Niedziela, trawelersi, morze, Witkowski, psychiatria.

Od czasu gdy wróciliśmy do naszego domu w zasadzie nie byłam na plaży. Kraciasty trochę się przeziębił, więc i wyglądaliśmy na szare chmurki zazwyczaj zza szybki. Czytam pierwszą część „Zakazanej psychologii” Witkowskiego, wczoraj byłam gdzieś pomiędzy krytyką Freuda i polewką z terapii NLP, po południu poczułam jednak, że potrzebuję spaceru nad morzem. W takim przypadku sprawdzam tabelę, żeby wiedzieć, kiedy plaża zrobi mi najwięcej miejsca.

Niedzielny szczyt odpływu przypadł na godzinę 14:05 – czapka z daszkiem na głowę, pasek Kraciastego, żeby spodnie mi nie spadały, jego kraciasty szaliczek i mogłam nonszalancko przesuwać się w dół, ku naszemu morzu. Ręce miałam w kieszeniach i zaczęłam spacer po zielonym trawniku, potem trochę po asfalcie, w końcu chodnik prowadził mnie piękną uliczką do wody. Można się uśmiać z tego, że aplikacja w telefonie pokazywała mi 18 stopni. Duchotę mieliśmy wprost niesamowitą, a ulice we wsi pachniały wszystkim, co tam akurat rośnie i kwitnie w żywopłocie, rozpoznałam duszącą woń rozmarynu i gigantyczne, wściekle pachnące hortensje. Przy wejściu do plaży na piasku ścieliło się zielone coś, morskie, co kwitło morsko i morsko pachniało, mógłby ktoś powiedzieć, że nawet waliło, ale szczęśliwe dziewczyny tak na to nie patrzą. Nasze morze, oto ono:

Clogherhead 22.07.18

Jak widzisz, trochę sobie odpłynęło pozostawiając stęsknione pąkle i morskie piaskówki czekające na następny cykl. Czerwona kropeczka pokazuje, gdzie jesteśmy w tej chwili, w poniedziałek rano:

pływy

Wydaje mi się, że zanim weszłam na plażę miałam swoje pierwsze spotkanie oko w oko z irlandzkimi trawelersami. Kobieta wyglądająca na Irlandkę zagadnęła mnie na temat jedzenia, zgodnie z prawdą przeprosiłam ją, bo w kieszeniach miałam tylko ręce i wiatr. Miłego dnia. Kilka kroków dalej zaczepił mnie bardzo podobny do niej mężczyzna, który po dwóch grzecznościowych zwrotach życzył sobie mnie poinformować, że on tylko siedzi w tym samochodzie i pilnuje, że to nie jest jego. Zaakceptowałam to jako fakt i z rękami w kieszeniach poszłam dalej. Skąd moje przekonanie, że byli to trawelersi? Nie wyglądali na typowych żebraków z innej części Europy, niewątpliwie byli tutejsi, mówili z lokalnym zaśpiewem. Nie twierdzę, że wszyscy trawelersi żebrzą, po prostu akurat w tym momencie doszłam do wniosku, że stoi przede mną pavee. No i co mogę dodać? Ucieszyłam się, że zobaczyłam trawelersa, jeśli to brzmi sensownie. Z polskimi Romami też nie mam problemów, bo taką już jestem osobą. Na plaży było niedzielnie, niewiele osób, lekki wiatr robił trochę ruchu w tej ogromnej szklarni w której wczoraj było Clogherhead. W drodze powrotnej pot dosłownie ściekał mi po łokciu, przy niebie cały czas zachmurzonym i aplikacji stanowczo potwierdzającej owo 18 stopni.

° ° ° ° ° °

Wracając do lektury, czytam „Zakazaną psychologię” Tomasza Witkowskiego (wyd. Bez Maski). Jeśli w ogóle o niej nie słyszałeś, to zapewniam, że wbrew tytułowi nie jest to dzieło z rodzaju „interesuję się psychologią, miałem o tym jeden semestr na technologii żywienia, więc teraz wszystko Ci wyłuszczę”. Dalsza część tytułu brzmi „Tom 1. Pomiędzy nauką a szarlatanerią”.

