Zbliża się tekst o Don Kichocie.

Czas tak szybko zamiata. Ten Pan, który wołał z balkonu „To jest ta twoja dziewczyna? Może wejdziecie na kawę?” zmarł dwa tygodnie temu. Są rzeczy, które wydają się żenujące, bo gdzie tak bez sensu wchodzić do domu osoby, której nie znam i pakować nos do jej kubków. A potem trochę szkoda, że nie zrobiłam tego i owego … od wejścia i pogadania przecież się zaraz nie umrze. W ogóle jest to niezwykle rzadka przyczyna śmierci, nawet gdy nie ma się na sobie makijażu i nos jest ewidentnie czerwony.

W tym roku zmieniłam adres zamieszkania. Zmieniłam płaskie z lasem na płaskie z morzem i widokiem na góry po drugiej stronie zatoki; kubek w paski na kubek z krową; dom z telewizorem na dom z zestawem płyt. Piszę to pod wpływem wspaniałego weekendu. Kosiłam trawnik, wygładziłam nogi, wąchałam pościel. Zaburzył mi się trochę rytm doby, idę pod prysznic w południe, piję kawę przed północą. Mówiłam Ci, że w nocy śpiewają u nas ptaki? Bardziej niż w ciągu dnia. Cierniste krzewy to fantastyczny wynalazek natury. A to jest, widzisz, nasza rzeka wieczorem pęczniejąca od przypływu:

przypływ na rzece Boyne (1)

Zdjęcie zrobiliśmy kilka dni temu, tuż przed Baltray. To wszystko jest nieżeglownym rozlewiskiem, statki, które przepychają się wąskim, żeglownym gardłem wydają się niemożliwie wielkie. Nie wiem jak mieszczą się w głównym korycie i jakim cudem się mijają.

Wracając do wątku „od pogadania się nie umrze”, w poniedziałek dostąpiłam przyjemności spaceru po naszej wsi z moją sąsiadką, która zaprowadziła mnie na nieznaną mi ścieżkę i do tutejszego kościoła. Dla niej też nieznaną, chociaż mieszka tu 27 lat. Doskonale to rozumiem, w towarzystwie łatwiej być odważnym. Po drodze spotkałyśmy jeszcze jedną sąsiadkę, która powiedziała mi, że była w Polsce. Auschwitz, Kraków, Wieliczka. Kościoły są u nas bardzo duże i bogate. Idąc dalej rozmawiałyśmy sobie o tym i owym. O języku, znikającym widoku na morze, tolerancji, kościele, piątkowym głosowaniu. I o tym, że gdy doczepi się do człowieka jakiś mały gnojek i zacznie szczekać, lepiej nie patrzeć mu w oczy i robić swoje, co też uczyniłyśmy. Teraz, gdy to napisałam, widzę, że to myśl o ogólniejszym znaczeniu. Po spacerze posiedziałam z trzema paniami na murku. Siedzenie na murku w słońcu (pogoda jak na irlandzkie warunki po prostu królewska) to był ten moment, gdy poczułam, że społecznie wskakuję na wyższy szczebel … zaczynam znać tu ludzi, a oni zaczynają znać mnie. To się nazywa chyba mingling. Tak, rozpoczęłam relacje z lokalną społecznością murkową. Oznacza to, że gdy będę biegała jak kulawy chomik, nie da się tego ukryć.

W temacie Don Kichota, powoli zbliża się się sesja i nie wiem jak będzie. Chciałabym coś napisać o tej książce, ale przyzwoicie pewnie byłoby ją najpierw przeczytać. Nie nastąpi to szybko, bo jestem zawalona komputerowymi wydrukami pojedynczych słów. Po spacerze, murku i obiedzie padłam jak kawka na łóżko. Tymczasem sąsiadka, która dobiega osiemdziesiątki, pracowicie dokończyła pielenie swojego spłachetka, który na wiosnę zakwita żonkilami. Lubię ją. Podoba mi się gdy udaje, że świetnie słyszy. Prawdziwa twardzielka, jestem przy niej jak rozmiękły misiożelek.

Podsumowując te skrawki myśli o ludziach z którymi rozmawiałam i z którymi nie rozmawiałam i już nie porozmawiam, jestem szczęśliwa.

Jest trochę po północy, czekam na skrzypnięcie drzwi.
Dzisiaj mam do Ciebie pytanie takie: czego bardziej żałujesz, czynów czy zaniechań?

Reklamy

21 myśli w temacie “Zbliża się tekst o Don Kichocie.”

  1. Tak , każdy ma w swojej historii życia, takie zaniechania , przypadkowe , losowe lub podobnie jak u Ciebie z tytułu „savoir-vivreu”.
    Bo nie wypada , a czas pedzi i nie bedzie niestety powtorki.
    Zycia nie da sie przewinac na nowo.
    Może potraktujmy to jako nauczkę na przyszłość , na inne losowe okazje , których nie można przegapić .😉

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Oj, savoir-vivre dostosowuję indywidualnie do rozmówcy, podobno to jedna z moich lepszych cech 🙂 Natomiast żałuję zaniechań. Dość często myślę o tym, że w ostatnim roku życia mojego dziadka powinnam więcej z nim przebywać. Stąd mój tekst – wczoraj postanowiłam nie zaniechać small talku z sąsiadką i wieczorem bardzo mnie cieszyła ta moja decyzja.
      Pozdrawiam 😉

