Odrobina Kerry.

Człowiek pełen jest przeciwieństw. Jeszcze wczoraj dreptałam po Pradze, częściowo zachwycona, a momentami klnąc na czym świat stoi. Kocham ciepło ale moje stopy gorąca nie znoszą – po długim chodzeniu umieszczone w ciasnym, nie dającym szansy na zmianę pozycji pojeździe zaczynają żyć własnym życiem, kopiąc i odgrażając się, że pierdolą, nigdzie już ze mną więcej nie pójdą. Oj pójdą, pójdą, bo w następnym tygodniu chcę znaleźć pomnik Kafki na Josefovie. I tutaj dygresja, jak to nie warto wierzyć przewodnikom. Pamiętam, że gdy ostatnio byłam w tym mieście na wycieczce uczycieli, czyli raz dwa widzimy alej i idziemy dalej, a o tutaj jest kibel za darmo, pani przeganiająca twierdziła, że ten Josefov to taki w sumie nieistotny i follow me. Sama zobaczę naprawdę, gdy nogi mnie zaniosą po raz kolejny. A zaniosą i wtedy napiszę więcej o Kafce i innych tam takich.

Wracając, kocham ciepło i gdy na opuchniętą stopę wyciągniętą do słoneczka wdrapywał się tegoroczny pająk-osesek, dlatego właśnie, że człowiek pełen jest przeciwieństw, przypomniało mi się jak spędziliśmy Dzień Konstytucji w tamtym tygodniu. Prosz:

Gap of Dunloe

Koniki we mgle. Pogoda była niezła, biorąc pod uwagę jak zła mogłaby być. Nie mogę tego wypadu zaliczyć jako spacer, bo po prostu wjechaliśmy od strony Killarney, Cill Arney, w Dolinę Dunloe (Dún Lóich, tu właśnie zdjęcie koników), potem przejechaliśmy kawałek Blackvalley i parku narodowego. Zatrzymaliśmy się na Ladie’s View – miejscu, gdzie w 1861 dwórki królowej Wiktorii zachwycały się widokiem na the Ring of Kerry, Mórchuaird Chiarraí. Na nas, na konie, na wszechobecne owieczki opadała leciutka mżawka, która ochlapywała nam obiektyw i psuła zdjęcia. Zresztą może to była mżawka, może mgła, a gdy wspinaliśmy się wyżej z pewnością były to chmury.

somewhere in Kerry

Pomimo tego widoki wspaniałe i dobra kawa po drodze:

Instagram: @świechna

Pokręcone drzewa, podmokłe dolinki, sporo lasu i zblazowane owce w różnych odsłonach kolorystycznych – część tej dobroci jest pierwszym parkiem narodowym Irlandii, zakątkiem dzikim, ale pogodzony z działalnością człowieka. Bo przecież jechaliśmy asfaltową drogą, piliśmy kawę przy szlaku, a jeśli chodzi o dzikość … mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo w tej skalistej okolicy, która w obniżeniach przechodzi w grząskie, zachaszczone ostępy, autochtoni byli odcięci od świata podczas ostatniej, trzydniowej zimy. I jakim kozakiem był wobec tego gość z piosenki „Whiskey in the Jar” [niech to nam zaśpiewa Luke Kelly, chłopak z Dublina]:

Iść tędy dwieście lat temu, zanim jeszcze wylano asfalt, w Avoce podawano kawę i umożliwiano płacenie kartą za cholernie drogie, wełniane żakiety i zanim wynaleziono telefony komórkowe, które wprawdzie nie łapią zasięgu, ale upewniają, że przecież za kilometr lub dwa objawi się cywilizacja białego człowieka – nie, to nie było zadanie dla bojaźliwych.

I tak mi się właśnie w głowie roi. Odrobina chłodnego, mglistego Kerry bujającego w chmurach na dzisiaj – ciepły wtorek ze spuchniętą stopą. Nóżka odsapnie i idziemy dalej.

Reklamy

23 komentarze do “Odrobina Kerry.

  1. Woland

    Powrót z gór Kerry jest niczym powrót Alicji zza drugiej strony lustra. Tak naprawdę, ciężko to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie zszedł poza asfalt dalej, niż na plażę w Międzyzdrojach. Ktoś, kto chodził zawsze po twardym gruncie, niezbyt sobie wyobraża porośnięte chaszczami rozlewiska, przez co są nie do ogarnięcia wzrokiem. Łatwo znaleźć groblę między stawami, ale znajdź twardy grunt w wysokiej trawie, określ gdzie się znajduje trzęsawisko, wytycz bezpieczną trasę…, a teraz spróbuj to nałożyć na góry, uskoki skalne (czasem pięcio-, a czasem pięciusetmetrowe). Nawet jazda samochodem po wyasfaltowanym dnie doliny ciągnie się w nieskończoność, bo odcinek wyglądający na mapie jak 5 kilometrów, realnie ma 40 kilometrów długości, bo asfalt wije się jak wąż. I nagle widzisz zieloną tablicę z napisem Killarney i wracasz do cywilizacji: hotel na hotelu, puby, sklepy….To trzeba zobaczyć, zostawić samochód na parkingu, przejść się górską ścieżką, zdobyć szczyt…, jeden…, drugi…. Nabrać szacunku do PRZYRODY… I poznać Jej piękno i siłę.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Tak właśnie to odebrałam, hyc i Killarney razem ze swoją turystyczną cywilizacją frontem do klienta. A kilka km wcześniej nieprzyjaźnie wyglądające zbocza gór plumkające strumykami i doliny, które wymuszają uzbrojenie się w nieprzemakalne buty. Droga asfaltowa, ale wąska. Niby myślimy, że rządzimy, ale niech zepsują się hamulce, zapadnie zmrok, spadnie deszcz. Jeden dobry deszcz i którędy popłynie mała-wielka woda?

