Tatuażysta z Auschwitz.

Wczoraj bardzo uroczyście, w obecności wielu oficjeli światowej rangi (wypatrzyłam Michaela Higginsa, prezydenta naszej Irlandii, oraz hiszpańską parę królewską) obchodzono 75 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Nie mam telewizora, więc nie uległam pokusie wysłuchania przemowy prezydenta Polski, mam jedynie nadzieję, że nie wrzeszczał, nie nadymał się i nie przedstawiał swojej alternatywnej wersji rzeczywistości, co jest jego normą przy okazji rozmaitych przedwyborczych pikników w małych, przyjaznych miejscach. Za to ogromne wrażenie zrobiło na mnie przemówienie Mariana Turskiego, więźnia nr B-9408, który przeżył dwa marsze śmierci, do Buchenwaldu i do Theresienstadt:

Auschwitz nie spadło z nieba. Zaczęło się od drobnych form prześladowania Żydów. To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć wszędzie. Dlatego trzeba bronić praw człowieka, demokratycznych konstytucji. Ważne jest też jedenaste przykazanie: Nie bądź obojętny. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie kłamstwa historyczne, nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana, nie bądźcie obojętni, kiedy władza narusza umowę społeczną. Oto, co chciałbym powiedzieć …

Wysłuchałam go w całości w internecie, z angielskim lektorem zagłuszającym oryginał, i poruszona tym wystąpieniem sięgnęłam po książkę, która od dawna czekała na mnie na półce – „Tatuażysta z Auschwitz” Heather Morris, wydaną przez Marginesy (2018). Kraciasty przywiózł ją w zeszłym roku po jednym z wypadów do Polski.

Instagram: @świechna

Usiadłam do niej po godzinie siódmej wieczorem, po jedenastej było po wszystkim. Czy ja kiedyś pisałam, że czytam wolno? 🙂 Największą zaletą książki jest zawarta w niej historia. Morris spisuje, a raczej kreatywnie opowiada losy Lale Sokolowa, więźnia nr 32407, który dzięki znajomości języków i niewiarygodnemu szczęściu dostaje w obozie w Auschwitz pracę rokującą pełny brzuch i przeżycie. Główny bohater jest świadkiem budowania pierwszego krematorium i wymordowania Romów, jest też tatuażystą, tłumaczem, szmuglerem, w końcu kochankiem Gity, więźniarki nr 4562, której również towarzyszą niesamowicie sprzyjające sploty okoliczności. Nie zabija ich tyfus, kapo, mróz, głód ani przypadkowe kule gęsto wędrujące po obozie. Można zadać sobie pytanie czy to miało prawo się wydarzyć. Zasada jest prosta – prawda nie musi być prawdopodobna, dlatego właśnie tak cenię sobie literaturę faktu. Rzeczy po prostu się wydarzają, a opowiedzieć swoją historię mogą ci, którzy przeżyli. Mają do tego prawo, jak i do niepamięci, czy pewnej dystorsji faktów – są to zwykłe zjawiska psychiczne. Morris wybrała jednak inną niż reportaż formę zapisania wspomnień swojego rozmówcy, równie wymagającą badań i talentu we władaniu słowem – powieść. I niestety ze smutkiem, ale też i z irytacją stwierdzam, że autorka nie jest mistrzynią gatunku. Wspomniałam, że książkę przeczytałam w zaledwie kilka godzin, trzysta stron za jednym posiedzeniem (ok, dwoma, jeszcze prowadziłam przez pół godziny rozmowę w internecie) – to nie jest pochwała w ustach osoby, która delektuje się zdaniami, podkreśla co lepsze fragmenty, wzrusza się rozdziałami tak, że musi odłożyć lekturę na tydzień. Ostatnio, wiele lat temu, w taki sposób przeczytałam „Kod da Vinci” Dana Browna – mam nadzieję, że rozumiesz porównanie. Oczywiście Morris zaznacza, że dialogi czy pewne postacie są fikcją literacką, przedmowa nie wystarczy jednak do tego, aby uwiarygodnić to, co dzieje się potem. Potrzebny jest solidny rys psychologiczny postaci, a jeśli ma być on wykreowany przez samego czytelnika na podstawie zdarzeń, w sukurs musi przyjść literacka finezja autora w opisywaniu tych zdarzeń, bo samo się nie zrobi. Tutaj nie przychodzi, nic nie jest pogłębione, puenty giną (choćby losy Pepana, Arona), opisy romantycznych uniesień są niezgrabne i trącą brakiem realizmu. Nie wgryzjąc się dalej – czytało się to za szybko, za łatwo, bez wzruszeń. Oczywiście byłam wiedziona ciekawością co dalej, ale to za mało przy t a k i e j historii. Zastanawia mnie o i l e (i czy) lepsza byłaby ta opowieść jako literatura faktu. Trzeba byłoby sprawdzić tyle wątków prostując relację naocznego świadka, którego pamięć ma prawo zawodzić po kilkudziesięciu latach. Które postacie są fikcyjne? Czy przeżył jeszcze ktoś, kto mógłby dopowiedzieć luki w fabule z innej pryczy, z innego bloku? Jak napisałam na początku, największa zaletą jest sama historia … która jej część jest prawdą?

