Czas.

Gdybym Ci mogła to wszystko opisać tak, jakbyś tu był. Jest gorąco, a w zasadzie parno, bujam się na zardzewiałej ławce-huśtawce. Mruczuś siedzi obok w trawie, Maciej leżakuje na stole pod tarasem, a niedaleko niego wentylują Dziewczynki. Lipa chyba już przekwita, nie wiem, bo musiałabym podejść, a znowu spuchła mi stopa i wygodnie jest tu gdzie jestem. Rodzice oglądają w domu „07 zgłoś się”, babcia je podwieczorek. 17:49. Szum wentylatora jak w każde lato, mama nie lubi gorąca. Tyle różnych chwil minęło mi pomiędzy tym ogrodem i domem. Kiedyś piłam tu herbatę zawinięta w koc, pod otwartym niebem okutana szalem i rękawiczkami bez palców. Kiedyś mżyłam tu różne mrzonki. Cierpiałam z miłości. Spacerowałam niewidomego kota. Chodziłam w japonkach po śniegu, żeby zrobić zdjęcie zaschłym owocom róży. Teraz pnącze kwitnie jak szalone a pod nowym stolikiem stoi spodeczek z wodą. O tej porze roku truskawki, ogórki małosolne, jutro może będzie pyra z gzikiem. Jesteś tu ze mną? Burza zapowiada się drugi dzień, a nawet zapowiadała się zanim jeszcze wysiadłam z samolotu. Dobry wieczór, burzo, wchodzisz czy postoisz? Tutaj zawsze jestem dzieckiem.

Masz takie miejsce? Opowiedz mi.

Reklamy

28 Comments

  1. Wczoraj mijałem grupkę ludzi schodzących w strojach plażowych pod most nad Bobrem. Miałem ochotę zatrzymać samochód i zejść z nimi, bo mój mózg tak się zasugerował sytuacją szukających kąpieli w tym miejscu, że spodziewał się przez krótką chwilę spotkać tam znajomych z czasów nastoletnich. Jestem, jestem z Tobą. Razem pewnie byśmy tam wczoraj zeszli. Po sekundzie zorientowałem się, że jedynie miejsce jest to samo. Młodzież dorosła, założyła rodziny i jakoś kąpiel w Bobrze przestała być dla nich atrakcją. Dziś ci, co myślą o kąpieli, jeżdżą do aquaparków, bądź nad morze- niekoniecznie tak zimne, jak Bałtyk. Stracili umiejętność cieszenia się małymi przyjemnościami- albo „wow”, albo wcale! Inni nie żyją, ewentualnie prowadzą takie życie, że to ja nie chcę z nimi spędzać czasu, prawdopodobnie z wzajemnością. Ale dalej spacerując tutaj czuję się wolny, dziwię się tylko, że nie widzę gromadek dzieci wypatrujących na cudzych działkach truskawek, drzew które niedługo zaowocują i warto by było uszczknąć z nich trochę czereśni, gruszek, czy papierówek. I martwi mnie, że tylu ludzi zamieniło wolność na mrzonki.

    Polubione przez 1 osoba

    1. A wiesz, że gdy bywam nad tym Bobrem to widzę go właśnie takim dzięki temu, że widzę go Twoimi oczami? Wydaje mi się, że to szczęśliwe, spokojne miejsce dla wolnych ludzi, którzy noszą kapelusze i całują się przy obwodnicy.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Kiedyś miałam takie miejsce, gdzie wylegiwałam się razem z młodszą siostrą. Czasami dołączali do nas nasi mężowie.
    Teraz już nie ma siostry, więc i nie ma tego miejsca. Zazdroszczę Ci.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cieszy mnie, że mam ten ogród, który robi się coraz bardziej dziki i przyciąga zwierzęta 🙂 Wszystko się zmienia, ale pamięć o dobrych emocjach pozostaje.

