Kolory jesieni na Howth.

Howth 12 listopada (2)

Robiliśmy podejście do tego szlaku w środku sierpnia – pierwsze wspólne, bo oczywiście Kraciasty był tu wcześniej w innych okolicznościach. Wtedy zawrócił nas deszcz. Wczoraj postanowiliśmy wykorzystać wolny poniedziałek i udało się, pospacerowaliśmy od portu do latarni morskiej Baily.

Howth 12 listopada 4

Pewnie wspominałam, że wybrzeże jest znane z mapy Ptolemeusza, nie wiem tylko czy wtedy Howth był połączony z lądem, czy też był wyspą. Dzisiaj na tombolu znajduje się przedmieście Dublina o nazwie Sutton. My zaczęliśmy swój spacer podobnie jak poprzednio, trochę dalej, w porcie pełnym mew, który już znasz. Kiedy podjechaliśmy na parking ciemne chmurki zaniepokoiły nas na tyle, że weszliśmy do Starbucksa (jakie oni mają słabe kawy, aż kolejny raz się powtórzę), żeby przeczekać ewentualne pogorszenie pogody. Późnie mogło być już tylko ładnie 🙂

Angielska nazwa Howth ma pochodzenie staronordyckie, pojawiła się wraz z Wikingami w IX wieku (hoved, Hǫfuð – cypel). Nazwa irlandzka Bhinn Éadair jest mniej jasna – zawiera imię osoby, której nikt nie zna, możliwe zresztą, że imię zostało z czasem zniekształcone. Howth jest miejscem ważnym dla historii, kultury i mitologii. Znajduje się tu kromlech (nie doszliśmy do niego), rzekome miejsce pochówku Aideen, żony Oscara, wojownika Fianny, który zginął pod Gabhra w roku 284. Starożytne śmietniki potwierdzają, że już tysiące lat temu w tej okolicy polowano z psami i jedzono skorupiaki. Wg mitologii miejsce było odwiedzane przez postacie takie jak Cú Chulainn czy Fionn mac Cumhail, zresztą to właśnie z półwyspu oddział Fianny miał wyruszyć na swoją ostatnią bitwę …

Tyle razy słuchałam piosenki Kate Bush, a nie słyszałam tego, co teraz wiem …

Then I’d taken the kiss of seedcake back from his mouth
Going deep South, go down, mmh, yes,
Took six big wheels and rolled our bodies
Off of Howth Head and into the flesh, mmh, yes …

„The Sensual World”, opowieść o Molly, bohaterce „Ulissesa” Jamesa Joyce’a. Na Howth oświadcza się jej Leopold Bloom. Półwysep był dobrze znany Joyce’owi i wielu innym twórcom, występował jako tło obrazów malarzy, w tym Williama Orpena, a gdy wchodziliśmy na szlak odkryłam zupełnie przeoczony przeze mnie wcześniej napis na domu:

Howth 12 listopada (1)

… w latach 70-tych można było tu spotkać spacerującą z dziećmi Lynn Redgrave … Dublinersi, Dolores O’Riordan, Stuart Townsend, aktorzy, pisarze, dziennikarze … kto wie kogo zna pies, który zerkał nam w oczy, gdy wracaliśmy do portu przez Thormanby Rd 😀 Zresztą, każdy na swój sposób okazuje się czasem dla nas ważny …

Przeglądam zdjęcia i cieszę się jak dziecko, że zwlekliśmy się w wolny dzień, żeby przemaszerować po rancie półwyspu, może nie naokoło, ale całkiem spory jego kawałek. Woda migotała wieloma kolorami, przy brzegu wyglądała jak mleko do flat white, pełna powietrza i aksamitna:

Howth 12 listopada 3

Zielone latem paprocie zupełnie zrudziały i odsłoniły strukturę klifów. Wiatr był słabszy niż oczekiwałam, a pod koniec spaceru zachodzące słońce na bogato oświetliło nam nadmorską ścieżkę.

