Judy.

kadr z filmu

W poprzednim poście wspomniałam, że byliśmy z Kraciastym w kinie. W czwartek w zeszłym tygodniu, po seansie wybiegliśmy pod deszcz ze śniegiem na skwer JPII. Kilka dni po naszym wieczorze filmowym Renée Zellweger, którą wówczas oglądaliśmy, dostała Oscara za sportretowanie Judy Garland. Nie przywiązuję się do tej ostatniej myśli, nie ceniąc zbytnio hollywoodzkich laurów, raczej opiszę Ci wrażenie z jakimi film mnie pozostawił.

Judy Garland była gigantem amerykańskiej sceny – kino ją jedynie wypożyczyło, przemieliło i wypluło, gdy z początkiem lat 60-tych przemijała moda na filmowe musicale. Frances Gumm (to było jej prawdziwe nazwisko) już jako piętnastolatka śpiewała jak „stara”. Jej dojrzewanie i wstęp do Hollywoodu przypadły na złote czasy kina i królowanie takich piękności jak Hedy Lamarr, Greta Garbo czy Vivien Leigh. To z nimi musiała konkurować niska (1,52 m), pulchna dziewczynka urodzona w Minnesocie, której głównym atutem był głos. Judy nie trzeba było dubbingować w piosenkach, ale w związku z tym trzeba było ją głodzić, oraz poprawiać jej nos i zęby za pomocą dziwacznych nakładek.

W filmie jest rok 1968, jest impreza u córki (Lizy Minnelli), która właśnie staje się gwiazdą, jest wątek miłości do dzieci (a jakże!), są mężowie, jest w końcu sama gwiazda, będąca głównie „pod wpływem”, którą co rusz trzeba odnajdywać, dowozić i wypychać na scenę. Z fabuły filmu nie za bardzo natomiast wynika dlaczego tak trudno ją zwolnić – są flashbacki z czasu jej pracy nad „Czarnoksiężnika z Oz” w 1939 roku, więc dowiadujemy się, że jej młodość była produktem Hollywoodu, w kuluarach którego orano nią jak dzikim osłem. Pokazują nam to, abyśmy zrozumieli dlaczego teraz (rok 1968) Judy kiwa głową jak popsuta lalka i (przywołując w zawoalowany sposób akcję #metoo) troszkę się wzruszyli. Dlaczego jednak tak trudno ją zwolnić? W fabule brak kontekstu, bo nie ma na niego czasu, film upraszcza, skraca, przeinacza i dostarcza widzowi słodką pocieszkę na koniec. Ta kobieta spada z rozrywkowego Everestu i twórcy biografii zakładają niejako, że oglądacz o tym wie. Nie jest to więc fabuła wystaczająco czytelna dla widza z Europy Środkowej niezainteresowanego tematem kina złotej ery Hollywoodu. W zasadzie nie ma wątku z czasów wielkiego triumfu Garland w kinie jako dorosłej kobiety (gdy zatrudniano ją, choć nie była w stanie pojawiać się na czas w pracy … później ten scenariusz powtarzała Marylin Monroe), nie ma jasno pokazanej niszczącej relacji z matką, niekoniecznie wiadomo też skąd fenomen Judy jako gejowskiej ikony (jej ojciec i dwóch mężów, którzy się do biografii „nie załapali”, miało tzw. skłonności, ale czy tylko to?). W tym miejscu wydaje się, że moja ocenafilmu robi się trochę na minus. Tymczasem oboje wyszliśmy z kina zadowoleni. Pomijając praprzyczynę taką, że my w ogóle jesteśmy zadowoleni, ja znalazłam jeden powód, a Kraciasty … to niech sam opowie. Bo jeśli byłam ciekawa jak film zostanie odebrany przez kogoś, kto niewiele wie o Garland, to moja ciekawość została natychmiast zaspokojona właśnie dzięki obecności Kraciastego.

