Irlandzka starość jest jakaś inna.

młodość starość

Pamiętam starszą panią z naszej letniej wycieczki na klify przy Grobli Olbrzyma. Nie strwożyła ją para obściskujących się nienastolatków na wąskiej drodze. „Lovely rest”, uśmiecha się do nas (Kraciasty mówi, że to nie mogło być na Grobli, ale starszą panią pamiętamy oboje, czyli to wydarzyło się naprawdę. Gdzieś).

Sierpień, impreza u Eugene’a i jego partnera w ich stodole. Właśnie tak. Partnera. W stodole. Opera i przeboje musicalowe na żywo. Jesteśmy tu chyba jedynymi Polakami i dość zaniżamy średnią wieku. Sądziłam, że przyszliśmy na godzinkę w porywach. Pod koniec starsze panie żwawo machają chusteczkami, nie wiem skąd je wzięły, widać tu taki zwyczaj, że nosi się nie tylko papierowe. Organizatorzy są otwartymi gejami na irlandzkiej, katolickiej prowincji. NOBODY GIVES A SHIT. Wychodzimy około północy.

Miesiąc temu, wtorek. Spędziliśmy go w naszej Irlandii bardzo pogodnie, głównie w drodze do/w/z Carlingford. Kiedy wychodziłam rano z domu nad morzem, akurat naszła nas sąsiadka. Uścisnęła mnie, powiedziała „You are welcome” i dodała trochę wiadomości na temat stanu innej starszej osoby, która mieszka w naszym zaułku małych domków. Zakończyła sprawozdanie na temat jej zdrowia słowami „She’s a fighter, like we all”.

Tamten wtorek to był w ogóle bardzo udany dzień. Byliśmy na kawie w kawiarnianej dziupelce o nazwie Liberty Cafe. Obok nas siedziała starsza para, on zupełnie już siwy, ona w wielkim kapeluszu. Delektowali się zupą pomidorową, chwilami łapałam uchem strzępki rozmów … mieli swoją zupę, swoje sprawy.

Irlandzka starość jest jakaś inna? Z pewnością upraszczam. Czy Irlandczycy nie mają problemów? Ależ mają, mam na myśli problemy społeczne, alkoholizm i jego skutki, spory odsetek zaburzeń psychicznych, widoczni na ulicy niepełnosprawni umysłowo. Dużo ich tutaj, część jest zupełnie normalnie aktywna zawodowo.

Wiesz, w zasadzie wróciłam do tego tematu w swojej głowie w trakcie wczorajszej podróży do Ennis. Gdy wyjeżdżaliśmy nasza starsza sąsiadka z naprzeciwka właśnie pakowała się do swojego czerwonego tygryska. Kobieta jest cały czas na chodzie, dba o to, żeby czuć się potrzebną. I za każdym razem, gdy nas widzi, ma dobre słowo na powitanie, a jej tygrysek jest nienagannie czysty. Zresztą sąsiadka z boku też ma samochód i sąsiad po drugiej stronie, antyk, który regularnie dba o dostawę drewna do kominka. Czuję się przy nich jak niepełnosprawna.

Wracając do podróży do Ennis. Pierwszym przystankiem był szpital Beaumont. Ogromny, mnóstwo ludzi i, jak to w szpitalu, raczej niewielu zdrowych. Obok mnie w poczekalni trzy panie, każda na oko starsza od mojej mamy. Jedna czytała porady jak zostać skowronkiem, potem wszystkie trzy zaczęły między sobą rozmawiać o rodzinie i o tym jak rozmawiać z młodszymi o seksie. Uśmiech w zasadzie nie schodził im z twarzy. Od żadnej, podsłuchując bezczelnie, nie dowiedziałam się, co jej dolega i jak bardzo cierpi. Aha, i jedna narzekała na młodzież – że teraz nie wystarczająco dużo udzielają się charytatywnie. Czwartą panią, dużo od nich starszą albo dużo bardziej zniedołężniałą zauważyłam dopiero, gdy wywołano jej nazwisko i pani doktor podeszła z troską widząc, że starsza osoba, do tej pory milcząco wpatrzona w swoje buty, bardzo wolno zaczyna rozruch ku gabinetowi. Drobna, zgarbiona kobieta odmówiła pomocy, albo raczej stanowczo choć spokojnie poradziła sobie z uchwyceniem torby, zabraniem spod pupy poduszki, skoordynowaniem tego z trzymaniem w drugiej ręce laski i we własnym tempie zaczęła sunąć w obranym kierunku. „Take your time”, mówią.