Howth 12 listopada 2 (1)
Howth 12 listopada 2 (2)
Howth 12 listopada 2 (5)
Howth 12 listopada 5

Około 15 zauważyliśmy statek wypływający z portu w Dublinie – Oscar Wilde zbudowany w 1987, prom typu ro-ro. Sądziłam, że zmierza do wyspy Man, ale z rozkładu floty jasno wynikało, że wieczorem był w Holyhead, w Walii. Gdy teraz sprawdzam jego namiary znowu jest w drodze 🙂

KIsh Bank lighthouse

Za Oscarem Wildem Kraciasty sfotografował latarnię i głowiłam się przez dłuższy czas co ona za jedna. Kish Bank, Banc na Cise, stoi na płyciźnie, którą statki mają z daleka omijać. Latarnia powstała dopiero w drugiej połowie XX wieku. Na krótko przed zakończeniem I wojny światowej 4 mile morskie na wschód od latarni Niemcy storpedowali statek pocztowy płynący do Holyhead, RMS Leinster. Była to największa katastrofa na Morzu Irlandzkim – życie straciło przynajmniej 564 osoby.

Być może za kilka lat gdzieś na tej ławicy powstanie elektrownia wiatrowa … na razie cieszyliśmy się widokiem otwartej, niczym nie zmąconej przestrzeni z jednym, złowieszczo błyskającym światełkiem.

Z każdym krokiem pogoda była coraz lepsza … i już w pełnym słońcu dotarliśmy do Baily – pierwsza latarnia morska powstała tu w 1667 roku. Obecna została zaprojektowana przez George’a Halpina Sr. i w takiej formie towarzyszy morzu od 1814 roku.  Zanim zainstalowano na niej dzwon przeciwmgielny i to miejsce było świadkiem kilku katastrof, w tym PS Queen Victorii, która wypłynęła z Liverpoolu zimą 1853 roku i zgubiła szlak zaskoczona śnieżnym sztormem. Tylko jedna łódź ratunkowa z 17 osobami dotarła do brzegu. Reszta z około stu pasażerów utonęła kilkadziesiąt metrów od latarni, zaledwie kilkaset metrów od portu.

Howth 12 listopada 2 (3)

W rezultacie tej ostatniej katastrofy dzwon został zamontowany na wiosnę tego samego roku, po siedmiu latach planowania, odkładania i cięcia kosztów. W rejonie jest jeszcze kilka widocznych gołym okiem latarń, które cały czas migoczą i ostrzegają. A przecież w słoneczny dzień, taki jak wczoraj, jakże to malownicze, nieomal rajskie miejsce … tutaj złapane aparatem Kraciastego:

Howth 12 listopada 2 (4)

Zadziorny cycuszek w tle to oczywiście Góra Cukru, która dość często zerka na nas, gdy wyruszamy na spacery niedaleko Dublina. Nie podeszliśmy blisko latarni, odbiliśmy w górę, w kierunku parkingu do miejsca oznaczonego na mapie jako The Summit. Jest tam dziwna, okrągła budowla, którą obeszłam w nadziei na małą choćby wskazówkę cóż to takiego. Nic z tego, nadal nie wiem, zaznaczenie owego summit czy jak … tak czasami jest z Irlandią. Skręciliśmy w Thormanby Rd., która bezbłędnie zaprowadziła nas do portu. Po drodze przyglądałam się ludziom, bo wielu w nimbie dziwności przemierza irlandzkie ścieżki. W tym pani o ciężkich nogach, a wcześniej chudy chłopak, który jeszcze w Starbucksie nieźle a z pewnością głośno składał zdania, a na Thormanby Rd. z pytającym wzrokiem i słuchawkami w uszach zachwiał się lekko próbując zrobić nam na chodniku miejsce, którego mieliśmy wystaczająco dużo. Spotkaliśmy też lokalnego hipopotama w kosmicznym skafandrze:

Howth 12 listopada

W drodze do domu utknęliśmy jeszcze w korku – niewielka cena oglądania pięknych okolic Dublina. Na szczęście jakoś tak mamy z Kraciastym, że to nie za bardzo jest problem – my w samochodzie, a na zewnątrz cały świat, już bez słońca, z migoczącymi gwiazdami i światłami naszej prowincji.

