Spacer w deszczu po Malahide Gardens.

Malahide Castle (1)

Ależ to wszystko biegnie. Niedziela, jesień, zaraz pełnia księżyca, harvest moon, a jeszcze chcę zdążyć z opisem deszczowego czwartku. Krótko będzie. W czwartek padało od rana do wieczora, ale i tak wykorzystaliśmy nasz dzień wolny, żeby się przejść. Sytuacja mniej więcej wyglądała tak:

Malahide Castle (3)

My dwoje pod wielkim parasolem, chroniącym przed mrokiem duszy. W takim właśnie stanie nieco kraciastym odwiedziłam pierwszy (i nie ostatni) raz Malahide Castle.

Zaskoczyło mnie, że w taką pogodę i przy dość już chłodnym deszczu parking pełen był gości, spore wycieczki czekały również na zwiedzanie domu. Wątpię czy dla młodych ludzi to jakaś rewelacja, generalnie nauczyciele robią plany muzealne, a młodzież najbardziej zapamiętuje z tego plotki z koleżanką i z kim się wówczas dzieliło parasol 🙂

Widoczny na pierwszym zdjęciu dom przez ponad 800 lat należał do rodziny Talbotów. Nazwisko to jest wspomniane już w spisie gruntów Domesday Book Wilhelma Zdobywcy, a ziemie wraz z portem w Malahide zostały rodzinie darowane przez króla Henryka II Plantageneta. Henryk jest mi znany głównie z tego, że dwa razy zagrał go w filmach Peter O’Toole, gość z Connemary. Nie będę się rozwodziła o domu czy ruinach opactwa, ponieważ woleliśmy trochę zmoknąć niż wejść do środka i wbrew pogodzie kupiliśmy tylko bilety ogrodowe.

Najbardziej zachwyciła mnie motylarnia w której spędza swoje życie 20 gatunków egzotycznych motyli. Na stronie internetowej Malahide Castle napisano, że jest to jedyna motylarnia na terenie Irlandii. Nie wiem czy to prawda, Kraciasty twierdzi, że słyszał jeszcze o innych. W każdym razie nie ma takiej obok której przeszłabym niezainteresowana …

Heliconius hecale nazywany tiger longwing, z meksykańskiego i peruwiańskiego lasu deszczowego:

Malahide Castle (4)

Na pierwszym planie Heliconius charithonia, nazywany zebra longwing. W naturze występuje w całej Ameryce Południowej i części Ameryki Północnej. Drugiego koleżki nie mogę rozpoznać:

Malahide Castle (5)

Idea Leuconoe, nazywana papierowym latawcem albo large tree nymph. Pochodzi z południowo-wschodniej Azji, można go spotkać również w części Taiwanu i Australii:

Malahide Castle (6)

Caligo, owl butterfly, z lasów deszczowych Meksyku, Ameryki Środkowej i Południowej. Jego skrzydła są przykładem mimikry batezjańskiej:

Malahide Castle (7)

Motylarnia została otwarta w sierpniu tego roku w szklarni, która wcześniej służyła tropikalnym roślinom Lorda Milo Talbota. Niektóre motyle dopiero pompowały swoje skrzydła, inne właśnie umierały.

A to już inna szklana konstrukcja, jedna z siedmiu i najbardziej imponująca szklarnia na terenie the Walled Garden, zbudowana prawdopodobnie w czasach wiktoriańskich i zainstalowana w ogrodach po jej zakupie w latach 90-tych:

Malahide Castle (8)

Ogrody częściowo zawdzięczają obecny wygląd staraniom wspomnianego już brytyjskiego dyplomaty, Lorda Milo Talbota, i jego zamiłowaniu do fauny półkuli południowej, stąd na ich terenie jest sporo australijskich i chilijskich roślin.

