Amy.

Dobrze pamiętam, gdzie byłam, gdy dotarła do mnie wiadomość o jej śmierci, chociaż wcale nie identykowałam się jako jej fanka. Tobermory nad Georgian Bay. Dzień wcześniej Breivik dokonał zamachu na wyspie Utøya. To były dwie dołujące wiadomości, które dogoniły nas w wynajętym pokoju, w czasie wakacji skądinąd zupełnie oderwanych od realiów życia. Przedwczoraj miałam okazję obejrzeć dokument Asifa Kapadii (2015) o życiu Winehouse i oczarowanie muzyczne miesza mi się ze smutkiem.

Autorowi udało się jako tako uniknąć gadających głów – wspomnienia lecą z offu przemieszane z głosami znajomych, rodziny i tekstów jej piosenek, natomiast warstwa wizualna to często materiały prywatne, skupione głównie na Amy, choć zdarza się i dłuższa celebracja oślizłych pijawek. Film pokazuje zapadanie się Winehouse w nałogi, ale niewystarczająco wgryza się w problemy natury psychicznej. Mogę oczywiście dociekać, czy to wszystko co było „potem”, miało kanwę w postaci „przedtem” – niezdiagnozowanego, zaniedbanego borderline’u. Pewne ślady są rzucane i pozostawiane zbyt lekko: buntownicze dzieciństwo, bulimia, rozwiązłość, nadmierne skupianie się na negatywnych emocjach. Niektóre elementy wydają się być od innej układanki: o nastolatce, która nie chce lub, z powodu używek, nie ma okazji dojrzeć emocjonalnie, o rodzinie stanowionej przez dwoje niewydolnych wychowawczo ludzi, o bardzo złym chłopaku, który sprowadza na manowce. W zasadzie brzydotę borderline’u ciekawiej wyraziła Peszek:

Przy okazji przychodzi mi do głowy porównanie z innym dokumentem o przedwcześnie zmarłym muzyku – w 2015 roku wyszedł „Cobain: Montage of Heck” Bretta Morgana – obejrzeliśmy go z Kraciastym w tym samym towarzystwie w marcu. Zależność odwrotnie proporcjonalna jest taka, że dokument o Kurcie Cobainie, gościu nudnym jak kilo gwoździ, miał ciekawszą formę, z drugiej strony Amy Winehouse, osoba o gigantycznym talencie, jest bohaterką filmu zdecydowanie bardziej konwencjonalnego. Oczywiście obydwa obrazy kończą się tym samym: śmiercią w młodym wieku (chyba dużego spojlera nie popełniłam). Śmierć za młodu, choć może być przyczynkiem do kręcenia lodów na legendzie, jest sprawą żenującą, gdy następuje w wyniku osobistego zaniechania. Oboje z Kraciastym jesteśmy już w takim wieku, że spore liczby się nam pojawiają, gdy chcemy powiedzieć „przeżyliśmy o … lat Jima Morrisona”. A on myślał, że gdzieś był i wszystko widział, w 27 wiośnie był podstarzałym facetem spuchniętym od życia. Facepalm. Pozostając w temacie Amy i młodych, głupich śmierci – królestwo dla tego, kto wymyśli kurację, która pozwoliłaby wypędzić z ludzi smutki, jednocześnie zachowując w nich dobrą, twórczą wrażliwość na świat. A może kuracja już istnieje i problemem jest, żeby zacząć? Pokłosie filmu: wolę słuchać muzyki Winehouse bez obrazu … kilka dni po obejrzeniu „Amy” klipy zrobione do jej piosenek nadal wydają się płytkim, słabym produktem szołbiznesu.

26 comments

    • Popularność nie jest łatwa dla nikogo, natomiast Winehouse miała problemy ze sobą zanim stała się popularna i moim zdaniem nie dość dobitnie to podkreślono. W jej przypadku bawienie się w szołbiznes musiało przynieść pogorszenie formy psychicznej, co wcale nie oznacza, że musiało zakończyć się zejściem. Niesamowite przy tym jest to jak pokazana została najbliższa rodzina: jako ledwo świadoma co się tu odjaniepawla.

      Polubienie

    • Mnie odstręczała od niej gwałtowność mody na nią. W efekcie słuchałam za mało, aby być fanką. Wiadomość jednak dobrze pamiętam, bo to naprawdę wali po głowie, gdy jesteś na wakacjach, ot tak włączasz tv w obcym miejscu, bo przed chwilą znalazłaś pilota, a tu na świecie pożoga i śmierć.

