Stokrotki.

Siedzę w zamknięciu, odwiedzam na przemian dwie te same plaże, nihil novi sub sole, nadrabiam zaległości książkowo-filmowe, nie miałam jednak szczególnej weny, żeby o tym pisać. Aż wczoraj sobie nadrobiłam coś, o czym nie sądziłam, że mi jest potrzebne do obejrzenia. Rzecz szalenie dziwna, film „Stokrotki” (1966) Věry Chytilovej.

Dwie zepsute dziewczyny robią na mieście rozpierduchę, płynąc na fali egoizmu nawzajem imitują swoje zachowania i manipulują starszymi panami. Jak tak siedzieliśmy i oglądaliśmy, miałam wrażenie obcowania z prawdziwie czeskim filmem – pięknie zrobiony technicznie, ale nie wiadomo o czym to jest. Internet, zanim jeszcze film odpaliłam, podrzucił mi oczywiście możliwe interpretacje: a że to jest o konsumpcyjnym stylu bycia młodzieży, a że to o wyzwoleniu feministycznym lat 60-tych. Kontrast do polskich filmów z tamtej epoki ogromny. Na „Stokrotkach” nie ma patyny, połączenie tradycyjnego filmu z animacją nawet teraz, prawie 55 lat później, jest świeże, montaż naprawdę super, film robiła jakaś Masłowska czeskiej kinematografii.

Wracając do myśli, że główne postacie irytują i „skoro już oglądam, to chciałabym wiedzieć o czym to jest”, jeszcze jedna wygooglana interpretacja jest taka, że to farsa o pasożytnictwie. Możliwe, to by przystawało do czasów w których film powstał, nie znam intencji autorki i znać nie muszę, chodzi przecież o to, co czuję. Po seansie przyszły mi do głowy dwie rzucone w różnych kierunkach refleksje o życiu, które dzisiaj, w czasie narodowej kwarantanny, może Ci się spodobają, albo zainspirują, albo coś.

Po pierwsze: refleksja o tym jak nieuważnie wybieramy sobie cele życiowe i wartościujemy osiągnięcia. Przypomniała mi się seria „600 lb Life” w którym ludzie śmiertelnie otyli marzą o operacji zmniejszającej żołądek. Rozumiesz, ktoś całe swoje życie, dzień po dniu, zabija się uzależnieniem od jedzenia. A potem zwrot akcji i … największe marzenie: mieć operację zmniejszenia żołądka i operację usunięcia nadmiaru skóry. Co robisz? Teraz chudnę. Teraz nie mogę, bo jestem na rekonwalescencji po wycięciu skóry. Największe osiągnięcie: schudłem 230 kg. Wyglądam prawie tak, jakbym nigdy nie ważył 350 kg. Chodzę prawie tak, jak chodziłbym od zawsze, gdybym nigdy nie przytył. Jestem bardzo szczęśliwy, bo ważę teraz 73 kg. Bywa, że ludzie za największe swoje cele i osiągnięcia uważają coś, co przynależałoby im zupełnie naturalnie, gdyby wcześniej nie żyli życiem bezmyślnym, nie toczyli się przez życie siłą bezwładności.

Po drugie, już o samej fabule: nie poznajemy ani przez chwilę życia wewnętrznego dziewczyn. Nie wiemy co myślą, ani co czują. Obserwujemy tylko ich zachowanie, które jest zautomatyzowane, przystające do stereotypu. Młodzież jest zepsuta, dojrzałość jest pracowita. Pracuj, pracuj, a poczujesz swoją wartość. Wszystko da się naprawić. Pracuj, pracuj i ubierz się zgrzebnie. Tak należy. Tak się robi, po tym jak młodość się wyszumi. Pracuj, pracuj. I przyznaj, że jesteś szczęśliwy. Ale teraz to naprawdę. Zdałam sobie wczoraj sprawę, że znam dziesiątki ludzi w ubraniach z gazet.

33 myśli w temacie “Stokrotki.

