Oldbridge House i przyległości.

W grudniu, na zakończenie roku, spacerowaliśmy po okolicy i napisałam wówczas notatkę o polu bitwy nad Boyne. Wczoraj byliśmy tam ponownie, żeby zobaczyć park w letniej odsłonie. Zanim znaleźliśmy się w parku pod Droghedą, najpierw trzeba było załatwić w mieście jedną drobną sprawę papierkową. Potem poszliśmy tempem spacerowym do naszej ulubionej kawiarni na 1 Stockwell Lane. Jest to miejsce dość ciasne, ale z bardzo miłą obsługą i domową atmosferą:

Kraciasty poprzestał na cieście marchewkowym, ja zajadałam się falafelem, oboje zerkaliśmy na pewnią panią, która jest elementem lokalnego kolorytu. Pomimo tego, że było ciepło, pani była ubrana w czarną kurtkę i rękawiczki bez palców. Ma (najprawdopodobniej) na imię (coś naokoło) Anja. Obsługa ją lubi. „Anja” pewnie mieszka gdzieś w okolicy.

Po posiłku przejechaliśmy się bezpośrednio w kierunku Oldbridge, zostawiliśmy samochód pod domem i weszliśmy do ogrodu za murem. A tam …

… zieloności. Pamiętasz te drzewa posadzone w espalierze? W grudniu myślałam, że to jabłonie, ale Kraciasty wypatrzył na nich wczoraj malutkie gruszki-pierdziuszki:

W Upper Garden w miejsce zeschłych badyli zastaliśmy kobierce z kwitnącej lawendy i krokosmię lucifer, której jedną doniczkę akurat rano posadziłam przed naszym domem. Nie byłam pewna, czy w tym klimacie można ją wysadzać do gleby. Spacery uczą 🙂

A to inny fragmenty, zabudowany murem w kształcie ośmiokąta, stąd jego nazwa „The Octagon Garden”. To najstarsza część ogrodów w Oldbridge, w XVIII wieku był opisywany jako owocowy, teraz rosną w nim cisy, a pod jego ścianami stoją cztery antycznopodobne popiersia, w tym ten Śliczny, z pieczołowicie utrefionym włosem:

Ogród przybiera kształ niecki, wczoraj napełniało go gwarem kilka pań z wózkami dzięcięcymi.

Byliśmy zgodni, że trzeba gdzieś przyciąść, i klapnęliśmy na ławie na zewnątrz herbaciarni … pod nami widok był taki:

Przed nami taki, herbaciano-kawowy, baristka była bardzo miła i uważna, ale chlusnęła mi do kawy za dużo przesłodkiego karmelu:

A obok jeszcze inaczej, albowiem w sąsiadującej z naszym stolikiem donicy odnalazł się znany nam już Kot Generał:

Doniczkowy kot wybudzał się co jakiś czas, ale gwar turystów nie robił na nim większego wrażenia. Nie tylko ja go obserwowałam, wydaje się więc, że jest taką samą atrakcją jak repliki historycznych dział, które wzięły udział w bitwie w 1690 roku.

A wracając do bitwy, na początku nie mieliśmy zamiaru wchodzić do budynku, ale jakoś tak po wyjściu z herbaciarni sami z siebie daliśmy się przekonać. Jak pisałam w notce sprzed kilku miesięcy, budynek ten nie „pamięta” potyczki, bo powstał wiele lat po niej. Nie jest też w całości wykorzystany do celów turystycznych – w zasadzie mogliśmy się tylko przejść po parterze, wejść na ogrodzony dziedziniec po lewej stronie od budynku i obejrzeć kilkunastominutowy film na temat bitwy, a wcześniej miltimedialne omówienie taktyki bitewnej. Dwa piętra nadal są dla nas tajemnicą:

Z filmu zapamiętało mi się, że żołnierze Wilhelma mieli wpięte zielone gałązki, a żołnierze Jakuba nosili białe, papierowe kotyliony. Bo jak inaczej rozpoznać wroga … czy wojna nie jest jednym, wielkim nieporozumieniem? Takie marnotrastwo ludzi i zwierząt! Rok później podpisano Traktat w Limerick. W 1701 Wilhelmowi postawiono w środku Dublina pomnik. W 1929 roku pomnik rozebrano. Pole bitwy zarasta wysoka trawa w której swoje ścieżki wydeptują właściciele psów i ich czworonogi. Uważam, że tak jak jest teraz, jest dobrze.

