Dwa filmy, książka i płyta.

Kraciasty już w domu, kot usatysfakcjonowany, nad ranem za oknem, po pięknym, mroźnym poniedziałku, szary wiatr rozhulał się nad wybrzeżem. Szeleszczę papierami i popijam to herbatą. Już jakiś czas nie robiłam tu żadnych wyliczanek, więc napiszę Ci o dwóch filmach, które obejrzeliśmy z Kraciastym z okazji jesieni, i może jeszcze o książce, a na koniec dorzucę muzykę.

„Żona” Björna L. Runge (2017) to nierówny film, bo z jednej strony wspaniała Glenn Close i piękne zdjęcia, z drugiej okropnie napisana postać jej syna (w tej roli syn … Jeremy’ego Ironsa – nie wpadłabym na to, bardziej jest podobny do swojej matki, Sinéad Cusack) i parę nieprawdopodobieństw o których nie mogę się rozwinąć bez zdradzania twistu w fabule.

Czy kobiety są coś warte jako pisarze? Wydawać by się mogło, że po Noblach dla Munro i Tokarczuk już nie trzeba pytać. Z drugiej strony recenzje jakie napotkałam jeszcze przed seansem sugerowały mi, że obejrzę feministyczny film o losach biednej kobiety zdominowanej przez zdradzającego ją, nieobecnego emocjonalnie męża. Tymczasem w dziele Runge w ogóle nie o to chodzi. Bo, pardon moi, uważam, że Joan grana przez Close zarządza tym porządkiem świata, godzi się na obsadzenie w takiej a nie innej roli, żeby robić w gruncie rzeczy to, na co ma ochotę, i aż do finału nie traci przywództwa. Więź emocjonalna głównych bohaterów (męża gra walijski aktor Jonathna Pryce) wcale nie jest tak łopatologicznie prosta, jak to zazwyczaj bywa w amerykańskich filmach – dla reżysera jest to chyba pierwsza amerykańsko-szwedzka koprodukcja i widać, że chciał do niej wsączyć trochę europejskiej wieloznaczności. Poza tym dawno już nie widziałam w nowych rolach Christiana Slatera. Generalnie film kapryśny pod względem poziomu, ale interesujący.

„Siódma pieczęć” (1957), średniowieczna, mroczna baśń Bergmana to inna półka. Rycerz Antonius Block i jego giermek Jöns wracają z wieloletniej wyprawy krzyżowej. Wracają do Szwecji a u ich boku kroczy Śmierć, ta zupełnie realna, bo z południa na północ przesuwa się straszna zaraza depopulizująca Europę, ale i bladolica personifikacja śmierci, która objawia się Antoniusowi i gra z nim w szachy. Antonius ma swój cel w odkładaniu czasu zgonu – chciałby w życiu zrobić jeszcze jedną rzecz, która miałaby znaczenie …

… powodu jego zgorzknienia domyślić się łatwo. Jako młody człowiek wyjechał na wyprawę niesiony młodzieńczym poczuciem posiadania racji. Gdy zobaczył jak wygląda świat, jak wygląda dzieło, które miało być zbożnym …

Nasza krucjata była tak głupia, że tylko idealista mógł ją wymyślić.
– powiedział Jöns.

kadr z filmu

Film nie jest jakoś szczególnie trudny. Po prostu wymaga uwagi. Jest krótki, dynamiczny i nikt nie streści nam tego, co się wydarzyło, gdy wyszliśmy do kuchni po kanapki. Stary, dalej jary z cechami wielkości. Moją ulubioną postacią jest Jöns, z jednej strony bardzo mocno w typie silnej grupy z „Mistrza i Małgorzaty”, z drugiej natrętnie kojarzący mi się z Baldrickiem, synem Robina, zbieracza gnoju ze wspaniałej serii „Czarna żmija”.

„Siódma pieczęć” jest szczytowym osiągnięciem reżysera, syna luterańskiego pastora, z okresu gdy zadawał pytanie o istnienie Boga (potem chyba skonstatował, że odpowiedź jest negatywna i zajął się obserwacją więzi międzyludzkich). Pojawia się też w związku z tym pytanie o sens życia, ba, autor w niektórych scenach podejmuje próby odpowiedzi: robić to, co można zrobić? Nie być *ujem? Carpe diem? Warto wracać do starych filmów.

W klimacie pytania o istnienie Boga wspomnę o książce, którą zaczęłam czytać w weekend i przegalopowałam szybko, bo w sumie to czytadło, ale dość ciekawe. Jest w naszej biblioteczce od dawna, zwróciłam na nią uwagę tylko dlatego, że szukałam czegoś w co mogę włożyć wypowiedzenie, żeby mi się w plecaku nie pogniotło 😉. „Życie na pełnej petardzie” czyli wywiad Piotra Żyłki z księdzem Kaczkowskim wydane przez Wydawnictwo Wam rok przed śmiercią duchownego.

Kaczkowski z jednej strony prostolinijny w mowie, jako duchowny idący tym pod prąd, mało się nadawał na robienie wielkiej kariery w hierarchii, z drugiej obudowywał swoje lęki związane z chorobą i śmiercią w katolicki tradycjonalizm. Był fanem Ratzingera i Pio, człowiekiem inteligentnym, który musiał cały czas zwalczać w sobie dysonans poznawczy, bo wybrał zadanie nie do wykonania: pogodzić wiarę z nauką … coś musiało przy tym ucierpieć, najczęściej logika. Myślę, że to taka osoba z którą można byłoby się pięknie pokłócić, bo zakładam, mając w głowie wyobrażenie jego postaci, że byłby w stanie przyjąć argumenty drugiej strony. Zachwyt nad tym jaki był cool spławiam uśmiechem – księża są ludźmi, szkoda, że ta jakże „głęboka” refleksja nachodzi wiernych najczęściej, gdy szukają argumentów do obrony ulubionego duchownego przed oskarżeniami o różne podłości. Księża są ludźmi, a niektórzy ludzie są w porządku. Czytadło przeglądam z zaciekawieniem zastanawiając się skąd Kaczka wyniósł przekonanie, że był nieatrakcyjny. Przecież w domu tak wspaniałym jak wynika to z jego wspomnień ktoś mu musiał powiedzieć, że najatrakcyjniejszy jest piękny umysł … prawda?

Na koniec …

Kraciasty przywiózł wczoraj debiutancką płytę folkowego zespół Odpoczno. To sobie słucham złamanych rytmów. Wielkiego umysłu nie trzeba, żeby się domyślić, że inspiracją są brzmienia z okolic Opoczna (w jidysz ‏אפאטשנא‎ 😁). Najmłodszy brat mojego pradziadka z kolei to chyba było sieradzkie, albo nawet wieluńskie czyli na lewo od Łodzi. Wuja Józef lubił spędzać czas na przyśpiewkach, dzięki tej płycie zupełnie niespodziewanie myślę o nim dziś wieczorem.