      Polubienie

      1. Świechno, też pamiętam nasz wioskowy ogródek z poniemiecką jabłonią- zimówką, której już nie ma i poniemiecką śliwą, która jeszcze rośnie i owocuje. Sąsiad miał papierówkę i zawsze jako dzieci podkradaliśmy się, aby zbierać spady.
        Czytałam, jak Woland wspomina Bóbr, ja zaś wspominam Kwisę z jej piękną piaszczystą plażą, której też już nie ma, bo rzekę wyregulowano i nie płynie zakolami, lecz na wprost.
        Nie mam się z czego cieszyć, mogę tylko wspominać to, co minęło.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Bóbr też uregulowany, podobno już nie szumi tak groźnie. Jakiś czas temu przyjechałam tam wieczorem i rzekę bardziej słyszałam niż widziałam w dole – nie mogę sobie wyobrazić jak mógł Bóbr szumieć kiedyś, ten groźny, zalewający miasteczka.

          Tak niewiele zostało poniemieckich drzew.

          Polubienie

  3. Mój domek jest takim miejscem, w którym czuję się bezpieczna i w tym domku podejmuję wszelkie, życiowe decyzje. Zawsze tak było, że mój dom, moje ściany sprawiały, że czułam się najlepiej.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No chyba, że wylew (czasami mamy paskudne poczucie humoru).

      Tak, myślę, że tak jest jak piszesz. Ja podchodzę do wspomnień kreatywnie – pamiętam głównie dobre chwile, bo tak jest lepiej. A dom rodzinny jest po prostu ostoją spokoju.

      Polubienie

  4. Bardziej niż dom rodzinny, pamiętam działkę. Najlepsze chwile mojego życia! Ci ludzie, kuzyni, dorastanie… Kiedyś tam wybuduję dom 🙂

    Bedę zaglądać – spędziłam równe 7 lat w Irlandii i teraz mi się troszkę tęskni. Powącham chociaż troszkę tego klimaciku 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Naprawdę uważam, że najlepsze chwile mojego życia są teraz, ale powrót do innych momentów, gdy również byłam zadowolona, jest przyjemny 🙂

      Wpadaj jak najczęściej 🙂

      Polubienie

  5. Oj jestem tam z Tobą… Huśtamy się razem, słonko grzeje i jest bardzo przyjemnie 🙂 A co do burzy… Mamy przecież daszek jakby co. Zdążymy się schować. Z cukru też nie jesteśmy, nie? Co jeśli nas trochę zmoczy? Zawsze można w deszczu zatańczyć ;))))

    I tak… Mam kilka takich swoich miejsc. Niestety wszystkie daleko i nader rzadko odwiedzane… Stale mi ich mało i ciągle tęsknię… A w jednym przypadku pewno już nigdy tam nie wrócę,co czyni tęsknotę jeszcze bardziej dojmującą…

    Polubione przez 1 osoba

    1. A wiesz, podobno dla mózgu wszystko jedno czy obraz, który sobie w pamięci przywołujesz, był naprawdę czy został zmyślony. Wszystko, co sobie myślimy jest tak samo realne, budzi takie same uczucia radości lub smutku. Jesteśmy mózgiem … gdy pielęgnujemy w sobie piękne obrazy, one tam zawsze już są.

      Akurat teraz siedzę jakieś 1600 km od tego miejsca o którym pisałam, jem owsiankę, tata Kazika w odtwarzaczu. Wszystko, co widziałam, jest przy mnie.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Myślę, że to zawsze będzie dom rodzinny, dom, w którym się wychowywało. Ja co prawda w moim domu rodzinnym nie postawiłam nogi od przeszło już 8 lat. Choć zawsze, kiedy jestem w Polsce, siadam na przystanku, który leży równolegle do budynku, w którym spędziłam całą swoją młodość. Między budynkiem a przystankiem leży rondo, a w jego środku każdego lata kwitną słoneczniki. Zawsze siedzę na tym przystanku i wpatruje się w okna mojego „pierwszego domu”. Czasem widuje dawnych sąsiadów i zachwycam się każdą iskrą i wspomnieniem, które maluje się w mojej głowie. Nie liczą się wtedy złe chwile ani wydarzenia, które zmusiły mnie do opuszczenia tego miejsca. Może przez to, że nie jestem tam, zbyt często zawsze odnoszę wrażenie, że jest to po prostu magiczne.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s