Rozgrzewka na Slieve Gullion.

Odpadają mi kończyny. Siedzę z nogami na krześle i boję się nimi ruszać, bo jakaś część może tam pozostać. Na szczęście palce u rąk jako tako funkcjonują, więc wklepię dla potomności jak zaczęliśmy długi weekend. Wczoraj po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się w górki. Tzn. postanowiliśmy już wcześniej, rano postanowienie zostało przypieczętowane odpowiednimi czynnościami …

A piszę zdziecinniale „w górki”, ponieważ Slieve Gullion, Sliabh Cuilinn, najwyższy szczyt hrabstwa Armagh, wznosi się na 573 metry. Nasz plan na długi weekend był taki wymyślny, że w czwartek jedziemy przejść się po Gullion, żeby mieć zaprawę przed piątkiem. Bo w piątek w planie były góry Mourne, nie ma przebacz. Zaplanowane, więc wybryknęliśmy z domu naszą dzielnym samochodem, przejechaliśmy granicę z Irlandią Północną i słuchając głosu Krystyny (nasza nawigacja, która zawsze skręca lekko) dotarliśmy nie bez cofań i zakrętasów na parking. Miejsce parkingowe o które nam chodziło jest położone wysoko, więc wchodzenie nie było wielkim wyzwaniem, bardziej obawialiśmy się, że złapie nas deszcz – czekaliśmy nawet chwilę w samochodzie, aż minie szałerek.

Na Slieve Gullion są dwa kamienne grobowce i małe jezioro. Oczywiście, tak jak w wielu miejscach Irlandii, i tutaj są one związane z lokalnymi legendami. Jedna z nich mówi np. że u stóp góry bohater Cú Chulainn spędził swoje dzieciństwo i otrzymał nowe imię (wcześniej nazywano go Sétanta). W przejrzysty dzień można zobaczyć z góry wybrzeże przy którym leży nasza wioska. Kraciasty wypatrzył nawet półwysep Howth, a więc część Dublina …

Z rzeczy, których nie dało się nie zauważyć – zaskoczyły mnie trochę ogromne wory z materiałem budowlanym … to pewnie stąd ostrzeżenia każące nam uważać na latające wte i wewte helikoptery. Buduje się nowe podejście, szlak będzie utwardzany, może już w następnym sezonie będzie się szło wygodniej. Podejście nie było trudne, doszliśmy na czubek wzniesienia bacznie rozglądając się na wszystkie strony (tak mnie osobiście nastroiła informacja w miejscu, które wyglądało jak przystanek autobusowy, że zaraz oto za chwilę jest grobowiec). Gdzieś tutaj jest grób korytarzowy, gdzie on może być? Gdy dotarliśmy na szczyt byłam trochę rozczarowana, że pewnie go przegapiłam …

… i dopiero, gdy wróciliśmy do domu dotarło do mnie, że … staliśmy na nim. Podeszliśmy od innej strony, więc nie zauważyłam, że z drugiej jest niewielkie, kamienne wejście, które znam ze zdjęć w internecie. Yhhh … tłumaczy nas to, że zerkaliśmy też na deszczową chmurę, która przybliżała się do nas od południa.

Z daleka Gullion wygląda jak śpiąca foka i można po jego grzbiecie całkiem sporo pochodzić. Z jego najwyższej części wypatrzyliśmy więc jeziorko o złej sławie i ruszyliśmy w jego kierunku. Jest ono nazywane jeziorem Calliagh Birra, starożytnej bogini z którą jest związany epizod w życiorysie Fionna mac Cumhaila. Kto się w nim zanurzy, jak mityczny bohater, który zanurkował po pierścień marudzącej dziewoi, ten natychmiast się zestarzeje. Nie próbowaliśmy. Jeziorko osyczało nas demonicznie.

Po jego drugiej stronie jest kolejny grobowiec, ale nie poszliśmy w jego kierunku. Może zauważyłeś, że na filmiku widać w oddali ścianę deszczu. Pomimo tego, że szczyt jest dość płaski, poruszanie się w tym terenie wcale nie jest łatwe, bo góra gdzieniegdzie jest pokryta błotnistym torfowiskiem … chyżo ruszyliśmy po własnych śladach, obawiając się, że kolejna deszczowa chmura nie skręci gdzie indziej tak, jak poprzednia …