Tomasz Witkowski jest polskim psychologiem i sceptykiem odsiewającym pseudonaukę od psychologii – wskazuje jakie terapie nie mają ugruntowania w empirii, przypomina też wielkie naukowe fejle w nadzorze nad badaniami, które dały potem chwiejne podstawy trendy teoriom. Podczas studiów nie przepadałam za freudyzmem, ale spotkałam gorliwych wyznawców tej pseudonauki w osobach przyszłych terapeutów, którzy tropili u siebie i u innych opory i wyparcia z podziwu godną konsekwencją. Lektura Witkowskiego jest pod tym względem odświeżająca. Otóż np. nie ma procedur umożliwiających wydobycie pamięci z ciała migdałowatego. Można za to wszczepić z łatwością fałszywe wspomnienia – nasze mózgi pełne są wspomnień, które nigdy się nie wydarzyły i najczęściej nie ma to wielkiej doniosłości. Problem powstaje, gdy na tej podstawie oskarżamy w procesie sądowym z pomocą psychoterapeuty, który twierdzi, że zwalczył u nas wyparcie, chociaż nie mógł, bo tego nikt nie potrafi. Witkowski skupia się w książce na tym, co nie działa. Jeśli takie podejście Cię nie zniechęca i interesujesz się nauką bardziej niż pokrzepiającą pseudonauką, to książkę polecam. A to maziajek z testu Rorschacha:

Rorschach_blot_09

Ja tam zawsze widzę homara, i nie wiem czy to dobrze 😀 . Wyobrażasz sobie, że niektórzy psycholodzy używają tego testu projekcyjnego jako biegli w sprawach sądowych o przyznanie opieki nad dzieckiem? Czy to dobrze, proszę pana, że widzę homara?!

I jeszcze … wczoraj obejrzeliśmy z Kraciastym „Lot na kukułczym gniazdem”, film ze świetnego rocznika 1975 🙂 Wspomniana przeze mnie książka i ten film mają wspólny wątek – zawodu jaki nauce/rzeczywistości czynią ludzie. Bo psychiatria, psychologia, psychoterapia jako nauki nie są ani dobre ani złe. Jako nauki bazują na faktach, superwizji, badaniach ilościowych i jakościowych, które mają służyć wykryciu stanu obiektywnego. Powinny. To człowiek zawodzi, ze swoimi ambicjami, nieuprawnionymi przekonaniami, kompleksem Boga, chciwością – to człowiek robi z nauki jarmarczek, czary-mary, blogi z pierdami powtarzanymi po tysiąckroć, które nie zatrącają o prawdę, instagramy z coachami po technologii żywienia, którzy powiedzą Ci to, co już wiesz, ale za pińćset złotych. Czyż siostra Ratched nie była świętą kobietą? Siostra Ratched, która nigdy się nie myli, pasywno-agresywny tyran z dwoma naleśnikami przyczepionymi do głowy, niezastąpiona, ponadczasowa siostra Ratched.  Tę nieruchomą, bezemocjonalną twarz zagrała Louise Fletcher … kurcze, jaka to wspaniała, subtelna w swojej potworności osoba. I mogę sobie wyobrazić, że istnieją widzowie, którzy wcale nie uznają jej za postać negatywną. Czyż możemy nie docenić jej obowiązkowości, spokoju, dobrych intencji? Oprócz niej świetna postać Wodza zagrana przez Willa Sampson, olbrzyma z plemienia Muscogee, dla którego ta rola była debiutem filmowym. Grzebałam przez chwilę w sieci, żeby Ci pokazać, że Sampson był także malarzem, ale pokonał mnie żar poranka. Już i tak za długi ten post, zawieszam go więc tutaj takim jakim jest i robię śniadanie.

Dzień dobry.
Co myślisz o psychologii, o spacerach nad morzem, o ludziach zaczepiających Cię po drodze?

Reklamy

24 myśli w temacie “Niedziela, trawelersi, morze, Witkowski, psychiatria.”