Po lekturze długo nie mogłam spać, próbowałam nawet dręczyć Kraciastego o czwartej nad ranem rwanym opowiadaniem fabuły. Oczywiście chciałabym, żeby to był efekt mocy talentu pisarskiego autorki „Tatuażysty”, bardziej jednak nastroiła mnie sama tematyka. Niepokoiły mnie myśli o kruchości życia ludzkiego, roli przypadku, kwestia lekkości z jaką ferujemy oceny moralne o czynach w czasach o których nie mamy bladego pojęcia. Poza tym nadal na duszy zalegała mi wypowiedź Turskiego:

Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.

Niewiarygodne, ale pomimo rangi wydarzenia, małe pieski już się dzisiaj na twiterze, i nie tylko tam, rozszczekały.

Jeśli „Tatuażysta” zainspiruje kogoś do refleksji i głębszego zainteresowania się sprawą Zagłady, to warto po książkę sięgnąć. Chcę tylko napisać, że bez wątpienia nie warto na niej poprzestawać. Jej popularność nie jest niestety równoznaczna z wysoką jakością, co wielu recenzentom zdumiewająco opornie przechodzi przez gardło.

32 myśli w temacie “Tatuażysta z Auschwitz.

  1. sagula 28 stycznia 2020 / 16:10

    Płakałam słuchając Pana Mariana, bo tak bardzo mi teraz brak takich mądrych ludzi. W Polsce wyszły z nor szczury dopuszczone do władzy, a gdzieś tam żyją skromni ludzie mający jednak dużo do powiedzenia.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 28 stycznia 2020 / 16:23

      Martwi mnie, że to może być głos na puszczy. Prześladowanie mniejszości, łamanie i naginanie praw przy udawaniu, że się tego nie robi, tolerancja dla małych gnojów, karmienie tych gnojów, aż wyrosną na tłuste gęby w telewizji narodowej … wszystko to zbyt współczesne. Wydźwięk przemówienia jest taki, że to się może powtórzyć wszędzie. Czy do Adriana cokolwiek dotarło?

      Polubienie

      • sagula 28 stycznia 2020 / 16:43

        Świechno przecież widzisz, co w Polsce zrobili z Sędziami. Niedługo będą budować dla nich getta i tam osadzać. Do tego świat jest tak niespokojny, że drugi Oświęcim może powstać wszędzie.

        Polubienie

      • roksanna 29 stycznia 2020 / 08:42

        Czytałam już jakiś czas temu, i miałam ambiwalentne uczucia, bo temat poważny, ale czytało się jak wiele obyczajówek naszych rodzimych autorek, za którymi nie przepadam. Właśnie jakoś tak przelotnie. Dobrze oddałaś moje uczucia, które ja do końca nie potrafiłam sprecyzować. W każdym razie jak teraz widzę kolejny tytuł „…. z Auschwitz”- a jest tego dużo- to mam obiekcje by sięgnąć po te pozycje. Pewnie to w końcu zrobię, kiedyś…

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 29 stycznia 2020 / 10:43

          Kłopot właśnie polega na tym, że ja bardzo rzadko czytam „zwykłe” obyczajówki, a jeśli już po obyczaj sięgam to snobistycznie po autorów z najwyższej półki. Efekt jest taki, że lekkie lektury dość mnie irytują – jaki pożytek jest z historii, która jest napisana tak, jakbym ja to zrobiła siedząc sobie po obiadku i nudząc się jak mops? Dialogi do „Klanu” też mogłabym napisać, tylko po co to miałabym potem oglądać? Jest wielu pisarzy, którzy piszą o historii na bardzo wysokim poziomie …

          Z drugiej strony, gdy czytam blogowe recenzje, to trochę cieszę się, że chociaż i taka książka powstała. Niestety ilość przeczytanych książek nie jest dzisiaj sygnałem, że osoba ma większą wiedzę – są strony „recenzentów” popelinowych powieści, które nigdy nie będą miały drugiego wydania. Więc jak te osoby chociaż dowiedzą się, że było Auschwitz i że tam się laski nie odchudzały, to już jakaś wartość.