Na szlaku przy okazji drogi w dół niespodziewanie spotkaliśmy owce, mamusię z latoroślą … trochę je zatrwożyliśmy … przyglądały się nam chwilę, maleństwo mnie, mama Kraciastemu, potem zeszły z drogi i zajęły się spożywaniem … dlaczego te dwunożne istoty nas otaczają? pochyl głowę, jemy, jesteśmy owcami pokoju …

Ten moment z dwóch różnych perspektyw …

Gdy doszliśmy do parkingu okazało się, że chmurki nas olały, tzn. nie olały i poszły sobie gdzie indziej. Byliśmy za to zupełnie sami, spokój, cisza … wyciągnęłam wałówkę i mogłam trochę odsapnąć. Najszybciej wysiadają mi plecy, stopy o dziwo się trzymają, nawet haluks nie za bardzo narzeka w górskim bucie … już się zaprzyjaźnił, zrozumiał.

Po spożyciu i patrzeniu na zamglone widoki, spakowaliśmy swoje śmieci do samochodu i ruszyliśmy do domu. W drodze powrotnej (jechaliśmy przed siebie, bo droga prowadząca do parkingu jest jednokierunkowa) widzieliśmy kolejne czarnolice mieszkanki Ring of Gullion tak blisko drogi, że zatrzymaliśmy samochód, żeby zrobić sesję fotograficzną.

Tutaj często nie ma żadnego płotu pomiędzy drogą a pastwiskiem. Zwierzęta mogą sobie spacerować, gdzie im akurat przyjdzie ochota. Czasem wychodzą więc na ulicę 🙂

Jeszcze jeden widoczek z drogi powrotnej (przepraszam, ale mózg mam tak zlasowany, że nie pamiętam, co tutaj chciałam napisać):

I jeszcze drugi widoczek (edit dla pewnej Hanny). Zupełnie zapomniałam, że napotkaliśmy również gniazdo owiec mroku. Gniazdowniki patrzyły na nas wymownie. Spadajcie, albo zaraz tam do was zejdziemy.

Kraciasty robił też zdjęcia krowom i koniom. Co chwilę mieliśmy ochotę się zatrzymać i popatrzeć, więc nasz zjazd z gór był dość powolny. Nie wszystkie widoki były ładne. Napotkaliśmy np. martwy las … kto, co i dlaczego, tego nie wiemy …

Wróciliśmy do domu późnym popołudniem, wygłaskaliśmy po łebku ciepłego kota, pogadaliśmy z sąsiadkami o kwiatkach i że ładna pogoda i udaliśmy się na świąteczną wieczerzę. Makaron z sosem Kraciastego, nie mogło być inaczej. Na deser truskawki bez niczego (a skoro już o tym mowa, na śniadanie były smażone krewetki, frankfurterki z polskiego sklepu i surówka z tartej marchewki z cebulą). W Irlandii Boże Ciało przekłada się na niedzielę, więc będzie u nas jakaś procesja dopiero pojutrze. Na razie już drugi dzień pod oknem sterczą nam kikuty świeżo wkopanej kalii. Jak przywitaliśmy lato opowiem Ci następnym razem. Głowa mi leci, czy to dzisiaj jest najkrótsza noc w roku? Pięknej Kupalnocki dla Ciebie, a dla mnie spać, spać.

21 comments

    • Sen wczoraj był w porządku, a dzisiaj jeszcze lepszy (po innej górze). I chociaż bardzo byłam wyczerpana, nie umiałam (jak widać) długo spać. Rysio przyszedł już na śniadanie i parzy się u mnie pierwsza zielona herbata. Dzisiaj dzień regeneracji. Dobrej soboty 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  1. Co patrzę na jakąś Waszą wycieczkę, zawsze zastanawiam się, skąd Wy bierzecie sił do chodzenia po tych wszystkich mniejszych lub większych górach, oraz czas na tak częste i szczegółowe zorganizowanie wszystkiego 🙂 Dobrze, że jednak nie zaryzykowaliście zanurzenia się w tym jeziorze 😀

    Polubione przez 2 ludzi

    • Tajemnica chyba polega na tym, że pomijamy szczegółowe planowanie 😀 Co się okaże dobitniej w następnym poście 😉 A jeśli chodzi o siły, ja mam dwie lewe nogi, a Kraciasty jest po kilku operacjach, co też nie za bardzo pomaga (ma ładnie skrojony brzuch i plecy). Po prostu robimy tyle ile możemy, wtedy kiedy mamy na to czas 😀

      Polubione przez 1 osoba

        • Ja jestem po dwóch, ale to się prawie wcale nie liczy, bo miałam je wieki temu i nie dotyczyły nóg. Niby u Kraciastego to chodzi o kręgosłup, więc też nie nogi, ale w jego przypadku ma to przy chodzeniu spore znaczenie. Ile miałeś operacji Kraciasty?