  1. Mieszczka w Internecie 1 kwietnia 2020 / 13:55

    Zaintrygowała mnie ta część refleksji o nieuważnym wybieraniu sobie celi życiowych. Temat do przemyślenia.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 1 kwietnia 2020 / 16:15

      Film można interpretować dowolnie. To o celach przyszło mi do głowy pod koniec filmu. Zobacz co się teraz dzieje – ludzie ruszyli do sprzątania, zmywania, odkurzania. Odnoszę wrażenie, że społeczeństwo robi wszystko, byle tylko nie usiąść i nie usłyszeć w swojej głowie: „Co w moim domu robi ten okropny facet/baba? Po co mi było zakładanie tej nieudanej rodziny? Jak to się stało … przecież wcale nie o tym marzyłem/am”

      Polubienie

    • świechna 1 kwietnia 2020 / 16:19

      Nie wiem czy cudnie, ale dzisiaj wyszłam na dłuższy spacer i mam nadzieję, że to się stanie moim nawykiem i przy tym się nie przeziębię 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. jotka 1 kwietnia 2020 / 15:51

    Pracuj, pracuj, a garb ci sam wyrośnie…zawsze marzymy o tym, czego nie mamy.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 1 kwietnia 2020 / 16:21

      Ja znam „ucz się i pracuj” 😀 Z tym o uczeniu się nie do końca się zgadzam, bo nauka dla siebie i własnego rozwoju jest przyjemną koniecznością. Utrapieniem się jest za to nauka dla oceny jako wymóg społeczeństwa, bo społeczeństwo czasem głupich rzeczy wymaga.

      Polubienie

  3. Antares 1 kwietnia 2020 / 16:33

    Mówi się, że nawyk to druga natura człowieka. Lecz dobrze, gdy człowiek umie zadawać sobie raz po raz trud przyjrzenia się z boku swoim nawykom, wychwycenia tych destruktywnych i wysiłek zmiany tychże.
    W temacie refleksji 2 – najgorsze, że nic się nie zmienia. Szef da do zrozumienia (albo otwarcie powie), że ciągłe bycie w pracy to pożądana postawa, a jakiś kołcz – że masz ciągle nad sobą pracować, być wydajnym, bo przecież w trybie awaryjnym możesz tyyyyyle ogarnąć w krótkim czasie, to najlepiej stosuj ten tryb jako codzienność.
    Powiedzieć komuś „teraz jestem zajęta odpoczywaniem” i święte oburzenie u niego murowane.
    Serdeczności!

    Polubienie

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 00:15

      Dlatego uważam pracę kołczów za pewien rodzaj pasożytnictwa 🙂 Zdarzyło mi się kiedyś siedząc przy kawie słyszeć rozmowę dwojga Polaków, którzy sądzili, że tylko oni w tym miejscu mówią pięknym językiem polskim – pan przekonywał panią, że powinni koniecznie zrobić podcast na jakiś tam temat. Na uwagę pani, że przecież się na temacie rzeczonego podcastu nie znają, pan radośnie stwierdził, że się poznają. Skopiuje się wiedzę z sieci i przedstawi jako wykład własny, oczywiście za opłatą. Mnie nadal zdumiewa, że ktoś płaci kilkadziesiąt złotych za wysłuchanie godzinnego pierniczenia na temat „Jak zorganizować sobie czas” albo „Jak wyglądać profesjonalnie na rozmowie o pracę”, gdy ta wiedza jest na wyciągnięcie ręki, a bywa, że poradnik książkowy na ten temat jest o połowę tańszy od podcastów i webinarów.

      Jeśli chodzi o samą pracowitość … to „uwijanie się”, duma ze zrobienia czegoś w połowie przeznaczonego na to czasu odbieram jako cechę imigrantów zza żelaznej kurtyny. Tutaj gdzie mieszkam pracoholizm to cecha ludzi z korpo, w Polsce „uwijanie się” to zapełnianie pustki, styl życia.
      Dobroci w tym dziwnym czasie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Antares 2 kwietnia 2020 / 10:22

        O wszelkiej maści „kołczach” również mam bardzo kiepskie zdanie. Nie rozumiem, jak może siebie tak nazwać, osoba, która jeszcze w żadnym temacie nie jest wysokiej klasy specjalistą (jak to ma miejsce w przypadku mentorów), albo przeciętny małolat, który zrobił studia na kierunku „kołczing”. 🙂 Dla mnie to szukanie sposobu, by zarobić a się nie narobić 😉 I nie byłoby w tym jeszcze nic nagannego, gdyby większość komunikatów wygłaszanych przez nich nie działało jak toksyna dla świadomości i podświadomości. Gdyby to to nie stało w sprzeczności z tym, co korzystne dla ludzkiej psychiki, byliby w miarę nieszkodliwi.