  1. Plaża rozległa , lubię takie spacery, lubię pojawiające się towarzystwo i ewentualne rozmowy, chociaż samotna czuje się niepewnie…
    Psychologia zawsze znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, ale chyba zamiast bardzo mądrych dzieł naukowych wolę wiedzę wynikającą z bogatego doświadczenia różnych osób, dlatego rozmowy i dyskusje są takie frapujące.
    Miałam/mam w rodzinie uczoną psycholożkę…dziękuję, raczej wolę się trzymać z daleka od tego typu osób. Może źle trafiłam. Zapewne psychologia, psychiatria są potrzebne i wiele wyjaśniają, ale czemu ich „wyznawcy” bywają tacy dziwni?
    Dziś każdemu wydaje sie, że potrafi udzielać rad, ale z drugiej strony , jak wiele jest osób, które potrzebują prowadzenia za rękę – coach finansowy, coach od seksu, coach od fitnessu…masakra!

    Polubienie

    1. No właśnie na tym polega problem, ludzie bardzo często mówią, że lubią psychologię, ale nie naukową. Czyli … w zasadzie co? … Co nam mówi bogate doświadczenie różnych osób? Bo była tu komentatorka, która twierdziła, że depresję mają ludzie leniwi, tak jej podpowiadało doświadczenie. Gdzieś się utarło, że nic wiedzieć nie trzeba, można zmyślić na podstawie doświadczenia. Tymczasem intuicja i rzeczywistość to dwie różne sprawy. Że jest to kłamstwem mogą zaświadczyć ludzie wychodzący z nałogu, którzy po terapii widzą, że ich logika nie była logiczna, a pomoc rodziny nie była pomocą.

      Jeśli chodzi o dziwność … większość studentów psychologii w Polsce to kobiety. Większość na pytanie dlaczego wybierają ten zawód mówi, że chcą pomagać. Bo taka jest odpowiedź. Kochasz dzieci? Tak. Co jest Twoim największym osiągnięciem? Rodzina. Dlaczego chcesz zostać psychologiem? Żeby pomagać. To jest zestaw odpowiedzi dla kobiet … gdy się zapytasz kobietę to ona uwielbia dzieci, kocha swoją rodzinę i chce pomagać, komukolwiek. Podtekst jest taki, że może kocha a może nie, innych osiągnięć może brak i a w zamian za pomoc chce się poczuć w końcu królową rzeczywistości, cóż że innego człowieka. Z drugiej strony nie wiem jak jest Twoja definicja słowa „dziwni” … może masz na myśli właśnie osoby profesjonalne. Bo rozmowy z nimi mogą być nieprzyjemne po seansach coachowych lub rozmowach z osobami z „bogatym doświadczeniem” – fakt, że ktoś nas próbuje zdiagnozować zamiast wchodzić nam w tyłek, może być niemiły. Moja przyjaciółka tak odebrała swoją pierwszą godzinę terapii … nagle osoba siedząca przed nią z miłym uśmiechem bezlitośnie uświadomiła jej, że większość zabiegów wychowawczych wykonywała źle. Na szczęścia przyjaciółka poszła drugi raz i po jakimś czasie zaczęła wychodzić ze współuzależnienia. Ale na początku była wściekła … 🙂

      Polubienie

      1. Mówiąc dziwni, miałam na myśli to, że często takie osoby same z sobą mają gigantyczne problemy, więc nie bardzo widzę tu zasadność pomagania innym, podobno terapeutą nie każdy powinien być. Osoba, którą wspomniałam uważała się za dobrego psychologa, a wśród bliskich i znajomych narobiła tyle kwasu, że wyjeżdżając za granicę zostawiła po sobie niemiłe wspomnienia…inna zajmuje się dziećmi z ADHD, ale jej własne wychowują nianie i były mąż…
        Miałam kilkakrotnie zajęcia z psychologami, nie potrafię powiedzieć w czym mi pomogły, ale może to dlatego, że jestem sceptycznie nastawiona…w teorii wszystko wygląda inaczej, a życie rządzi sie swoimi prawami.
        Nie jestem przeciwna psychologii i psychologom. Zajmujące są dla mnie portrety psychologiczne bohaterów literackich czy filmowych, geneza ich zachowań itp.
        O zajęcia z psychologii otarłam się jedynie w liceum i na studiach, także podyplomowych, ale rozczarowały mnie, cóż na to poradzę?

