Bardzo dziwny święty Patryk.

Dzisiaj obchodzimy jedno z najbardziej irlandzkich świąt – dzień upamiętniający śmierć świętego Patryka, patrona Irlandii. Lá Fhéile Pádraig dawno wyszło poza kościelne mury i religijne przechadzki z krzyżem – na całym świecie jest to okazja do cieszenia się ze swojej irlandzkości, takie unikatowe święto narodowe ponad narodami.

Współcześnie na obchody świętopatrykowe największy wpływ miała irlandzka mniejszość narodowa zamieszkała od XIX wieku w Stanach Zjednoczonych – myślę, że przeciętny Polak kojarzy ten dzień dzięki telewizyjnym zajawkom z obchodów w Nowym Jorku, lub powtórkom „Ściganego” z Harrisonem Fordem. W Irlandii parady maszerują przez miasta tego dnia od ponad stu lat – pierwsza miała miejsce w 1903 roku w Waterford, w prowincji Munster. Republika pojawiła się na mapie Europy w 1922, przed tym rokiem parady odgrywały rolę polityczną, demonstrowały przecież gotowość społeczeństwa do stworzenia osobnego państwa, niezależnego od Korony. Już w czasach Republiki pierwsza parada finansowana z państwowych pieniędzy odbyła się w Dublinie w 1931 roku. Sekularyzacja wydarzeń okołoświętopatrykowych postępowała od lat 90-tych, gdy irlandzcy obywatele zaczęli się bogacić, a Kościół rzymskokatolicki tracić wpływy w następstwie odkrywania kolejnych skandali z przeszłości. Od kilkunastu lat obchody Saint Patrick’s Day to najczęściej kilkudniowy ciąg wydarzeń kulturalnych połączony z promowaniem irlandzkich produktów i języka iryjskiego. Zazwyczaj w tym czasie przez miasta pachnące piwem przetaczają się setki tysięcy turystów dumnych ze swoich prawdziwych lub urojonych, wyspiarskich korzeni. Wielka, dublińska parada jest dochodowym interesem, pinty piwa leją się strumieniami, trudno się więc dziwić, że do tej pory tylko dwa razy ją odwołano – pierwszy raz w 2001 roku, żeby zablokować wysyp pryszczycy, nazywanej tutaj foot-and-mouth disease (w tym przypadku wcale nie chodziło o ochronę ludzi, bo zarażamy się FMD opornie i przechodzimy ją dość łagodnie). Drugi przypadek jest właśnie dzisiaj.

Bardzo dziwny to dzień. Że pochmurny – to się zdarza. Do tej pory jednak 17 marca nasi sąsiedzi przed południem szusowali swoim zabytkowym samochodem do miasta, żeby zapisać się na listę i wziąć udział w uroczystym przejeździe. Tymczasem dzisiaj samochód stoi na trawniku, świątecznego nastroju nie czuję, a myśl o (być może późnowiosennym) wejściu na Croagh Patrick nie cieszy mnie tak, jak jeszcze kilka tygodni temu. Z powodu koronawirusa w czwartek ogłoszono zamknięcie szkół i instytucji kulturalnych do końca marca, myślę jednak, że nikt w tej chwili nie liczy na wygaśnięcie epidemii przed Wielkanocą. Z miejsca, gdzie się znajdujemy, naszej małej nadmorskiej wioseczki, paniki nie widać, wśród tubylców jest na pewno poważne zaniepokojenie i wysyp płynów dezynfekcyjnych pozostawianych do użytku w miejscach publicznych. Z rzeczy małych, odwołano nam teatr na który Kraciasty już wydrukował bilety, z rzeczy dużych nasz lot do Polski poszedł się bujać i nie spędzimy urodzin babci w jej towarzystwie. Jak będzie, tego nie wie nikt. Jesteśmy obdarzeni północnym sąsiadem, z którym trudno się zgrać, bo ich władze w Londynie przyjęły trochę inną strategię radzenia sobie z rzeczywistością pandemiczną – teraz naprawdę trudno ocenić, która metoda lepsza, a media nauczone rozdmuchiwania wszystkiego do imentu, nie pomagają osiągnąć spokoju ducha i dać działać profesjonalistom. I może dlatego, zamiast się ekscytować fake newsami, chcę ten dzień jakoś na blogu zaznaczyć … a najlepiej to zrobić obrazem i przyśpiewką. Poniżej zdjęcia pożyczone od Kraciastego, z kwietnia 2011 roku, gdy chodził mój chłopak po świecie i mnie szukał. Chciałabym tam wejść w tym roku, bo uważam, że to górka akurat na moje możliwości:

Croagh Patrick, 764 m n.p.m., góra w hrabstwie Mayo, częsty cel pielgrzymów, szczególnie latem w okolicy dawnego święta Lughnasadh. Pielgrzymki odgrywają znaczącą rolę w erozji wzniesienia – to nie jest czysty, karkonoski szlak, nogę można sobie z łatwością wykręcić, ale dla widoków w przejrzysty dzień wejść warto i jeśli mi się to uda, z pewnością napiszę o tym miejscu więcej.

