Spokój.

Kilka dni w Polsce minęło jak z bicza. Przyleciałam bardzo późno w ostatnią niedzielę, a domowy rwetes pozwolił mi zasnąć dopiero po drugiej nad ranem. Przyzwyczailam się już do chłodnych nocy pod cienką kołdrą, w domu rodzinnym miotam się więc po łóżku zwijając puchate poduchy na wszelkie znane cywilizacji sposoby. O poranku do łóżka bez pytania, choć po krótkim powitaniu, pcha mi się Mruczysław, a poprawia mały, śliniący się Maksiu. Zresztą po obejściu spaceruje cała paleta zwierzaków, więc kapcie, które zostawił dla mnie św. Mikołaj prawie natychmiast pokryły się sierścią.

Maciej.

Cały pobyt można określić jako uneventful, czyli dobrze … spokój, w tle radio szemrzące na Pogodzie lub tv nastawione na stary serial. W Irlandii nie mamy anteny, ja wyobrażam sobie, że byłoby fajnie posłuchać irlandzkich wiadomości, Kraciasty uważa, że odbiornik telewizyjny zbyt go zaczarowuje i nie miałby gdzie od tego uciec – może i racja, nie odczuwam braku anteny szczególnie dotkliwie, poza tym wizyta w domu nabiera przez to innego tempa – tylko tutaj drzemię przy „Gliniarzu i prokuratorze”.

Maksiu.

Las za naszym domem stoi zupełnie cichy. Zapomniałam zapytać, czy był już pierwszy śnieg, z pewnością jeszcze słychać od czasu do czasu żurawie, dziki wychodzą wieczorami z babrzysk i ryją coraz bliżej ludzkich siedlisk. Maksiowi wszystko to bardzo się podoba, jest jedynym pieskiem, który dostępuje zaszczytu codziennego spaceru – myślę, że Dziewczyny są tym poruszone. Zresztą dość szybko przydzielono mu inną, ważną funkcję – codziennie rano eskortuje mamę do pracy.

Ogród stoi uśpiony w nieładzie. Tata ściął zeschłą wiśnię w cieniu której jeszcze nie tak dawno czytałam książki, widać suche lata dały jej mocno w korzenie. Babcia, pomimo częstego narzekania, nadal ogarnia, i już się zastanawia, czy przyjedziemy na jej urodziny, co biorę za dobrą monetę. Skoro ona się zastanawia, i my o tym pomyślimy.

Przez chwilę miałam ogromną pokusę pozostać do poniedziałku, ale nie mogę zawieszać życia, które sama wybrałam. Jestem już prawie spakowana, piję kawę, posiedzimy jeszcze wieczorem, porozmawiamy o tym i owym. Jutro bardzo wczesnym porankiem wyruszam i przy dobrym wietrze będę na wyspie przed południem. Chciałoby się spakować ważnych ludzi, ważne zwierzęta, rośliny doniczkowe, albumy fotograficzne i książki. Zgromadzić ich wszystkich w jednym miejscu, tak jak mnie jest wygodnie. Tak jednak nigdy nie będzie, może też i na szczęście 😊 Wracam do kawy.

22 comments

  1. Krótkie pobyty zawsze pozostawiają po sobie niedosyt, ale widać, że dobrze Ci zrobiły. 🙂
    Ja dopiero jadę do Warszawy, w tę niedzielę. Mam na szczęście jeszcze ponad dwa tygodnie urlopu.
    pozdrowienia

    Polubione przez 1 osoba

    • Lubię „bywać”, brakowało mi tylko męża, bo z nim spacery po mieście są zabawniejsze. Miłego pobytu w Wawie … ostatnio byłam tam w styczniu, fajnie byłoby wrócić i zobaczyć niezobaczone 😉

      Polubienie

  2. Tak , dopóki jest możliwość należy od czasu do czasu wracać i delektować się . Życie jest krótkie i należy z niego wybierać rozsądnie i cieszyć się . Lubię tu być i czytać , bo tak poetycko jest . Zwyczajnie i niezwyczajnie. 😊

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na widzianezekwadoru Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s