A wracając do mojego zadowolenia … JAK ONA TO CUDNIE ZAGRAŁA! Jeśli sądzisz, że Zellweger ma tu jakiś paraliż twarzy od operacji plastycznej, to ja Ci mówię: to Judy. Charakterystyczne zgarbienie głowy, niezborne trzymanie mikrofonu, dziwaczne pląsy, dramatyczna mimika. Oglądamy lekomankę i alkoholiczkę, która nie ma przerwy w nałogu na czas fabuły. Cieszę się, że Zellweger zaśpiewała swoim głosem, że twórcy wzięli taką możliwość pod uwagę – to ukłon w stronę tych, którzy znają barwę głosu gwiazdy. Jeśli aktorka śpiewa do playbacku, to swojego własnego, i nie robi przy tym strasznych min dlatego, że nie umie „kłapać”. Ona właśnie jest Garland, obnażoną bezlitośnie przez zbliżenia kamery, wychudzoną, z fatalną protezą, pomarszczoną, rozedrganą, teatralną z nawyku. Wielka gwiazdą spadającą z firmamentu z gracją wysłużonej prostytutki. Bo tak to widzę i czuję: w ostatnim swoim roku, który oglądamy na ekranie, artystka wyglądała bardzo źle, jak psująca się lalka, której za chwilę wysiądzie bateria. A to boli, jeśli porówna się jej występy z czasu świetności.

W zeszłym roku, na fali popularności „Narodzin gwiazdy”, postawiłam sama przed sobą wyzwanie obejrzenia wszystkich wersji tego filmu. Dokonało się, nawet napisałam długaśny tekst porównawczy, który słusznie wrzuciłam do szuflady (za dużo słów, nawet jak na tego bloga). Tylko wersję z Lady Gagą odłożyłam na nieokreślone „później”. W wersji niemuzycznej Janet Gaynor, w wersjach muzycznych Garland i Streisand (obejrzałam też pierwowzór pierwowzoru z 1932 z Constance Bennett). No proszę Cię, co mogła lepiej zrobić Lady Gaga? Spójrz na Judy z roku 1954. „Narodziny gwiazdy” i piosenka „The Man That Got Away”:

18 myśli w temacie “Judy.

    • świechna 14 lutego 2020 / 20:16

      Warto, bo film nie dręczy zbyt rozbudowanymi sekwencjami muzycznymi, a jest fenomenalnie zagrany i ucharakteryzowany.

      Polubienie

  1. Woland 14 lutego 2020 / 21:15

    To prawda. Kompletnie nie znałem dokonań Judy Garland i co za tym idzie, nie potrafiłem porównać faktów z jej życia do scenariusza, ani nawet ocenić gry i charakteryzacji w kontekście oryginału. Moją uwagę przykuło coś innego: bardzo ciekawe podejście do ukazania uzależnienia. Reżyser nie poszedł w kierunku scen drastycznych, nie nadużywał też rozczulania się nad niedolą bohaterki. Uchwycił takie złudne „przecież nie jest tak źle, skoro wychodzę na scenę i nadal daję świetny show” – Polacy pamiętają to z koncertów Dżemu z Ryśkiem Riedlem. Film bardzo ładnie punktuje takie spojrzenie, bo w końcu, czy odwleczemy krach o jeden koncert, czy o pięć, nie gra roli, skoro stawką jest reszta życia. Pięknie też pokazane są osoby próbujące NIEUDOLNIE pomóc, choć WYDAJE IM SIĘ, że ich pomoc jest realna. Mam tu na myśli zarówno ekipę Judy doprowadzającą ją do stanu używalności na koncertach w Londynie, jak i rodzinę, dzieci cierpliwie pomagające matce w pracy, którą ze względu na nieregularny i niepewny charakter, ma prawo wykonywać tylko osoba dorosła, nie można tego wymagać od dzieci. I to subtelne pokazanie, jak co chwilę ktoś na swój sposób mówi Judy „próbowałem, myślałem że ci pomogę, ale nie potrafię, wysiadam”. Od razu przypomina mi się „Locomotive Breath” Jethro Tull.

