Demon i Pianista.

Tydzień temu spakowaliśmy do walizki kilka papierowo-płytowych historii. Przyszedł czas na skosztowanie i ostatnie dwa wieczory spędziliśmy na oglądaniu filmów. Tak się złożyło, że każde z nas widziało ten z nich, którego nie obejrzało drugie, było więc i kulturalnie i egalitarnie.

Na początek poszedł „Demon” Wrony. W zeszłym roku z przyjemnością odpaliłam go w Halloween zachęcona etykietką horroru. Przekonałam się, że reżyser wykorzystał jedynie szablon gatunku, żeby z jednej strony wypełnić go swojskimi motywami, z drugiej poruszyć zupełnie inny temat. Rozsypujący się dom na wsi, hojni teściowie, przaśne wesele, wódeczka dobra przy każdej okazji. W tym wszystkim pojawia się trup w ogródku, bardzo zresztą niewyraźnie, a pan młody zaczyna dziwnie mówić. Wrona uraczył nas doskonałymi plenerami, starannym doborem aktorów i nadal aktualną opowieścią o tym jak to jest u nas ze zbiorową pamięcią. Bo chorujemy na jakiś rodzaj amnezji, jest to więc także film o chorobie. Dopiero teraz, za drugim razem, zauważyłam, że starego pana Wentza zagrał Włodzimierz Press, drobny i kruchy. I śmieszna rzecz … byłam przekonana, że postać powiatowego lekarza grana jest przez Jakubika … dopóki na potrzeby tego tekstu nie sprawdziłam danych. Adam Woronowicz, ten od Popiełuszki, doskonały. Wydaje mi się, że każdy aktor mógł tu szeroko pograć … Woronowicz oprowadzający ducha po polu, Tiran doznający przylgnięcia, Grabowski w każdej scenie, Press patrzący na miasto, którego już nie ma. Synagoga to masarnia, masarnia to sklep …

Wczoraj z kolei świetny „Pianista” Polańskiego. Wiem, stary, stary, wszyscy znają, ale ja nie. Pamiętam jakieś okruchy recenzji tuż po premierze filmu, że to wszystko mało emocjonalne, że zdystansowane, że zbyt nieporuszające. Nosz ku….wa. Jak jeszcze można było podkręcić tę historię zbiegów okoliczności? Historia prawdziwa, gdzie człowiek zamożny, znany artysta ubrany w doskonale skrojone, wełniane płaszcze próbuje przetrwać w swoim własnym mieście nękanym pożogą wojny. Z kryjówki do kryjówki z zagrożenia w zagrożenie, aby w końcu poznać Niemca, który lubi muzykę. Znajomość zawarta z powodu puszki z ogórkami. Zastanawialiśmy się z Kraciastym nad losem, który ocala jednych i kończy życie innych. Na Szpilmana przypadło zapewne wielu ludzi, którzy zginęli przechodząc przez ulicę. Wyjdę tylko po chleb. Jeb i już. Nikt nigdy nie połączył wielkich wydarzeń z ich nazwiskiem. Może zresztą i nigdy nie połączył ich nazwiska z rozkładającym się ciałem. Co do tej historii można dołatać, jakąż ekscytację, żeby było lepiej?

Porozmawialiśmy o tym z Kraciastym sporo, dłuższy czas pewne obrazy miałam pod powiekami. Historie poruszyły mnie również dlatego, bo jestem przekonana, że doznaliśmy wielkiego uszczerbku na narodowej tożsamości po eksterminacji Żydów. Jeśli możesz te filmy gdzieś obejrzeć, nie wahaj się – myślę, że są tego warte. Jeśli obejrzałeś, ciekawa jestem Twojej opinii na ich temat.

Piszę to późnym wieczorem, gdy jest już spokojnie i gładko a z piekarnika pachnie rybką. Wyobraź sobie, że tego dnia jednak mieliśmy na wybrzeżu pierwszy, zimowy sztorm. Buka zmierza ku nam krokiem posuwistym, a nam jest dobrze w naszym domku i tylko szkoda mi, że nie zapakowałam do walizki również wszystkich moich Muminków. Muminki przydają się na długie wieczory w których za oknem wieje wiatr.

Dobrej nocy 🙂

Reklamy

31 myśli na temat “Demon i Pianista.

