Podstawowy błąd atrybucji.

W czasie ostatniego tygodnia przeczytałam w sieci u przyjaciół i nie-znajomych wiele emocjonalnych ocen. Sama nie za bardzo miałam motywację do wieczornego pisania, gdy Kraciasty pracował i wracał krętymi drogami późno w noc, poza tym polityczny serial gdański (morderstwo Adamowicza) naprawdę lekko mnie przygniótł. Temat błędów poznawczych narzucił mi się sam, wałkowałam w głowie różne jego scenariusze, a to jeden z nich:

Podstawowy błąd atrybucji, fundamental attribution error, to błąd w wyjaśnianiu zachowań innych ludzi, polegający na tym, że interpretując przyczyny zachowania, przeceniamy rolę wewnętrznych predyspozycji danej osoby, a nie doceniamy wpływu sytuacji. Zdarzyło Ci się kiedyś spóźnić na ważne spotkanie? Czy pomyślałeś wówczas, że wynika to z tego, że jesteś leniwą i lubiącą się spóźniać osobą? Sądzę, że raczej miałeś zupełnie racjonalne wyjaśnienie w postaci s y t u a c j i, która spowodowała, że nie mogłeś dotrzeć na czas. A teraz wyobraź sobie siebie w roli tego, kto na kogoś czeka. Co myślisz, w szczególności, gdy jesteś w stanie przywołać z pamięci kilka innych spóźnień tej osoby? To jest właśnie podstawowy błąd atrybucji. O ile potrafimy bardzo dobrze wytłumaczyć własne działania splotem okoliczności, które do nich prowadzą, o tyle powody działania innych ludzi upatrujemy w przyczynach względnie stałych, takich jak charakter czy osobowoś. Uważamy, że to jak inny człowiek się zachowuje pokazuje nam jaki on j e s t.

Co z tego wynika? Na przykład to, że jeśli ktoś popełni czyn zły i aspołeczny, jesteśmy skłonni sądzić, że dana osoba j e s t zła i aspołeczna, a gdy ktoś zrobi coś pożytecznego, jesteśmy skłonni do twierdzenia, że j e s t to dobra osoba (za pomocą efektu halo możemy też rzutować jedną cechę na inne – punktualność może być cechą wyjściową do naszego przekonania, że skoro ktoś jest punktualny to jest też przyjazny, uczciwy, tolerancyjny lub inteligentny).  Podstawowy błąd atrybucji łatwo wyprowadza nas w pole – w efekcie ufamy nie tym, którym powinniśmy ufać lub unikamy ludzi, którzy są w innych sytuacjach mili i pasują do nas charakterologicznie. Z drugiej strony, swoje zachowanie odrywamy często od cech własnego charakteru. Czyż nie mówimy raczej, że „ktoś” nas zdenerował, niż że „jesteśmy nerwowi” (co pozwala nam zignorować fakt, że obiektywnie faktycznie … jesteśmy nerwowi)? Nie przez przypadek piszę „my”, ponieważ nikt z nas nie jest wolny od tego błędu, co najwyżej możemy go korygować z pomocą samoobserwacji. Możemy też dać sobie spokój i w odniesieniu do pewnych jednostek mieć to metaspojrzenie gdzieś 😉 Sama dokonuję różnych wyborów w tym temacie … w zależności od sytuacji 😀 Podstawowy błąd atrybucji nie wiąże się z niskimi kompetencjami społecznymi – jeśli go popełniasz nie oznacza to, że jesteś głupi. Dodatkowo, bardziej podatni są na niego ludzie wychowani w kulturze indywidualistycznej (a więc kulturze zachodniej), gdzie akcent z kontekstu przesuwa się na jednostkę. Czyć to nie jest interesujące? 😀

Ciekawa jestem, czy przypominasz sobie jakąś niedawną sytuację, gdzie w Twoją ocenę mógł być wmieszany podstawowy błąd atrybucji. A efekt halo …? Ładny = inteligentny, szczodry = empatyczny? Myślę, że wiele osób miało okazję przekonać się in a hard way, że to tak nie działa 🙂

* * *

Wojciech Fangor. E10 i E19 (rok 1966).
Zbiory Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Narodowe w Warszawie.

20190109_171754

20 komentarzy do “Podstawowy błąd atrybucji.