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          Droga Sagulo, ja z Kraciastym jesteśmy bezustannie przed maturą 😀 W związku z tym mamy prawo do obściskiwania się na ulicy i do przejażdżek po Kerry. Każdy może sam zdecydować, że jest przed maturą 😀

          Polubienie

          Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Myślę, że konik jest Kraciastego, natomiast drugi widoczek wygląda dobrze, chociaż to tylko mój telefon … chwilami pogoda była tak mglista, że gdy robiliśmy zdjęcia i rozmazywało się tło, sądziłam, że aparat się popsuł. Tymczasem zwykły telefon uchwycił ten moment, gdy mgła zniknęła odsłaniając jeden szczyt.

      Polubienie

      Odpowiedz
  2. Aisab

    Widoki piękne, ale pogoda taka, jakiej nie cierpię. Mgły mnie przerażają i dołują; wtedy mam wrażenie, że całe niebo schodzi na ziemię. Ma to związek z przykrym wydarzeniem w czasie nawałnicy – mglicy.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Rozumiem. Jak napisałam, częściowo jechaliśmy w chmurze, które w Irlandii wiszą czasem bardzo nisko. Takie warunki atmosferyczne mogą nadawać miejscu dość groźny widok, wygląda to jak scenografia angielskich horrorów 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  3. Krystyna J-R

    Przeczytałam, nie nudząc się. Poprzednie teksty też . Góry są nieodgadnione, pełne niespodzianek, dlatego dostarczaja wielu wrażeń. Nigdy nie zapomnę chwili , kiedy w Alpach cała byłam w chmurach, nie dowierzałam, że jestem aż tak wysoko. Niesamowite uczucie.
    Kiedy nacisnęłam u siebie Twój link, nie pojawił się Twój blog, a wcześniej pojawiał się … Czy zamknęłaś swój blog przede mną ? Weszłam tu innym sposobem.
    Ten tekst nie opublikował się, przedchowałam go…
    Świechno, jak chcesz, potrfisz ważyć słowa, szkoda, że nie zawsze.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Tak, góry są nieodgadnione. Marny ze mnie piechur, ale mam nadzieję pochodzić z Kraciastym po niejednej górze.

      Staram się ważyć słowa. I prawie zawsze dość precyzyjnie udaje mi się powiedzieć to, co miałam na myśli. Jeśli w dyskusji nie robię korekt, nie zwracam uwagi, że miałam na myśli coś innego, znaczy to pewnie tyle, że powiedziałam to, co chciałam powiedzieć.

      Polubienie

      Odpowiedz
  4. Monia

    Skąd ja znam te sprzeczności? 🙂 Człowiekiem właściwie rządzą takie wewnętrzne konflikty, przeciwieństwa się przyciągają, a jedno bez drugiego istnieć nie może 🙂

    Piękne widoczki tam ♥ Konie skradły moje serce!

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
  5. Stanley G.

    Moje stopy też źle znoszą wysokie temperatury, polecam wtedy leżenie z nogami opartymi o ścianę. Przynajmniej coś zwiedzisz, zobaczysz, ja non stop w tym swoim grajdole i zapierdziel od rana do wieczora… A zdjęcia piękne. Miłego weekendu.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Tak właśnie robię.
      Weekend na studiach, zapierdalando, aż się nie chce, jutro planuję jeden z niemieckiego.

      Polubienie

      Odpowiedz
  6. gabunia76

    Ciekawe fotki, piękne konie, od zawsze mnie fascynowały 🙂 Ja niestety z chodzeniem, a zwłaszcza po górach mam problemy, ale dzięki Waszym wpisom i zdjęciom mogę na chwilę oderwać się od rzeczywistości i wraz z wami wyruszyć na podbój świata 🙂

    Polubienie

    Odpowiedz
  7. Szop Pracz

    Sądzę, że miejsce, o którym piszesz, mogło by mi się diabelnie spodobać. I kto wie, czy te 200 lat wcześniej nie byłoby dla mnie jeszcze bardziej odpowiednie? Tylko wtedy nie produkowali tak dobrych butów trekingowych, do jakich przywykłam w XXI wieku:D

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      To miejsca bardzo urokliwe,co wcale nie znaczy, że gdzieś bliżej siebie nie znajdziemy czegoś pięknego, co pochłonie nas w równym stopniu. Buty robią różnicę 🙂 A o Irlandii sprzed 200 lat myślę także w kategoriach ogromnej biedy …
      Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  8. Pingback: Connn-e-mar-aaaaa … – mysz galaktyczna

  9. Pingback: Spacer w deszczu po Malahide Gardens. – mysz galaktyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s