzywienie kręgosłupa i nic z tym nie robić.

Oprócz kulturowej różnorodności podoba mi się tu religia kawiarniana*. Nie jestem kawiarą w tym peerelowskim stylu starszych nauczycielek, które ogłaszają, że piją kawę, żeby wszyscy wiedzieli, że było je stać na zakupy w pewexie. Piję kawę z dwóch powodów: żeby się skupić, gdy pracuję umysłowo i dla towarzystwa. Od dłuższego czasu piję espresso zalane gorącą wodą, czyli americanę. Bez cukru, bez mleka. I nie uważam, że najlepsza jest w domu. Lubię chodzić do kawiarń i patrzeć na ludzi; cholernie mnie cieszy, że nie jestem w tym odosobniona.

religia kawiarniana Dublin

to miejsce, które jest w każdym zakątku świata. Jest najwyższym osiągnięciem naszej cywilizacji oprócz języka, pisanego i mówionego, oczywiście. Tam spotykają się ludzie i wszystkie poglądy można w tym miejscu pogodzić. W kawiarni nie ma kłótni, nie ma indoktrynacji. Wszyscy przychodzą tu licząc, że załatwią jakąś sprawę pozytywnie. Broń zostaje za drzwiami. Wszyscy, bez względu na poglądy czy wyznanie, mogą normalnie rozmawiać. Nie ma prania mózgu. To namiastka tego, jak byśmy mogli zbudować świat.

Tyle K. Pieczyński w wywiadzie sprzed trzech lat. Opinie ma radykalne, powyższą potwierdzam własną obserwacją. Siedzimy z Kraciastym w tę sobotę w Coście (odmiana słowa Costa wygląda dziwnie, wiem). Siedzimy pod szklaną ścianą, Costa jest na którymś piętrze Jervisa, centrum handlowego przerobionego z XIX-wiecznego szpitala. Na wprost mój wzrok pada na azjatyckie zgromadzenie familijne. Po prawej stronie mam dziewczynę w kapelutku (prawie) Annie Hall i jej koleżankę z fryzurą na Jennifer Grey w epoce „Dirty Dancing”. Po lewej  siedzi paru młodzieńców i dziewic ciemnoskórych, ubranych w hip-hopowym stylu. W kącie sali pan w wieku średnim zaczytany w „Folk” Zoe Gilbert. Siedzimy, pijemy kawę, rozmawiamy, po pół godzinie pan nadal zaczytany. Nikt nikomu nie przeszkadza, nikt nikogo nie próbuje przekonać do bycia Azjatą lub hip-hopowcem lub do noszenia kapeluszy. Panie obsługujące co najwyżej poinformują, że zamykają za półgodziny, nie zaburzają picia klauzulą sumienia w kwestii „dolewać mleka czy nie dolewać”, nie kołyszą się pomiędzy stolikami z kubkami pełnymi śmietanki, nie zachwalają, że ich śmietanka cieplejsza i nie powoduje sraczki. Pan z kąta w niewidzialny sposób inspiruje mnie do sprawdzenia kim jest Zoe Gilbert, ot, cały atak duchowy. Tak, do tej religii przypadkowych przechodniów mogę i chcę należeć.

stephens green dublin

I trzecia sprawa: modlitwa trawnikowa, albo parkoterapia. Stephen’s Green, Faiche Stiabhna, wiktoriański park w środku miasta (piszę, wiktoriański, chociaż park ma dłuższą historię, ale w każdym razie swój obecny kształt zawdzięcza XIX wiekowi). Tłumy zastaliśmy dzikie, wydaje mi się nawet, że większe niż gdy chodziliśmy po nim latem zeszłego roku. Tu spacerował James Joyce, tu ludzie wylegują się na trawnikach, podpierają drzewa czytając, rozmawiają, łapią promienie słońca, tańczą tango, albo jak my, jedzą drugie śniadanie. Garda przechadza się pilnując porządku, mewy kołują nad małym stawem i walą zdrowe kupy na przechodniów, chłód od wody chroni przed przegrzaniem – chociaż w mieście ciepło, właśnie u Stefana poczułam, jak zatoki mówiły mi „ej no”. Zastanawiam się jak tu jest, gdy pada lub jest zupełnie poza sezonem, w środku irlandzkiej, trzydniowej zimy, czyli dnia drugiego. W taki dzień jak ta sobota tłumy mogą irytować, ale przecież to dość logiczne, że każdy chce pobyć chwilę na zielonym polu Stefana, albo chociaż się po nim przejść. To piękne miejsce jest i należy do wszystkich:

Ja tu o Dublinie i jeszcze ani słowa o pubach (poza sikami) i o Guinnessie. Da się? Oczywiście. W Dublinie w ogóle nie trzeba pić piwa, żeby poczuć specyficzny klimat miasta, a nawet wręcz warto zachować trzeźwość spojrzenia. Wypić kawę, pospacerować, przyjrzeć się godności z jaką niektórzy starsi mieszkańcy noszą swoją własną modę. Gdy już dorosnę i zdam maturę, też tak będę, całym sercem.