        Co do uwijania się w Polsce – niestety, ludzie mają przeświadczenie, że praca to ciągłe bycie zajętym i wpatrywanie się w narzędzie pracy. Nadal powodem do dumy jest to, co w innych krajach dziś jest postrzegane jako kiepska organizacja. W tym to o czym piszesz, czyli styl życia, czyli pracoholizm. Odpoczynek i zajmowanie się życiem poza pracą to coś nie do pomyślenia. Sama mam takiego szefa i już wiele bojów stoczyłam o normalizację godzin pracy i mój czas odpoczynku. I pewnie jeszcze wiele wojenek podjazdowych się zdarzy, dopóki ten i ów nie zrozumie, że praca bez przerwy paskudnie obniża wydajność. I w pewnym momencie już się nie siedzi i pracuje, lecz się siedzi i jest zombiakiem, który dawno przestał myśleć.

        Wszystkiego dobrego 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 2 kwietnia 2020 / 12:00

          W temacie pracy w Polsce – z mojego byłego grajdołka wyglądało to tak, że nie tylko wypadało być ciągle zajętym, ale jeszcze trzeba było obserwować innych i porównywać się z nimi w tym temacie. Starsze panie nauczycielki np. skrupulatnie mnie informowały, że one zrobiły gazetkę (za dzieci), a ja nie. Z tym oczywiście była związana zawiść dotycząca spędzania wolnego czasu – jeśli byłam na wycieczce, lub w kinie, lub po pracy po prostru poszłam na kawę, to nie daj bogowie podzielić się tą myślą z koleżanką z pracy. Bo one zawsze twierdziły, że nie mają czasu na takie bzdury i mówiły to z dumą. Kobieta polska jest kobietą zajętą i potrzebną innym – na tym polega jej główna wartość.

          Praca kołcza często polega na imitowaniu pracy psychologa, a to nie to samo. Inne kompetencje, i przede wszystkim, inna zawodowa odpowiedzialność. Jeśli chodzi o polski kołczing, wkurza mnie niestety powszechne pozorowanie umiejętności.

          Polubione przez 1 osoba

  4. Hebius 1 kwietnia 2020 / 20:04

    Ooo.. Czechosłowackie kino…. Na „Stokrotki” nie mam jakoś chęci, ale może się wreszcie zmobilizuję do obejrzenia „Sklepu przy głównej ulicy”.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 00:19