        Polubione przez 1 osoba

        1. Pewnie nie każdy może być terapeutą, tak jak nie każdy ma zdolności do bycia nauczycielem czy sprzedawcą. Ale ludzi to nie powstrzymuje 🙂

          Nie trzeba być „dobrą matką” (cokolwiek to znaczy), żeby być dobrym specjalistą od ADHD. Inna sprawa, że ADHD jest to moim zdaniem rzadka przypadłość, rzadsza niż to wynika z ilości diagnoz. Specjalista w psychoterapii to ten, który potrafi u innych zauważyć pewne prawidłowości i mieć kompetencje, żeby doradzić co zrobić z tym, co nam przeszkadza. Ale jemu w nim samym te same rzeczy przeszkadzać nie muszą 🙂 poza tym właśnie po to jest superwizja, żeby problemy psychoterapeuty rozwiązywali inni koledzy po fachu. Mechanizm iluzji i zaprzeczeń działa u każdego człowieka, więc i psychoterapeuta je ma, a to oznacza, że to inni ludzie z zewnątrz wyraźniej widzą na czym polega problem. To jest właśnie jeden z mitów psychologii popularnej, że są gdzieś jacyś ludzie, którzy mają osobiste doświadczenie, pokonali problem i oni nas najlepiej nauczą, bo stali się ekspertami. Na tej fali działa Beata Pawlikowska. Tylko, że ja nie mam wcale wrażenia, że z nią jest teraz już wszystko w porządku.

          Bardzo lubię psychologię historyczną, interpretacje motywów postaci historycznych, wyszukiwanie charakterystycznych zaburzeń w opisach literackich – zmienność oceny co jest zaburzeniem pod wpływem kultury jest bardzo interesującym tematem 🙂 Chociażby temat anoreksji w średniowieczu i obecnie …

          Nie wszystkich musi interesować to samo 🙂 Osobiście uważam, że psychologia traktowana powierzchownie jest zbyt nienaukowa, żeby była ciekawa.

          Pozdrawiam 🙂

          Polubienie

          1. Psychologia jest w ogóle ciekawa, tylko nie każdy badacz potrafi nią zainteresować przeciętnego odbiorcę, tak jak w przypadku wielu nauk. Szukam bardziej popularnych pozycji, bo tak jak w przypadku prawa czy podobnych nauk, nie jestem specjalistą i wolę gdy ktoś mówi do mnie ludzkim językiem 😉
            Nie wiem czy czytałaś cykl Noaha Gordona o sadze lekarzy i historii medycyny… takie ujęcie tematu, poparte rzetelnymi studiami pisarza bardzo mi odpowiada 🙂
            Oczywiście, z racji zawodu z opracowań naukowych też muszę korzystać i nie przeczę, często są to ciekawe propozycje, zwłaszcza gdy teoria poparta jest doświadczeniem praktycznym autora 🙂

            Polubione przez 1 osoba

  2. Nie słyszałam wcześniej o dr Witkowskim, nie znam książki, więc trudno mi się do niej odnosić. Studiowałam w czasie, kiedy powstawał „Lot nad kukułczym gniazdem” i już wtedy Freud występował jako postać historyczna. Od dawna nikt nie traktuje jego teorii dosłownie, ale wszystkie kierunku psychoterapeutyczne zawierają jakieś elementy psychoanalizy, tej współczesnej.
    Spacery plażą są jednym z moich milszych wspomnień. I tak już niestety, zostanie.
    Zaczepiający nieznajomi…Nie, nie mam nic przeciwko temu, tylko, czemu to zawsze muszę być ja?! Jeśli na przystanku będzie stało 10 osób i znajdzie się jakaś zbłąkana postać, to wiem, no WIEM, że zwróci się do mnie. Najgorsi są ci, co szukają drogi, bo mam kompletnie zaburzoną orientację przestrzenną 🙂
    A film należy do tych, który do głębi wzrusza. Niewiele jest takich.

    Polubienie

    1. Nie wszystkie kierunki psychoterapeutyczne korzystają z psychoanalizy. Behawioryści skupiają się na „tu i teraz”, ich terapie mają określony cel i czas trwania.