Przechodząc do przyśpiewki: sama się sobie dziwię, że odkryłam The Pogues tak późno, choć oczywiście przelotnie, w latach ich świetności, nie dało się o nich nie usłyszeć. Generalnie media więcej miejsca poświęcały zębom Shane’a niż temu, co śpiewa. To teraz nadrabiam, i The Pogues in my heart. Poniższa piosenka jest zagrana i zaśpiewana przez dwa różne pokolenia wykonawców, snuje opowieść o gigantycznym statku z dwudziestoma-siedmioma masztami z którego zatonięcia uratował się tylko jeden człowiek, nasz narrator. Nikt nie może mu zaprzeczyć, gdy, zapewne przy pincie za pintą, opowiada o milionach rzeczy, które wielka Irish Rover transportowała do Ameryki i o chłopakach, którzy z nią płynęli i poszli na dno.

Dublinersi z The Pogues – Irish Rover.

Dbaj o siebie i Lá Fhéile Pádraig sona duit!

20 myśli w temacie “Bardzo dziwny święty Patryk.

  1. stopociechblog 17 marca 2020 / 18:25

    U nas tez odwołano wydarzenia kulturalne do końca marca, ale z zaznaczeniem, że [prawdopodobnie przedłużą. Miałam bilet na piękny koncert muzyki klasycznej, na 11 marca do filharmonii, zwrócono pieniądze bez problemu. Myślę, że kolejnego koncertu Yasmin Levy też nie zobaczę, ma być 6 kwietnia.
    Świechno, który z produktów irlandzkich ujął Twoje serce, a tym samym kieszeń. Co jest takiego fajnego ichniego, co dość często kupujesz?

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 marca 2020 / 21:48

      Nam teatr przeniesiono od razu na czerwiec, a rezerwację lotu przebukujemy na późniejszy termin, bo można to zrobić bez dodatkowych opłat, tylko chcemy jeszcze poczekać z decyzją na kiedy.

      Zabiłaś mi ćwieka z tymi produktami. Piwa irlandzkiego nie piję, bo w ogóle piwa nie piję, chipsów z octem nie jadam. Ze zjadliwych rzeczy chyba irlandzki cheddar i czarną herbatę firmy Barry’s Tea – lubię ich gold blend, ma mocny, czysty smak. Poza tym tradycyjne potrawy lubię zamawiać, gdy jem na mieście – pieczonego ziemniaka z dodatkami, lub czasami frytki w zestawie wymieniam sobie na „champ” (tłuczone ziemniaki wymieszane z posiekaną szalotką, mlekiem i masłem). A ponieważ mieszkamy w zagłębiu krewetkowym, to nabrałam zaufania do świeżości tutejszych krewetek. Z rzeczy niejadalnych zachwycam się produktami z lokalnej wełny (tweedowe żakiety, szale, swetry z tradycyjnymi wzorkami) – zresztą do ślubu miałam ażurowy szalik z alpaki, Kraciasty kupił mi go na lotnisku w strefie bezcłowej, w jakimś sklepie z irlandzkimi pamiątkami … Irlandczycy są dumni z takich rzeczy i można zazwyczaj doczytać z jakiego regionu jest wełna i kto ją obrabiał. No i czasami, gdy dostaję coś eleganckiego od męża, to się okazuje, że to irlandzkie jest (ostatnio dostałam od niego śliczny plecaczek w gołębim kolorze Paula Costelloe – to bardzo solidna, irlandzka firma).

      Polubione przez 1 osoba

      • stopociechblog 18 marca 2020 / 08:46

        Czuję, że ten champ, smakowałby mi. Ogólnie lubię ziemniaki. A te chipsy z octem zaskoczyły mnie. Natomiast produkty z lokalnej wełny zapewne urzekłby mnie. W ubiegłym roku na jarmarku dominikańskim kupiłam sobie skarpety z alpaki, są ciepłe ale trochę gryzą. A od Alana z Norwegii dostałam skarpety z ichnimi wzorkami, miłe i niezwykle grzeją. To jest dla mnie mały cud.