      Polubienie

  2. Sam wielu rzeczy żałuję, również zaniechań, ale co to zmieni… Każdy z nas pisze własną historię, ważne by miała jakiś sens i była zapamiętana przez wiele osób… A przeprowadzki chyba nie żałujesz, bo ja Ci szczerze zazdroszczę takich widoków…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nigdy prawie nie żałuję działań, one zawsze czegoś mnie uczą. Ale często żałuję zaniechań – wniosek z tego płynie taki, że gdy czuję, że chcę coś zrobić, robię to, żeby potem nie marudzić, że mogłam i nie zrobiłam. Dzisiaj przejechaliśmy na drugą stronę Irlandii, właśnie się moszczę w pokoju hotelowym. Drugi dzień doskonałej pogody, czyli jak na irlandzkie warunki prawie mózg mi się z ciepła lasuje. Dobrze, że jesteś 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. U nas skwar jest od paru dni a ja zaczynam zdychać gdy temperatury przekraczają 25 stopni… Cóż, w Polsce nawet pogoda jest popierdzielona…

        Polubione przez 2 ludzi

        1. Miałam odpisać wcześniej, ale w międzyczasie mózg mi się trochę zlasował. Po dwóch dniach wróciłam o drugiej w nocy i zapadłam w śpiączkę. Gdybym nie musiała już wstać, najchętniej poleżakowałabym w niej do popołudnia. Właśnie gdy wchodziliśmy na górkę był upał, więc jestem zjarana po jednej stronie. A dzisiaj w końcu normalnie 🙂

          Polubienie

  3. Pogadać nigdy nie zawadzi, zwłaszcza z ciekawymi ludźmi, a czy ktoś ciekawy – okazuje się dopiero w rozmowie, chyba że zaintrygował nas już wcześniej czymkolwiek. Zdarzają się też chwile, gdy nie chce się gadać z nikim i to też jest nasze prawo.
    Podobnie jak Ty, raczej nie żałuję czynów, a właśnie zaniechań, odkładania na później, gdy to później nie nadeszło….

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tego „później” nikt nam nie może obiecać 🙂
      Tak, nigdy nie wiadomo do końca, kto jest naprawdę interesujący, dopóki nie zainwestuje się swojego czasu. Przekonywałam się o tym wielokrotnie.

      Polubienie

    1. Działanie wymaga kombinacji, podczas gdy niedziałanie nie. Ludziom wydaje się też, że niedziałanie zwalnia z odpowiedzialności. Myślę, że stąd taki prężny jest ruch antyszczepionkowy – ludzie wolą się zdawać na ślepy los zamiast podjąć decyzję o działaniu. Tymczasem działanie odróżnia nas od trawnika.

      Polubienie

  4. Czytałam „Don Kichota”, bo musiałam, chociaż na egzaminie pies z kulawą nogą mnie o niego nie zapytał.
    Chyba każdy ma nieco wiadomości o treści „Don Kichota”, choć może przesadzam.
    Czasami żałuję czynów, a czasami zaniechań. I tak źle, i tak niedobrze.
    W moim mieście też w nocy przecudnie śpiewają ptaki, może to słowiki, ale nie dam głowy.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja czynów żałuję rzadko, natomiast mam w głowie spora listę zaniechań. A fabułę Don Kichota znam bez czytanie tej książki, co jest zgubne dla literatury, dlatego planuję to nadrobić.

      To, co śpiewa nam tutaj to chyba nie słowiki, bo pamiętam słowiki z Polski … a może one po irlandzku? 😀

      Polubienie

  5. Kiedyś pewnemu chłopakowi dokładnie opowiedziałam „Makbeta” i ze sprawdzianu otrzymał ocenę dobrą. Po prostu wiedziałam, co jest najważniejsze i na co należy zwrócić szczególną uwagę.

    Jeszcze za krótko żyjesz, więc nie masz czego żałować, ale przyjdzie czas, że pożałujesz tego i owego.

    Muszę w necie znaleźć słowicze trele: Słowik to, a nie skowronek” 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie mam nadzieję popracować nad zaniechaniami. I przede wszystkim, jeśli będę miała to szczęście, żeby się zestarzeć, życzę sobie zajętej starości, żeby nie czekać na ludzi dzieląc włos na czworo.

      Że tak powiem … jestem ze wsi. Jak śpiewa słowik a jak skowronek wiem. I lokalesi śpiewający pod naszym oknem o drugiej w nocy niepodobni 🙂

      Polubienie

  6. Pięknie napisałaś, tak ciepło. I cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
    Teraz też jestem na etapie integrowania się z ludźmi i uspołeczniania,
    odsyłam na urlop swojego aspergera.
    Żałuję czasem tego, co mogłam zrobić, a wahałam się n zasadzie:
    „Po co mi to?”.
    Teraz czerpię z życia to, co chcę. Mogłabym być czyjąś Dulcyneą ale czy warto walczyć z wiatrakami…
    tego nie wiem do dziś i jest mi z tym wyjątkowo spokojnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Może nawet jesteśmy Joanko czyimiś Dulcyneami, ale cóż nam z tego, cóż?

      A wiesz, dość często bywam obok Twojego zakątka, w końcu kiedyś spotkamy się na kawie. Integrowanie się jest dobre, chociaż ja zawsze pozostaję trochę obserwatorem. Przede mną nadal jakieś zmiany, ale takie jest życie i myślę o tym ze spokojem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s