Taki widok towarzyszył nam przez okno w czasie posiłku i popołudniowej kaffki w Avoce:

Malahide Castle (9)

Z Avocą zapoznałam się już, gdy byliśmy w Kerry. Świetna irlandzka firma, ich sklepy podają bardzo dobre jedzenie i kawę, ale przede wszystkim jest to producent wspaniałych wełnianych ubrań. Sieć jest z hrabstwa Wicklow i ma tradycję sięgającą roku 1723. Kiedyś będzie mnie stać na jakiś ich żakiet, I swear to god. 

Po kaffce poszliśmy do części ogrodów nazwanej The West Lawn. To tam, spod cedru libańskiego zrobiłam zdjęcie domu. Cedr, widoczny także poniżej po lewej stronie, ma ponad 350 lat:

Malahide Castle (10)

Pod drzewem znaleźliśmy mnóstwo dziurek wykopanych przez jakieś zapominalskie wiewiórki albo krukowate. Gdy już przyjrzeliśmy się dziurkom i powędrowaliśmy do bardziej zalesionego terenu, żeby tam odkryć pomiędzy drzewami dziko rosnące cyklameny perskie, zrobiło się późno a deszcz przybrał na sile. Wróciliśmy więc przez bramkę, która otwarła się przed nami po podaniu zaklęcia i znów znaleźliśmy się przed domem. Dziedziniec był tym razem zupełnie opustoszały. Ostatni rzut oka na taki widok:

Malahide Castle (2)

Wyobrażam sobie jak tu musi być pięknie, gdy jest ładna pogoda i można przysiąść na jednej z parkowych ławek, żeby pogrzać się w słońcu. Z drugiej strony pewnie mała jest wówczas szansa na taką ciszę i krajobraz bez rozgadanych sznurków wycieczek. Deszcz ma swoją wartość, a my mamy ogromny parasol chroniący przed mrokiem 🙂

Miało być krótko, tak? To kończymy. Równonoc. Witaj jesieni.

37 myśli w temacie “Spacer w deszczu po Malahide Gardens.

  1. jotka 23 września 2018 / 16:53

    Posiadłość z tradycjami. Lubie oglądać programy o poszukiwaniu domów w Wielkiej Brytanii, bo przy okazji oglądania propozycji developerów, pokazują miejscowe atrakcje typu: tradycyjne garncarstwo, manufaktura tradycyjnych tkania, wytwórnia serów itp.
    Życzę Ci tego żakietu, bo podobne takie firmy są gwarancja niesamowitej jakości.
    My podziwiamy motyle w poznańskim ZOO, do którego lubimy zaglądać.
    Gdy ma się pasję zwiedzania, to i kiepska pogoda nie przeszkadza.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 24 września 2018 / 00:32

      Żakiet już kiedyś mierzyłam, prześliczny, tweedowy, i pasował jak ulał. Tyle, że cena była zawrotna. A tym razem widziałam piękny płaszcz z bufiastymi rękawami, bardzo oryginalny. Cóż 🙂

      Moja pierwsza motylarnia była w zoo we Wrocławiu. W ogóle to zoo jest miejscem do którego warto zajść.

      Pogoda nie ma znaczenia, jeśli jesteśmy w dobrym nastroju 🙂

      Polubienie

  2. sagula 23 września 2018 / 18:08

    Uwielbiam takie zamczyska pełne tajemnic. Mimo deszczu wycieczka się udała, a więc można!

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 24 września 2018 / 00:33

      Zawsze przy takiej okazji zastanawiam się jak to było do momentu, gdy mieszkali tutaj właściciele ze swoją służbą. Bo robienie z budynku muzeum wiele zmienia.

      Polubienie

  3. szarabajka 24 września 2018 / 05:13

    Dom przypomina warowny zamek. On sam i jego otoczenie są tak inne od rezydencji pałacowych w Pszczynie, Puławach, czy Świerklańcu. Zastanawiam się, czy to kwestia mentalności właścicieli, czy czasu powstania?

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 24 września 2018 / 07:34

      Kwestia możliwości, ale też klimatu? W Irlandii wszystko jest mniejsze, poza tym wydaje się starsze i bardziej zrujnowane. O dziwo jednak te ruiny stoją znacznie dłużej w niezmienionym stanie. Już powoli tracę rachubę ile widziałam opactw bez dachów, które są opactwami bez dachów przez ostatnie 300 lat i wydaje się jakby czas się dla nich zatrzymał. Po prostu istnieją w krajobrazie.

