Jedno zdjęcie. Doświadczenie.

Żadna szczególna myśl nie naprowadziła mnie na to niepozorne zdjęcie, chociaż teraz widzę, że łączy się z nim wiele wątków. Na przykład to, że ekspresowo rozstaję się z  miejscem na którym czytam „muzułmanie nas, białych, nienawidzą i nami gardzą, to jest fakt niepodważalny”. Albo to, że jestem tu gdzie teraz jestem, chociaż jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że trwanie tam, gdzie byłam poprzednio, będzie dobrym komentarzem do pewnej sytuacji.

Deutsch Hammer, 4 maja 2015.

Deutsch Hammer

Wieczorem siedzimy na wycieraczce w wejściu do młyna-hotelu w którym mieszka tylko nasza grupa, tutaj dwóch Polaków i dwóch Austriaków. Nie pamiętam co robiliśmy wcześniej, ale z pewnością było to świętowanie codzienności po kolejnym udanym dniu. Wolfie (z prawej) opowiadał o Brechcie, Stanisławskim i Grotowskim, tłumaczył ideę pure theatre. W ciągu dnia pił dużo mocnej kawy i zajadał się czekoladą, wieczorami, tak jak tutaj, snuł swoje historie o życiu wartym przeżycia lub z nogami na stole słuchał piosenek w językach, których nie znał. Przez te kilka dni w zasadzie nie plotkowaliśmy o ludziach, zajęci sprawami wyższego rzędu. Pamiętam szczególnie jedno posiedzenie przy herbacie, gdy Młoda tłumaczyła mi po angielsku, który znała w stopniu niżej średnim, fabułę Harry’ego Pottera. Znajome, zwyczajne miejsce stało się polem dla duchowego odrodzenia. W tym wszystkim bawiło mnie, że mieszkam i jem za darmo, a w pracy odnotowywali moją obecność, chociaż wcale mnie tam nie było. Gdy już do tej pracy dotarłam (dotarliśmy) pomarańczowym autobusem, czułam się jak Kosmitka pozdrawiająca wolkańskim salutem zapóźnioną kulturowo społeczność. Dif-tor heh smusma! Żyjcie długo i w dostatku! Społeczność nie odpowiedziała, przestraszona, że mówię w obcych językach. I tego właśnie dnia zrozumiałam, że do nich nie należę. Nie poczułam też z tego powodu ani odrobinu smutku.

Smutek przyszedł później, gdy rozjechaliśmy się do swoich spraw. Minie w tym roku pięć lata, a ja dbam, aby nie odejść od tego dnia zbyt daleko, cały czas mam go na uwadze, kątem oka sprawdzając czy nadal tam we mnie jest, chociaż  może się wydawać, że był to tylko sen.

Jedno zdjęcie nie byłoby pełne bez piosenki, której tekstu nie rozumiem. Nigdy nie chciało mi się jej przetłumaczyć, bo to akurat nie jest ważne.

57 myśli w temacie “Jedno zdjęcie. Doświadczenie.

  1. IWnowa 17 kwietnia 2020 / 18:01

    Pewne chwile, przeżycia, chciałoby się zatrzymać na o wiele dłużej.
    To bośniacki?
    pozdrowienia

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 18:09

      Ale też trzeba iść do przodu. To był dobry czas, nadal wydaje owoce.

      Dobre pytanie, jaki język 🙂 Przed chwilą powiedziałam Kraciastemu, że to serbski, na wikipedii teraz czytam, że serbsko-chorwacki. Ale historia tego regionu jest dla mnie zupełnie nieczytelna, więc najprostsza odpowiedź brzmi: nie wiem 🙂 Pozdrawiam weekendowo.

      Polubienie

  2. gosiamac 17 kwietnia 2020 / 18:33

    Też tak mam, że wspomnienie z pozoru zwykłych zdarzeń, przypadkowo poznanych ludzi uruchamia we mnie reakcję łańcuchową, która każe mi się zastanowić nad tym, co już za mną, co przede mną i ile we mnie zostało z „tamtej mnie”…

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:11

      Proludzkie nastawienie bardzo rozwija nas samych … ludzie nas wzbogacają, jeśli pozwolimy sobie na otwarcie się 🙂

      Polubienie

  3. sagula 17 kwietnia 2020 / 21:45

    Nie wszyscy ludzie prowadzą tak ważne rozmowy, bo nie mają nawet z kim. Wielu jest zajętych sprawami swoimi, by przeżyć i utrzymać rodzinę. Nie mają czasu na nic więcej.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:03

      Możliwe Sagulo, ale jest to też częścią jakiegoś ich planu na życie, lub przynajmniej konsekwencją pewnych życiowych wyborów. Wspomniany przeze mnie Wolfie jest gdzieś w Twoim wieku, ma żonę, dzieci, w życiu uprawiał kilka zawodów, a w ostatnich 10 latach został artystą i chorował na raka.

      Polubienie

  4. sagula 17 kwietnia 2020 / 22:05

    Losy ludzi są naprawdę różne. Z życia trzeba czerpać co najpiękniejsze, ale proza życia zabija w ludziach wrażliwość, bo trzeba przeżyć!

    Polubienie

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:19

      Losy są różne, ale prozę sobie wybieramy. Ludzie uciekają w rodzinę, w obowiązki i pozwalają, aby czas im mijał. Przedkładają szybką stabilizację nad zastanowienie się czego pragną. Nie ganię tego, nie jest łatwo po prostu żyć swoim życiem, bo społeczeństwo naciska cały czas …

      Polubienie

  5. sagula 17 kwietnia 2020 / 22:21

    Teraz kiedy miliony ludzi na świecie straciło pracę, to ci ludzie muszą szukać rozwiązań jak przeżyć kolejny miesiąc i zrobić opłaty i tu nie ma miejsca na sentymenty!