    Ludziom próbującym pomóc Judy, wydawało się, że kontrolując ją, wyprowadzą ją na prostą. Tymczasem istotą uzależnienia jest BRAK KONTROLI, czego nie wiedzieli, bądź ignorowali przyjaciele Judy, zapraszający ją na drinka w złudnym przekonaniu, że przecież będą kontrolować ilość. Chachacha…., zawsze się można pomylić, tylko dlaczego ciągle, w kółko i tak przewidywalnie?! Naprawdę dobre obserwacje psychologiczne.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 14 lutego 2020 / 22:29

      Twórcom prawie się udało nie pójść w patos. Oczywiście były tam jakieś skróty, rzeczy, których nie chce mi się sprawdzać, czy się wydarzyły. Żeby było trochę słodko, taka lepsza wersja rzeczywistości 🙂 Pokazanie uzależnienia bardzo prawdziwe, łącznie z uszkodzeniami na urodzie. I obyło się bez obrazowania grubszych pijatyk, w zasadzie widzimy głównie efekt.

      Niezrozumienie czym jest uzależnienie i dziś jest powszechne, pomimo dość łatwego dostępu do tych informacji. Często czytam, że komuś koledzy nie pomogli czyli nie przejęli kontroli nad jego zwyczajami. I komentujący piszą to w dobrej wierze, uważają takie działanie za „pomoc”, nie widzą w nim współuzależnienia. Przodują w tym kobiety, ale może to tylko moje złudzenie wynikające z tego, że czytam niewielu blogerów 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Widzianezekwadoru 14 lutego 2020 / 21:53

    Nieznałem Garland aż tak dobrze jak Ty aby zdeterminować i ocenić grę Renee Zellwenger. Tak czy inaczej to jest doskonale kono w moim odczuciu a Zellwenger zagrała chyba życiową rolę.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 15 lutego 2020 / 11:58

      Do tej pory znana, niesłusznie, głównie z roli Bridget. Tymczasem „pomiędzy” już „robiła” ciekawe role, które grała zamiast tylko „być” na ekranie.

      Polubienie

  3. Jula :D 15 lutego 2020 / 10:54

    Z filmami biograficznymi o kimkolwiek jest to, że nigdy w pełni nie pokażą danej osoby, no bo nie da się .☺
    Z gwiazdami ?… , powinno być z kometami bo to takie ulotne jest , w ogóle z ludźmi na świeczniku jest od zawsze problem , nie tylko z nimi ale te są najbardziej widoczne i znane ogolowi. 😉
    Bo to ten cały szolbiznez , to nic innego jak tylko korporacja , która wchłania i wyciska z ludzi wszystko dla pieniędzy.
    Tak jest skonstruowany od zawsze świat , biznes , władza , żądza sławy itd…
    Z jednej strony w Tym życiu, większość chcę być znana, sławna , piękna, młoda, , mądra , mieć władzę , pieniądze itd… niektórzy gotowi są zawrzeć pakt diabłem. 😂 Taki i na tym masę biznesów jest.
    Z drugiej strony jest zawsze koniec i w większości w samotności . No tyko śmieć jednego papieża była transmitowana na cały Świat , no cóż to widowisko ( biznes oparty na niewiadomej ) było przytłaczająca i aż dziw , że tyle tuzów (madrosci )!?.., wyczekiwalo jego koniec ( taki big brader ze smierci ) a potem wybor tez transmisja na caly swiat kolejnego papieza. Czyli ppdsumowujac ” umarl krol niech zyje krol”. Wystep musi trwac ale po co ?…. Człowiek to jednak dziwna istota jest. 😞👋Buziaki Wam !💋😉

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 15 lutego 2020 / 12:22

      Gwiazdy mogą i często są profesjonalistami – w sensie takim, że zarabiają pieniądze, kontrolują swój wizerunek, potrafią powiedzieć „nie”. Spójrz chociażby na Zellweger, która na 6 lat zniknęła z ekranów, bo taki był jej wybór, tak czuła, że na to jest czas, a przy tym, choć oczywiście pudelkokozaczki głównie piszczą o jej operacji plastycznej, ona wcale nie jest przysłowiową głupią blondynką. Bo przecież robi to, co chce i dobrze na tym wychodzi.

