Memoriał po raz XXVII.

Żałuję, że nie mogłam tam być w ten weekend. To lokalny bieg upamiętniający osobę bardzo z osobistych powodów dla mnie ważną. Impreza robi wiele dobrego dla miasteczka, niewielkiej miejscowości z ludnością nie przekraczającą dwóch tysięcy – łatwo zapaść w marazm spędzania czasu przed gadającym pudłem, a we Wleniu biegających na co dzień naprawdę widać.

… sztuka życia z ludźmi jest to wielce pożyteczna umiejętność. Podobnie jak wdzięk i piękność, ułatwia nam ona pierwsze zbliżenie i zażyłość; a tym samym otwiera bramę ku uczeniu się z przykładu drugich i spożytkowaniu, i objawieniu przykładu własnego żywota, jeśli jest w nim coś pouczającego i godnego udzielenia.

Taki cytat z Prób Montaigne’a. Wszystko ucieka z głowy, przecież to była moja pierwsza magisterka, a patrzę na te słowa, jakbym pierwszy raz je czytała. Obrazy, dźwięki, miłości, twarze też uciekają. Podobno z zapachami jest trochę lepiej, zapachy uderzając przywołują emocje gwałtownie i żywo.

W memoriale wzięły udział także dzieci. Widziałam na zdjęciach ich zacięte buźki – dzieci walczą inaczej niż dorośli, nie udają jeszcze, że im nie zależy – gdy przebierają nóżkami, robią to jak pieski: z prawdziwym zaangażowaniem, z radością zwycięzcy i smutkiem przegranego. Zapachy może przypomną im jakieś radości tego dnia, ale nie przypomną osoby pana Michała, bo znać go przecież nie mogły. Minęło całe pokolenie, jego twarz umyka pewnie i tym, którzy dobrze go znali.

Wróciłam dzisiaj do kilkustronicowej książeczki i do tego zdjęcia:

Michał Fluder

I już sobie przecież obiecałam „nie pisać żadnych kolejnych słabych tekstów w tym miesiącu”, z drugiej strony jak się bardzo chce … to można. A bardzo chcę, chociaż najmądrzejsze to mam w głowie cytaty. Są w tej książeczce kawałki listów pana Michała, wychowawcy sanatorium dziecięcego PKP „Leśny Dwór”. Znam parę jego obrazów, parę rzeźb, widziałam też opasłe albumy ze sztuką, które kupował w czasach PRL-u. Wiem, że za własne pieniądze sadził drzewa i krzewy wokół Wlenia. I na chmury patrzył.

Straciłem jedną brzózkę – ktoś ściął ostrym narzędziem oraz jeden klon złamany, no i jeszcze na samym początku jakiś gościu przejechał Fiatem przez sosnę ozdobną.*

Pamiętał o swoich drzewach, które syzyfowo sadził dla wszystkich. Chodził wokół nich, obserwował jak rosną. Myślę, że są tam nadal we Wleniu, te jego drzewa, zupełnie już dorosłe i samodzielne. Teraz przyszło mi do głowy, że przypomina mi mojego tatę, który pamięta pogodę podczas sadzenia każdego ze swoich drzew.

Z mojego kuchennego okna widok na Góry Kaczawskie osłonięty chmurami prawie ołowianymi, bo altostratus opacus i stratus fractus całkowicie pokrywa nasze podsudeckie pejzaże.

No więc sprawdzam te chmury, akurat wyskakuje jakaś niemiecka strona. Ale opacus istnieje („Diese Altostratus-Unterart beschreibt den dicken As. Sonne und Mond sind durch diese Wolke hindurch nicht mehr zu sehen” – tak piszą). A, to już wiem jakie to są chmury, piękne, ale głupie, gdy chce się coś zobaczyć. Zalesione pagórki bawią się w chowanego i guzik widać, albo nawet nie. A tak w ogóle, ciekawe czy wiedział, że jego nazwisko to też lokalna nazwa die Kriechen-Pflaume, śliwki domowej, damaszki. Albo że brzmi dokładnie jak toponimiczne przezwisko nadawane w anglo-saksońskich czasach osobie, które mieszkała nad okresowym potokiem w południowych hrabstwach.

Chodzę po starych ruinach, cmentarzach i staram się coś odnaleźć – atmosferę czegoś utraconego, co bezpowrotnie od nas odeszło i pozostał nastrój taki sudecki-dolnośląski z pagórkami i górami.

Strata jest na Dolnym Śląsku namacalna, na cmentarzach właśnie, w domach remontowanych bez wyobraźni i miłości, w książkach z których wypadają kartki. Tak mówi człowiek uważny, refleksyjny, przyjaciel, którego stracić żal. Ciekawe czy wiedział czyj jest grobowiec, obok którego teraz jest jego grób. Dawny cmentarz ewangelicki przy ulicy Górskiej – dwie z czterech kaplic grobowych są mocno już uszkodzone. W sieci znalazłam tylko opis grobowca rodziny Ander, ale to nie o ten mi chodzi. Chodzi mi o kaplicę przywołującą na myśli zamek Kórnik. Może by wiedział, znał w końcu dziwne nazwy chmur. Może też po wyjściu z cmentarza patrzył na miasto przez ten szczerbaty płot, tak jak my to robiliśmy na początku kwietnia.