  1. Andrzej Rawicz (anzai)

    Myślę, że internet szczególnie sprzyja takim pobieżnym ocenom, bo obie strony potencjalnego konfliktu nie mają możliwości bezpośredniej obserwacji swoich reakcji i zachowań, co zawsze jakoś niweluje chropowatość kontaktów. Dobrym przykładem jest tutaj nasz spór (o tę psychotronikę), który chyba dość trudno wytłumaczyć w kategoriach błędu atrybucji.
    Może to zresztą ja mam niewłaściwe spojrzenie na świat. Np. czytając recenzję z filmu „Melancholia” (poprzedni post) zauważyłem, że ulegam daleko idącym skojarzeniom, jakie chciał wywołać L. von Trier. Dla mnie np. porażająca scena z tego filmu to m.in. koń, tańczący pośród opadających płatków (śniegu w lecie?), czy ostatnie sceny z życia tej rodziny, gdzie ojciec nie chce ujawniać prawdy o zbliżającym się końcu świata. Zresztą końcówka filmu też mnie rozczarowała, nie byłą „Trierowska”.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      No widzisz jak to jest z wybiórczością uwagi 🙂 (mojej z pewnością!). Ja nie odebrałam naszej rozmowy jako sporu, a już w szczególności nie pamiętałam teraz kwestii psychotroniki. Wydało mi się, że poczułeś się urażony, ale ponieważ w zasadzie zupełnie nie wiedziałam dlaczego tak mi się wydawało, za to przez większość czasu czułam, że rozmawiamy nie na temat, nie drążyłam wątku i zapomniałam o nim.

      Internet oczyszcza przedpole – mnie każdorazowo zdumiewa poznawanie twarzy blogerów … zawsze są inni, niż to sobie wcześniej wyobrażałam. Zresztą tak samo było ze mną i Kraciastym, w końcu najpierw czytaliśmy siebie nawzajem, dopiero później zobaczyliśmy się na żywo.

      Film mnie poruszył, chociaż być może nie w taki sam sposób jak Ciebie. Pierwsze ujęcia powoli zaczynały mnie nużyć … za to nie wiem jakie są trierowskie zakończenia, ale wspaniała była końcowa ucieczka w świat dziecięcej wyobraźni. Szkoda, że jako dorośli częściowo tracimy dar wyczarowywania sobie magicznych miejsc 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  2. Andrzej Rawicz (anzai)

    Jeżeli masz na myśli „realne poznawanie twarzy blogerów” to pełna zgoda. Ja też bywałem rozczarowany, rzadziej mile zaskoczony. Natomiast nie myliłem się co do twarzy w sensie przenośnym.
    Trierowskie końcówki filmów nie należą do tradycyjnych podsumowań i wskazówek, trudno więc spodziewać się abyśmy po filmie czuli się jak po spowiedzi, i ze zrytym mózgiem gotowi do naprawy świata. Trier nie spełnia oczekiwań widzów, jego terapia to parodia w obliczu nieuchronnego końca świata. Piękna jest scena dwóch kobiet i chłopca, splecionych uściskiem dłoni, oczekujących na śmierć, ale na tym Trier powinien zakończyć, bez uciekania się do graficznych fajerwerków, wywołujących pogardliwy śmiech u osób znających podstawowe prawa fizyki.
    Pomimo tego dla mnie jest to bardzo, może nawet najbardziej poruszający film w tej kategorii, po którym zapada się w … melancholię.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Takie mam wrażenie, że ludzie pisząc odkrywają zupełnie inną część siebie, tę, której nie widać na pierwszy rzut oka. Widzimy to, co widzimy – że ktoś jest łysy, albo wysoki, albo ma dołeczki 🙂 natomiast w tekstach wychodzi oczytanie, brak pewności siebie, idee fix. To sposób poznawania człowieka od strony od której zazwyczaj nie zaczynamy poznawać. Ilu ludzi mówi nam na pierwszym spotkaniu, że ma depresję? U komentujących, piszących wychodzi to dość szybko. To nawet czasem wytrąca mi argumenty w dyskusji, bo aż chciałoby się popolemizować, ale … po co komuś deptać po głowie? Jeśli chodzi o mylenie się co do twarzy w sensie przenośnym … pewnie często mylę się w ocenie. Ale też czasami osoby przestają mnie intrygować i zapominam o nich, więc pomyłka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie 🙂