        Polubione przez 1 osoba

  2. jotka 17 marca 2020 / 20:31

    Dzięki za garść ważnych informacji o dniu Patryka.
    Obawiam się, ze nawet świąt wielkanocnych nie będzie jak zwykle, działania radykalizują się.
    Oby nie wprowadzili zakazu wychodzenia z domu, bo bez spacerów ciężko będzie…
    Wspaniałe są takie ballady, a za górkę trzymam kciuki!

    Polubione przez 2 ludzi

    • świechna 17 marca 2020 / 21:26

      Wielkanoc przyjdzie, a to jak ludzie będą mogli świętować, to insza inszość. Zakaz spacerów – nie wiem, co mielibyśmy w ten sposób osiągnąć. Myślę, że to jest trochę pozorowanie kontroli, podczas, gdy tej kontroli nie ma. Zarażamy się od innych osób, nie od wychodzenia na dwór. I nie mamy wpływu na to od kogo się zarazimy – najwyraźniej bliscy uważają, że jak przywożą rodzicom zakupy, to od nich rodzice się nie mogą zarazić. Bo zarazić to można się tylko od złych obcych, a gdy ludzie tłoczą się rano w kolejce, żeby babci lub starszemu sąsiadowi radośnie przynieść świeże bułeczki, to transferu wirusów nie ma. To troszkę głupiutkie myślenie, jak na takie wielkie mózgi, które zużywają nam 1/4 tlenu.

      Ostatnio często słucham zarówno Dublinersów, jak i The Pogues. Mają dar rozjaśniania dnia 🙂

      Polubienie

      • jotka 18 marca 2020 / 12:44

        Wiele takich paradoksalnych sytuacji obserwuję.Wczoraj stałam w małym sklepie, przepisowo 3 osoby naraz, w odległości 1m, co z tego, gdy gość przede mną mnie mija twarzą w twarz.
        Ktoś na swoim blogu poleca izolować w sieni buty, a co ze spodniami i kurtką?
        W morzu takich pseudo porad giną pryncypia…

        Polubione przez 1 osoba

  3. Woland 18 marca 2020 / 21:12

    Oczywiście 17 marca jest datą oblężenia Croagh Patrick przez pielgrzymów, ale prawdziwie dantejskie sceny rozgrywały się tam podczas nocnej pielgrzymki poprzedzającej ostatnią niedzielę lipca. Każdego roku, aż do początku lat dziewięćdziesiątych, gdy seria tragicznych wypadków wymusiła na władzach kościelnych zaprzestanie kretyńskich eskapad. Przypomnę, że pielgrzymi, nierzadko w podeszłym wieku, nieśli często – gęsto płonące pochodnie, mało kto miał odpowiednie buty, część szła bosa. Oszacowanie zagrożenia nie wymagało przesadnej inteligencji, ale do tego trzeba używać mózgu.
    Z innych ciekawostek:
    Na zboczach góry w latach osiemdziesiątych odkryto żyłę złota, jednak protesty społeczne roku 1989 sprawiły, że zrezygnowano z eksploatacji złoża. I dobrze, bo nie wyobrażam sobie rozpieprzenia tak pięknej góry dla jakiegoś złota, chyba że byłoby to w Polsce podłej zmiany.
    Legendarne zdobycie tego szczytu przez świętego Patryka i pozostanie na nim na 40 dni postu, mialo duże znaczenie propagandowe w niszczeniu prastarych wierzeń Irów. Był to bowiem ośrodek kultu bóstwa Crom Cruach, które miało karać śmiercią ewentualnych śmiałków próbujących się ze szczytem. W końcu ktoś musiał tam wleźć i powiedzieć „tu nie ma żadnego wielkiego, szczerozłotego obiektu otoczonego dwunastoma kamiennymi bóstwami pomocniczymi (chciałbym wiedzieć, co brał ten co to wymyślał). Wyznawcy Patryka brali jednak coś lepszego, bo wymyślili, że święty przegonił tam z Irlandii jadowite węże (których nigdy tu nie było), bijąc w czarny dzwon i ciskając nim w przepaść na południowym stoku góry, co w jakiś sposób powodować miało, że zmiatane były w przepaść i jadowite paskudztwa. Przynosili dzwon Patrykowi aniołowie, a on jak już skończył z wężami, ciskał w czarne ptaki, pod postacią których kryły się złe duchy broniące Crom Cruach, który to bóstwo w końcu zapadło się pod ziemię za sprawą klątwy Patryka. A mówią, że środki halucynogenne, to sprawka naszych czasów.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 22 marca 2020 / 10:40

      Środki halucynogenne mają udział w powstawaniu różnych mitów od zarania dziejów (i nie widzę powodu, aby tutaj wykluczać podania biblijne).

