Jak żyć? Trójkąt dramatyczny i inne przypadki.

Jeszcze kilka dni temu napisałabym, że lekko, bo byłam w trakcie intensywnego ciągu pracowniczego. Jako że jednak w piątek wręczyłam mojej menadżerce wymówienie z pracy, trzeba się wziąć za siebie i przestać się obijać 😉. Nie ma już telefonów w dzień wolny z zapytaniem, czy nie wpadłabym na zastępstwo, nie ma już wymówek, że nie mam czasu szukać czegoś lepszego, bo zarobiona jestem. Wprawdzie pracuję do czwartku, ale kobieta puściła takiego focha, że nie ma bata, aby zechciała ze mną choć jedno słówko sensownie zamienić. Bogowie, jaki będzie spokój! Przy okazji tej sprawy przypomniał mi się Trójkąt Karpmana, nazywany też Trójkątem Dramatycznym – model teoretyczny pokazujący jak wchodząc w relacje (w rodzinie, szkole, pracy) podświadomie wpadamy w trzy role typowe dla klasycznego teatru: wybawiciela, prześladowcy i ofiary. Od czasu do czasu oglądam sobie Magdę z Selfmastery i chociaż nie jestem wielką fanką coachingu udzielającego łatwych odpowiedzi na każde pytanie, odeślę Cię tutaj, do jej ujęcia kwestii trójkąta dramatycznego:

I co myślisz? 😊 Mnie osobiście zaskakuje gdy osoba w czasie krótkiej rozmowy płynnie przechodzi od prześladowcy do odgrywania ofiary. Zaskakuje, ale jest to także cholernie interesujące. Człowiek ma głowę wypchaną różnymi modelami teoretycznymi, rozmawia sobie (przynajmniej próbuje, choć moim zdaniem w przypadku natłoku dramatu trudno mówić o racjonalnym dialogu) i nagle łups, taka myśl mi błyska: trójkąt dramatyczny! Czy ona to zrobiła? Czy ja to właśnie powiedziałam? Inną sprawą, która mnie ciekawi jest to, że można u niektórych osób zauważyć jak gra psychologiczna staje się całym życiem. Na przykład z łatwością powtarzalnie wchodzą w rolę wybawiciela, aby realizować w ten sposób własne potrzeby, np. wybierając sobie zawód pomocowy. Hm?

Magda wspomniała o innym swoim nagraniu rozwijającym temat odgrywania roli ofiary. Również je załączam. Bardzo ważne dla zrozumienia tego zjawiska jest uświadomienie sobie, że i bycie ofiarą ma swoje plusy – gdyby było inaczej, każdy z nas natychmiast dążyłby do tego, aby szybko z takiego statusu wyjść. A chyba dobrze wiesz, że nie jest to takie oczywiste 🤨.

Warto, moim zdaniem, zauważyć klimat naokoło ofiary, często szczelnie wypełniony pomagaczami z misją i potakiwaczami – dwie grupy, które przy okazji załatwiają własne potrzeby duchowe (pierwsza grupa pomagając nie zajmuje się własnymi problemami, druga ma tendencję do pocieszania się, że ktoś ma gorzej od nich). A klimat może być taki, że gdy ktoś komunikuje problemy to oznacza, że jest szczery, autentyczny. To zjawisko widać również w blogosferze – tysiąc pięćset razy powtórzysz, że jest Ci źle i masz status osoby autentycznej (przy czym odgrywanie ofiary odróżniam od bycia w depresji – depresja to choroba, odgrywanie ofiary to, często nawykowa, postawa jaką w danym momencie przyjmujemy). Ofiara zanurzona w swoim własnym sosie uważa, że nie ponosi odpowiedzialności … to nie ona jest winna, to świat dzieli się na fajnych (słuchających jej skarg, wyręczających) i niefajnych (całą resztę, bo nawet, gdy po prostu próbujesz zająć się swoim życiem, to już może być powód Twojej niefajności). Zresztą łączy się z tym również temat „dlaczego pomagam?”. Czy po to, aby ktoś mógł się wydostać z gówna, czy po to, abym to ja mogła wejść z buciorami w czyjeś życie. Trudna jest nauka dystansowania się w sytuacji udzielania pomocy 😊.

Rzuciłam pracę, żeby nie stać się etatowo ofiarą, bo już mi zaczęły uszczelki mojej duszy przepuszczać. I cóż, kolejnej nocy, pomimo niepewnej przyszłości gapiącej się na mnie zza roga, spałam snem królewskim, z kotem przy boku 😊. Jeszcze pokażę Ci taką scenkę: wsiadam wczoraj do autobusu na przystanku w mojej wsi, zajmuję miejsce w drugim rzędzie za jakąś starszą, zniszczoną osobą, która gada czasem do innych, a czasem do siebie. Na którymś z kolejnych przystanków wsiada następna pokręcona postać, przygnieciona plecakiem, z odrętwiałymi rękami, i zajmuje pierwszy rząd po drugiej stronie przejścia. Jedziemy. Nagle słyszę w radiu piosenkę, początkowo myślę, że country, ale oni nie śpiewaliby o „shore” 😁. Chyba Dublinersi, coś mniej mi znanego, głos jakby Luka Kelly. I ktoś się dołącza, najpierw jeden, potem drugi, nastawiam uszu, bo te dwa źródła dźwięku są bliżej mnie. To zlasowane panie śpiewają, a głos tej przede mną jest nawet melodyjny i czysty. Patrzą na siebie, pokręcona zerka na mnie … „Kiedyś to były piosenki”. Takie wzruszenie poranne 😊 Nie traktuj tego jako odpowiedzi na pytanie „jak żyć”, bo, ludzie! nie pijcie alkoholu, szkoda się marnować! Ale piękne było chwilowe połączenie dusz, którego byłam świadkiem w autobusie podmiejskim. Piosenki nie znam, mam ochotę o poranku na irlandzki folk, który w prosty ale nie prostacki sposób opowiada o ludzkim losie, więc oto Luke zaśpiewa Ci o podążaniu za ławicami śledzia:

* * *

I jeszcze – moja mama … kilka lat temu, latem, wygląda z okna hotelu „Lviv” na Viacheslava Chornovola 7, wysoko, pokój bez klimatyzacji. Patrzę na zdjęcie i myślę jak bliska jest mi ta kobieta, dla mnie nadal młoda, z głową małej dziewczynki, zawsze trochę w chmurach. Jesteśmy podobne, i wcale niepodobne, a choć w przeszłości bywało różnie, porobiło się nam na starość, że ani trójkątów dramatycznych, ani żadnych innych triangulacji …

Instagram: @świechna

… w związku zaś z tym, że nagle mogę robić ze swoim czasem co chcę, zabukowałam kilka dni w grudniu na wizytę w domu rodzinnym. Z tatą lubię chodzić po lesie, z mamą po mieście, mam więc bardzo poważne plany. Kraciasty mówi mi, że tęsknią za mną. Jeszcze dziś i jutro go napasą, potem wypuszczą do mnie machając z wrocławskiego tarasu widokowego. Potem siądą w domu, w rozświetlonej kuchni, i wszystko omówią podrzucając smakołyki swoim rozpuszczonym, zaspanym futrzakom.

* * *

Mam ochotę pogadać dzisiaj o wchodzeniu w role i jeśli masz jakieś ilustracje trójkąta dramatycznego z własnego życia, zapraszam Cię do wymiany myśli. Miłej niedzieli, dbaj o swój dobrostan.