      To też może być dobry film. Bliska mi tematyka. Poszukam go, dzięki 🙂

      Polubienie

  5. Woland 1 kwietnia 2020 / 20:06

    Tak, ciężko jest po samym obejrzeniu filmu ocenić intencje reżyserki. A bo to jeden znamy film, w którym twórca niechcący pokazał coś, czego sam nie dostrzegał? Jednak moje wrażenia są takie: Przez cały film reżyserka podjudza widza przeciw dziewczynom, zniechęca go do nich, naprowadza na myślenie w stylu „jaka zła i zdeprawowana jest ta dzisiejsza młodzież, leniwa, pasożytnicza, niszczycielska”. Faktycznie, zblazowane bohaterki starają się jedna drugiej zaimponować podpuszczaniem podstarzałych panów z apetytem na zielone jabłuszka i bezmyślnym niszczeniem dóbr materialnych, których symbolem staje się rujnowany przez nie bogato zastawiony stół pełen miąs, sałatek, ciast i alkoholi. Potem scena o której mówisz, nieudolna i mozolna próba naprawy tego, czego nie trzeba by było naprawiać, gdyby idiotycznie tego nie niszczyły, a zaraz po tym…
    …NIESPODZIANKA!!!
    Obraz obracanego w ruinę bombardowanego miasta i dedykacja: TYM, KTÓRZY ŻOŁĄDKUJĄ SIĘ TYLKO NAD ROZDEPTANĄ SAŁATKĄ.
    Autorka śmieje się w nos podpuszczonemu widzowi. Jest rok 1966, szczyt zimnej wojny, jeszcze widoczne są straty II wojny światowej, jest tuż po wojnie w Korei i po nieudanej inwazji w Zatoce Świń, gdy Świat wstrzymywał oddech w obawie przed wojną nuklearną i globalną katastrofą, a w mediach była propaganda sukcesu, pochwała trudu robotniczo – chłopskiego oraz tępienie niebieskich ptaków, leserów i bumelantów. I widz bulwersuje się wychowanymi przez siebie nastolatkami depczącymi głupią sałatkę, gdy rządzący światem bezduszni oprawcy równają z ziemią dorobek pokoleń, niszcząc całe społeczności ludzkie.
    Kogo naśladują te dwie smarkule? I czy naprawdę one są sprawcą, a nie ofiarą zbrodni. Ci „oszukiwani” panowie…, w rzeczy samej podstarzałe pryki nie widzące niczego zdrożnego w dealu „posiłek za seks” szukający taniego łupu.
    I to, na co zwróciłaś już uwagę: One przyjmują narzucane role: Najpierw młodzież musi się wyszumieć, a potem to już trzeba pracować dużo, szybko, a najlepiej bez sensu, byle być do cna wyczerpanym. Wtedy, to jest szczęście!!!

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 00:32

      Zdecydowanie scenariusz nie pomaga, dziewczyny naprawdę wkurzają wchodząc w role chichoczących panien. Ale słusznie zauważyłeś, że nie są zawieszone w próżni. Bo kim są „poczciwi” staruszkowie i zakochani kandydaci na partnerów? Zresztą, a propos kandydatów na partnerów, przypomniały mi się sceny, gdy kandydat wyznaje miłość i … czy to nie jest wystarczający powód, żeby dziewczyna też się „zakochała”? W społeczeństwie jest. A że pannice ilustrują swoim zachowaniem 7 grzechów głównych to inna sprawa … interpretacje można mnożyć.

      Polubienie

      • Woland 2 kwietnia 2020 / 01:34

        7 grzechów głównych, to swoim zachowaniem ilustruje Episkopat Polski, dziewczynom z filmu jeszcze trochę do tego poziomu brakuje. Zwłaszcza w temacie pychy.
        Przypomniałaś mi wątek tragiczny z „Greka Zorby”. Chłopaczek się zakochał we wdowie, a społeczność Krety uważała za zbrodnię godną ukarania śmiercią to, że ona go nie chciała. Zresztą, kobiety też potrafią się śmiertelnie oburzyć, gdy mężczyzna odrzuci ich zaloty, a co najlepsze, społeczeństwo jest skłonne przyłączyć się do świętego oburzenia. Swoją drogą…, gdy czytałem Twoją odpowiedź, stanęła mi przed oczami znajoma z początkowego okresu mojej emigracji. Mieszkaliśmy w miejscu, gdzie przewijały się dziesiątki Polaków, a kobiety były rzadkością. Jednym z głównych powodów tej rzadkości było, że większość towarzystwa przyjmowała wszystko, co tylko wali w łeb, przez co wyglądali bardzo marnie, dużo marniej, niż mogliby wyglądać bez środkó odurzających. No i chłopcy byli oburzeni, że dziewczyna odrzuca ich zaloty. Ale żeby było śmieszniej, ona z kolei oburzyła się, gdy ją sprowadziłem na ziemię tłumacząc swoją uprzejmość męską kokieterią, a nie (jak chciałaby myśleć) chęcią zbliżenia się do niej. Aż jej poszukałem na f-b. Chyba wreszcie zaczęła dojrzewać emocjonalnie, wygląda jakby zadbała o siebie, wróciła do pracy, biega – i to regularnie, skoro startuje w półmaratonach. 15 lat temu nie napawała optymizmem – unikała pracy, dryfowała w kierunku roli utrzymanki, a jej jedyna aktywnością fizyczną było podnoszenie do ust drinków i papierosów. Dziś chyba ma to za sobą, przynajmniej tak wygląda ze zdjęć.