  1. „Demon” oprócz doskonałej gry aktorskiej i plenerów, to także świetne zdjęcia, no i nasz odwieczny problem: co się dla kogo liczy w sytuacjach kryzysowych, co to znaczy fałszywy przyjaciel, a co „dobro córki”. Chyba najbardziej wstrząsnęła mną samotność panny młodej- gdy ona w ciągu kilku godzin zaczyna tracić miłość i szczęście, najbliżsi zdają się mieć inne priorytety. Obraz społeczeństwa, chocholi taniec, odniesienia do Wesela Wyspiańskiego i Wesela Smarzowskiego…, świetna robota, nie spodziewałem się tego po dreszczowcu.
    „Pianista”- tutaj najbardziej przeraziło mnie to, że facet był tylko muzykiem, był nim przed wojną, był nim po wojnie, a polowano na niego, jakby był ludobójcą. Mało tego. Gdzieś tak w połowie filmu, jako widz dałem się wprowadzić w stan przeświadczenia, że jego dramatyczna walka o przetrwanie w nieludzkich warunkach, to norma- przestało mnie dziwić, że dookoła trwa obława na każdego żywego Żyda. I tylko skala pogardy mnie nieodmiennie porażała.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mnie od początku raziła w „Demonie” wszechobecna wódka. Raziła w sensie akuratności, przystawania do świata poza którym byłam wychowana. To, że jak się z kimś nie nawalisz, to nie jest prawdziwa przyjaźń, a jak nie pochlasz na weselu, to nie wesele. Wesele perfekcyjne, zastaw się a postaw się, takie finansowane przez mamusię i tatusia, żeby potem można było narzekać przez pół małżeństwa, że się wtrącają. Mówiąc krótko poraził mnie realizm tej historii. Po co ludzie w ogóle przychodzą na takie imprezy? Nic nie widziołem, nic nie słyszołem, polej.

      Jeśli chodzi o „Pianistę”, w scenach ze „złymi” Niemcami wyobrażałam sobie jak to wszystko odbiera Prawdziwy Polak. Rozmawialiśmy kiedyś o postach na facebooku o maltretowanych kotach czy pieskach i fali hejtu na złoczyńcę jaka pojawia się pod nimi, przy czym gdy się tak przyjrzysz kto to pisze, to połowa z tych ludzi nie jest warta splunięcia, bo od tego złoczyńcy w zasadzie niczym się nie różni. Dla ludzi krótkoterminowych to jest opowieść o tym jacy Niemcy są okropni, a film zdobył Oscara, bo był o Żydach. Pewnie mają problem z zobaczeniem w filmowych Niemcach siebie, to jest zbyt abstrakcyjny przekaz. Bo ten film opowiada o najpierwotniejszych instynktach, o głodzie, o walce o przetrwanie, oraz, że niektórzy z nas, jeśli tylko mogą zachować się jak gówno, to się zachowają.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Zgadza się. Wszechobecna wódka, to jedna z pierwszych rzeczy rzucających się w oczy, a drugą jest jej akceptacja. Nawet panna młoda z uśmiechem patrzy jak dzień przed ślubem jej rodzony brat polewa jej narzeczonemu- w warunkach wykluczających jakąkolwiek kulturę picia- chlanie w przeddzień ślubu, na stojąco, przed domem, jakie wobec tego można mieć oczekiwania na przyszłość? Inna strona polskiego wesela pokazana w filmie, to strona seksualna- nie mająca nic wspólnego z erotyką, bo nawet masturbacja w zacisznym miejscu ma więcej intymności, niż weselne ekscesy podmajtkowe. Żonaci panowie odkrywają w sobie na nowo lwa podrywu, mężatki sprawdzają, czy ktoś ma jeszcze do nich ciągoty, podstarzałe panny rozpaczliwie przyjmują między nogi każdą zdobycz, starzy kawalerowie korzystają z uroku alkoholowej chwili i zaburzonego postrzegania potencjalnych partnerek, młode dziewczyny pokazują demonstracyjnie rodzicom, jakie są dorosłe, a młodzi, dobrze napici chłopcy, rzecz jasna, i tak zerżną wszystko, co wpadnie im w ramiona i da się wyprowadzić. Nie, nie uogólniam, oczywiście nie każdy tak robi, ale za to każdy może takie zachowania zauważyć, bo tam, na zabawie po ślubie kościelnym- w kraju chętnie zwącym się przedmurzem chrześcijaństwa, mało kto z tym się kryje. Opowiadałem Ci już kiedyś, jak na weselu kumpla, pierwsza drużba zablokowała męski kibelek z ówczesnym partnerem, a że był tylko jeden, to szybko utworzona kolejeczka mogła podziwiać odgłosy dochodzące ze środka i obraz przebijający przez kibelkową szybkę matową.
        – Przechodziłam z tragarzami i wpadłam.
        – Z tragarzami? Do męskiej ubikacji?
        -Tak, z tragarzami, do ubikacji….
        Że tak sparafrazuję Misia. I w tym kontekście jeszcze straszniejsza wydaje się samotność autentycznie zakochanej panny młodej, której mąż wymyka się w świat duchów, ale rodzinę obchodzi tylko „co ludzie powiedzą”, a tych ludzi z kolei obchodzi jedynie, by się nażreć, nachlać, ewentualnie poruchać.

