Księgi Jakubowe.

Wieszczyłam jeszcze w sierpniu, że będzie to lektura jesienno-zimowa. Nie przypuszczałam wówczas, że stanie się książka Tokarczuk osłodą na czasy zarazy (potraktuj ten zgrabny zwrot z przymrużeniem oka, bo prawdziwej zarazy to my z pewnością jeszcze nie zobaczyliśmy i raczej jej nie zobaczymy w najbliższych miesiącach). Zaczęłam ją podczytywać pod koniec lutego, z wdzięcznością zauważając, że jej układ jest bardzo mi przyjazny. Tomiszcze podzielone na siedem ksiąg, które z kolei zawierają 904 rozdziały, każdy zatytułowany drobiazgowo, tak, że moja pamięć nie ma większego kłopotu z odnalezieniem fragmentu, który szczególnie zachwycił mnie swoim pięknem. Domyślam się, że to był także patent na jej pisanie. Widzę Cię Olgo, jak archiwizujesz w swoim komputerze pomysły na obrazy malowane słowem, numerujesz je i nazywasz. Później poruszasz się w tym gąszczu, dopieszczając i dopisując szczegóły, poprawiając po zasięgnięciu języka błędy merytoryczne.

Ryszard przedstawia

Księgi są powieścią historyczną. Z tego gatunku powszechnie czytaną lekturą jest Trylogia Sienkiewicza, dzieło równie imponujące objętościowo, które zajmuje się okresem 1647-73 w dziejach Rzeczypospolitej. Księgi rozpoczynają się w roku 1752, a więc sto lat później, ale nie dlatego diametralnie różnią się od opowieści sienkiewiczowskich. Różni je przede wszystkim przyjęta optyka. Sienkiewicz idealizując Historię, opisując czyny i romanse tyleż chwalebne, co mało prawdopodobne, opowiadał bajkę krzepiącą rodaków żyjących państwem, którego nie było. Tokarczuk sięgając do faktów historycznych snuje czasem ładną, a czasem brzydką, prawdę o ludziach. Kanwa na której osnuta jest prawda pozostawała zupełnie nam nieznana, bo nikt nie poruszał tych tematów na lekcjach. Mam na myśli frankizm, heretycką sektę w łonie judaizmu, ale też ruch asymilacyjny w czasie którego wielu Żydów na terenie Rzeczypospolitej idąc za przykładem swojego guru, Jakuba Lejbowicza vel Jakuba Franka, ochrzciło się i przyjęło polskobrzmiące nazwiska – przyznasz, że tematyka może się kojarzyć raczej z blogami prowadzonymi przez osoby ziejące nienawiścią do żydostwa, a nie z faktami.

Akcja powieści rozgrywa się w wielu miejscach, jest więc i podolska Korolówka w której urodził się Frank, jest Rohatyn, Kamieniec Podolski, Lwów, tak bliska mojemu sercu ziemia lubelska, ale i Smyrna, Stambuł, ziemia bułgarska i krainy niemieckojęzyczne. Jak uprzedza podtytuł, historia bazuje na wielokulturowości, wielojęzyczności i trzech dużych religiach, judaizmie, chrześcijaństwie i islamie. Dziesiątki wątków pozwalają poruszyć i przewietrzyć skrystalizowany, zaskorupiały świat sienkiewiczowski, co to się nam zdaje, że doskonale go znamy – to już nie tylko pańskie dwory i forty zasiedlone przez żołnierzy w czapkach z piórkiem, ale i żydowskie domostwa, katolickie plebanie, biedne ulice małych miast, szopy w których chowają się zbiegli chłopi i biskupie pałace, w których śnią się rzeczy takie jak ta:

Widzi też płonące księgi, które puchną od ognia i pękają. Ale zanim ogień liźnie biel kartek, litery, podobne mrówkom lub innym małym, ruchliwym owadom, uciekają sznureczkami z kartek i przepadają w ciemnościach. Dembowski widzi je bardzo wyraźnie i właściwie wcale się temu nie dziwi, że litery są żywe: jedne przebierają maluchnymi nóżkami, inne zaś, te które są ich pozbawione, te najprostsze, z konieczności skaczą albo pełzną. Biskup nie ma pojęcia, jak się nazywają, ale ta ich ucieczka go wzrusza, nachyla się ku nim prawie z czułością i po chwili widzi, że żadna nie została, że płoną czyste, białe stronnice.