        Polubione przez 2 ludzi

        • świechna 2 kwietnia 2020 / 12:07

          Przekonanie, że należy, czy też w dobrym guście jest odwzajemniać uczucie czy zainteresowanie to patologia wielopokoleniowa. Już Mickiewicz w II części „Dziadów” wśród duchów, które nie dostępują nieba umieścił ducha dziewczyny, która miała wielu adoratorów, bo była ładna, ale umizgów nie odwzajemniała.

          „Oleś za gołąbków parę
          Chciał raz pocałować w usta;
          Lecz i prośbę, i ofiarę
          Wyśmiała dziewczyna pusta”

          Usługa pokrewna miłości za gołąbki. I za to, że jej nie pasowało, musi się Zosia włóczyć po ziemi 🙂

          Polubione przez 1 osoba

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 00:35

      Uprzedzam, że to film dość … hm … eksperymentalny. Wiem, że może nużyć, albo bawić. To zależy jaką przyjmujemy postawę, czy np. chce się nam odgadywać symbolikę,

      Polubione przez 1 osoba

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 22:32

      Pozdrawiam również, i dobrej nocy 🙂

      Polubienie

  6. oko 2 kwietnia 2020 / 15:17

    to takie trudne? spotkać kogoś, u kogo życie wewnętrzne zaczyna i kończy się na procesach trawiennych?
    czasami odnoszę wrażenie, że trudniej spotkać tych, u których nie.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 15:40

      Prawie każdy ma jakieś życie psychiczne. Realnym problemem pozostaje to, że osoby dojrzewając i rozwijając swoją świadomość teoretycznie powinny również rozwijać empatię (świadomość tego, że inni też myślą i czują). Teoretycznie, bo jest z tym różnie. Stereotypy są przejawem przekonania, że inni nie myślą i się nie rozwijają (czyli mają zupełnie inaczej niż domyślny Ja). Zresztą podstawowy błąd atrybucji można tu przywołać (ktoś coś zrobił, bo np. jest jakiś, a ja zrobiłem to samo, bo miałem ku temu solidny powód, życie mnie zmusiło, przemyślałem moje działanie i jest ono sensowne). A skoro już o tym mowa, to w ostatnich tygodniach w zasadzie codziennie mamy przykłady podstawowego błędu atrybucji – ktoś wychodzi z domu (debil, idiota, złośliwy, głupek) vs ja wychodzę (idę w ważnym celu, bohatersko narażam się niosąc pomoc ubogim, jestem człowiekiem myślącym i wrażliwym).

      Polubienie

    • świechna 2 kwietnia 2020 / 22:36

      Jest i stary, i cudaczny. Warto sprawdzić 😉

      Polubienie

  7. sagula 2 kwietnia 2020 / 22:09

    Nie cierpię takiego kina, które w końcówce nic nie wyjaśnia, a trzeba się domyślać. To zbrodnia na widzu!

    Polubienie

  8. optymista13 3 kwietnia 2020 / 05:23

    No, to po epidemii nam się kultura podniesie w społeczeństwie. Każdy coś czyta, ogląda, słucha muzyki… Oby tylko ten pieprzony wirus odpuścił?

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 3 kwietnia 2020 / 09:39

      Możliwe, choć my oglądamy filmy często, prawie codziennie, to samo z muzyką, tylko nie zawsze chce mi się o tym pisać 🙂

      Raczej oby szybko powstała szczepionka. W działaniu wirusa nie ma nic osobistego. Jak każdy z nas, robi co może 😉

      Polubione przez 1 osoba

  9. JoAnna 8 kwietnia 2020 / 13:07

    Lubię czeskie kino i na studiach chodziłam do DKF i dużo ich produkcji obejrzałam, ale tego filmu nie kojarzę.
    A ponieważ mnie zachęciłaś, poszukam, choć obecnie delektuję się nadrabianiem zaległości w czytaniu. Dużo rysuję i śpiewam (cóż, coś trzeba robić).
    Trzymajcie się ciepło!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s