Koncert bożonarodzeniowy i tajemnica Filomeny.

Byliśmy wczoraj na koncercie kolęd, nie powiem, całkiem interesująco. Kościół św. Mikołaja w Dundalk (ten katolicki, bo jest jeszcze drugi, Church of Ireland … dla imigranta to jest ciekawe odkrycie, że w mieście bywają kościoły z tym samym patronem dwóch różnych denominacji, a na wikipedii przy nazwiskach lokalnych terrorystów wspomina się zazwyczaj czy był katolikiem czy protestanem) i chór seminarium Redemptoris Mater wzmocniony o kilka kobiecych głosów z których jeden należał do naszej bliskiej znajomej (stąd wizyta dwóch jawnogrzeszników w kościele, a w zasadzie więcej ich było, bo z nami przyjechali kolejni, w tym dwie pary małych stópek, które dobrze się zapowiadają). Wysłuchaliśmy wiązanki pieśni po łacinie, angielsku, hiszpańsku a nawet polsku. Ponieważ katoliccy hierarchowie przyjęli zwyczaj żegnania uczestników posiedzenia, Kraciasty miał okazję uścisnąć rękę biskupowi Armagh, ja mu natomiast pomachałam 😁

Koncert nie był bardzo długi, więc mieliśmy jeszcze czas na herbatę i film. „Tajemnica Filomeny” Stephena Frearsa (2013) okazała się wyborem trafionym, nawiązywała bowiem i do wizyty w kościele i do dyskusji na temat wybaczania, której zalążek pojawił się na zaprzyjaźnionym blogu. Dziennikarz polityczny, który stracił pracę, pisze książkę o kobiecie poszukującej swojego syna. Philomena Lee zaszła w pierwszą ciążę w czasach, gdy panna z dzieckiem w zdewociałym, irlandzkim społeczeństwie była obywatelem najniższej kategorii. Władza absolutna przydzielona kościołowi przez państwo sprawia, że syn Philomeny zostaje oddany do rodziny adopcyjnej wbrew jej woli, po latach zaś system działa równie niemrawo oferując nieprzydatne współczucie w miejsce realnej pomocy w poszukiwaniach.

Dużym plusem filmu jest skontrastowanie głównych bohaterów – dziennikarza, absolwenta Oxfordu (Steve Coogan) i starszą panią, miłośniczkę kiepskiej literatury (Judi Dench dobrze sobie radzi z irlandzkim akcentem) różni wiele, pomimo tego jednoczy ich cel i jest to pokazane bez głupowatych zagrywek i kaznodziejskiego tonu. Ciepło, które pojawia się przy okazji godzenia dwóch bardzo różnych sposobów na życie, dominuje nad poczuciem beznadziei i okrucieństwem. W związku z tym fabuła aż tak nie targa, choć są momenty, gdy czuje się obecność zła, choćby w scenie, gdy Filomena wraca po latach do miejsca w którym musiała odpracować cztery lata za to, że urodziła syna. To są już inne czasy, posoborowe zakonnice wyskoczyły ze starych mundurków, teraz są miłe, bo mają przed sobą starszą panią, a nie dziewczynę, której mogłyby zazdrościć, że uprawia seks. Ale ich pilne oczka nadal widzą wszystko – wystarczy, że naciśnie się klamkę od nieodpowiednich drzwi, a zaraz pojawia się ktoś pomocny. Film realistycznie pokazuje z czym musi zmagać się ofiara, której wmówiono, że sama jest sobie winna. Temat handlu dziećmi w ośrodkach prowadzonych przez duchowieństwo nadal tkwi zadrą w irlandzkim społeczeństwie, ale Frears zachował zdrowe proporcje pomiędzy powagą i dowcipem, co pozwala na refleksję na temat własnych wartości, zamiast skupiania się na ponurych myślach o systemowej przemocy insytucji kościelnych. Wierzyć więc, czy nie wierzyć? Gniew czy wybaczenie? Film subtelnie zagrany.

10 myśli w temacie “Koncert bożonarodzeniowy i tajemnica Filomeny.

