Newcastle i rezerwat Murlough.

Wtorek. 12:45 siedzimy przed laptokami, ja przed swoim, Kraciasty przed swoim. Włos półmokry jeszcze, lakier na paznokciach u stóp nie położony. Może byśmy jutro pojechali do Mount Stewart? Super, ale … jutro zapowiadają brzydką pogodę. Dzisiaj jest ładnie … to może dzisiaj? Będziemy tam o 14:30. 12:50 zakładam gatki, myję zęby, szkła kontaktowe w oko, włos podsuszony … Wsiadając do samochodu przypominam sobie, że mamy okropnie obsrane przez mewy tylne drzwi po lewej stronie. Trudno, się kiedyś umyje, może kupy same znikną 13:03 lecim. Przejeżdżamy jakiś kilometr. Nie, zaraz czekaj, nie mam okularów przeciwsłonecznych. Zawracamy? Zawracamy. Przy okazji wystawiam Ryszardowi przed drzwi miseczkę z wodą. Ryszard macha na pożegnanie. 13.08 lecim trasą widokową.

Tak mniej więcej wyglądały nasze przygotowania do wyprawy do Irlandii Północnej. Postanowione i zrobione w π razy drzwi piętnaście minut. Jechaliśmy trasą przez Warrenpoint i urokliwe Killkeel, które mruga do mnie zazwyczaj po drugiej stronie morza, gdy wracam z pracy. Około 14:50 trzeba było przyjąć do wiadomości, że nie znajdziemy się w Mount Stewart na 14:30 😉 Drugi raz próbujemy dotrzeć za Portaferry i znowu udało się nam utknąć, tym razem nawet bliżej, bo w Newcastle. Wyskoczyliśmy z domu w zasadzie po śniadaniu, więc zaczęliśmy szukać miejsca do spożycia. Newcastle w hrabstwie Down jest przytulone do wybrzeża i zastawione górami, podobnie jak Carlingford, nie ma jednak uroku tego drugiego, „naszego” miasta.

Newcastle co. Down

Dość długo szliśmy wzdłuż głównej ulicy szukając miejsca w którym świeżo umyte włosy nie przeszłyby mi zapachem tłuszczu ze smażonej ryby. Villa Vinci – wszystko pięknie podane, crème brûlée doskonały, do tego bardzo miły, kontaktowy Słowak kelnerem. Nie odmówię sobie fotki z jedzenia, bo po odnalezieniu tego miejsca poczuliśmy się jak zwycięzcy:

Newcastle co. Down a

Po obiedzie pojechaliśmy na parking przed rezerwatem Murlough i tam spotkała nas niemiła niespodzianka. Parking był płatny, a parkomaty głupie jak kilo gwoździ, brały tylko funty i nie obsługiwały kart. Trochę podminowana rzuciłam okiem tęsknie przez płot na Slieve Donard:

Murlough b

Wyjechaliśmy z parkingu źli, na szczęście okazało się, że 400 metrów dalej jest bezpłatne miejsce z którego prowadziła inna, równie dobra ścieżka do tej samej plaży … et voilà

   oto Murlough Reserve w odsłonie późnowiosennej:

Murlough a (1)
Murlough a (2)

Słońce pojawiało się i znikało, a Kraciasty pomagał mi jak mógł w nagrywaniu filmików:

Murlough a (3)
Murlough a (4)
Murlough a (5)
Murlough a (6)
Murlough a (7)
Murlough a (8)
Murlough a (9)

Plaża jest inna niż w naszej wsi, jest na niej więcej płaskich, obtoczonych przez pływy kamieni, a góry są tuż tuż. Za nami wydmy porosłe rozczochraną trawą …

Murlough a (10)

Na wydmach mieszkają nie tylko motylki i inne robaczki. Kraciasty zauważył, że gdy staliśmy na plaży z wydmy przyglądała się nam z zainteresowaniem Ruda Istota. Zdążyła prawie zupełnie zniknąć podczas gdy Kraciasty namierzał ją aparatem:

Murlough

Chciałam ją jeszcze podejrzeć za pomocą zoomu, ale najwyraźniej przegapiłam norkę w której chowają się Rude Istoty. Zresztą to byłaby nieuprzejmość z naszej strony narzucać się komuś, kto chce sobie spokojnie pomieszkać. Chwilę później wraz z przypływem pogoda zaczęła się zmieniać i silniejszy wiatr zachęcił nas do zejścia z plaży …

Murlough a (11)

Gdy wracaliśmy do samochodu nad wydmami machała do nas sylwetka zamku Dundrum, który odwiedziliśmy w październiku:

Murlough d

Powrotna droga wiodła nas trasą widokową po zachodniej stronie gór Mourne:

góry mourne (1)

Owce, owce, człowiek wszędzie widzi owce. Ta brązowa tylko na chwilę przestała zgryzać trawę, żeby sprawdzić dlaczego stoję tak blisko … po chwili wróciła do swojego zajęcia. Chrup chrup chrup. Owce naprawdę głośno jedzą.

góry mourne (2)

I tyle relacji z wyprawy, która utknęła. Wróciliśmy do domu po dziewiątej, następnego dnia prognozy się ziściły i cały dzień padało. Maj przeleciał nam błyskawicznie, smuci to i raduje, bo każdy tydzień zbliża nas przecież do kolejnej, jeszcze niezaplanowanej i enigmatycznej, wizyty w Polsce. Nie wiemy co, nie wiemy gdzie, na razie wiem, że zaraz idę do pracy, a Kraciasty jest już w drodze do swojego zajęcia. Wrócę późnym wieczorem i czekając na powrót Prawie Męża postaram się dokończyć książkę Abramowicz o której wkrótce będzie tu coś więcej. Dobrego dnia, napisz mi jak Ci mija ten powyborczy tydzień.

18 comments

  1. To niesprawiedliwe mieć jedno i drugie pod ręką – morze i góry czy raczej wzgórza. Mało ciepły był ten maj.
    Czekamy na wakacje, zawsze na coś czekamy, a życie upływa…

    Polubione przez 1 osoba

    • Góry, góry … nawet granitowe, chociaż w porównaniu z polskimi górami niewielkie. Ale tutaj, pośród irlandzkiej płaskości robią wrażenie 🙂

      Napisałam, że mijające tygodnie zbliżają nas do wyjazdu, ale to nie jest tak, że czekamy z zapartym tchem. Nawet nie wiemy, kiedy wyjeżdżamy, po prostu lubimy razem latać 😀

      Polubienie

    • Tak, to są pełnoprawne góry- z różnicami wysokości względnych nie ustępującymi polskim górom, a jeśli chodzi i ilość uskoków i ich wysokość, to polskie góry są daleko w tyle za irlandzkimi przepaściami mogącymi mieć 700 metrów od krawędzi do podnóża. Dużo osób przypłaciło życiem lekceważenie tych gór, a pogoda zmienia się tam momentalnie, bo nie dość że góry, to jeszcze na Atlantyku!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s