      Z tej sceny pamiętam, że jedna z kobiet nie bardzo wierzyła w szałas … była zbyt dorosła. Fizykę kocham, ale niestety mało się znam 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  3. jotka

    No dajesz do myślenia. Lubię takie rozważania, chociaż psychologiem nie jestem, więc to subiektywne zdanie.
    Nie lubię ludzi niepunktualnych, sama staram sie być, bo często ta punktualność ma znaczenie. Gdy zapraszasz kogoś na urodziny z dmuchaniem świeczek np., wszyscy są , oprócz tego, kto ZAWSZE sie spóźnia – nie jest to fajne… Zrobiłam kiedyś tak, że zaprosiłam spóźnialskich o pół godziny wcześniej, niż innych gości i wreszcie byli na czas.
    Denerwują nas inne osoby, czy sami jesteśmy nerwowi? Pewnie i jedno i drugie, bo mamy emocje, bo trudno czasem być obojętnym, zwłaszcza na płaszczyźnie zawodowej. Ostatnio staram się nie emocjonować tam, gdzie nie warto lub tym, czym nie warto, szkoda zdrowia…
    Jak mawia ksiądz Boniecki – nie ma ludzi tylko złych lub tylko dobrych, bywamy tacy i tacy, ja także. Dlatego czuję się zażenowana chwaleniem, zwłaszcza za dobry uczynek, bo mam z tyłu głowy sytuacje, kiedy wcale nie byłam taka fajna…

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      … o spóźnianiu się czytałam gdzieś, że ludzie po prostu dzielą się na tych, którzy chcą się spóźniać i nie chcą się spóźniać. I to ma podobno tłumaczyć dlaczego niektórzy robią tak, żeby być później (choć to interpretują jako różne „przypadki”) – z powodu wychowania mają wdrukowane, że nie powinni być na czas. Ja z kolei należę do ludzi, którzy lubią być przed czasem … w podstawówce chyba tylko raz byłam spóźniona na pierwszą lekcję. I w ogóle potrzebuję więcej czasu na rozruch, np. nie cierpię budzić się krótko przed godziną o której muszę wyjść z domu – mam wtedy cały dzień poczucia, że jestem spóźniona. Są jednak kultury, gdzie przychodzenie na czas jest faux pas i pewnie musiałabym się oduczyć 🙂

      Niektóre osoby dają radę powściągnąć emocje w takiej samej sytuacji, a więc chyba raczej to my „się” denerwujemy.

      Skoro chwalenie jest za konkretny uczynek, to co do tego mają inne sytuacje? Myślę, że jest to pokłosie wychowania w Polsce. Zwrócono nam na wykładach z psychologii uwagę, że Amerykanin mówi do dziecka „good job”. U nas mamy mówią „udało ci się”. To niestety robi później różnicę.

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. jotka

        Powściąganie emocji w niektórych sytuacjach jest ponad moje siły, zwłaszcza w przypadku głupoty czy prześladowania słabszych, wstydzę sie później, ale emocje biorą górę. Podobno tym różnimy się od robotów.
        Jeżeli przychodzenie na czas jest źle widziane, to po co umawiać się na konkretna porę, można powiedzieć: przyjdźcie, kiedy macie ochotę…ale sama czułabym sie wtedy dziwnie i jako gość, i jako gospodarz spotkania.

        Polubione przez 1 osoba

        Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          No nie wiem czemu tak jest, ale jest tak we Francji. Wyjątkowo źle widziane jest przychodzenie jako gość na czas. Może się okazać, że zastaniesz swoją gospodynię z ręcznikiem na głowie, a obiad jest w proszku. Myślę, że godzina jest podawana orientacyjnie jako ta po której już można przychodzić.

          Polubienie

          Odpowiedz
    2. Mieszczka.com

      Ten sposób, z zapraszaniem spóźnialskich na wcześniejszą porę niż gości przychodzących punktualnie, jest GENIALNY. Mam nadzieję Joasiu, że nie będziesz miała nic przeciw, że go skopiuję.

