Spacer po Puławach.

Świątynia Sybilli w Parku Czartoryskich.

Mieliśmy na to dwa dni niezłej pogody (w środę przyjechaliśmy o zmroku, w sobotę od rana przygotowywaliśmy się do wyjazdu napełniając brzuchy jedzeniem i kawą w mieszkaniu na trzecim piętrze). Jasno sprecyzowany cel naszego pobytu był jeden – Kraciasty miał odebrać nowy paszport, zajęło nam to jakieś 10 minut, cała reszta to freestyle – przechadzki, tulanki, kawy i kino na Partyzantów 6. Kilkakrotnie mijaliśmy tego gościa poniżej:

Pomnik powstał jeszcze za życia papieża, więc w zasadzie reprezentuje nurt w rzeźbie związany z kultem jednostki. Autorem projektu jest Czesław Dźwigaj, który z biznesu janopawłowego uczynił ważny element swojego domowego budżetu (po drodze machnął niechcianego Skargę na placu Marii Magdaleny w Krakowie). Kraciastemu bardzo spodobało się zagospodarowanie przestrzeni chaszczami – chyba ma nadzieję, że to antycypacja sytuacji, gdyby się okazało, że JPII wiedział o aferach pedofilskich. Że niby wystarczy dać im sie rozrosnąć i nie trzeba będzie usuwać. No nie wiem. Za to obok kończą modernizację Domu Chemika. Będzie piękny. W ogóle, ta część miasta, powojenna, kanciasta, ale z dużą ilością dojrzałej zieleni, bardzo mi się podoba 🙂

Spacer po Parku Czartoryskich oczywiście musiał być, podobnie jak przystanek w Herbaciarni przy alei Królewskiej. Ten kawałek Puław zeszliśmy we wrześniu, wówczas był to romantyczny, lecz spowity mrokiem spacer nowożeńców. Ze względu na sytuację nie zanotowałam wówczas w pamięci wielu detali … choćby pięknej, XIX-wiecznej wieży ciśnień tuż przy wejściu:

Bardzo mi się podoba pałacowy park w stylu angielskim – właściwie zaopiekowany nie ustępowałby w niczym tym w zachodniej Europie, a Świątynia Sybilli równie dobrze mogłaby cieszyć oko w Anglii lub we Włoszech … niestety widać w nim „wydeptanie”, współczesne, metalowe „protezy” na ogrodzeniach, głupawe podpisy wandali. To razi, nadal jest to jednak dobre miejsce na spacer, wiedzą o tym przynajmniej rodzice psów i pary na wagarach.

Przed pałacem zastaliśmy grupkę pawi w pełnym wdzianku randkowym. Stado zainaugurowano 8 lat temu – pierwsze cztery ptaki zostały przekazane Instytutowi Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa przez muzeum w Kozłówce. Od tego czasu rodzinka rozrosła się i ma się dobrze 🙂

Nie pamiętałam, czy ostatnio zaszliśmy pod Dom Żółty – wybudowano go w czasach napoleońskich dla cara Aleksandra I, który nocował w tym miejscu kilka razy podczas swoich wizyt w mieście. Niedaleko budynku są Schody Angielskie – ceramiczną cegłą obudowano w ten sposób wąwóz prowadzący z parku do Łachy Wiślanej.

Schody Angielskie z roku 1800.

A to już widok na łachę z Zielonej Góry – to tutaj nieletni Kraciasty przekuwał swój charakter w stal zjeżdżając na łeb na szyję sankami aż do pozostałości po starym korycie Wisły, która po katastrofalnych powodziach zmieniła swój bieg około roku 1700:

Łacha raczej nie jest bardzo głęboka i w niskich temperaturach łapie ją lód, co musiało być dodatkową atrakcją dla młodocianych sankarzy. Tym razem również przeszliśmy wzdłuż niej, pod Sybillą i obok grot w zboczu skarpy.

Zielona Góra i tył pałacu widziane z dołu.

Oprócz Zielonej Góry … Trzy Skocznie (tor przy murze), Spirala, Sybilla, Bobsleje – zapisuję dla potomności – zjazdy o takich nazwach naprawdę na terenie parku istnieją, chociaż nie ma ich w żadnym przewodniku 🙂 Znać je mogą dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie, mieszkańcy okolicznych osiedli, którzy w latach dziecięctwa gromadzili się w parku ze swoim bobslejowym sprzętem made in PRL. A ubywa ich …

Bobsleje. Tutaj zjeżdżał na sankach mój przyszły mąż.