          Polubienie

          • roksanna 29 stycznia 2020 / 12:21

            Nie mam nic przeciwko „lekkiej literaturze”, ma swoich zwolenników, bo książka to forma spędzania wolnego czasu. Również dla relaksu. (Dla mnie tym jest kryminał). Mam przyjaciółkę, która czyta tylko historie z happy endem, bo nie lubi przezywać historii, które w niej zapadają, bo trudno być obojętnym, ale np. „Małe życie” przeczytała, co mi długo wypominała 😉
            Czasem jednak takie pozycje zbyt mocno wykrzywiają obraz. Prawdziwy. Pamiętam, jak jako dziecko przeczytałam „Łuny w Bieszczadach” i jaki to miało na mnie wpływ, który powoli wyprostowywały prawdziwe relacje, publikacje i sięgnięcie po wcześniejszą historię.

            Polubione przez 1 osoba

            • świechna 29 stycznia 2020 / 14:48

              Są różne sposoby spędzania wolnego czasu, ja w którymś momencie czytałam dużo tekstów na studia. Od tego kark mi wysiada, psują się oczy. Stąd uważam, że czytanie popeliny nie jest warte strzykania w szyi. Lubię kryminały 🙂 rozumiem, że to może być rozrywka. I starałam się „Tatuażystę” ocenić uczciwie – jako przygoda to jest jakieś 6/10, wchodzi.

              Polubione przez 1 osoba

    • świechna 28 stycznia 2020 / 19:00

      Nie, chociaż w trakcie czytania uśmiechnęłam się czytając to imię 🙂

      Polubienie

  2. Antares 28 stycznia 2020 / 20:02

    Rzadko oglądam telewizję, a jeszcze rzadziej programy informacyjne, ale akurat tę wypowiedź Pana Mariana miałam okazję widzieć. Oraz minę prezydenta w tym momencie. Bezcenna…

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 28 stycznia 2020 / 20:22

      Kamera na szczęście nie zatrzymała się na nim na długo. To był ważny dzień dla tych, którzy przeżyli i być może nie będa mieli okazji pojawić się na obchodach za rok. Słowa Turskiego wybrzmiały też w zagranicznych mediach, natomiast niektórzy politycy wyglądali na znudzonych. Nie mam złudzeń, że wszyscy przyjechali dlatego, że ich ta sprawa obchodzi.

      Polubione przez 1 osoba

      • Antares 28 stycznia 2020 / 21:48

        Smutne, że mamy takich polityków … Ja miałam ciary gdy wybrzmiewały te słowa, w tym miejscu, z ust człowieka, który przetrwał coś tak strasznego. Uderza mnie jeden szczegół, jak zauważyłam, wspólny dla byłych więźniów Auschwitz. Opowiadając o tym piekle, mówiąc o tak strasznym zwyrodnialstwie, używają wyważonych słów, nikogo nie wyzywają, nie czuć w tym jadu i nienawiści. Za każdym razem mnie to wprawia w osłupienie. Jakże oni są inni od tych w rządzie, których język aż kipi od mocnych słów, złośliwości i jadu, a – z całym szacunkiem – nic im się nie dzieje.

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 28 stycznia 2020 / 22:01

          Oni są … przebrani. Może to zabrzmi strasznie, ale wydaje mi się, że ludzie, którzy byli słabi psychicznie, niezaradni, bez mocnego kręgosłupa nie dali tam rady. Pomijam oczywiste, niewiarygodne szczęście jakie trzeba było mieć, bo i silni ginęli przez głupi przypadek.

          W czasach, gdy partia wybiera sobie współpracowników na zasadzie wnioskowania, kto będzie najlepszym lizusem, dochodzi do nadreprezentacji bezkręgowców (nie mam na myśli much, ślimaków czy jeżowców). A Ci lubią machać paluszkiem i wrzeszczeć – wtedy nie trzeba produkować zdań z sensem.