      Gwiazdorstwo/aktorstwo to nie jest jakoś wyjątkowo niszczący zawód. Pijak pije, bo chce się napić. I gdy pracuje w kopalni, i gdy jest akurat bezrobotny 🙂

      Polubienie

  4. Asenata 15 lutego 2020 / 11:39

    Moja wiedza o filmie,który był jest większa niż o filmie,który jest.
    Gwiazdy często upadają,bo za ich wyjątkowość los żąda zapłaty.
    Filmu nie widziałam.

    Dwie wielkie,dwie nieszczęśliwe

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 15 lutego 2020 / 12:33

      I dlaczego nieszczęśliwie? Jak to jest, że córka patologicznej matki nie potrafi być choć trochę lepsza dla swojej własnej córki?

      Link to też lata 60-te, trochę wcześniej niż akcja filmu, ale aberracje Garland widać.

      Polubienie

  5. Kalina 15 lutego 2020 / 16:37

    Bardzo zachęciłaś. Na pewno obejrzę.

    Polubienie

    • świechna 18 lutego 2020 / 16:06

      Bardzo proszę 🙂 Do filmu mam zastrzeżenia, które się u mnie pojawiają przy większości amerykańskich biografii. Ale postać jest zagrana naprawdę dobrze, co jest o tyle ciekawe, że wątpiłam w tę aktorkę, potencjału na Judy Garland przed seansem nie widziałam w niej wcale. Oczywiście rozumiem dlaczego Zellweger mogła sobie pozwolić na osobiste wykonanie partii śpiewanych. Grała Garland na końcu kariery, Judy 25-letnia to była głosowo zupełnie inna osoba.

      Polubienie

  6. jotka 15 lutego 2020 / 19:48

    Za odtwórczynią głównej roli nie przepadam, ale skoro piszesz, że świetnie sobie poradziła, to może się skuszę, wprawdzie bardziej znam Lizę, niż Judy – to może tym bardziej poznam i osobę i klimat tamtych czasów.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 18 lutego 2020 / 16:15

      Jak się tak zastanawiam nad tym, to słyszę w głosie Lizy trochę Judy. Inna rzecz, że Liza jest fizycznie podobna do ojca (to na psychologii usłyszałam info, którego nigdzie nie mogłam potwierdzić, że statystycznie częściej inteligencję i talent dziedziczy się po matce, a wygląd po ojcu, co gotuje przykry los dzieciom utalentowanych, brzydkich panów, którzy na matki swoich dzieci wybierają modelki 😉 ).

      Do Zellweger mam stosunek raczej obojętny, chociaż histeria jaką wywołał jej wygląd po rzekomej operacji plastycznej naprawdę mnie zdenerwowała. Pismaki z bożej łaski naprawdę nie mają się do czego przyczepić.

      Polubienie

  7. gosiamac 26 lutego 2020 / 20:02

    Obejrzałam film już dawno, jak tylko wszedł na polskie ekrany. Byłam zachwycona perfekcjonizmem z jakim Zellweger wcieliła się w Judy. O tym, że ta aktorka ma duże zdolności wokalne i taneczne wiedziałam od czasów „Chicago” ale w tym filmie moim zdaniem dała z siebie wszystko! Zasłużyła sobie na Oscara.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 26 lutego 2020 / 21:11

      Zagrała naprawdę koncertowo i pewnie jeśli odjąć wszystkie biograficzne klisze, to właśnie jej postać się obroni. Swoją drogą to przykre jak cechy totalnej idiotki, postaci fikcyjnej (Bridget) widzowie przenoszą na samą aktorkę

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s