… w piątek poszliśmy na cmentarz na Piaskowej, żeby odwiedzić dwóch kolegów Kraciastego. Ponieważ było już niedaleko do Wisły, skorzystaliśmy z okazji i wynurzyliśmy się przy królowej rzek tuż obok drewnianej Tawerny. Poziom wody wydał mi się zadziwiająco wysoki. Ponownie, tak jak w wielu innych częściach miastach, głównie młodzież cieszy się tu z tego, że ma nogi i korzysta ze ścieżek gotowych do użycia tychże.

Poza wspomnianą Herbaciarnią Czartoryskich, w której kupiliśmy zapas pysznej herbaty wiśniowej dla teściów, byliśmy również w Kawiarni Sarzyński w Galerii Zielona, a w drodze powrotnej znad Wisły weszliśmy się ogrzać do Sushistudio & Azia na Piłsudskiego 30. To ostatnie miejsce wzbudziło niejaką kontrowersyję w Kraciastym, który jedzenia pałeczkami odmawia systemowo (co jest zresztą słusznym posunięciem, bo Japończycy wkładają sobie suszi w otwór gębowy palcyma). Mnie z kolei wyjątkowo leżała koncepcja zimno-ciepło-zimnozimno-ciepło – miasto trzymało cały czas minusową temperaturę i wchodzenie od czasu do czasu do ładnie pachnących pomieszczeń sprawiało ulgę. Suszarnia jest zaaranżowana zaskakująco, jak świątynia w lofcie, a z powodu półokrągłych zwieńczeń okien wydawało mi się, że jem zupę w synagodze 🙂

Z braku możliwości przejechania się w kierunku Janowca, obspacerowaliśmy w ciągu tych dwóch dni centrum miasta. O kinie napiszę osobno. Mroźny, ale miły czas, jak zawsze, gdy jesteśmy razem. Potem trzeba było się nam rozjechać w dwóch różnych kierunkach – jestem na Dolnym Śląsku, Kraciasty wrócił do naszego domu i kota. Pozałatwiam kilka spraw i niedługo do nich dołączę. Na razie mam za oknem wiatr i deszcz, więc czuję się jak domu. I dla Ciebie dobrego tygodnia 🙂

23 comments

  1. No tak , zawsze się wraca do dzieciństwa i młodości i faktycznie coraz nas mniej. ..
    Ale takie wspomnienia są też i radosne . Widzę , że poznajes poprzez cudowne wspomnienia coraz lepiej swojego partnera, męża. Uważam ,że umiesz zwracać uwagę na detale ,zjawiska które z reguły większość pomija , a one są przecież takie istotne w życiu , nadają mu piękno bytu , że tak powiem. 😉😊
    Lubię tu zaglądać i Ciebie czytać. Może spróbuj coś napisać większego od siebie . Myślę ,że byłaby to poczytna książka. No taka pokoleniowa . ☺👍🌹💋⛄☔❄💞

    Polubione przez 1 osoba

    • Niejeden powiedziałby, że zwracam uwagę na głupoty 😀 ale ja tak mam i lubię to zapisywać. W zasadzie piszę blogi, ponieważ odkryłam, że mam kurzą pamięć do szczegółów. Pisanie jest dobre. Coś większego? Oj, nie wiem 🙂

      Poznawania mojego męża to wspaniałe zajęcie – gdy pierwszy raz zobaczyłam jego dziecięcą podobiznę od razu wiedziałam, że znam go od zawsze 🙂

      Polubienie

    • Chodzą sobie w zasadzie luzem przed puławskim pałacem …

      Wiele osób w taką mroźną pogodę nie wychodzi wcale, gdy nie muszą. My nie musieliśmy, ale lubimy się razem przejść. To nam dobrze wróży 😉

      Polubienie

  2. Lubię Puławy. Przez 7 lat , w każde wakacje jeździłam tam na kolonie:) Cudne czasy, fajne miejsce, beztroska! Do dzisiaj jest ten internat, w którym nocowaliśmy, wtedy wydawał mi się taki wielki, a dzisiaj… maleństwo. Właśnie na ulicy Czartoryskich, niedaleko parku.

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja dopiero zaczęłam poznawać tę część Polski. To moja druga wizyta i miasto kojarzy mi się z samymi przyjemnościami. Przepraszam, że odpisuję tak późno … nie wiem jak to się stało … wiecznie zakochana. Mam nadzieję, że dobrze spędzasz ten dziwny czas …

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s