Więc widzisz, może i upraszczam. Z pewnością wspaniałe rozmowy można prowadzić ze starszymi ludźmi w Polsce. Ale nie mamy jednak takiego zestawu wspierających dobry nastrój wstępów i zakończeń konwersacji. „Are you good” „Are you ok?” „That’s lovely” „Lovely, isn’t it?” „Yeah” „Are you enjoing it?” „How are ya?” „Enjoy!” „Cheers” „Thanks a milion”. Nasz język zdecydowanie nie pomaga osobom przesączonym naturalnym optymizmem, który pobrzmiewa naiwnie i niepoważnie. Zanim dojechaliśmy do Ennis zatrzymaliśmy się na pizzę w Barack Obama Plaza (Naprawdę jest coś takiego – w połowie XIX wieku syn lokalnego szewca, Falmouth Kearney, wyruszył stąd do Stanów Zjednoczonych rozpocząć nowe życie. Był to praprapradziadek byłego prezydenta USA). Akurat siedliśmy obok starszej pani w różowym sweterku i jasnych spodniach – mam nadzieję, że to mi się nie wydaje, bo chcę zapamiętać jej obraz. Prawdę mówiąc od razu zauważyłam, że zaczyna jeść ciasto marchewkowe i zastanawiałam się skąd je wzięła i czy jest dobre. Pani siedziała zupełnie sama i kiedy Kraciasty oddalił się w zacnym kierunku żeby zdążyć przed pizzą, dwa razy odwróciłam się zachęcająco z pytaniem w oczach „opowiedz jak tam ciastko?”. W odpowiedzi usłyszałam zwokalizowane „How are ya?” i po wstępach dowiedziałam się, że pani właśnie wróciła do Irlandii i mieszka w Dublinie. Wróciła po 36 latach – mieszkała w Nowej Zelandii i uczyła tam dzieci. Była też w Polsce, ale tylko tydzień, w Warszawie, Krakowie, Auschwitz; wspomina o siostrach miłosierdzia. Podzieliłam się po równo moim i Kraciastego życiem, na tyle na ile pozwoliło to pięć minut. I dowiedziałam się, jak tam ciastko. Od tego tak się zagadałam, że pizzę i kawę przyniosła mi pani, która wcale nie musiała tego robić. „Thanks a milion”. Kraciasty mówi, że cały czas byłam uśmiechnięta. Jak można nie być, skoro rozmowa zaczyna się od myśli w głowie „opowiedz jak tam ciastko?”. Zanim wyszła, jeszcze raz machnęłyśmy do siebie ręką przez szybę.