      Dzięki za podrzucenie kilku szczegółów, wiem, że wrócimy do nich, gdy w końcu na górę Patryka wybierzemy się razem.

      Polubione przez 1 osoba

  4. roksanna 18 marca 2020 / 21:23

    Dziwny nadszedł czas…
    Powędrowałam dziś zupełnie płasko, za to prawie bezludnie… Chętnie bym się internowała gdzieś do chatki w górach, a mam możliwość do mieszkania w bloku w dużym mieście,i bunt we mnie narasta. Nie wiem, co wygra on czy rozsądek. Ech.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 22 marca 2020 / 10:44

      Teraz pewnie każdemu przydałaby się chatka w Bieszczadach lub na Mazurach 🙂 W mieście mimo wszystko jest wygodniej, bliżej do ew. szpitala, gdyby, odpukać, był potrzebny. A można się od innych odseparować i w bloku, tylko rozumiem, że głowa w takich wypadkach nieco bardziej szaleje. To wszystko trudne, szczególnie, że media nie pomagają w podejmowaniu racjonalnych decyzji …

      Polubienie

  5. gosiamac 20 marca 2020 / 20:13

    Z czasów, kiedy córka mieszkała w Irlandii został mi sentyment do tego kraju no i jego „flagowego” święta Dnia Patryka 🙂 Zaakcentowałam je w tym roku zielonym obrusem i piwem w zielonej butelce 😀 A z wiktualiów w Dublinie najbardziej odpowiadały mi świeżutkie scones kupowane do kawy w pobliskiej piekarni i czekoladki Butlers, po które zawsze stała długa kolejka przy St. Stephens 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 22 marca 2020 / 10:47

      Piwa nie pijam, natomiast, wstyd przyznać, scones nigdy nie próbowałam, chociaż miałam codzienną ku temu okazję. Teraz mi przyszło do głowy, że chyba najlepsze będą na ciepło, z dżemem truskawkowym 😀

      Nieprędko zawitamy do Dublina, nawet umówienie się do lekarza nastręcza teraz trudności …

      Polubienie

      • gosiamac 22 marca 2020 / 11:48

        No porobiło się 😦 Scony można upiec samemu, choć przyznam się, że spróbowałam i nie wyszły mi tak dobre jak zapamiętałam te oryginalne 😦 Ale może to tak jak z „magdalenkami” Prousta 😉 wspominamy okoliczności i wrażenie jakie wywarły na nas za pierwszym razem.

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 22 marca 2020 / 12:10

          Te bułeczki są chyba na drożdżach (tak mi pachną) i jakoś zawsze miałam w kawiarni ochotę na coś innego. W takim razie plan na „po zarazie”: do herbaty zamówić scones 😀

          Polubienie

  6. Ervisha 23 marca 2020 / 13:23

    Jak to cokolwiek świętować i obchodzić kiedy świat oblegają takie wieści 😦

    Tak zapytam.. irlandzki chleb to taki na sodzie tak? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 23 marca 2020 / 14:03

      Tak. Ma specyficzny smak, mi smakuje posmarowany masłem i w akompaniamencie zupy. Jemy go zresztą tylko w takich właśnie, zupowych sytuacjach. Na co dzień kupujemy w Lidlu chleb w smaku najbardziej podobnym do polskiego.

      Sytuacja jest nieciekawa, szczególnie, gdy z Polski dochodzą nas wieści, że kwarantanna domowa to wszystko, co państwo „zapewnia”, a żeby zostać przebadamy na koronę trzeba mieć już solidne objawy, bo słabe nikogo nie interesują

      Polubienie

      • Ervisha 23 marca 2020 / 20:05

        A to nie podobne do naszych polskich placuków na zsiadłym mleku na sodzie? 🙂

        To straszne 😦 A ile osob nie przestrzega kwarantanny a leczenie przebiega w domu – bez opieki 😦

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 23 marca 2020 / 22:00

          Pojęcia nie mam, bo chyba nigdy nie jadłam, natomiast mnie się irlandzki chleb wydaje trochę słodki. I dlatego nie pasuje mi kompletnie na kanapki, natomiast nieźle się komponuje z zupą 🙂

          Wcale się nie dziwię, że oficjalna liczba chorych jest tak niska, skoro szpitale bronią się jak mogą, żeby nie testować. Dbaj o siebie 🙂

          Polubienie

          • Ervisha 25 marca 2020 / 11:22

            Polecam spróbować 🙂 Jak nie zzsiadłe mleko to jogurt grecki 🙂

            Słodki? Bo dodają cukier – mozna samemu upiec bez cukru.. ale ten chleb kojarzy mi sie tez ze Scones 😉

            Ty również :*

            Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s