          Polubione przez 1 osoba

          • Pozwolę sobie ominąć drobne operacje, których celem było jedynie wycięcie łatwo dostępnych tkanek. I skupię się na poważnych. Faktycznie kręgosłup był najbardziej medialny: dwie operacje po 16 godzin na stole. No, ale przecież interesowało ich też moje bogate wnętrze, więc namiętnie grzebali mi w brzuchu dokonując naprzemiennie cięć, szyć, cięć, szyć, generalnie jak raz zaczęli, to później dwa razy musieli tam zaglądać na poprawki. Pierwsze 2 razy, to 9-cio godzinne sesje, ostatnia 6-ścio godzinna. Dzięki temu mogę brać udział w konkursie na najbardziej klawe dziary i mało kto ma ze mną w tej konkurencji szanse 😉

            Polubione przez 2 ludzi

            • Wyglądasz jakbyś brał udział w kilku starożytnych bitwach 🙂 Ale, ale … chodzi o to, że oboje nadal dajemy radę … czy to nie piękne? Kiedy wczoraj przechodziłam przez rzeczkę (trzy razy!) to w głowie oprócz przekleństw miałam myśl, że chodze, bo mogę 😉

              Polubione przez 2 ludzi

              • Oczywiście, że to piękne. Zresztą nie tylko to może takie być. Wspominałem Ci kiedyś, jak tuż po zabliźnieniu ran (tak, by nie obawiać się zakażenia), wznowiłem treningi na basenie. Po nich zawsze był obowiązkowy relaks w saunie. Niezbyt mogłem chodzić, ale pływać mogłem całkiem nieźle, a już relaksować się, to potrafiłem na maksa- i tak mi zostało 😉 Potem wchodziłem do samochodu, włączałem ogrzewanie i jechałem trasą nadbrzeżną, podziwiając widoki późnozimowej Irlandii- czasem był śnieg, czasem wiatr, często- gęsto nocny widok świateł na brzegu Irlandii Północnej. I to też było miłe- dawało radość…,
                …a dziary…, drobnostka…, 300 lat i nie będzie po tym śladu 🙂

                Polubione przez 2 ludzi

    • Wierz mi Celcie, końmi by mnie nie zaciągnęli do tego stawu. Nie zachęca do kąpieli, natomiast Fionna mac Cumhaila mam za myślącego nie tą częścią ciała, która do tego została stworzona, bo co…, piękna dziewczyna akurat przypadkiem przechodziła przez szczyt Slieve Gullion i zgubiła pierścień, który wziął się i zesunął tak, że trzeba po niego nurkować?

      Polubione przez 2 ludzi

    • Wieje 🙂 Tutaj wieje na wysokości 0, więc gdy się idzie pod górę, tym bardziej 😀 Dzień mija nam urokliwie, właśnie Kraciasty poczuł chęć przekopania trawy, żeby zasadzić żurawki. Kot odpoczywa, słońce świeci, my grzejemy stare kości. Raj! 😀

      Polubienie

  2. Ten martwy las , to jak wkroczenie do złego. 😨
    Widocznie właściciel karczuje pod pastwiska dla owiec.
    Tę owce to polskie góry mi przypominają. Mój bratanek wybrał się na spacer i robil zdjęcia a ze robil to ostal w tyle za grupą.
    U górali owiec pilnują psy. Zaganiają je do stada podgryzajac.
    No i podleciał sobie taki biały owczarek i capnol bratanka w tyłek, żeby się nie ocigal tylko ładnie w grupie był. 😂
    Śmiechu było ale chyba dla bezpieczeństwa na zaszczyt poszedł do przychodni, dla bezpieczeństwa, bo górale to bajczarze i pies z pewnością nie był szczepiony. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Tutaj nie ma górali, owce są na wypasie same, a psy należy mieć na smyczy (bo jak nas poinformował napis, właściciel terenu do psów puszczonych luzem ma prawo strzelać).

      Jeśli chodzi o las, znalazłam broszurę z mapą, ale nie jestem w stanie tego lasu teraz nigdzie umiejscowić. Nie mogę też znaleźć informacji o drzewnej zarazie czy czymś podobnym. W pobliżu były z pewnością poważne pożary, ale chyba akurat nie w tym miejscu …

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s