Pod Penisem (dobra, Penneysem) w Ennis zamówiłam herbatę i ciastko (bo wcześniej ciastko po pizzy nie chciało się zmieścić). Marchewkowe, optymalne, wilgotne w środku. Niedaleko przysiadła pani z wdowim garbem i gośćcem w dłoniach. Spokojnie zajmowała się swoim ciastkiem i swoją kawą. W Polsce tak … nie wiem jak to napisać … tak stare osoby? … wróć, w Polsce osoby w tym stanie rzadko można obserwować samodzielne, cieszące się swoim napojem w miejscu publicznym. „W tym stanie”… to też brzmi jakoś słabo. Stan starości i zniedołężnienia … kobiety, obserwowałam wczoraj kobiety. Rozumiesz, co chcę powiedzieć? Może i to „w Polsce” to moje „na polskiej prowincji”, w końcu jestem ze wsi i mam takie obserwacje a nie inne. Obserwując w Irlandii osoby dużo starsze ode mnie metryką i teraz próbując to opisać czuję niewłaściwość słownictwa. Starsze osoby – ile można to powtarzać, pacjenci, staruszki … język dzieli to, co niepodzielne. Ludzie karwa, tylko trochę starsi. Nie wydają się różni, nie marudzą, dążą do samodzielności, mają swoje herbaty. Otóż to, MAJĄ SWOJE HERBATY, są uczestnikami, walczą, są jak Clint Eastwood, albo jak Bette Davis, albo jak pani Szaflarska. Jednak inna jest ta irlandzka starość, bo zauważam deficyt słów, a nie miałam tego uczucia w Polsce. Tam starsi ludzie nie są mną, tutaj jak najbardziej. I to że tak czuję leży po ich stronie, to oni to robią.

A żeby nie było, że tylko panie obserwowałam, zapisuję obraz pana z einsteinowską fryzurą na głowie i dresowymi spodniami na które pan naciągnął skarpety. Pumphose w natarciu przy kasie w Tesco.

* * *

W Beaumont pan z mocną nadwagą i parkinsonowym krokiem po wyjściu z gabinetu majestatycznie sunie do rejestracji i podaje coś chłopakowi, który mógłby być jego wnukiem. „Are you ok?”. Pan nie odpowiada, tylko podaje papierek, uśmiecha się i obiera azymut na wyjście … „Cheers”, zagaduje jeszcze raz młody na odchodnym, starszy człowiek nawet się nie odwraca, ale widać, że jest uśmiechnięty i odpowiada „Be good”.

24 comments

  1. Myślę, że starość to trochę stan umysłu… odpuszczamy, już nam się nie chce nic, nie mówiąc o czymś nowym. Stopniowo skracamy sobie kręgi naszych oczekiwań i roszczeń…dziadziejemy..
    A można inaczej!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    Polubione przez 1 osoba

    • Myślę, że to zdecydowanie stan umysłu. Irlandczycy starają się być częścią społeczności do końca, mam natomiast wrażenie, że Polacy zaczynają w którymś momencie odpuszczać, jakby płynęli innym torem.

      Polubienie

    • Myślę, że relacje są podobne do tego jak Polacy zarabiają w Polsce, a jak w Irlandii. Różnica na pewno jest i seniorzy mają więcej kasy. Z tym, że Polacy zarabiający w Irlandii nadal czasami wyglądają tak, jakby uwierały ich hemoroidy. I to jest ta różnica o której mówię.

      Polubienie

  2. Hhhmmm> zastanawiam się – czy mnie także należałoby już zaklasyfikować do grupy starców? może… bo nic mi się nie chcę 🙂 za to wiem jak miło jest leniuchować 🙂 taka przyjemność pomiędzy godzinami przerwy od towarzystwa wnucząt; liczy się dni od wnuka do wnuka [wnuczki]. Dopiero co mąż odwiózł jednego do jego domu, a już w drodze do nas ze swym ojcem drugi. Nie ma czasu zdziadzieć.

    Polubione przez 1 osoba

  3. rozni są ludzie, moze tam jest inaczej niz w polsce moze maja inne podejscie, nie wiem, ale mam wrazenie ze trudno znalezc takich ludzi w Polsce, choc pewnie i tu sa wyjatki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Wyjątki są zawsze, dla mnie ciekawe jest to, że ludzie nie dają się spychać na margines, że podtrzymują aktywność, i chcą być nadal dorośli, a nie tylko widziani jako darmowy, dziecinniejący opiekun dla wnuków do lat 10-ciu.