View this post on Instagram

#krajobrazwieczorny

A post shared by świechna 🌙 (@swiechna) on

Wleński memoriał uliczny jest właśnie o tej osobie. Wiem o nim tyle akurat, ile można wiedzieć o kimś, kogo się nigdy nie spotkało. Wyobrażam sobie, że ze zdjęcia patrzy na mnie ktoś zupełnie wyjątkowy, dobry, wrażliwy człowiek, który liczył się dla wielu osób, wielu drzew. Ludzie w weekend pobiegli bez względu na to czy pamiętali, czy nie. Jeśli dobrze się przy tym bawili jest nadzieja, że dzięki temu bieg będzie organizowany przez wiele następnych lat. Lubię w sobie pielęgnować myśl, że nic tak do końca nie znika.

________________________
* ten i kolejne cytaty z książki-wspomnienia Czesława M. Szczepaniaka.

Reklamy

10 komentarzy do “Memoriał po raz XXVII.

  1. Anna

    Nigdy nie słyszałam o tym sympatycznie uśmiechniętym człowieku. Dobrze, że lokalne władze go pamiętają albo nie mają nikogo innego ku czci którego można zorganizować bieg.
    W każdym mieście, a często w większej wiosce mojego województwa odbywają się biegi, niekoniecznie ku czci, ot po prostu, aby jakoś zagospodarować weekend mieszkańcom i przyjezdnym.
    Mój wrocławski siostrzeniec,dorosły mężczyzna, jeździ po całej Polsce, aby pobiegać i nawet w kategorii zawodowej (jest prawnikiem) odnosi sukcesy.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Myślę, że super sprawą jest organizować coś zachowując pamięć o kimś, kogo się naprawdę znało, zamiast upamiętniać kogoś kto mieszkał gdzieś daleko, ale wszyscy go znają w telewizji, więc będziemy udawać, że go znaliśmy i że miał on coś wspólnego z naszym miejscem.

      Czasem zastanawiam się jakby wyglądały nazwy szkół, gdybyśmy chcieli je nazywać tylko na cześć lokalnych postaci. Ile ciekawych historii można by ocalić od zapomnienia, gdyby ludzie zarządzający szkołami nie udawali, że interesuje ich np. biografia Wielkiego Higienisty.

      Polubienie

      Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Świetnie, myślę, że to o wiele ciekawsze niż załapywanie się na jakąś osobę z encyklopedii. Utalentowani, interesujący ludzie żyją nie tylko za wieloma górami i lasami.

      Polubienie

      Odpowiedz
  2. danka

    Nie znam tej osoby o której piszesz,bo nie wszystko się czyta i wie.Nigdy nie byłam na północy Polski .Ciekawie piszesz::)) A filmik uroczy,latem musi być pięknie ,jak wszystko rozkwitnie.U mnie tez ptaki pięknie śpiewają. W mojej rodzinie nie ma biegaczy,ale są kolarze☺Z Gdyni do Zakopanego całą grupą potrafią pokonać trasę rowerami w ciągu dnia.Sport ogólnie jest wspaniałą inicjatywą dla tych co go kochają.Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Filmik jest akurat z południowego-zachodu Polski, miasteczka pod Jelenią Górą z którego już tuż do Karkonoszy. Po jednej stronie jest Pogórze Izerskie, po drugiej Pogórze Kaczawskie (Woland mi właśnie podpowiada, że staliśmy na Pogórzu Izerskim, a w tle widać Kaczawskie).

      Z kolei ja byłam na północy Polski, ale z doskoku i nie zwiedzałam za dużo. Chciałabym bliżej poznać Kaszuby, oraz Puszczę Białowieską.

      Polubienie

      Odpowiedz
  3. Aisab

    Ja także chadzam; „Chodzę po starych ruinach, cmentarzach i staram się coś odnaleźć – atmosferę czegoś utraconego, co bezpowrotnie od nas odeszło i pozostał nastrój taki …” rodzinny, z czasów dzieciństwa i młodości. O czym marzę? zaszyć się w rodzinnym [opuszczonym] domu i wdychać obecność osób, które go tworzyły, które w tym domu żyły, za którymi tęsknię i których tak bardzo mi brakuje…

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Na nostalgię Dolnego Śląska składa się również rujnowanie tego regionu do jakiego dochodziło za czasów PRL-u. Trudno teraz to wszystko podnieść, a i Ci, którzy rujnowali do końca nie zniknęli. Jeszcze kilka lat temu Polka, która przyjechała z Kazachstanu i osiedliła się w mojej rodzinnej wsi powiedziała, że gdy sadziła w swoim nowym domu kwiatki, podeszła do niej jakaś starsza pani i zapytała po co, przecież tu i tak Niemcy przyjdą. W mniemaniu tej osoby, skoro wszystko przeminie, trzeba mieszkać na, za przeproszeniem, nasranym. Niestety tak wyglądała tutejsza mentalność, dlatego nowe pokolenia za wiele wartości dodanej od swoich rodziców i dziadków nie dostały. W osobie Michała widzę rzadką, absolutnie bezinteresowną miłość do naszego Zachodu, tylko dlatego, że on jest.

      Polubienie

      Odpowiedz
  4. Pingback: Jedno zdjęcie. Weinachtsmarkt. – mysz galaktyczna

  5. Pingback: Jedno zdjęcie. Parhelion. | mysz galaktyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s