      Polubienie

      Odpowiedz
  4. Mieszczka.com

    Najczęściej nasz-ludzi sposób postrzeganie świata opiera się na stereotypach. Uproszenia pomagają nam się odnaleźć w różnych sytuacjach, znaleźć wspólnym język. W pewnej mierze ma to odniesienie do „poznawania twarzy blogerów”, i bywa mylące, bo tak naprawdę nie można mieć pewności, czy dany tekst jest odbiciem poglądów autora, czy jedynie przynętą w łowieniu czytelników.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      I nie jest to zjawisko dziwne, ani odosobnione, bo na tym polega ekonomia myślenia – nie o wszystkim da się myśleć długo i w szczegółach, mogłoby się okazać, że z tego powodu nie możemy podjąć żadnego działania 🙂 Ale gdy rozumiemy mechanizmy łatwiej o rozwój.

      Nie poznajemy dobrze nawet bliskich nam ludzi, ba, nawet siebie samych zaskakujemy w kwestii poglądów 🙂 Przyznam jednak, że gdy czytam blogi nie zastanawiam się, czy autor chce mnie „złowić”. To i tak okazuje się w praniu i więcej na ten temat mówią mi komentarze u mnie.

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  5. roksanna

    Do ocenienia kogoś wystarczy chwila, niestety, żeby zrozumieć daną osobę, potrzeba dużo, dużo więcej, nieraz całego życia… Gdy nie bierzemy pod uwagę okoliczności, to upraszczamy ocenę do schematów obowiązujących. Nic bardziej mylnego, co może nas samych sprowadzić na manowce 😉

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Podstawowy błąd atrybucji występuje powszechnie, a warto znać ten mechanizm choćby po to, aby może … dać komuś drugą szansę? Nie znaczy to, że dobrze na tym wyjdziemy 😀 Schematy myślowe w gruncie rzeczy ułatwiają nam życie, bo nie łamiemy sobie ciągle głowy. Czasami zdarza się, że kogoś mylnie oceniam i … już tak to zostawiam. Życie to sztuka wyborów, a w danym momencie możemy iść tylko jedną, obraną ścieżką 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. roksanna

        Sama taką szansę dostałam wielokrotnie, to znaczy wiele razy ktoś oceniał bardziej „ze słyszenia” niż z kontaktów osobistych. Często tak bywa, jak osoba w środowisku, w którym mieszka i pracuje, poprzez tę pracę jest w pewnym sensie osobą publiczną.
        Pierwsze wrażenie jest ważne, choć nie zawsze istotne, jak się później okazuje. Życie weryfikuje. A my lubimy gloryfikować albo wręcz przeciwnie, po całości, szczególnie osoby publiczne. A człowiek składa się z wat i zalet, i co dla jednego będzie wadą, to dla drugiego niekoniecznie… szczególnie taką nie do przełknięcia 😉

        Polubione przez 1 osoba

        Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          Dwa-trzy razy dostałam informację zwrotną od dobrych znajomych, że na początku wydawałam im się zupełnie inna 😀 Na to nałożyć trzeba, że ludzie też zmieniają się z czasem, albo … używam raczej słowa „wyrabiają się”. A te gloryfikcja czy negacje po całości, to właśnie efekt halo (aureoli) o którym wspomniałam. Kolejne myślowe pójście na skróty. Choćby pierwsze, romantyczne miłości polegają na tym, że nie dopuszcza się wad u partnera. Na szczęście życie jest o wiele ciekawsze 🙂 Jakie dla Ciebie są wady nie do przełknięcia?

          Polubienie

          Odpowiedz
          1. roksanna

            Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest taka oczywista, a wydawało mi się, że powinnam wiedzieć. Bezkompromisowo. Ale wszystko zależy też od osoby, której one dotyczą. Wiem też, że z czasem niektóre wady przestają być zauważalne, istotne, czyli to, o co toczyłam boje (mam tu na myśli najbliższe osoby) zostało jakby zaakceptowane.

            Polubione przez 1 osoba

            Odpowiedz
            1. świechna Autor wpisu

              Ważnej sprawy dotknęłaś @roksano. Chyba faktycznie niektóre cechy u jednych ludzi toleruję, u innych nie. Zapewne można to odebrać jako moją niesprawiedliwość …

              Polubienie

              Odpowiedz

Odpowiedz na Andrzej Rawicz (anzai) Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s