      Polubienie

  4. Gdy przeczytałam pierwszy akapit Twego postu, przypomniało mi się, jak mój syn, potężne chłopisko, ogolone na łyso, w dresie, doszedł do windy, a wtedy starsza pani, czekająca na windę, natychmiast się odsunęła i powiedziała, że pojedzie potem. Widocznie nie znała mego syna, który, gdyby była potrzeba, zaniósłby ja na rękach na dziewiąte piętro.
    Kilkadziesiąt lat temu zachwyciła mnie pewna starsza pani, a było to na Długim Targu w Gdańsku przed jednym ze sklepów z wyrobami z bursztynu. Wyobraź sobie: różowy kostiumik, biały słomkowy kapelusik ze sztucznymi kwiatami jabłoni, biała elegancka torebeczka i ..biała koronkowa parasolka, białe koronkowe rękawiczki. Do tego ślicznie uczesane siwe włosy. Widok tej kobiety mam do tej pory przed oczyma. Brakowało mi tylko białego pudelka na smyczy.
    Teraz mówi się o takich ludziach „senior”, tak samo jak o tłuściochach mówi się, że to są osoby „puszyste”.
    Polscy seniorzy są inni od seniorów irlandzkich, nie mają tego luzu.

    Polubione przez 1 osoba

    • Bardzo rzadko, ale jednak zdarza się spotkać w Polsce takich ludzi, jak tu opisałaś. Są tacy, którzy powiedzieliby „a po co jej koronki, niech idzie wnuków pilnować, a nie się wygłupia” – sporo znalazłoby się zresztą takich osób wśród jej rówieśników. Osoby starsze wydają się w Polsce same siebie pozbawiać atrybutów dorosłości, niezależności, planów na przyszłość i zamiast tego wybierają gaworzenie z dwulatkami. Dwulatki są oczywiście cudowne, ale przedkładanie ich towarzystwa nad towarzystwo ludzi dorosłych powoli wypycha starszych obywateli na margines, który społeczeństwo przeznaczyło dla dzieci, głupich bab i szaleńców, czyli dla tych z którymi nie trzeba się liczyć.

      Cenią nas zazwyczaj tyle, na ile sami siebie cenimy 🙂

      Polubienie

  5. Przegadaliśmy to, więc nowości Ci nie powiem. Według mnie, to kwestia tego, że w Irlandii ludzie mają odwagę żyć dla siebie, a nie dla opinii środowiska. To ostatnie może się wyrażać w tzw. „życiu dla wnuków”, „życiu dla ‚Boga’” lub innych podobnych substytutach pracy nad sobą samym. Oczywiście, Irlandczycy są w większości bardzo rodzinni, są na ogół wierzący, ale zdają się rozumieć lepiej, niż ich polscy rówieśnicy, że jeśli zmarnują swoje życie, robiąc z niego zaledwie otoczenie dla cudzego życia, to nikt im go nie zwróci.

    Polubione przez 1 osoba

    • Teraz, gdy to przeczytałam, przypomniała mi się pewna blogerka, Uleczka. Mieszkała sama w wielkim domu, za płotem z rodziną. Sporo pewnie czasu poświeciła na wychowanie dzieci i materialne zabezpieczenie bytu. A na starość dotknęło ją to doświadczenie, że trochę zaniedbała siebie, swoje życie, swoją herbatę. Uleczka umarła w zeszłym roku, niespodziewanie, bo na blogu narzekała niewiele, nie sądziłam, że jej problemy zdrowotne są poważne – ot taka ułuda. Uleczka dzielnie walczyła, kiedy teraz o tym myślę dochodzę do wniosku, że była w swojej śląskości bardzo irlandzka.

      Polubienie

  6. Świechno, tylko raz w życiu widziałam taką starszą panią i dlatego utkwiła mi w pamięci. Rozumiem, że miło być babcią, ale to nie znaczy, że wtedy przestaje się być zadbaną kobietą.

