Czas.

Gdybym Ci mogła to wszystko opisać tak, jakbyś tu był. Jest gorąco, a w zasadzie parno, bujam się na zardzewiałej ławce-huśtawce. Mruczuś siedzi obok w trawie, Maciej leżakuje na stole pod tarasem, a niedaleko niego wentylują Dziewczynki. Lipa chyba już przekwita, nie wiem, bo musiałabym podejść, a znowu spuchła mi stopa i wygodnie jest tu gdzie jestem. Rodzice oglądają w domu „07 zgłoś się”, babcia je podwieczorek. 17:49. Szum wentylatora jak w każde lato, mama nie lubi gorąca. Tyle różnych chwil minęło mi pomiędzy tym ogrodem i domem. Kiedyś piłam tu herbatę zawinięta w koc, pod otwartym niebem okutana szalem i rękawiczkami bez palców. Kiedyś mżyłam tu różne mrzonki. Cierpiałam z miłości. Spacerowałam niewidomego kota. Chodziłam w japonkach po śniegu, żeby zrobić zdjęcie zaschłym owocom róży. Teraz pnącze kwitnie jak szalone a pod nowym stolikiem stoi spodeczek z wodą. O tej porze roku truskawki, ogórki małosolne, jutro może będzie pyra z gzikiem. Jesteś tu ze mną? Burza zapowiada się drugi dzień, a nawet zapowiadała się zanim jeszcze wysiadłam z samolotu. Dobry wieczór, burzo, wchodzisz czy postoisz? Tutaj zawsze jestem dzieckiem.

Masz takie miejsce? Opowiedz mi.

dom 2015
Reklamy

39 komentarzy do “Czas.

    1. świechna Autor wpisu

      Ludzie i zwierzęta znikają, choć z drugiej strony w jakiś sposób zostają też w tych miejscach na zawsze, dopóki nosimy w sobie pamięć.

      Polubienie

      Odpowiedz
  1. Woland

    Wczoraj mijałem grupkę ludzi schodzących w strojach plażowych pod most nad Bobrem. Miałem ochotę zatrzymać samochód i zejść z nimi, bo mój mózg tak się zasugerował sytuacją szukających kąpieli w tym miejscu, że spodziewał się przez krótką chwilę spotkać tam znajomych z czasów nastoletnich. Jestem, jestem z Tobą. Razem pewnie byśmy tam wczoraj zeszli. Po sekundzie zorientowałem się, że jedynie miejsce jest to samo. Młodzież dorosła, założyła rodziny i jakoś kąpiel w Bobrze przestała być dla nich atrakcją. Dziś ci, co myślą o kąpieli, jeżdżą do aquaparków, bądź nad morze- niekoniecznie tak zimne, jak Bałtyk. Stracili umiejętność cieszenia się małymi przyjemnościami- albo „wow”, albo wcale! Inni nie żyją, ewentualnie prowadzą takie życie, że to ja nie chcę z nimi spędzać czasu, prawdopodobnie z wzajemnością. Ale dalej spacerując tutaj czuję się wolny, dziwię się tylko, że nie widzę gromadek dzieci wypatrujących na cudzych działkach truskawek, drzew które niedługo zaowocują i warto by było uszczknąć z nich trochę czereśni, gruszek, czy papierówek. I martwi mnie, że tylu ludzi zamieniło wolność na mrzonki.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      A wiesz, że gdy bywam nad tym Bobrem to widzę go właśnie takim dzięki temu, że widzę go Twoimi oczami? Wydaje mi się, że to szczęśliwe, spokojne miejsce dla wolnych ludzi, którzy noszą kapelusze i całują się przy obwodnicy.

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  2. Anna

    Kiedyś miałam takie miejsce, gdzie wylegiwałam się razem z młodszą siostrą. Czasami dołączali do nas nasi mężowie.
    Teraz już nie ma siostry, więc i nie ma tego miejsca. Zazdroszczę Ci.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Cieszy mnie, że mam ten ogród, który robi się coraz bardziej dziki i przyciąga zwierzęta 🙂 Wszystko się zmienia, ale pamięć o dobrych emocjach pozostaje.

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. Anna

        Świechno, też pamiętam nasz wioskowy ogródek z poniemiecką jabłonią- zimówką, której już nie ma i poniemiecką śliwą, która jeszcze rośnie i owocuje. Sąsiad miał papierówkę i zawsze jako dzieci podkradaliśmy się, aby zbierać spady.
        Czytałam, jak Woland wspomina Bóbr, ja zaś wspominam Kwisę z jej piękną piaszczystą plażą, której też już nie ma, bo rzekę wyregulowano i nie płynie zakolami, lecz na wprost.
        Nie mam się z czego cieszyć, mogę tylko wspominać to, co minęło.

        Polubione przez 1 osoba

        Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          Bóbr też uregulowany, podobno już nie szumi tak groźnie. Jakiś czas temu przyjechałam tam wieczorem i rzekę bardziej słyszałam niż widziałam w dole – nie mogę sobie wyobrazić jak mógł Bóbr szumieć kiedyś, ten groźny, zalewający miasteczka.

          Tak niewiele zostało poniemieckich drzew.

          Polubienie

          Odpowiedz
  3. sagula

    Mój domek jest takim miejscem, w którym czuję się bezpieczna i w tym domku podejmuję wszelkie, życiowe decyzje. Zawsze tak było, że mój dom, moje ściany sprawiały, że czułam się najlepiej.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      No chyba, że wylew (czasami mamy paskudne poczucie humoru).