W budynku wystawiono autentyczną armatę, którą prawdodpodobnie wykorzystywano w bitwie, choć urządzenie to jest sto lat starsze i pochodzi z czasów Elżbiety I Tudor. Na dziedzińcu są natomiast kopie różnorodnej broni palnej większego kalibru, którą posługiwano się pod koniec XVII wieku:

Wyszliśmy z dziedzińca jeszcze raz mijając herbaciarnię, więc mogliśmy zauważyć, że Generał z doniczki przeszedł na stół, aby dać się pogłaskać rwącym się do tego turystom.

* * *

Dzień był pod wieloma względami wspaniały. Rozmawiałam telefonicznie z rodzicami i babcią, pierwszy raz obcięłam Kraciastemu włosy maszynką, pospacerowałam jak należy (od tego poszliśmy spać jeszcze przed północą, jak nie my), kupiliśmy Rysiowi nową, aksamitną obrożę przeciwpchelną (i bardzo dobrze, bo od starej właśnie z rana odpadł dzwoneczek). Była też jedna sprawa, która trochę mnie zdumiała i dała odrobinę satysfakcji (chociaż wiem, że to niezbyt ładnie). Gdy opublikowałam na facebooku link do nowego tekstu Wolanda, pewna internetowa znajoma najpierw kontestowała coś, czego nie przeczytała, żeby następnie, w zasadzie nie wiadomo czemu, mnie zablokować. Chcę wierzyć, że blokada wynika z refleksji „robię z siebie idiotkę”, niestety może być to też efekt świętego oburzenia, które rzadko rokuje pomyślnie. Czy zrobiłam rysę na tym monolicie? Być może. Nie wątpię, że życie zrobi większą, bo mowa jest o osobie młodej, choć już intelektualnie zatwardziałej. Porozmawialiśmy tego dnia z Kraciastym o gościach na ślub, o szczęściu i o biednej Izabeli.

Reklamy

30 komentarzy do “Oldbridge House i przyległości.

  1. sagula

    Dziękuję za wycieczkę, a te cudne drzewka za murem, to może gruszki na wierzbie!
    Coś tam widziałam na Fecebooku, że toczyła się jakaś dyskusja, ale nie wnikałam za bardzo. Wiedziałam, że sobie poradzisz i nie będziesz się tym przejmować za bardzo!

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Wycieczka była bardzo potrzebna, dzisiaj na chwilę idę do pracy, ale miło było, wrócić myślami do dnia wolnego 🙂

      Przejmować to się w ogóle nie ma czym 😀 Wspierać nie trzeba, bo Iza dokopywała sama sobie. Ale dociekanie, rozmowa o tym całym zajściu jako zjawisku może być pouczające – jak działa zaślepienie, i jaki efekt ma włączanie się do dyskusji, choć nie wie się w zasadzie o czym mowa. Well …

      Polubienie

      Odpowiedz
        1. świechna Autor wpisu

          Różni ludzie są na świecie. Myślę jednak, że stykanie się z różnorodnością uczy większej elastyczności. Czyli jest nadzieja 🙂

          Polubienie

          Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      No tak, chociaż słyszałam, że w Polsce to zależy od regionu. A może się mylę, bo sprawdzam pogodę dla Polski tylko jak mi jest potrzebna (i teraz nie mogę się doczekać prognoz na wrzesień 😀 ).