    Polubione przez 1 osoba

    • Babcią się po prostu bywa, tak jak bywa się matką albo żoną – to podlega zmianom pod wpływem różnych zakrętów losu, poza tym jest to jedna z ról, które przyjmujemy lub nie. Kobietą, człowiekiem jest się cały czas, a jednak w Polsce to ludziom umyka.

      Polubienie

  7. Jednak u nas starość wygląda inaczej, ba, mam wrażenie że Polska starość jest smutna… Zresztą trudno żeby emeryt któremu na leki ledwo starcza cieszył się życiem… Dzięki za kom na Blogspocie. Nie wiem czy zauważyłaś ale na WordPressie zmieniłem adres i teraz jestem na http://www.wartowierzycsg.wordpress.com i zamiast Stanisław Górny publikuję i komentuję pod ksywą Stanley G. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Tak, zauważyłam zmianę ksywy, ale nie zmianę adresu.
      W zasadzie to rozumiem, że najpierw muszą być zaspokojone podstawowe potrzeby i ludzie w Polsce bardziej się organizują w plemiona (rodziny) przeciwko głodowi niż myślą o samorozwoju. Ale Irlandczycy mają koniunkturę dopiero od pokolenia (najprawdopodobniej) i nie sądzę, aby nasi sąsiedzi (średnia wieku 65-70 lat) byli sami wychowywani w jakimś gigantycznym dobrobycie. Sądzę, że ich postawa obecna wynika właśnie z wychowania, czyli to ich rodzice musieli im wpajać inne wartości.

      Polubione przez 1 osoba

      • Pewnie że tak, wychowanie ma tu duże znaczenie, ale jest jeszcze coś, każdy naród ma inną mentalność, a jaka jest Polska mentalność lepiej nie mówić…

        Polubione przez 1 osoba

        • Ale mentalność to wychowanie właśnie. Wśród różnych życiowych mądrości irlandzcy rodzice najwyraźniej wybierają niezależność, a polscy uderzają w inne tony, bardziej typu żebraczego. Stąd dorośli ludzie oczekują, że to inni będą im organizować rozrywkę.

          Polubione przez 1 osoba

          • Typ żebraczy bardziej wynika z tego co rencistom i emerytom oferuje nasze skąpe państwo… Choć w sporej części muszę przyznać Ci rację…

            Polubione przez 1 osoba

            • Uważam, że to raczej wychowanie w zależności od państwa, którym starsze pokolenia są przesiąknięte. Czym innym jest pomoc, gdy tego naprawdę potrzebujemy z powodu jakiegoś nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, a czym innym bezustanne przekonanie, że „należy się”.

              Polubione przez 1 osoba

  8. Powiem Ci Świechno, że zazdroszczę Irlandzkim seniorom takiego ogólnego wyluzowania i tej radości życia. Wielu naszych starszych pokoleniowo rodaków mogłoby brać z nich przykład. Polacy żyjący na wsiach od zawsze nauczeni, że trzeba pracować na gospodarce, praktycznie do końca swoich dni są urobieni i umęczeni. Tak naprawdę nigdy nie skorzystali z żadnych przyjemności. Moja babcia zmarła nie będąc nigdy w Zakopanym, gdzie mamy rzut beretem, ani nad morzem.
    Natomiast ludzie mieszkający w mieście mają z kolei więcej czasu, ale brak zdrowia i często przytłaczające bariery architektoniczne oraz najczęściej brak pieniędzy na życie towarzyskie, czy też kulturalne blokuje jakąkolwiek radość z życia.

