Ardgillan i Skerries.

Widok na Skerries z parkingu w posiadłości Ardgillan.

Od jakiegoś czasu dokuczały mi problemy zdrowotne, niewielkie, ale irytujące. Jeszcze w Polsce ćmiło zapalenie korzonków, potem ból gardła, zapalenie zatok, nawet jakaś ebola próbowała mnie obezwładnić pod koniec zeszłego tygodnia. Nagle zaczęły mi smakować mandarynki na kilogramy i w ogóle organizm mówi mi, że jestem osłabiona i że fajnie gdyby zaczęła się już wiosna. Wiosna czy nie, wyjść z domu kiedyś trzeba. We wtorek Kraciasty zaplanował mały rekonesans, taki w sam raz, żeby żadne z nas zdrowia sobie nie wywichnęło, bo bardzo oboje zrobiliśmy się wrażliwi na chłodne powiewy. Gdzieś niedaleko, by w razie czego szybciutko zbiec do samochodu, odpalić ogrzewanie oraz skoczną melodyjkę i pognać do domu na herbatę z miodem zanim chwycą nas spazmy. Ucieszyłam się więc, że pojedziemy do Ardgillan, choćby tylko na kawę, bo sporo czasu minęło od ostatniej wizyty.

W XVIII-wiecznej posiadłości Taylorów byliśmy w sierpniu 2 lata temu, napisałam wówczas nieco więcej o historii majątku. Dom z zewnątrz surowy, w środku jest całkiem przytulny. Chociaż podejście od parkingu trochę trwa i owiewał nas chłodny wiatr od lądu, daliśmy sobie szansę zajrzeć chociaż na chwilę do ogrodów. Oczywiste było, że w ogrodzie różanym nie mamy czego szukać, ale widać, że posiadłość przygotowuje się do sezonu. Grządka przed murem jest już uprzątnięta i ma nowe, ładnie opisane nasadzenia, w wielu miejscach kwitną żonkile, przebiśniegi, krokusy, a zahibernowana reszta z pomocą ogrodników przygotowuje się do zmartwychwstania lada moment.

Dom od strony morza widoki ma spektakularne – we wtorek najwyraźniej było widać górę Carlingford, ale w pogodny dzień widoczne są także Góry Mourne. Drobny deszczyk, który spadł na nas pod koniec spaceru wyprodukował nawet kawałek tęczy, nie udało mi się jednak uwiecznić jej na zdjęciu.

Po obejściu domu zaszliśmy jeszcze do małej herbaciarni, zasiedliśmy w tym samym miejscu, co ostatnio, racząc się kawą, ciastem czekoladowym i malinową muffinką. Jeszcze będąc na parkingu widzieliśmy drugie miejsce do którego chcieliśmy dojechać – rozciąga się stamtąd panorama na zachód i leżące poniżej Skerries, stare miasteczko portowe i jego dwa wiatraki. Po kawie wyruszyliśmy więc trochę na czuja, bo Kraciasty już tam był, ale nie pamiętał dokładnie, gdzie jest główny wjazd do centrum turystycznego. Sądziłam, że zwiedzimy wiatraki od środka, gdy przybyliśmy okazało się jednak, że wejście przed godziną czwartą nie jest już możliwe. O tej porze roku przybytek zamykany jest o 16.30, rozminęliśmy się kilkadziesiąt minut z ostatnią grupą. Centrum było jeszcze pełne ludzi, my też zostaliśmy chwilę, żeby obejrzeć pamiątki, które nadawałyby się na prezenty dla naszych znajomych. Wiatraki niestety mogłam obfotografować tylko z daleka …

Skerries jest naprawdę pięknym, malowniczo położonym miasteczkiem. Tuż za wiatrakowym parkiem, na pasie zieleni dzieciaki mają tor do ćwiczenia jazdy na deskorolce, a za nim są widoczne dwie kościelne wieże. Ta poniżej to pozostałości starego protestanckiego kościoła na cmentarzu Holmpatrick:

Zrobiłam kilka zdjęć okolicy i z parkingu zawróciliśmy do domu. Jadąc nadmorskimi drogami delektowaliśmy się widokiem na morze w takt muzyki The Pogues 😀

The Pogues – Dirty Old Town

Pomimo niemożności obejrzenia wiatraków z bliska, wyjazd był udany i dostosowany do naszych możliwości zdrowotnych. Było naprawdę chłodno, w drodze powrotnej złapał nas deszcz ze śniegiem, ale obyło się bez kichań, prychań czy narzekań. Przewietrzyłam głowę, weszliśmy i zeszliśmy z trasy w odpowiednim momencie, miło spędziliśmy czas gadając o wszystkim i nucąc melodyjki w rodzaju „lend me ten pounds, I’ll buy you a drink”. Żadnych uszczerbków na zdrowiu i to chyba z tej radości Kraciasty właśnie mi oświadczył, że idzie sprawdzić czy działa kosiarka. Działa. Sezon kosiarkowy’20 na naszym trawniku uważam za otwarty.