Wiem, że w Polsce tego dnia wielu ludzi miało wolne z okazji poprawin po święcie niepodległości, opowiedz mi więc jak wyglądał Twój poniedziałek. Jednak praca? Leżakowanie czy coś? 😉

________________________
w celu dokształcenia się zajrzałam choćby tutaj:

oraz na ogólnodostępne strony o flocie, i na wiki.

38 comments

    • Trafiliśmy, a nie jest łatwo znaleźć dzień, gdy my mamy wolne i pogoda rozpieszcza.
      Zobaczymy, czy przydarzy się jeszcze jakiś taki dzień w tym roku.

      Polubienie

    • Lokalny hipopotam powinien mieć dla towarzystwa kozę, przy kozie zawsze je się trawkę z większą ochotą 🙂

      W zasadzie dobre/odpowiednie oświetlenie „robi” zdjęcie. Mieliśmy szczęście.

      Polubienie

  1. Piękny krajobraz, aż zapiera dech w piersiach! Domyślam się, że zrobił na Was ogromne wrażenie, tym bardziej że mogliście oglądać widoki z bliska. Mój poniedziałek przeplatany był gorączką i łóżkiem. Angina mnie dopadła. Czyli bez porównania z Waszym poniedziałkiem 😊
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Surowy piękny krajobraz , jakże inny od miejsca gdzie ja mieszkam, czyli środek Polski , z daleka od wody ; nie tyko morza ale i rzek.
    Tam duży wpływ ma woda , morze i chyba ocean. 🌈
    Jak woda , to dużo tęczy musi być .☺

    Polubione przez 1 osoba

    • Klimat morski jest, kapryśny, wietrzny, ale też nie tak mroźny zimą. Tęcz jest sporo, bo też sporo w Irlandii pada. I dlatego przy drzwiach zawsze stoi u nas wielki parasol, a w plecaku mam przeciwdeszczową kapotkę 😀 Jesteśmy przygotowani na najlepsze 😛

      Polubienie

    • Lubię sie uczyć i bardzo mnie cieszy poznawanie nowych miejsc i ludzi. Czasami czytam sporo przed podróżą, a czasami dokształcam się po fakcie – tak pół na pół.

      Nudzenie się bywa dobrym sposobem na relaks 🙂

      Polubienie

    • Hipcio podskubywał trawę w kosmicznym skafandrze tak na poważnie, że Kraciasty nie mógł sobie zdjęcia, a nawet trzech, odmówić 😀

      Dzisiaj też jest poniedziałek. Patrzymy na koty, na rozgrzebane łóżko i przecierającą się szarówkę za oknem. Nasza Polska 🙂

      Polubienie

  3. Też cieszyłabym się, spacerując tam… Niezwykłe to okolice, pełne tajemnic.
    Kromlechy są i w Polsce, w okolicach Czarnej Wody (Wdy) koło Czerska, pochodzą z okresu rzymskiego i mają charakter symboliczny, te z Irlandii – funkcjonalny (neolit i epoka brązu).
    Przekaz charmant. Pomyśl o wydaniu albumu…
    Świechno, dobrze, że podałaś dane źródłowe. Dopiero znalazłam czas, by tu zajrzeć. Dobranoc.
    PS. W jednym jesteśmy podobne – także lubię się uczyć, prawie nie ma dnia bez nauki…

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję za przypomnienie o kręgach nad Wdą. W Polsce też jest dużo ciekawych, tajemniczych miejsc. Jestem za słabym fotografem na album :).

      Nie zawsze pamiętam podać link, a lubię czytać przy okazji zwiedzania, bo zazwyczaj mam dużo pytań.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s