    Polubienie

  9. Myślę, że i u nas nie jest tak źle ze starszymi ludźmi, wszystko zależy … od ludzi 🙂
    Moja Mamcia ma 84, jest po 3 zawałach i lekarka sugerowała zakup specjalnego łóżka, bo mamcia siły nie miała nawet podnieść nogi z ziemi na łóżka … znam Mamcię, w życiu bym jej nie skazała na szpitalne łóżko, ona ma tyle siły, samozaparcia i optymizmu, to taki kresowy przedwojenny dobry egzemplarz 🙂 uśmiecha się do wszystkich i kocha ludzi. Ma to po babci i chyba też po 7 siostrach babci, Szalone kobiety. poznałam je jak już były starszymi paniami. Świechno – kwintesencja kobiecości. Takie starsze panie jak Szaflarska 🙂 Nigdy nie miały więcej niż „40 i ho ho” chociaż ostatnia niedawno zmarła w wieku 102 lat. O narzeczonych mawiały absztyfikant, bez kapelusza nie ruszały się z domu, cioteczka Ludmiła do 90ki grywała jak szalona w brydża i oszukiwała jak pies. Pewnego razu jedna z nich, Gizka przyjechała do drugiej, Kajki, w odwiedziny. Kajka wyszła,na zakupy zostawiła siostrę samą przykazując, by nikomu nie otwierała, oczywiście pierwsze co siostrunia zrobila to otworzyła i wpuściła znajomego, poprosiła by wszedł do pokoju a sama zabrała się do kuchni, Kajka wróciła z miasta, idzie do pokoju a tu …. nieboszczyk. Pan starszy dostał zawału i jeszcze upadając uderzył się w stół … Myślisz że się przeraziła? Ale ty Gizka jesteś durna, po co wpuszczałaś gości, teraz przyjedzie milicja i zobaczysz !!! co zobaczę? co? !!!! Będziesz zeznawać pod przysięgą i będziesz MUSIAŁA przyznać się ile masz lat …
    Moją pierwszą treską dopięłam dzięki starszej pani cioteczce … tyle w nich bylo życia
    szłam kiedyś na randką w sukience z białym kołnierzykiem … bardzo leciwa cioteczka zmierzyła mnie wzrokiem, stwierdzając, że chyba zwariowałam i … podarowałam mi szydełkową sukienkę mojej kuzynki z taaakim dekoltem …

    Polubione przez 1 osoba

    • Fantastyczne historie mi tutaj podrzuciłaś … chociaż mam oczy zapuchnięte od braku snu, roześmiałam się przy herbacie, dziękuję 🙂

      Moja babcia ma 86 lat i chociaż jest bardzo samodzielna i żywotna, mocno weszła w rolę starszej osoby … jest jej dobrze, ale chyba czuje, że musi narzekać i odgrywać nieporadną. Tak została wychowana i trudno mieć o to do niej pretensje. Szaflarska była dla mnie przykładem takiej irlandzkiej samodzielności na polskim gruncie, zresztą wywiady z nią czytałam ze wzruszeniem. Jasny intelekt, ani śladu „baciowania”, postępowe poglądy, ogromna wola samodzielnego istnienia … w moim rodzinnym domu takim przykładem kobiety niezależnej i twardej jako starsza osoba, była ciocia Stacha, czyli najmłodsza siostra mojej prababci Katarzyny. To w jej domu mieszkają teraz moi rodzice, przepisała go im w testamencie. Ciocia w młodości jeździła po Zachodzie, sama świetnie orientowała się we świecie, jeszcze jako mocno starsza osoba miała zagranicznego adoratora … i nawet po śmierci wzburzyła niektóre sąsiadki pewnym zaleceniem, które skrupulatnie wykonała moja babcia … chabrowa spódnica w trumnie … ojdyryry ojdyrydy … nie wypada przecie.

      Wszystko zależy od ludzi … w Irlandii jest trend mniejszego wspierania się na rodzinie. Starsze osoby mają swoje osobne, dorosłe życie i nie służą jedynie do opiekowania się wnukami oraz dawania im pieniędzy.

      Pozdrawiam czwartkowo 🙂

      Polubienie

Odpowiedz na Stanley G. Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s