      Polubienie

      • szarabajka 24 września 2018 / 08:53

        Wiesz, chodziło mi bardziej o otoczenie…Parki (?) te irlandzkie są takie surowe, ascetyczne…mnie się podobają 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 24 września 2018 / 19:29

          Jest tam trochę inna roślinność. Nie różni się aż tak bardzo, ale to „trochę” robi różnicę. Drzewa mają powyginane gałęzie i tworzy to w zimowe dni scenerię rodem z amerykańskich dreszczowców 🙂

          Polubienie

    • świechna 25 września 2018 / 13:41

      Też jestem ciekawa. Pogoda jest tu bardziej kapryśna, po słonecznym poranku trudno przewidzieć jak będzie rozwijał się dzień. Za to zielone widoki są niesamowite, także zimą, także w deszczu 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Stanley Maruda 25 września 2018 / 16:37

    Nie wiedzieć czemu wyspy ogólnie kojarzą mi się ze starymi zamczyskami i posiadłościami… Ale to efekt gapienia się w tv 🙂 Nie dziwię się że motylarnia Cię zachwyciła, sam kocham przyrodę, szkoda że u nas nie ma takich miejsc… Miałem zamiar Ci trochę posłodzić ,ale ostatnio mi podpadasz 🙂 Dobra, żartuję 🙂 Trzymaj się cieplutko 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 25 września 2018 / 18:22

      Podpadam Ci? Cudownie! Wredne ze mnie babsko, na szczęście zajęte, więc i płeć przeciwna jako taką ochronę przede mną ma 😛 Wszystko się skupia na biednym Kraciastym, przy mnie to tylko kawę żłopie 😛

      Na podstawie swojego bardzo ograniczonego doświadczenia uważam, że są wyspy bardzo różne od stałego lądu. Dla mnie Cozumel było inne od Meksyku, a Kreta jest zapewne inna niż lądowa Grecja. Irlandia jest większa od tych wymienionych, ale to kraj który można całkiem szybko przejechać od wybrzeża do wybrzeża. Irlandzkie zamczyska wcale nie są aż takimi zamczyskami, najwięcej jest tutaj ruin, i aby zamczyska zobaczyć, to lepiej udać się do Szkocji, co pewnie kiedyś tam uczynię.

      Stachu, tak czytam co Ty mi piszesz, obok masz Roztocze, Lasy Janowskie, to urokliwe miejsca … i tam kiedyś chciałabym zajechać.

      Polubione przez 1 osoba

      • Stanley Maruda 26 września 2018 / 03:21

        Nie nazwał bym Cię wrednym babskiem 🙂 Ale z tym alkoholizmem trochę przesadzasz 🙂 Musimy to opić 🙂 🙂 A na Roztocze już teraz Cię zapraszam. Rzeczywiście, trafił mi się piękny region Polski do mieszkania 🙂 Choć po tym co u siebie publikujesz, tylu pięknych zdjęciach, też nie masz na co narzekać.

        Polubione przez 2 ludzi

        • świechna 26 września 2018 / 08:01

          Gdziekolwiek się jedzie, zabiera się siebie ze sobą. Widzę bardzo dużo ładnych rzeczy, bo tak chcę. I dlatego jestem pewnie jedną z ostatnich osób, które przesadzają z zauważaniem alkoholizmu. Jeśli ja coś takiego widzę, to musi być już kiepsko, skoro objawy osiowe zaczynają być widoczne nawet dla osoby tak mało tym zainteresowanej 🙂
          Pozdrawiam.