Bohaterzy, których śladami idzie Tokarczuk, to przede wszystkim postacie historyczne: obok Lejbowicza-Franka, pisarka portretuje z sympatią autora pierwszej polskiej encyklopedii, księdza Benedykta Chmielowskiego i poprzez jego listy do poetki, Elżbiety Drużbackiej, czyni go jednym z narratorów swojej historii. Mówią do nas Nachman z Buska, Moliwda vel Kossakowski, ksiądz Pikulski … Nazwiska i twarze autentycznych osób bez wrażenia sztuczności przeplatają się w fabule z postaciami fikcyjnymi, a sama opowieść jest tak wielowarstwowa, że próżno mi teraz próbować streścić ją na potrzeby tego jednego tekstu. Bo jest to sprawa o Europie i o tożsamości, opowiedziana poprzez historię plemienia Jakubowego, ludu wędrownego, który oblekał różne stroje i nazwiska, porzucał jedne języki by przyswoić nowe i tkając własny los brał udział w Historii. Nad wszystkim frunie zaś Jenta, której ciało leży w jaskinii – Olga nie byłaby sobą, żeby nie okrasić tych rozważań o narodzinach i zgubie sekty mistycyzmem własnym.

Jeśli napiszę, że nie jest to książka dla wszystkich, nie odbierz tego jako przejawu snobizmu. Znam po prostu wiele osób, które sięgnęły po Tokarczuk już po jej noblowskiej nobilitacji, i doznały rozczarowania. Jeśli nie lubisz opowieści dwuznacznych moralnie, Żydów, myślenia podczas czytania, które wymusza odłożenie książki, opisów detali, to nie będzie książka dla Ciebie. Jeśli nie cieszysz się ze sprawdzania przeczytanych rzeczy w innych źródłach, ominie Cię sporo okazji do radości, które ta książka stwarza czytelnikowi. To nie jest lektura bardzo łatwa, ani dramatycznie trudna – wymaga tylko odpowiedniego nastawienia. Jestem w trakcie czytania, gdzieś w drugiej połowie, więc nadal w aurze, i nie dla zakończenia ją czytam. Bo zakończenie znam … czyż oni wszyscy nie pomarli? W czasach łatwego dostępu do informacji wiem jak, gdzie i kiedy. Powód dla którego czytam jest zupełnie inny. To język jakim posługuje się autorka. Boginii, móc tak pisać! Lekkość z jaką Tokarczuk przechodzi od opisów wymagających wiedzy historycznej do opisów zachowań ludzkich wymagających wiedzy psychologicznej jest rzadko spotykana. Przy tym autorka pochyla się nad drobinami z których powstają fragmenty takie, jak ten zacytowany kilka akapitów wyżej. Domyślam się, że stoi za tym mrówcza praca. Czytanie może być ucztą, dlatego tak bardzo się irytuję, gdy nie jest, co zdarzyło mi się ostatnio podczas lektury „Tatuażysty z Auschwitz”.

10 myśli w temacie “Księgi Jakubowe.

  1. sagula 15 marca 2020 / 21:35

    Szanuję Olę Tokarczuk, ale ja nie mam czasu na zastanawianie się, co Ona miała na myśli. Jest to dla mnie lektura ciężka , a więc nie sięgnę po Jej twórczość! Wolę w swoich latach czytać, coś bardziej lżejszego!