________________________
* Mój stosunek do religii i instytucji opisany jest TUTAJ. Irlandia, poza tym, że katolicka, ma trochę inne tempo; czasami jest to problemem, czasem wręcz przeciwnie.

16 comments

  1. Interesujące… Wszystkie miasta mają swoje odrębne tempo i wystrój. Kawiarnie na całym świecie są do siebie podobne. Zjawiają się w nich różni osobnicy. Nie lubię być obserwowana, na innych spoglądam dyskretnie, by nie urazić … Nie zauważyłam , by starsze nauczycielki piły kawę , by podkreślić , że stać je na pewex, wiele z nich było stać , bo miały mężów na stanowiskach, prędzej zwróciłabym uwagę na to, że były i nadal są, te starsze panie ( nie tylko nauczycielki), smakoszami tzw. zalewajki… Bywam w kawiarni, gdy wymagają tego okoliczności…, bycie stałą bywalczynią w nich nie pociąga mnie.
    Świechna , masz jakieś nietypowe uczulenie na zygotę, może warto wybrać się do specjalisty?
    Co ja tu ze specjalistą wyjeżdżam , podczas gdy sama unikam ich jak ognia !?
    Z tym kręgosłupem to nawet do mnie pasuje… Nic nie robię , by polepszyć jego stan ( nie z lenistwa lecz z bólu…) , czekam na cud, one się przecież zdarzają te … Wychodzę z stąd rozbawiona . Dobranoc.

    Polubienie

    • Wycieczka była krótka i jak widać nie napisałam nic o muzeach. Żeby poznać jakieś miasto, dobrze jest zacząć od życia ulicy. W Dublinie, ze względu na popularność miasta, ulice są tłoczne, taki już urok turystycznych świątyń.

      Polubienie

  2. Super klimaty kawiarniane i nie tylko, zwlaszcz na tle jednorodnej Polski, gdzie na wszystko inne, patrzy się jak na jakieś zagrożenie a nawet jak na wroga. 😕
    Ja uwielbiam styl kawiarenek francuskich , zwłaszcza te ogródki kawiarniane.
    Nawet parę stoliczków na chodniku . Zauważyłam ,że w większości siedzenia są tak ustawione by można było obserwować przechodzących ludzi , jak na widowni , gdzie teatrem jest kipiaca zyciem ulica .
    Uwielbiam to obserwowanie innych na ulicy, saczac kawę , bo i w Polsce niektóre kawiarnie tak mają.
    Niestety , nie ma jeszcze tej swobody , luzu w parku a szkoda. 😊

    Polubione przez 1 osoba

    • Irlandczycy łączą w parku Stefana odpoczynek z pamięcią narodową. Miejsce ma swój epizod w Powstaniu Wielkanocnym 1916, więc są tam monumenty i tablice informacyjne, ale jednocześnie jest zwykłe życie i to jest świetna równowaga.

      Tak, kawiarniany relaks bardzo mi odpowiada. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  3. Rzadko pijam kawę; jak już to z rana aby się obudzić. Po kawiarniach nie chadzam. Ludziom za bardzo się nie przyglądam. Tłumy siedzące na trawie ostatnio widziałam przy zamku w Mosznej i się dziwiłam, że nie boją się „wilka”. Podobno można siedzieć na trawie dopiero po wiosennej burzy, a tu ani widu ani słychu o burzy u nas. Tak bardzo przydałby się deszcz. Troszkę Ci zazdroszczę poznawania nowych miast. Też bym tak chciała.

    Polubione przez 1 osoba

    • Siedzenie w kawiarni, rozmawianie i przyglądanie się ludziom to cały ceremoniał – można się w nim rozsmakować.

      Na dublińskim Stefanie ludzie już pokładali się centralnie – każdy ma jak lubi, ja po kilku minutach siedzenia na pupie poczułam taki chłód włażący mi na ciało i tak rozbolały mnie zatoki, że natychmiast wstałam. Ale nie każdy ma jak ja. W każdym razie poza tym pogoda była wspaniała i mogłam pokazać nogi.