      Polubienie

  1. Kilka spraw drażniło mnie w tym dokumencie. Myślę, że wynikało to z ograniczenia się do wątków: talent, używki, media, Blake, tatuś. Słowa nie było o dość intensywnej działalności charytatywnej Amy, prawie nic o innych przyjaciołach i otoczeniu. Mam też problem z oskarżeniem o niepowodzenia w walce z nałogami trójcy „media – Blake – ojciec”. To były oczywiście osoby niesamowicie pomagające w rozwoju uzależnienia, jednak wielość krzyżowych nałogów i problemów psychicznych nawet przy izolacji od toksycznych osób niewielkie dawałaby szanse na wyjście na prostą. Pozbyłaby się tych – zastąpiłaby je nowymi. W ciągu całego filmu tylko raz poczułem nadzieję: Gdy Amy zaśpiewała w duecie ze swoim idolem, Tony Bennettem, legendą jazzu. Przez moment poczułem, że odkryła na nowo to, co tak naprawdę kochała i chciała robić – prawdziwą sztukę. Osoba Bennetta zdawała się zarażać ją spokojem ducha. Może wtedy, gdyby nie zmuszono jej do ruszenia w trasę, w którą jechać nie chciała, może to byłby dobry moment na terapię i rozpoczęcie pracy nad zdrowieniem.
    Moja znajomość z twórczością Amy była dziwna. Ponieważ media donosiły jedynie o narkotyczno-alkoholowych incydentach, zupełnie nie szukałem jej nagrań. Dopiero gdy Onet opublikował tekst piosenki „Rehab” i dodał do tego komentarz, poszukałem jej muzyki. Wkrótce potem Amy nie żyła. Miała potencjał, by być twarzą nowej fali jazzu, została denatką z dorobkiem trzech płyt autorskich.

    Polubione przez 1 osoba

    • Przyjaciół trochę się wypowiadało, ale trzeba brać pod uwagę, że jeśli ona była od najmłodszych lat zaburzona, to trudno było jej normalne przyjaźnie utrzymać. Też się zastanawiam, czy gdyby nie zeszła (w zasadzie z powodów zdrowotnych), to znalazłaby siły aby cały ten bałagan wokół siebie odkręcić. Wsparcie miała raczej słabe, była bardzo „vulnerable” prawie cały czas (to jest naprawdę dobre słowo na opisanie jej stanu).

      Polubienie

      • No właśnie brakowało mi relacji takich przyjaciół, którzy na przykład bawili się z Amy w pubie…, mogli powiedzieć coś o jej zachowaniu, przyzwyczajeniach, przyjemnościach….

        Polubienie

  2. Dla mnie dzień śmierci freddiego mercurego jest takim dniem który pamietam. Amy również bardzo lubiłam, tylko wtedy już miałam jakieś inne sprawy w głowie.
    Mam taka osobista teorie ze żeby dobrym twórca być to trzeba być szczególnie wrażliwym, a to pewnie powoduje ze są na potencjalnie „dobrej” drodze do bycia manipulowanym, wciąganym w nałogi itd…

    Polubione przez 1 osoba

    • Pamiętam pogłoski o chorobie Freddiego, śmierć nie była dla mnie aż tak dużym zaskoczeniem. A propos „wciągania w nałogi” – to duże uproszczenie i to takie mające usprawiedliwić nałogowca. Faktem jest, że każdy człowiek wybiera to, czego wg siebie samego potrzebuje. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

        • Domyślam się, niemniej jednak każdy sam stanowi o sobie. Napisałam o twórczej wrażliwości, bo odróżniam ją od wrażliwości po prostu – ta ostatnia to jeden wielki wrzód na tyłku, który na każdym kroku o sobie przypomina. Odmawiam uznania połączenia wrażliwość=narkotyki. Uważam raczej, że niedojrzałość=narkotyki, zblazowanie=narkotyki, bunt=narkotyki.

          Polubienie

  3. Nie znałam jej zbyt dobrze, właściwie więcej usłyszałam przy okazji śmierci piosenkarki.
    Legendy umierają młodo, niestety, ale problemy przedwcześnie zmarłych bywają podobne…

    Polubione przez 1 osoba

    • Nie do końca zgodzę się w kwestii legend, bo przecież i ponad 80-letni Tony Bennett z którym Amy śpiewała był legendą 🙂 Rzeczywiście problemy są podobne, co wystawia trochę na śmieszność nasze zafascynowanie tego typu postaciami. Bo problemy sa tak typowe, że aż do orzygania nudne. Amy wyrózniał talent, nie crack.

      Polubienie

  4. Nie widziałam jeszcze tego filmu biograficznego o Amy, a jestem wielką fanką jej muzyki. Po przeczytaniu Twojego wpisu zastanawiam się, czy obejrzeć. Ale chyba z ciekawości jednak się kiedyś przemogę.
    Wypędzanie smutków z osób, które tego osobiście nie chcą, jest marnym i bezsensownym trudem. I tylko pochłania energię osób, które próbują ewentualnie w tym pomóc. Bo chcieć żyć jednak trzeba samodzielnie. Choćby trochę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Nie wiem na jakim poziomie fanką jesteś – film może nie zaskoczy Cię już niczym nowym. Wg mnie warty zobaczenia.
      A jeśli chodzi o terapie, oczywiście one są tylko dla osób zorientowanych na zmianę. Pomagać w takich sprawach? Tak. Gdy ktoś nas o to poprosi.

      Polubienie

  5. Ta piosenkarka z pewnością była zjawiskiem. Szkoda , że przeleciała jak kometa.
    No ale takich „zjawisk ” w świecie , nazwijmy ” artystycznym ” jest mnóstwo. Jej chociaż dań było zaistnieć . Choć na krótko. Przypomniał mi się musical pt. Fame. Ileż to młodych zdolnych nie zrealizuje swoich marzeń. No a życie krótkie , długie . Rozejrzyjmy się dookoła. Ludzie po prostu umierają w różnym wieku z różnych przyczyn. .. . ☺

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s