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  2. Woland

    Bitwa nad rzeką Boyne pokazuje absurd wojny- i to warte jest szczególnego podkreślenia. Od niepamiętnych czasów w praktycznie każdej europejskiej wojnie sytuacja wygląda mniej- więcej tak: Na górze są ci, którzy walczą o władzę. Rzadko kiedy ryzykują głową, bo choć dla nich to taka rozrywka z nieco większymi emocjami, niż podczas pokera na pieniądze, to głowy nikt nie ma ochoty nadstawiać i w większości wypadków są skłonni ją darować przywódcy przeciwników, licząc na wzajemność. Ktoś jednak musi ją nadstawiać. Są to:
    1. Zawodowi żołnierze. Od śmierci głodowej wolą stały żołd, sporadyczne łupy, ryzyko jest wkalkulowane.
    2. Ideowcy. Nieszczęśnicy, którzy dali sobie wmówić, że stoi za tym jakiś wyższy cel. I o ile mają rację podczas wojny totalnej, gdy przeciwnik chce fizycznie wyeliminować przeciwnika lub w najlepszym wypadku zrobić z niego niewolnika, to w każdym innym przypadku jest to bzdura. Jedynym ich zyskiem jest żołd (jeśli w ogóle jest) a ceną krew.
    Wracając do bitwy nad Boyne. Jakub II Stuart mobilizował do walki Irlandczyków i Szkotów pod pretekstem, że jest KATOLIKIEM JAK ONI I CHCE ICH, RÓWNIEŻ KATOLIKÓW, DOBRA. Głupcy, nie powinni go dać sobie odebrać! W rozsądnych decyzjach nie pomagała świeża pamięć cromwellowskich rzezi, jakich z premedytacją dopuszczał się na irlandzkiej ludności. Dlatego Irlandczycy, jak również Szkoci, wierzyli że walczą za wolność i wiarę- nie przeszkadzało im, że papież popierał protestanta Wilhelma III Orańskiego. Francuzi wspierający Jakuba II robili to oczywiście dla żołdu, a ich mocodawcy chcieli wzrostu wpływów Francji. Biorąc pod uwagę fakt, że Jakub II był zwolennikiem monarchistycznej dyktatury na wzór francuski, mało prawdopodobne, że jego zwycięstwo przyniosłoby Irlandii, czy Szkocji autonomię, ale ponieważ przegrał, nigdy się o tym nie dowiemy, a wielu Irlandczykom po dziś dzień się wydaje, że to była szansa na wolność. Jeśli rzeczywiście była, to wymagała dalszej rozgrywki politycznej, być może popartej walką zbrojną. Nie ma co gdybać. Zginęło 2 tysiące ludzi, a status quo został utrzymany.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Im dłużej żyję, tym bardziej zachwyt nad konfliktami zbrojnymi mnie aźni. Owszem, lubię historię, ale gdy ktoś na wywlekaniu gdzież to „jego” naród nie wygrał buduje dumę z samego siebie, mam ochotę wyciągnąć szpilę i przekłuć ten balonik, aż się spierdzi.

      Polubienie

      Odpowiedz
  3. jotka

    Że to moje także klimaty, to już wiesz. Kot mnie oczarował, pasuje tam idealnie.
    Kiedyś pędziliśmy zapamiętale przed siebie, ale nauczyliśmy sie celebrować każdą chwilę i doceniać miłe kafejki.
    Konta na FB nie mam, ale słyszałam, że dyskusje tam bywają poważne…

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Kot wpisuje się wspaniale w to miejsce. Jest zrównoważony i wspaniałomyślnie daje się głaskać. Jak pisałam w notce grudniowej, zobaczyłam go po raz pierwszy, gdy jedna z klientek herbaciarni dzieliła się z nim pianką z latte. Wydaje mi się, że Ryszard, nasz domownik, ma podobną, irlandzką osobowość 😉 A dyskusje wolę przenosić na blogi, FB pełni dla mnie rolę podrzymywacza kontaktu 🙂 …