        Polubione przez 1 osoba

        1. No tak, ten ból głowy związany z doborem sukni i prezentu, koafiura starannie zrobiona na głowie, obrzucanie się nawzajem spojrzeniami, czy jakaś inna jeszcze nie ubrała się w to samo. Takie udawanie, że oto będzie elegancko, które kończy się na potańcówce, gdzie przepocony wujek Kaziu chucha zjełczałym oddechem w dekolt. Opowiadałam Ci, że raz uczestniczyłam w pochodzie wybierania sukni dla panny młodej. To teraz chyba „tradycja” podpatrzona w tv. Cóż to były za tortury, od sklepu do sklepu z horrendalnie drogimi firankami, które z bliska wyglądały jak zwykła szmata i jeszcze udzielanie feedbacku pannie młodej tak, żeby się nie obraziła. I w czasie przygotowań całej imprezy to przejmowanie się jaki będzie odbiór, bez realistycznej refleksji, że jeśli zamawia się przy tym dwadzieścia skrzynek wódki, to odbiór nie ma znaczenia. Atmosfera tego typu jest złapana u Wrony w punkt.

          Polubione przez 1 osoba

  2. Demon podobał mi się , mimo wszystko, chociażby ze względu na oryginalność tematu, jak na polskie produkcje.
    Pianistę mam w zamiarach, mam płytę z filmem, ale tematy wojenno-żydowsko- obozowe to dla mnie trauma, bo potem sny mam gorsze od filmu…zna więc tylko z fragmentów. Może kiedyś się przemogę?
    Z tego samego powodu nie poszłam na Wołyń, wystarczył mi Katyń…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja również z tego samego powodu nie podeszłam jeszcze do „Wołynia”. Czy „Pianista” jest brutalny? Są niewątpliwie takie sceny, ale holocaust to nie jest coś co nastąpiło natychmiast po wkroczeniu nazistów. Był to proces podzielony na etapy, naziści działali psychologicznie i w związku z tym widz również jakby przyzwyczaja się do myśli o tym, co ma nastąpić. Uzmysławia mi to również jakim zaskoczeniem dla Niemców było powstanie w getcie – po takim zmiękczaniu ofiar, pozbawianiu ich nadziei bunt raczej nie powinien był nastąpić. Z drugiej strony widzimy tu wojnę z pozycji obserwatora, bo Szpilman nie był uczestnikiem ruchu oporu. Jego głównym zadaniem było czekać, przetrwać i w związku z tym np. powstanie w getcie jest pokazane na tyle, na tyle było widać je z okna kamienicy w której pianista się ukrywał. No i do tego obraz warszawiaków czy samego getta … bardzo długo po wkroczeniu wojsk niemieckich utrzymywał się podział kastowy społeczeństwa. Jedni radzili sobie lepiej, inni gorzej. Zafascynowana Szpilmanem wiolonczelistka po prostu żyje sobie, cały czas perfekcyjnie ubrana i umalowana. Na moment poznajemy jej pierwszego męża (Michał Żebrowski wypowiada w tym filmie jedno zdanie i to z dubbingiem), a gdy Szpilman szuka kolejnej kryjówki spotyka ją ponownie: w ciąży z mężem nr 2. Niby pomaga podziemiu, ale nie na tyle, żeby to jej zburzyło fryzurę. Podobnie jest z rozwarstwieniem wśród Żydów … przecież Szpilman zarabiał w getcie grając w restauracji. Sytuacja absurdalna – zbliża się zagłada, a część żydowskiego społeczeństwa stara się utrzymać pozory życia, które prowadzili poza murami …