          Polubione przez 1 osoba

  3. widzianezekwadoru 28 stycznia 2020 / 22:02

    Niby tylko 75 lat i aż 75 lat. Dla wielu wszystko to już mocno zbladło i spowszechniało. Widać życie w pokoju nie leży w naszej naturze.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 28 stycznia 2020 / 22:10

      W mojej leży 🙂 Ale rozumiem, że mówisz o ludziach w ogóle i skłaniam się do podobnych przemyśleń, gdy widzę jak człowieki potrafią się chandryczyć, choćby o miejsce na cmentarzu. Problemem ludzkości jest to, że nadal „serce” bardziej niźli rozum … nie dlatego, że wszyscy tacy wrażliwi, tylko dlatego, że rozum oznacza używanie mózgu, a nie każdy może sobie pozwolić na rozmach w tym zakresie … każda tyrania została wyniesiona na piedestał emocjami tłumu.

      Polubienie

      • widzianezekwadoru 28 stycznia 2020 / 22:21

        W mojej tez leży. Pamietam jak prze mgłę moje miasto odbudowującej się po wojnie. A przecież od czasu jej zakończenia minęło ponad dwadzieścia lat. Wcale mi nie tęskno do tych czasów. Słusznie zauważyłaś, że wielu ludzi wyłączyło myślenie. Co gorsza wydaje mi się, że tyranów ci w tym świecie coraz więcej a i tłum jest coraz bardziej rozemocjonowany.

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 28 stycznia 2020 / 22:28

          Niestety internet odgrywa w tym swoją niechlubną rolę 🙂

          Polubione przez 1 osoba

  4. Hebius 28 stycznia 2020 / 23:41

    Myślę, że jednak po to nie sięgnę. Lepiej przeczytać jeszcze raz Borowskiego czy Szmaglewską.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 29 stycznia 2020 / 00:03

      Nie namawiam, pierwsza irytacja wraz z myślą „ach, to tak” pojawiła się po kilkunastu stronach. Niby autorka próbowała dokonywać zabiegów pisarskich, rozdzialiki-flashbacki nagle się pojawiają, ale to wszystko za mało, był jakiś materiał, tylko Morris nie wiedziała co z nim zrobić. Nie żałuję, że ją przeczytałam – gdy przejrzałam sobie recenzje kolegów i koleżanek blogerów to widać, że nie wywnioskowałabym z ich tekstów tego uczucia, które miałam kończąc lekturę. Owszem, co bardziej oczytani zerknęli do sieci i powtórzyli po kimś innym kwestię przekłamań w fabule (czasami udając, że sami na to wpadli). A ja miałabym inne pytanie. Czy Wam się takie pisarstwo, ludzie, podoba?

      Polubienie

  5. jotka 29 stycznia 2020 / 07:51

    Ja tez czytam wolno, ale lubię się delektować, to chyba nie wada?
    Polecam Ci , jeśli nie znasz Jodi Picoult „To, co zostało”
    Najgorsze, że świadków historii jest coraz mnie każdego roku!

    Polubione przez 2 ludzi

    • świechna 29 stycznia 2020 / 10:27

      Jeśli powodem do dumy jest sama ilość przeczytanych książek, to różnie można to interpretować 😉
      Świadków jest coraz mniej a i ten świadek został w jakiś sposób „zaprzepaszczony”, bo dostęp do jego historii za jego życia miał tylko kiepski opowiadacz.

      Polubienie

  6. IWnowa 30 stycznia 2020 / 19:09

    Najwięcej książek o obozach zagłady, Oświęcimiu, Majdanku i innych przeczytałam jako bardzo młoda dziewczyna, w liceum. Mój tata miał ich bardzo dużo na półce, a ja nie wierząc niemalże w te wszystkie okropieństwa siedziałam i czytałam, czytałam, czytałam. Tatuażystę kupiłam niedawno w formie audiobooka, ale jeszcze nie dotarłam do niego, bo słucham głównie w długich trasach, a przed nim miałam dwie książki, przy czym przy drugiej jestem dopiero w jednej trzeciej.
    Czasem czytając te historie, a właściwie zapoznając się z faktami, bo nawet lekko fabularyzowane, to jednak fakty, nie wierzę, że człowiek uważa się za istotę wyższą. Albo zastanawiam się, co poszło nie tak w rozwoju człowieka, że właśnie przeróżni psychopaci działający z okrucieństwem niemal niewyobrażalnym zdają się mieć bardzo dobrze w społeczeństwach i zmierzać wprost do realizacji swoich celów.
    A tymczasem ludzie dobrej woli mają często tak pod górkę i tak dostają po głowie.
    Ale nic, zapewne na tym łez padole nie doczekam się na sprawiedliwość dziejową ani żadną inną. Jedyne co mogę, to się zdziwić.
    Mimo wszystko chętnie zapoznam się z tą historią.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 30 stycznia 2020 / 23:20