      Polubienie

      Odpowiedz
  4. Herne

    Tak czytując te Twoje wpisy o Waszych wspólnych z Kraciastym wędrówkach, zazdroszczę Wam tej wspólnej pasji. Albo TYCH wspólnych pasji.
    Chyba jesteście bardzo dobraną parą, a to, wbrew pozorom, nieczęsto się zdarza.
    Wszystkiego dobrego Wam obojgu życzę 🙂

    PS. Kot i grusze uroczy!
    PS.2. Zwiedzanie miejsc związanych z różnymi bitwami i mnie zawsze przyprawiało o smutną refleksję nad sensem tychże.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Jesteśmy w związku nie na siłę. Dogadujemy się, mamy wiele cech wspólnych (nie wszystkie 😀 ) i nie różnimy się zasadniczo w wyznawanych wartościach. Gdyby było inaczej, w życiu warszawy nie zdecydowalibyśmy się na małżeństwo. Sama też potrafię być, i nie potrzebuję kogoś, aby mu za uchem gderać. Żyjemy sobie całkiem przyjemnie, mam nadzieję, że brzydkie-rzeczy-poza-naszą-kontrolą będą moją kompaktową rodzinę omijały 🙂

      W Polsce w takich miejscach, gdy są upamiętnione, na plan pierwszy wybija się martyrologia. Natomiast plac bitwy nad Boyne jest dzisiaj jeszcze jednym miejscem rekreacyjnym. Ile razy tu przychodzimy, widzimy spacerujące rodziny, dzieciaki ćwiczące jakieś sporty, ludzi ze zwierzakami, biegaczy. Była to ważna dla Wyspy bitwa, ale Irlandczycy zaskakują mnie praktycznością, przywiązaniem do chwili obecnej.

      I co ja robię tu? (u mnie jest właśnie po szóstej) Kraciasty pisał notkę na swojego bloga i gdy kładł się spać, tak mnie wybił z rytmu snu, że po kilkugodzinnym wierceniu się w łóżku postanowiłam wstać i napić się zielonej z meliską. Przez to kota wypatrzył, że światło się świeci, zaczął się drzeć za oknem, więc musiałam wpuścić. Teraz hałaśliwie wyżera chrupki, jak się położę, klapnie nam w nogach i taki będzie nasz początek dnia. Sen jeszcze choćby z godzinę. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz
  5. Herne

    Mnie z rytmu snu nad ranem wybiły próby porozumienia się z latoroślą w kwestii żłobka. Obraził się jednak na dłużej, przedłużył sobie wagary 😉

    Podziwiam Irlandczyków za ten pragmatyzm. U nas rzeczywiście to w większości miejsca kultu nieledwie, nieco zbyt rozradowany głos jest karcony złym spojrzeniem 😉

    Takie właśnie powinny być związki, jak ten Twój z Kraciastym. Szkoda, że wielu ludzi po czasie orientuje się, że może ich związek od początku nie miał zbyt wielu szans na powodzenie, ale racjonalny ogląd zagłuszyły, być może, emocje 🙂 U Was, wydaje mi się, jest zachowana zdrowa równowaga między pasją i emocjami, a zdroworozsądkowym podejściem do życia 🙂
    Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. świechna Autor wpisu

      Oboje mamy dzisiaj wolne, ale już po śniadaniu i pomyślimy co robić dalej 😀 A jeśli chodzi o pasowanie do siebie, każdy z nas ma swoją historię, nie jesteśmy nastolatkami. Ktoś nas porzucił, kogoś my porzuciliśmy. To także uczy o co nam się w życiu rozchodzi. Żadne z nas nie szukało partnera na zasadzie „żeby wykonał tę ciężką robotę i mnie uszczęśliwił”. Jest dobrze. Tobie też tego życzę 😀

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s