      Tak jak już o tym wspominałam, opisuję, gdzie bywam, nie wyczekuję, aż będzie to jakieś egzotyczne miejsce. Zresztą z punktu widzenia dublińczyka Wleń jest tak samo egzotyczny jak Rio. Pozdrawiam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Witaj☺Powiem Ci że mieszkam już dość długo w Szwecji i nie napiję się kawy szwedzkiej…mają nieciekawe smaki,mocne,gorzkie.lekko kwaśne.Dlatego nie korzystam z kawiarenek.W domu zaparzam polską kawę ,mamy polski sklep ,tam robię zaopatrzenie w kawkę.I najbardziej smakuje mi w porcelanowej filiżance::)))w ogrodzie latem uwielbiam ją pić nawet w samotności::)Szwedzi tez uwielbiają kawiarenki i wszelakie bary .Dużo starszych ludzi wychodzi na ciasteczko i kubeczek kawki,a przy tym sobie pogadają::))..Dziękuję za wizytkę::))

    Polubione przez 1 osoba

    • A to ciekawe – rozmawiałam kiedyś z kimś, kto zna się na kawie (nie to, co ja) i mówiłam, że raz miałam szwedzką kawę i wydawała mi się ona lepsza od tego, co można kupić w Polsce. Była mocniejsza, ale jednocześnie jakby „czystsza” w smaku. Osoba ta potwierdzała mi, że szwedzka kawa jest po prostu lepsza i że Polacy są przyzwyczajeni do picia kiepskich herbat i kaw. Znam się słabo, ale lubię wyraziste smaki (nie chodzi o to, że gorzkie, tylko, żeby nie było przeszkadzajek w postaci dodatków).

      Polubienie

  5. W sumie dzisiaj wypić wspaniałą kawę o wymarzonym smaku ,jest trudne.Bo wszelakie kawy są w zasadzie paprane..Jak chcemy coś dobrego ,to musimy sporo za to wybulić .Ja lubię delikatny posmak kawy☺ ponieważ żołądek ma potem problemy..Ale wszelakie szwedzkie kawy zazwyczaj pochodzą z Niemiec.Troszkę jest z Norwegii i Finlandii .Ale każdy ma swój smak,jeden mocniejszą woli drugi słabą::))))buziaki.

    Polubione przez 1 osoba

    • Moja wiedza kawiarska jest mierna, zresztą miałam tylko jedną szwedzką kawę, jeśli kiedyś pojadę, to się zobaczy jak to u nich jest. Natomiast zauważyłam, że to, co mi w kawie przeszkadza to mleko, i z tego powodu zrezygnowałam ze wszelkiej maści latte, które kiedyś piłam, gdy wybierałam się na kawę z koleżankami z pracy. Co ciekawe, z trawieniem samego mleka nie mam problemu, po prostu w kawie jest ono dla mojego żołądka obrzydliwe. De gustibus …

      Polubienie

  6. Mam nadzieję, że mewy mają szacunek dla Stefana i nie robią kup na jego głowę, skoro mają duży wybór żywych głów..
    Podoba mi się tolerancja mieszkańców Dublina, u nas teraz jest to nie do pomyślenia, szczególnie na wschodzie Polski.

    Polubione przez 1 osoba

    • No widzisz, i teraz zastanawiam się czy w parku Stefana jest Stefan. Bo wychodzi mi, że chyba nie. Tak czy siak, bycie mewą ma to do siebie, że możesz mieć to w dziobie. Mewy nie mają respektu 🙂

      Myślę, że na to jak widzą pewne rzeczy ludzie w Polsce mamy wpływ, każdy z nas. M.in. dlatego piszę o takich rzeczach, zamiast polerować rzeczywistość. Nietolerancja wynika z zamknięcia i z przemilczania. Chcę, żeby w Polsce było pod tym względem lepiej.

      Polubienie

  7. Moja Droga… Naprawdę masz dryg do opowiadań. Ilekroć Cię czytam, czuję się, jakbym razem z Tobą i Kraciastym spacerował tymi uliczkami, czy siedział w tej kawiarni 🙂 Dziękuję Ci bardzo!

    Myślałaś kiedy nad napisaniem książki?

    Co do filmiku St. Stephen’s Green – kradnę Ci go, do tworzącej się notki o rzeczach godnych polecenia 😉 Sam link do notki o ateizmie też sobie zachowam i przeczytam w późniejszym czasie.

    Pozdrawiam gorąco 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Mój drogi, myśl o zostaniu wielką pisarka jeszcze mi z głowy nie wywietrzała ^^. Pisać lubię, a los sprawił, że mogę ostatnio poczynić wiele nowych spostrzeżeń, więc mam zamiar to zapisywać nawet, gdy zacznę pracować w Tesco.

      Filmik nie jest mój, jest na jakiejś oficjalnej strony dublińskiej. A propos Twojej notki na temat rzeczy wartych polecenia – warto polecić płytę Luka Kelly „The Definitive Collection”. Typowe irlandzkie melodie zaśpiewane głosem legendarnego wokalisty The Dubliners – co może być bardziej irlandzkie?

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s