40 myśli w temacie “Ardgillan i Skerries.

  1. stopociechblog 26 lutego 2020 / 16:14

    Tak urokliwie tam, jakoś tak sielsko anielsko. Też czuje jakieś wiosenne osłabienie. Jakby organizm mój zwolnił tempo. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jula :D 26 lutego 2020 / 20:19

    Piękne zdjęcia , kolorystyka wiosenna, że trudno uwierzyć że zmarzliscie. .. To drzewo z drzwiami i oknami to dla krasnali czy czego ?…
    Ogrodnicy , widać ,że znają się na rzeczy. Już jest piękna , kolorowa szata roślinna , a co będzie , kiedy słoneczko wiosną zagrzeje ?…

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 26 lutego 2020 / 21:54

      Powietrze bywa tu ostre nawet latem (o czym miały okazję się przekonać nasze znajome, które przyjechały do nas w zeszłym roku). W pałacowych parkach są podobno wróżki i elfy 😀 żadnego jeszcze nie widziałam, ale przygotowanych dla nich domków jest mnóstwo 😉

      Polubienie

  3. jotka 27 lutego 2020 / 06:39

    Widoki warte poematu!
    Moje ulubione wiatraki i piękne ogrody.
    Chyba naprawdę wiosna nadchodzi, o czym komunikują moje paznokcie…
    Kawa z pysznościami to najlepsze zakończenie wędrówki!

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 27 lutego 2020 / 07:53

      Potrzebowaliśmy trochę wzmocnienia 🙂
      Co robią paznokcie na wiosnę?

      Polubienie

      • jotka 27 lutego 2020 / 14:08

        Potrzebują odżywki, bo rozdwajają się i takie tam…

        Polubienie

        • świechna 27 lutego 2020 / 14:17

          U mnie to bardziej kwestia tego, co robię. Moje paznokcie nie lubią zmywania i ogólnie zbyt częstego moczenia dłoni.

          Polubienie

  4. Ervisha 27 lutego 2020 / 10:42

    Pięknie tam…. naprawdę… miło zobaczyć nawet na zdjęciach dzięki Tobie a co dopiero na żwyo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 27 lutego 2020 / 13:30

      To ładny kawałek świata. Dzisiaj z kolei byliśmy w naszym porcie. Wieje jak diabli, ale widoki wspaniałe 🙂

      Polubienie

      • Ervisha 27 lutego 2020 / 13:33

        Świat jest piękny chociaż i są jego ‚ciemne oblicza”

        U mnie nie wieje ale ja jestem gdzie indziej 😉

        Polubienie

        • świechna 27 lutego 2020 / 14:16

          Tak właśnie jest, choć i „ciemne oblicz” zależy od punktu siedzenia 🙂

          Polubienie

  5. Hebius 27 lutego 2020 / 20:21

    A gdzie się podział blog z zapiskami osobistymi?

    Polubienie

    • świechna 27 lutego 2020 / 21:06

      Nadal jest, zmieniłam adres, bo niektóre komunikatory mi go odrzucały z niewiadomych powodów.

      Polubienie

  6. sagula 27 lutego 2020 / 21:54

    Jesteście młodzi to gnajcie przez życie, a na wzmocnienie polecam witaminę E3

    Polubienie

    • świechna 28 lutego 2020 / 09:16

      Możliwe. Ale są też cechy osobowe. Np. moja babcia zawsze była marudna i bała się nowych rzeczy, i tylko w którymś momencie zaczęła wiek wykorzystywać jako wymówkę. Od 30 lat słyszę, że nie musi sobie wstawiać zębów, bo już na nią czas. Nie zrobiła tego też przez poprzednie 60 lat, tylko teraz może nam opowiadać, że to dlatego, bo jest seniorką. To brzmi lepiej niż, że się jej nie chce 😀

      Polubienie

  7. Antares 2 marca 2020 / 20:51

    Niesamowity spokój na tych zdjęciach. I moja ulubiona przestrzeń. Aż by się chciało tam znaleźć i chłonąć te widoki.
    W tym sesonie, jak dotąd, infekcje mnie omijają, ale czuję duże osłabienie. Pewnie idzie wiosna, ale w tym roku jakoś mi dziwnie z tą nadchodzącą wiosną, bo nie było zimy tylko jakaś jesienio-wiosna cały czas. Zdrówka!

    Polubione przez 1 osoba

  8. Ervisha 7 marca 2020 / 17:55

    Mam nadzieję, że już na nic nie będziesz narzekać i nic nie będzie ci dolegać 🙂 Zdrówka i dizękuję za tak piękne widoczki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s