      Freud … niby historyczny, ale psychoterapia psychodynamiczna jest oparta na założeniach psychoanalizy, a ta jest zmyśleniem, tak argumentuje Witkowski. Po pierwsze to nie Freud „wynalazł” podświadomość, po drugie był szarlatanem, który fałszował przypadki swoich pacjentów, po trzecie używał psychoterapii do bogacenia się kosztem pacjentów o których wiedział, że ich z niczego nie uleczy. No i jeszcze dowodzenie, że w zasadzie ludzie z objawami neurotycznymi szybciej dochodzą do siebie bez terapii niż z terapią psychodynamiczną … Witkowski wytacza mocne działa. Ta psychoterapia nie jest celowana, w zasadzie nie wiadomo, jakie mają być jej efekty, więc może trwać lata całe w trakcie których wydaje się, że pacjent zyskuję kumpla, bo nikt inny nie chce spędzać z nim czasu. Można polemizować czy w terapii naukowej o to powinno chodzić.

      Też mi się tak wydaje, że akurat mnie ludzie zaczepiają, ale wiem, że tak nie jest – to, co dotyczy mnie jest dla mnie najważniejsze i nie jestem pod tym względem wyjątkiem.

      Film mnie poruszył swoją subtelnością. Bo potwór jest subtelny, w zasadzie banalny, często występujący w naturze 🙂

      Polubienie

      1. No tak, zapomniałam o behawiorystach i NLP, ale to dla mnie raczej tresura, niż psychoterapia.

        Pewnie, że nie jestem wyjątkowa. Po prostu nie unikam kontaktu wzrokowego, jak to mają w zwyczaju moi rodacy.

        Polubione przez 1 osoba

        1. NLP nie ma żadnych podstaw empirycznych, teoria jest wyssana z palca a raczej podebrana z innych nauk i poskładana do kupy bez żadnych badań za tym idących. Dość powiedzieć, że podobno leczy też z AIDS 🙂

          Natomiast psychoterapia stosowana przez behawiorystów jest celowana – raczej nie idzie się na nią, gdy zasadniczo nie wiem, co mi jest, ale tak chcę zapłacić i sobie pogadać. Behawioryści pracują np. nad fobiami, natręctwami. Stosuje się różne techniki, które są dość jasne do wytłumaczenia. No i w tej terapii zakłada się poprawę, nie tylko subiektywną klienta, ale zauważalną. Tzn. jeśli boję się latać samolotem nie jest celem terapii przepracowanie tego, że boję się latać z powodu brata, celem terapii jest, żebym mogła polecieć. Osobiście uważam to za dość uczciwe podejście, ponieważ tak założone efekty są mierzalne.

          Też staram się nie unikać kontaktu wzrokowego 🙂

          Polubienie

  3. Podstawa rzetelności i miarodajności wszystkich technik stosowanych w badaniach psychologicznych i psychiatrycznych jest powtarzalność: warunków testowania (zarówno badanego jak i badającego), i uzyskiwanych wyników. Oczywiście testy i narzędzia także powinny być zestandaryzowane, a końcowy wynik dostosowany do ogólnych badań uzyskiwanych innymi testami (np. wg skali Catella, Wechslera, czy Stanford-Bineta). W praktyce decyduje tu statystyka, im więcej testów, tym bardziej optymalny wynik.
    O dr. Witkowskim słyszałem, ale nie zagłębiałem się. W młodości chciałem być psychotronikiem, ale ten kierunek studiów przekazano wojsku, utajniono a cywilom zaproponowano studia na psychologii i elektronice. Przyjąłem ofertę, ale pracę w tym zawodzie znalazłem dopiero po 40 latach od ukończenia obu kierunków. Trochę za późno, ale nie żałuję. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jeśli chodzi o rzetelność i miarodajność jest tak jak piszesz. Jest to interesujące, że jednocześnie dostawałam informacje na temat rzetelności czy standaryzacji na metodologii, a z drugiej strony niektórzy wykładowcy przekazując wiedzę ze swojego przedmiotu ewidentnie zachęcali do użycia testów które na przykład nie przeszły adaptacji kulturowej, można było znaleźć ich rozwiązania w sieci lub były zwyczajnie „przeterminowane”.