      Polubienie

  3. Uwielbiam Muminki, a Włóczykij to prototyp mojego ideału mężczyzny 🙂 Od dziecka i niezmiennie 🙂

    „Demona” postaram się obejrzeć, głównie ze względu na Twój opis. O polskim horrorze nie mam pewnie co nawet marzyć. Chyba już od 2 lat mam w przeglądarce zakładkę „9 najlepszych polskich horrorów” i do tej pory jej nie otworzyłam ze strachu przed… niesmakiem. To może teraz pytanie do Ciebie 🙂 Czy oglądałaś któryś z tych filmów (uwaga, otwieram zakłądkę):
    Medium (1985), reż. Jacek Koprowicz
    Wilczyca (1982), reż. Marek Piestrak
    Lokis. Rękopis profesora Wittembacha (1970), reż. Janusz Majewski
    „Strzeż się ciąży, Lokis krąży”
    Diabeł (1972), reż. Andrzej Żuławski
    Opętanie (1981), reż. Andrzej Żuławski
    Doktor Jekyll i kobiety (1981), reż. Walerian Borowczyk
    Widziadło (1983), reż. Marek Nowicki
    Lubię nietoperze (1985), reż. Grzegorz Warchoł
    Klątwa Doliny Węży (1987), reż. Marek Piestrak
    ?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Muminki są wspaniałe chociaż dla mnie to nie była historia z dzieciństwa (tą były książki o Kubusiu Puchatku). Zaczęłam je czytać będąc dorosłą i nawet mam coś na kształt kolekcji pierwszych polskich wydań – na razie kolekcja obejmuje cztery książki 🙂 Jestem też dość zafascynowana postacią ich autorki. Co mi przypomina, że w Polsce zostawiłam również tom z jej listami do przyjaciół i rodziny – bardzo interesująca lektura.

      Jestem pewna, że lata świetle temu oglądałam „Wilczycę” i „Klątwę Doliny Węży”. Najtragiczniejsze w tym wszystkim jest to, że zupełnie nie pamiętam o czym to było. Jestem oczywiście uzbrojona w świadomość, że Klątwa jest jednym z najgorszych polskich filmów. I gdy to piszę to nabieram ochoty, żeby się ponownie zapoznać z tym dziełem. Bo przecież tam naprawdę gra Wilhelmi … 😀

      Polubienie

    1. No właśnie to nie za bardzo jest horror, chociaż wykorzystuje klasyczny motyw horroru amerykańskiego – dom w sąsiedztwie grobów.

      Od premiery „Pianisty” minęło ponad 15 lat, o holocauście opowiadano na wiele sposobów, od tyłu i od przodu, a nadal jest to film, który robi wrażenie. Taka rzecz do obejrzenia i przemyśleń.
      Pozdrawiam, żyj dobrze 🙂

      Polubienie

  4. Kiedy byłam dzieckiem męczyłam film „pianista” tak często, że pamiętam go na pamięć. Historia w nim zawarta jest bardzo smutna, poruszająca, trudna. Dla mnie jeden z najlepszych filmów, jaki mógł powstać na tle drugiej wojny światowej. Film „demon” nie widziałam – dzisiaj sprawdzę.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    PS
    Bardzo ucieszył mnie Wasz wspólnie spędzony czas. Takie owocne wieczory idą tylko na korzyść związku. ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Drugim hollywoodzkim filmem tego typu jest „Lista Schindlera”. Oglądałam go w kinie i pamiętam, że długo potem przetrawiałam całą historię. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Hollywood ma tendencję do uproszczeń, ale w obydwu obrazach ogromne nakłady finansowe zostały dobrze spożytkowane.

      My często oglądamy razem filmy albo słuchamy muzyki i rozmawiamy o tym, widocznie takie już z nas gaduły 🙂
      Pozdrawiam 😀

      Polubienie

  5. Pianistę oglądałem trzy razy i za każdym razem wrażenie wywierał, ale to głównie dlatego że tematyka mnie kręci. O „Demonie” słyszę, a właściwie czytam pierwszy raz… Ale przede wszystkim wpadłem życzyć Ci miłego weekendu i podziękować, że mimo tego, że tak mało mnie było w blogowym świecie to i tak zaglądałaś. Dziękuję. Trzymaj się 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie nie zatwierdzam, ale czasem tak strona zamula, że wygląda jakbym zatwierdzała. Trzym się tam, ja za pół godzinki śmigam do pracy i wracam dopiero po 20 🙂

      Polubienie

  6. „Demona” nie widziałam, jeśli zdarzy się taka okazja, obejrzę.
    „Pianistę ” przeżywałam trzykrotnie, za każdym razem bardzo emocjonalnie.
    Doskonały film pod każdym względem. Tragiczna historia. Trudne to były czasy.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja widziałam wcześniej „Demona” (z okazji Halloween), natomiast „Pianistę” odkładałam. Świetny film, oszczędny, nie ma w nim zbędnego patosu.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s