      Oczywiście, że warto sobie wyrobić własne zdanie, moja opinia w żaden sposób nikogo do niczego nie zobowiązuje.

      A jeśli chodzi o ludzi – popatrz Iw, Turski przemawiał jako jeden z wielu na tej uroczystości, jego słowa były skierowane do zebranych tam przedstawicieli różnych krajów, a już następnego dnia polskie szmabo wybiło, że to było o nas i to jest oburzające. Owszem, jestem oburzona. Tym, że takie kartofle i buraki pastewne jak Pereira posługują się moim językiem ojczystym. Jest mi zwyczajnie za nich wstyd, choć to nielogiczne, bo wstyd może być tylko za własne czyny. Auschwitz naprawdę może wydarzyć się wszędzie.

      Polubienie

  7. Ervisha 30 stycznia 2020 / 21:43

    Nie wiem czy sięgnę po tę książkę… wiem ze przeważnie to fikcja ale z historii wiemy jak wygladała historia… przeraża… i to chyba nie dla mnie… jestem zbyt wrażliwa

    Polubienie

  8. malaasiczka 31 stycznia 2020 / 20:50

    Zazdroszczę zdolności takiego szybkiego czytania i wyłapywania jeszcze przy tym wszystkich niuansów.

    Polubione przez 2 ludzi

    • świechna 31 stycznia 2020 / 23:21

      Przy książce złożonej z tylu dialogów? 🙂 To żadna umiejętność. To jak szybko mi się daną książkę czyta jest w zasadzie ilustracją tego czy ma jakieś niuanse. Zazwyczaj czytam nienormalnie długo, bo jak już kilka razy tu pisałam, cięższe lektury czytam w odcinkach. Pozdrawiam.

      Polubienie

  9. gosiamac 26 lutego 2020 / 20:21

    Przeczytałam „Tatuażystę” ale bardziej z obowiązku niż dla przyjemności (?). Nie przemówiła do mnie 😦 Wydała mi się, mimo swej historii i potwornego tła, na którym się rozgrywa, taka „nijaka”. Natomiast apel „nie bądźcie obojętni” Turskiego wstrząsnął mną mocno. Brak protestu jest przyzwoleniem…

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 26 lutego 2020 / 21:16

      Obowiązku? 🙂
      Poczułam ochotę na otwarcie powieści właśnie pod wpływem przemówienia Turskiego, akurat z tej tematyki to „Tatuażysta” leżał na widoku. No i cóż … czytadło może się zdarzyć w każdym gatunku. Raczej nie powiem, że zmarnowałam czas, bo przeczytałam błyskawicznie. Jeszcze raz przekonałam się, że PR a rzeczywistość to dwie różne sprawy. I że gusta czytelnicze dziadzieją.

      Polubione przez 1 osoba

      • gosiamac 27 lutego 2020 / 05:57

        No „obowiązku” bo jak już ją miałam (pożyczoną) to wydawało mi się, że powinnam przeczytać 😉 Byłam rozczarowana bo słyszałam o niej „ochy i achy” więc pewnie masz rację co do czytelniczych gustów 😦

        Polubione przez 1 osoba

  10. ariadna 31 marca 2020 / 22:42

    Przeczytałam. Jednak jeśli miałabym ocenić skalę „wstrząsu”, byłoby to light. Czytałam o niebo mocniejsze i bardziej wstrząsające wspomnienia więźniów Auschwitz.

    Polubione przez 2 ludzi

    • świechna 31 marca 2020 / 23:26

      Ze wstrząsem u mnie to jest tak, że nie mam do niego skłonności. Najbardziej wstrząsa mną literatura faktu, powieść to powieść. Tematyka sama w sobie jest „gruba” i gdy skończyłam „Księgi Jakubowe” zaczęłam sobie wyobrażać, co Tokarczuk zrobiłaby z takim materiałem, który za darmo dostał się pani Morris.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s