Jedno zdjęcie. Bristol Aquarium.

Grzebałam w moich archiwach od kilku dni i grzebałam zastanawiając się, co by tu pokazać na jednym zdjęciu. Mam ich tysiące, a na każdym jakieś wspomnienie, czasem z zamkniętej szuflady – uleciało mi z głowy i nigdy ponownie by się w niej nie pojawiło, gdyby nie wynalazek fotografii. A tymczasem Jadzisia kilka dni temu, niedługo po mnie, obchodziła swoje urodziny. Niech będzie więc to, słabej jakości foto, a jakże miłe wspomnienie z nią związane:

aquarium Bristol

Bristol Aquarium, 29 grudnia 2011 roku, po południu.

Moja pierwsza wizyta na Wyspach. Przyjechałam do przyjaciółki i jej przechodniego domu, żeby ładnie zakończyć dziwny rok. Dziwny, bo przeplatany dobrymi i kiepskimi doświadczeniami, rok w soczewce skupiający jak to się wszystko może przyśnić i rozwiać. Jadzisia była przed wielką transformacją, zakupem własnego domu i kotów. Jeszcze nie było dzieci, a w klatce ganiały się dwa myszoskoczki. Już latem następnego roku będzie inaczej, za nowym domem powoli odchwaści się ogród, Rychu i Krycha zaczną penetrować swoje królestwo na małych łapkach. Ale wracam do zimy …

… zima w Bristolu była angielska, szara i głównie padało. Mieszkałam na poddaszu, dni upłynęły nam na gadaniu, chodzeniu, robieniu na drutach i robieniu jedzonka, a w ramach out and about poszłyśmy we trzy, jeszcze z Betty Portugalką, do miejskiego oceanarium (dobrze, że zapisuję sobie imiona, w życiu nie pamiętałam). Oceanaria budzą we mnie mieszane uczucia. Po pierwsze kojarzą mi się z terrariami, ich zapachem i temperaturą, zapachem wizyt we wrocławskim zoo, z ekscytacją, czymś nowym, interesującym. Jako dziecko uwielbiałam oglądać egzotyczny świat za szybą, zresztą to się nie zmieniło, bo i nie zmądrzałam za bardzo. Tak dużo wody i koloru wywołuje we mnie efekt kojący. Wyciszam się, nawet gdy słyszę brzęczenie innych zwiedzaczy, zapadam się w sobie, czytam opisy i cieszę się, gdy rozpoznaję gatunki. Z drugiej strony zawsze wiedziałam, że one, te stworzenia, też na mnie patrzą. Czy wiedzą, że gdzieś jest większa woda, jest las deszczowy? Czy nie męczy ich gwar za szybą, tysiące przypatrujących się oczu? Czy to miejsce w którym będą do swojej śmierci nie jest dla nich za małe … za nudne? Ja mogę sobie stamtąd pójść, one nie. Gdy widziałam kilka razy orangutana Tumku we wrocławskim zoo, wiedziałam, że to nie miejsce dla niego. Takie mieszane uczucia. Wiem, że jesteście zaopiekowane, ale nie wiem, czy właśnie o to wam chodzi. Czy poszłybyście sobie żyć niebezpiecznie? Czy w ogóle w życiu chodzi głównie o poczucie bezpieczeństwa?

Rozmawiam często z ludźmi, których od innego świata, innego życia nie dzielą żadne kraty i szyby, a choć są nieszczęśliwi, trwają na swoim posterunku, nie przekraczają niewidzialnej linii na ziemi. Jadzisia zaryzykowała dając krok w nieznane. W jakiś sposób uczyniłam to i ja, żyjąc tu i teraz. Myślę, że gdyby orangutan Tumku mógł wyjść, dokonałby takiego właśnie wyboru, zaintrygowany, zmotywowany do poznawania … zresztą, może mi się tylko zdaje, niektórzy nadmiernie mądrzy twierdzą, że tylko przypisujemy swoje uczucia zwierzętom, ja aż taka mądra nie jestem, gadam z kotami, wiem, że gdy one chcą wyjść to wychodzą … no dobrze, homilijny ton pora uciąć, zakończę pytając, bo jestem ciekawa –

Lubisz odwiedzać miejsca z egzotycznymi zwierzętami?
Jesteś szczęśliwy tam gdzie jesteś?
Uważasz, że masz wpływ na swoje życie?
Skoro jest u Ciebie tak jak jest, jakimi wartościami w życiu się kierujesz?