      Tak, myślę, że tak jest jak piszesz. Ja podchodzę do wspomnień kreatywnie – pamiętam głównie dobre chwile, bo tak jest lepiej. A dom rodzinny jest po prostu ostoją spokoju.

      Polubienie

      Odpowiedz
  4. pelnoletnia

    Bardziej niż dom rodzinny, pamiętam działkę. Najlepsze chwile mojego życia! Ci ludzie, kuzyni, dorastanie… Kiedyś tam wybuduję dom 🙂

    Bedę zaglądać – spędziłam równe 7 lat w Irlandii i teraz mi się troszkę tęskni. Powącham chociaż troszkę tego klimaciku 😉

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Naprawdę uważam, że najlepsze chwile mojego życia są teraz, ale powrót do innych momentów, gdy również byłam zadowolona, jest przyjemny 🙂

      Wpadaj jak najczęściej 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  5. Celt Peadar

    Oj jestem tam z Tobą… Huśtamy się razem, słonko grzeje i jest bardzo przyjemnie 🙂 A co do burzy… Mamy przecież daszek jakby co. Zdążymy się schować. Z cukru też nie jesteśmy, nie? Co jeśli nas trochę zmoczy? Zawsze można w deszczu zatańczyć ;))))

    I tak… Mam kilka takich swoich miejsc. Niestety wszystkie daleko i nader rzadko odwiedzane… Stale mi ich mało i ciągle tęsknię… A w jednym przypadku pewno już nigdy tam nie wrócę,co czyni tęsknotę jeszcze bardziej dojmującą…

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      A wiesz, podobno dla mózgu wszystko jedno czy obraz, który sobie w pamięci przywołujesz, był naprawdę czy został zmyślony. Wszystko, co sobie myślimy jest tak samo realne, budzi takie same uczucia radości lub smutku. Jesteśmy mózgiem … gdy pielęgnujemy w sobie piękne obrazy, one tam zawsze już są.

      Akurat teraz siedzę jakieś 1600 km od tego miejsca o którym pisałam, jem owsiankę, tata Kazika w odtwarzaczu. Wszystko, co widziałam, jest przy mnie.

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  6. Monia

    Myślę, że to zawsze będzie dom rodzinny, dom, w którym się wychowywało. Ja co prawda w moim domu rodzinnym nie postawiłam nogi od przeszło już 8 lat. Choć zawsze, kiedy jestem w Polsce, siadam na przystanku, który leży równolegle do budynku, w którym spędziłam całą swoją młodość. Między budynkiem a przystankiem leży rondo, a w jego środku każdego lata kwitną słoneczniki. Zawsze siedzę na tym przystanku i wpatruje się w okna mojego „pierwszego domu”. Czasem widuje dawnych sąsiadów i zachwycam się każdą iskrą i wspomnieniem, które maluje się w mojej głowie. Nie liczą się wtedy złe chwile ani wydarzenia, które zmusiły mnie do opuszczenia tego miejsca. Może przez to, że nie jestem tam, zbyt często zawsze odnoszę wrażenie, że jest to po prostu magiczne.

    Polubione przez 2 ludzi

    Odpowiedz
  7. stopociechblog

    To dom moich dziecięcych lat. Schowany na końcu drogi, gdzie nie stoją latarnie, a wokół drzewa, krzaki i pola, pola. Wioseczka położona nad jeziorem. Ja z siostra i bratem wiecznie biegający po łąkach i polankach sasanek, zawilców. Och…

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Pięknie …

      Moja wioseczka wśród lasów, dom na krańcu, a nad domem lipa. Nad lipą czasem żurawie, czasem jastrzębie, czasem szybowce …

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          Tak myślę. Jakiś czas temu komentowałam pewien post w którym autorka, dziewczyna z miasta, dywagowała o wyobrażeniach co to się je na wsi, a co się naprawdę je. Jedno i drugie to były bzdury z kosmosu i zwróciłam jej uwagę, że to pewnie tekst sponsorowany. Zaczęła się zarzekać na swój sposób, że nie. Nie chciałam już jej tłumaczyć, że to była moja nadzieja, bo byłoby to jedyną wartością jej tekstu. Prawdomówność obraża ludzi, więc ugryzłam się w język i polubiłam jeno jej ostatnią wypowiedź. I tak sobie myślę, że mieszczuchy to naprawdę dziwaki, bo w temacie wsi lubią chwalić się swoją ignorancją. Well, lubię miasto … nie dalej jak wczoraj mówiłam to Kraciastemu, gdy jechaliśmy przez Dublin … ale lubię też ciszę, poczucie wolności, zieleń, przestrzeń …

          Polubione przez 1 osoba

          Odpowiedz
            1. świechna Autor wpisu

              Wiesz, blogi są publiczne, a autorzy często wypowiadają się tak, jak to robią prywatnie, w gronie znajomych podobnym ich. Korzystam wówczas z okazji i wyprowadzam autora z błędu, że 100% ludzkości myśli tak samo i jego opinia jest uznanym faktem. Ta blogerka zresztą ma kilka przekonań o których „nie chce dyskutować, bo wie że są prawdziwe” (ten argument mnie rozwalił) i obraziła się na mnie. Kiedyś tutaj komentowała, ale w międzyczasie puściła focha. W ostatecznym rozrachunku ona żyje ze swoim fochem, a ja żyję z Kraciastym i kotem 😉

              Polubione przez 1 osoba

              Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s