    Polubienie

    • świechna 15 marca 2020 / 22:27

      W czytaniu jej książek nie chodzi o to, aby zastanawiać się, co ona miała na myśli. To szkolne podejście, bezsensowne po szkole. Chodzi o to, aby pomyśleć, co czujesz, gdy czytasz 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

  2. jotka 16 marca 2020 / 06:13

    Powieści niejednoznaczne, obrazoburcze i skłaniające do dyskusji lubię, więc chyba wreszcie się skusze, ale po zarazie, bo teraz nie zdobędę…

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 16 marca 2020 / 08:49

      Tokarczuk zaskoczyła mnie po raz kolejny. Po powieści psychologicznej, kryminale i zbiorze opowiadań, w który wkradło się s-f, teraz czytam jej powieść historyczną. Niezły ma rozrzut, przy czym utrzymuje charakterystyczny dla siebie styl opowiadania.

      Polubienie

  3. Mysza w sieci 16 marca 2020 / 11:27

    Ten styl opowiadania i wykreowane historie dla niektórych są wręcz duchowym przeżyciem.. Dla mnie język jest poetycki, wciągający i choć czytałam do tej pory tylko opowiadania z tomiku „Szafa”, to czułam się zaczarowana. Spróbuję kiedyś podejść do „Ksiąg Jakubowych”.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 27 kwietnia 2020 / 09:59

      Dla mnie było to spore wyzwanie, bo jestem czytaczem niespokojnym, który chce wszystko na raz. Czytanie tej książki na raty miało taki efekt, że lepiej czułam przedstawiony w niej upływ czasu (fabuła rozciąga się na kilkadziesiąt lat). Jeśli lubisz styl Tokarczuk, to jest książka dla Ciebie 🙂

      Polubienie

  4. urodapodrozy.blog 16 marca 2020 / 20:04

    Pewnego razu porzuciłam lekturę „Ksiąg” i już nie wróciłam. Co nie znaczy, że nie wrócę – ale to będzie wymagało powrotu do pierwszej strony. Czytam obecnie „Prawiek” i dał mi tę przyjemność czytania, obcowania z językiem, o której też piszesz. Tę, której tak często mi brakuje, gdy wychwytuję zgrzyty stylistyczne w tłumaczeniach obcojęzycznych bestsellerów. Albo gdy wchłaniam kryminały, nie zastanawiając się nad pojedynczym zdaniem, gnając do przodu, byle poznać rozwiązanie zagadki. Tu się tak nie da – Olga potrafi przyszpilić wzrok i myśli jednym trafnym spostrzeżeniem, jednym zdaniem. Jestem pewna, że „Księgi” też czekają tylko na półce na odpowiedni czas. Właśnie dziś o nich myślałam i trafiłam na Twój wpis 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 16 marca 2020 / 22:07

      Mam bardzo podobnie – czasem odkładam jakąś książkę na dłuższy czas, żeby potem przeczytać ją z przyjemnością. Zresztą robię to od najmłodszych lat … pamiętam, jak odłożyłam „Quo Vadis” jako mała dziewczynka, bo nie znalazłam w książce ilustracji, a po jakimś czasie, mając 10 lub 11 lat, przeczytałam ją jednym tchem … you never know 😀

      Polubione przez 1 osoba

  5. 5000lib 21 kwietnia 2020 / 21:36

    Cholera, chodzą za mną Księgi, chodzą i jeszcze piszesz, że nie przeczytałaś, a nadal sobie czy tu, czy tam, pomiędzy wersami, to daje nadzieje, że się w końcu nadzieję. Myślę, że może Cię to zainteresować:
    „Ja nie mam natury zbieracza, traktuje książki pragmatycznie” i ten poookój z książkami:

    Tutaj p. Olga jeszcze pracowała nad rzeczonymi Księgami.
    Myślałam, że Cię może zainteresować.
    Pozdrawiam, Ciebie i rudzielca. :-).

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 21 kwietnia 2020 / 21:55

      W międzyczasie skończyłam i sprawiły mi Księgi taką przyjemność na jaką się nastawiałam. Dziękuję za filmik. Kobieta ma niesamowite miejsce pracy 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s