Reklamy

13 myśli w temacie “Jedno zdjęcie. Bristol Aquarium.”

  1. Trudne pytania zadajesz. Lubie takie miejsca, zwłaszcza gdy wiem, ze nie zobaczyłabym tego wszystkiego w innych warunkach.
    Szczęśliwym chyba sie bywa, bo jak nazwać te chwile, sytuacje, gdy jednak dopada nas chandra lub po prostu wściekłość z bezsilności.
    Mam chyba spory wpływ na swoje życie, jednak na realizację największych marzeń brakuje najważniejszego -finansów, bo to jest nie do przejścia, jeśli nie liczy sie na spadek czy wygraną…
    Jeśli nie można mieć wszystkiego, staram sie cieszyć tym, co mam, a jeśli uda się jednak zrealizować oczekiwane, to szczęście będzie podwójne…bo chyba gonienie za niedościgłym też powoduje wieczny niedosyt i brak poczucia szczęścia.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Takie właśnie pytania lubię 🙂

      U mnie podobnie, wieczny brak pieniędzy, ale o dziwo, zazwyczaj docieram tam, gdzie chcę dotrzeć i robię to, co chcę robić. Jeśli nie mogę i jestem skazana na jakieś miejsce, tanim kosztem buduję swoje własne królestwo. Tak było w poprzedniej pracy, gdy zdałam sobie sprawę, że możliwości rozwoju albo nie mam, albo te dostępne w ogóle mnie nie interesują. Moje krzesło, mój kawałek stołu 35×35, możliwość mówienia tego co chcę i dawanie prawa do tego, aby mnie zwolnili, jeśli im się nie podoba. Myślę, że najważniejsze jest poczucie, że jesteśmy w porządku wobec siebie samego.

      Gonienie za niedościgłym … myślę, że cele trzeba sobie wybierać ostrożnie, bo to w drodze do nich spędzamy czas naszego życia 🙂
      Dobrego dnia 😀

      Polubienie

    1. Widziały wiele pięknych miejsc, tego jestem pewna, bo mieszkasz w uroczym regionie. Ale w tej chwili nie patrzysz na nie pozytywnie, patrzy się czymś więcej niż oczami. Znamy się już trochę i domyślam się odpowiedzi …

      Kontakt z przyrodą może być dobrą alternatywą dla toksycznej codzienności między ludźmi. Jak już napisałam, nie mogę pomóc, na kopa za daleko, mogę tylko zachęcać słownie do pewnych zmian. Ale piłka jest od dawna po Twojej stronie 🙂

      Polubienie

      1. Może Roztocze mi się już przejadło, bo np. nie rozumiem tych turystów podnieconych Szczebrzeszynem… Może mając to na co dzień przestałem zauważać piękno tego regionu… Inna sprawa że teraz i nie bardzo mam na to czas… Miłego dnia.

        Polubienie

    1. A proszę bardzo.
      Wydaje mi się, że na blogu czasem ludzie piszą rzeczy, których normalnie nie mówią tym dookoła. Ale nie poprzestawaj na tym, niech to będzie krok do zmian, bo one są na wyciągnięcie ręki.

      Polubienie

  2. Nie byłem w takim prawdziwym „aquarium”, ani tym bardziej w prawdziwym zoo, od czasów Stanów. A też lubię takie miejsca 🙂

    W ogóle to wszystkiego naj-naj-najlepszego Kochana 🙂 Spełnienia wszystkich marzeń! Zaległe, ale jak dasz znać, kiedy masz urodziny, za rok będzie na czas 🙂

    Bardzo refleksyjny tekst, okraszony przecudnym kojącym zdjęciem. Po ostatnich kilku dniach potrzebuję czegoś takiego…

    Odpowiadając na pytania pod koniec:

    1. Lubię 🙂
    2. Nie do końca…
    3. Czasami wydaję mi się, że mniejszy niż bym faktycznie chciał albo mógł.
    4. Chyba te wartości są takie, jak u większości tzw. „normalnych” osób. Ja tak samo mam swoje potrzeby, marzenia, zdanie na pewne tematy…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s