  1. Woland 17 grudnia 2019 / 16:02

    Zaiste, ciekawy był to wieczór. Ja, zdeklarowany ateista i antyklerykał siedzący 5, najdalej 8 metrów od biskupa Armagh (miasta ostatnich lat życia i śmierci św. Patryka). Wyobrażacie sobie w Polsce człowieka niezwiązanego z religią, władzą, pieniędzmi, siedzącego w takiej odległości od biskupa podczas uroczystego koncertu? W Irlandii mógł w tym miejscu siedzieć każdy. I faktycznie, po koncercie przybiłem piątkę z „jego ekscelencją”, nie śliniąc go w pierścień, wbrew temu, co się w pewnych środowiskach przyjęło. Just take 5 🙂

    I film, tak świetnie się komponujący z koncertem, gdzie pozorne zmiany przykrywały to, że nadal Kościół żeruje na poczuciu winy i wykorzystuje tych, którzy dadzą się wykorzystać, jak choćby nasza znajoma. Podkreślę, że akcja „Tajemnicy Filomeny” jest oparta na faktach. I nazwę wyraźnie po imieniu to, co robiły zakonnice: HANDLOWAŁY ŻYWYM TOWAREM: niewoliły młode matki, a ich dzieci sprzedawały bogatym klientom z USA. Do końca trzymały stronę oprawców, a nie ofiar, okłamując je perfidnie.
    Film nie jest równie drastyczny, jak „Nie mów nikomu” Sekielskiego jedynie dlatego, że twórcy skupili się na tym, jak ofiara radziła sobie z traumą, możliwie omijając relacje prześladowcy – ofiary.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 grudnia 2019 / 16:13

      Ciekawe czy żegnanie wiernych to taki folklor, czy też katoliccy duchowni imitują protestantów, bo im się owieczki rozłażą …

      Musisz przyznać, że rozmowa na temat filmu była interesująca. Czy wybaczenie jest siłą czy efektem słabości? Chyba jednym i drugim …

      Polubione przez 1 osoba

  2. jotka 17 grudnia 2019 / 18:27

    Obejrzałam chyba 2 lub 3 podobne filmy, wszystkie bardzo wstrząsające, a zakonnice ukazane jako niezwykle mściwe i okrutne…
    Wierzący czy nie, słuchamy kolęd i śpiewamy, bo to po prostu piękne pieśni:-)

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 grudnia 2019 / 18:37

      No tak, zaintonowałam pod nosem „Hejżo ino dyna dyna”. I lubię też „God rest ye merry gentlemen” 😉
      Przede wszystkim pycha, przekonanie, że ma się Boga po swojej stronie … choć jednocześnie wiem, że drogi do zakonu są różne – niektórymi osobami kieruje ogromne rozczarowanie swoim życiem.

      Polubienie

  3. sagula 17 grudnia 2019 / 19:31

    Oglądałam Filomenę i zapamiętam na zawsze. Zdrowych i radosnych świąt Wam życzę!

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 18 grudnia 2019 / 06:34

      To nie jest duży film, ale dobrze zagrany i porusza ważny temat. Poza tym jest w nim zawarta prawda o tym, jak to jest z byciem miłym. Philomena mówi gdzieś pod koniec filmu, że wybacza, bo nie chce być taka jak dziennikarz. Tymczasem gdyby była taka jak on, prawdopobodnie nie spotkałoby jej tyle krzywdy …

      Polubienie

    • świechna 18 grudnia 2019 / 06:37

      Ja tego nawet nie oczekuję – święta są dla mnie ważne tylko z tego powodu, że spędzałam je z najbliższą rodziną. Skoro nie ma tu moich rodziców czy dziadków z którymi kojarzę konkretne obchody,nie mam wielkiego pędu, żeby odtwarzać atmosferę na siłę.

      Polubione przez 1 osoba

    • świechna 19 grudnia 2019 / 18:18

      Myślę, że warto go obejrzeć – widzom, którzy nie znają szczegółów zawirowań związanych z Kościołem w Irlandii trochę pokazuje kulisy sprawy, a nie jest bardzo drastyczny.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s