          Polubienie

            • świechna 27 września 2018 / 08:31

              Spoko. To jak tam? Dasz radę nie wzmacniać się przez miesiąc w pracy ani poza nią, oraz spędzić wieczór inaczej niż sącząc piwko? Tak tylko pytam, ale odpowiedz za miesiąc, ok? 🙂

              Polubienie

            • świechna 27 września 2018 / 15:19

              Stachu, złotko, przecież Ty nie jesteś alkoholikiem, więc to temat neutralny jak podawanie przepisu na ciasto drożdżowe 🙂 Pogadamy o tym za miesiąc, ok? 😉

              Polubienie

              • Stanley Maruda 27 września 2018 / 15:21

                Oj,podpuszczasz mnie 🙂 🙂 Mam miesiąc żyć w całkowitej abstynencji? 🙂 Chcesz żebym się rozchorował? 🙂 🙂 🙂

                Polubione przez 1 osoba

                • świechna 27 września 2018 / 15:24

                  Co to dla Ciebie? Powiem Ci, że ja alkoholu do ust nie wzięłam od … nawet nie pamiętam, ale to możliwe, że od Bożego Narodzenia, pewnie wtedy jakieś martini było. A taki chłop na schwał, co piaskuje od rana do nocy? Pffff …

                  Polubienie

                • Stanley Maruda 28 września 2018 / 03:22

                  Piaskuję od święta, gdy firma dostaje takie zlecenie, na co dzień robię inne, jeszcze gorsze rzeczy 🙂 Mogę wytrzymać dzień bez alkoholu 🙂 Oby nie dziś 🙂 🙂 Żartuję 🙂 W weekend nie wypiję ani kropelki. Miłego dnia 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 28 września 2018 / 08:49

                  Wiesz, żarty żartami, po prostu, gdy tak czytam Twojego bloga kojarzy mi się osoba bliska Kraciastemu. Też robotny był, pewnie żartował sobie. W każdym razie ja go już nie poznam.

                  Polubienie

                • świechna 28 września 2018 / 16:56

                  Zmarł trzy lata temu w Sylwestra. Miał 42 lata. Jakoś tak się rozminęliśmy.

                  Polubienie

                • świechna 29 września 2018 / 10:13

                  Tak i mi żal, że się rozminęliśmy, bo wiem, że Kraciasty go lubił. Gdy idziemy na spacer na zamek, zazwyczaj skręcamy na cmentarz i siedzimy tam trochę na ławeczce.

                  Polubienie

  5. roksanna 26 września 2018 / 18:19

    Urokliwemu miejscu nawet deszcz nie zaszkodzi, a uważnym na piękno nie przeszkodzi 😉
    Nigdy nie byłam w motylarni, aż żałuję.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 26 września 2018 / 18:33

      Moja pierwsza motylarnia była we wrocławskim zoo – polecam to miejsce, bo nie tylko są tu motyle, można podejrzeć też ładnie wyeksponowane kokony. Motylarnia mieści się w budynku terrarium, przedwojennej restauracji przebudowanej po raz ostatni w 1894 roku wg projektu Fritza Junga 🙂

      Polubienie

      • roksanna 26 września 2018 / 18:47

        Czas się wybrać do Wrocławia 🙂 Przypomniało mi się, ze kiedyś widziałam hodowlę jedwabników- to tak odnośnie kokonów 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  6. Anna 26 września 2018 / 20:50

    Zazdroszczę Ci tych motyli, bo na naszej działce latają jak obłąkane cytrynki, których w żaden sposób nie udaje się sfotografować. Jedynie rusałki (pawik i admirał) siedzą spokojnie na kwiatach i się nie wiercą.
    Nie przepadam za deszczowa pogodą, choć bywa, że czasem i w taką wyjdę z domu, ale tylko wtedy, kiedy muszę.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 28 września 2018 / 09:13

      Rusałki rzeczywiście są łatwiejsze do obfocenia – w domu rodzinnym gdzieś o tej porze roku wiele razy fotografowałam je obiadujące na różowych rozchodnikach.

      Tutaj pada często, również w pogodne dni. W klimacie nadmorskim pogoda jest znacznie mniej przewidywalna, więc y należy się przestać tym przejmować. Pod ręką mamy zawsze coś przeciwdeszczowego i już 🙂

      Polubienie

Odpowiedz na roksanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s