      Nigdy nie jest za późno na poszerzanie swojej wiedzy 🙂

      Psychotronik??

      Polubienie

      1. Uczelnie nie są najlepszym „polem do uprawiania testów psychologicznych”, bo dominują tu preferencje tytularne. Doskonałe barzędzia posiadają (posiadali?) mundurowi, ich pracownie psychoanalityczne to prawdziwa fabryka optymalizacji i update’owania testów.
        Psychotronik? A czemu nie? Wprawdzie ten zawód nadal zbiera cięgi, ale bardzo pokrewny robotyk (w którym pracowałem ostatnie trzy lata zaspokoił moje oczekiwania.

        Zrewanżuję się pytaniem: Mysza, czy myszka futerkowa to to samo? Jakieś 8 lat temu wykłócałem się z kimś takim na blogach: Elizy, Marii Dory i Wolanda. 😉

        Polubione przez 1 osoba

        1. Czyż ze mną można się wykłócać?
          Czy Mysz nie może być Futerkowa? 😀

          Nie „oooo psychotronik”, tylko chciałam zapytać grzecznie, to co Ty robisz w pracy? O czym to faktycznie jest? Naprawdę bardzo chciałabym wiedzieć 🙂

          Polubienie

          1. Pracuję, a właściwie pracowałem (bo teraz dorabiam w domu naprawą płyt komputerowych) przy tworzeniu i wdrażaniu oprogramowania do robotów. To od nas zależy jak skomputeryzowany sprzęt ma działać w trudnych awaryjnych sytuacjach. Jak wiesz człowiek zawodzi, komputer raczej nie, a więc trzeba włączyć takie aplikacje, które pomagają człowiekowi w sytuacjach beznadziejnych i są odporne na bezładne działania człowieka w stresie. Robotyka teraz święci triumfy (sztuczna inteligencja, autonomiczne samochody), ale już raczej beze mnie.

            Polubione przez 1 osoba

            1. Robotyką fascynowali się moi uczniowie, więc tak pi razy drzwi wiem, o co w niej chodzi. Natomiast zaciekawiłeś mnie tą psychotroniką. Czy jest taki prawdziwy zawód, w sensie, że człowiekowi płacą za bycie psychotronikiem, no i co się wtedy robi?

              Polubienie

            2. W PRL to był zakazany zawód, trochę się poluźniło, gdy Gierek przejął władzę, ale szybko ten kierunek przejęło wojsko. Dlaczego? Tu znajdziesz odpowiedź:
              https://pl.wikipedia.org/wiki/Psychotronika
              Do końca „zimnej wojny” psychotronika korzystała z dorobku psychologii, i elektroniki. Potem doszła jeszcze biofizyka oraz antropologia. Płacili, i to dobrze, ale tylko w wojsku. Od 1990 r. część działów zakazano a część przekazano do laboratoriów biofizycznych. Chociaż zaliczyłem oba kierunku studiów, to nigdy nie pracowałem w tym zawodzie, mam wstręt do munduru. 😉 Byłem za to elektronikiem, informatykiem, nauczycielem i psychologiem, czego nie żałuję.

              Polubione przez 1 osoba

    1. Tak mi się wydaje, że na zdjęciu trochę smutno, ale to dlatego, że nie mogłam uchwycić dźwięków i zapachów. To był dobry dzień, tak naprawdę pogodny i spokojny, trochę osób się kąpało, chociaż tutaj woda jest zawsze zimna, trochę siedziało na piasku i rozmawiało. Tutaj prawie nikt się nie opala i chociaż plaża jest w środku miejscowości, nawet w niedzielę nie ma tłumów 🙂

      Polubienie

    1. Jakimś tam uzasadnieniem dla parawanów może być porywisty wiatr, ale nie za bardzo mi się wydaje, żeby o to chodziło w rzeczywistości.

      Polubienie

    1. Ależ uwielbiam jednorożce.
      Ze spacerem różnie bywa, ostatnio mieliśmy ogromną ochotę na posiedzenie i kontemplację morza, ale plaża rzucała w nas piaskiem i ewakuacja nastąpiła po 5 minutach 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s