    Polubienie

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:25

      Teraz … a jak było dwa miesiące temu, rok temu … czy wtedy było miejsce na sentymenty? Kiedy jest czas na sentymenty?

      Polubienie

      • sagula 17 kwietnia 2020 / 22:31

        Na świcie jest miliony rodzin, które dywagują jak mają przeżyć i utrzymać rodziny. Nie zagłębiają się w sztukę, teatr, książkę, bo po prostu szukają sposobu by przetrwać!

        Polubienie

        • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:34

          Zadaję sobie więc pytanie – zagłębiali się w nią kiedyś i przestali? Czy zawsze mieli tylko taki plan – „przetrwać” …

          Polubienie

  6. sagula 17 kwietnia 2020 / 22:37

    Wielu walczą o przetrwanie świechno! Ludzie nie mają ochoty wgłębiać się w sztukę i tak dalej. Tylko nieliczni potrafią pogodzić swój światopogląd z codziennością.

    Polubienie

    • świechna 17 kwietnia 2020 / 22:40

      Dobrze, że o tym piszesz. Wiele osób po prostu nie ma ochoty się wgłębiać. Zakładają rodzinę, bo chcą „przetrwać”, chcą właśnie tak żyć, nic więcej ich nie interesuje i są z tego dumni, że się nie wgłębiają.

      Polubienie

  7. jotka 18 kwietnia 2020 / 07:11

    Ciekawe, skąd opinia i ten fakt niepodważalny?
    A nie było w owym hotelu hallu z fotelami?

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 18 kwietnia 2020 / 10:11

      Ludzie są różni na tym świecie, czasami jakaś wielka nędza lub nieszczęście skrywa się pod nawet przyjemnymi powłokami. Tam faktycznie są jakieś fotele, na nich zresztą też siedzieliśmy. Skąd się więc wzięło koczowanie na wycieraczce? To był taki moment, po prostu.

      Polubienie

    • świechna 21 kwietnia 2020 / 16:06

      Z nich składa się życie, lepiej więc nie być nonszalanckim w wyborze 🙂

      Polubienie

        • świechna 27 kwietnia 2020 / 09:44

          A tu ludzie mają różnie i inne rzeczy są dla nich najważniejsze. Z perspektywy czasu widzę jak moi znajomi pamiętają jakieś (wg mnie nieistotne) bzdury z czasów szkolnych, a kompletnie wyrzucają z pamięci 15 lat swojej dorosłości. Na razie mnie to dziwi (może i mnie kiedyś dopadnie?), ale już mam kolegów z czasów szkolnych, którzy wg samych siebie byli najszczęśliwsi w życiu nastoletnim, a ja, spędzając z nimi czas, kompletnie bym tego o nich nie powiedziała 🙂

          Polubienie

          • Widzianezekwadoru 27 kwietnia 2020 / 16:04

            To chyba normalne, że ten sam moment dla jednych pozostanie tą właśnie ważną chwilą a dla innych nieważnym epizodem. Różnimy się emocjami. Nie każdy lubi to samo. Tak czy inaczej pod koniec nie pamiętasz całego swego życia tylko te Twoje własne chwile.

            Polubione przez 1 osoba

  8. 5000lib 18 kwietnia 2020 / 21:35

    Rozmowy są ważne, wymiana myśli, pewna doza intelektualnej gimnastyki, gdy ćwiczone są zwoje i styki, zaangażowanie nie tylko gustów i estetyki. Grotowski i Stanisławski, któż dzisiaj pamięta te nazwiska? Pozdrawiam, tych co siedzą po turecku, i tych, co za stołami. :-). Dobrze mieć dobre wspomnienia, i nie poprzestawać na nich także jest dobrze.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 21 kwietnia 2020 / 16:08

      Dobrze jest mieć piękne wspomnienia, chodzi tylko o to, aby w nich za bardzo nie utknąć. Post został napisany rok temu i wydobyłam go z archiwum. Zupełnie o nim zapomniałam, a teraz nabrał on dla mnie zupełnie innego znaczenia 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  9. Woland 18 kwietnia 2020 / 23:30

    Dobrze jest umieć to poczuć, to oderwanie od codzienności, przejście w inny świat. Nie jest istotne, czy osiągniemy to wychodząc w góry, do lasu, czy do teatru, czy sami coś stworzymy, ważne by zrozumieć całym sobą, że istnieje coś więcej, niż praca zawodowa, skopanie działki, czy umycie podłogi w kuchni. I rzeczywiście, nie każdy chce to poczuć. Pamiętasz polska szkołę i reakcje pań z rady rodziców, gdy spytałem, czy ktoś się interesuje teatrem? To właściwie podpadało pod agresję, gdy wykrzykiwały mi wzburzone, że nie mają czasu, jakby bały się, że zamierzam przeprowadzać jakąś przymusową rekrutację. A ja spytałem jedynie, czy jest ktoś zainteresowany robieniem teatru lub czy znają kogoś takiego.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 21 kwietnia 2020 / 16:11

      Bardzo to ludzi czasem denerwuje, gdy im mówię, że wybrali sobie to życie. Pod pewnym kątem to oczywiście nieprawda, ale pod innym prawda, która ma potęgę irytowania. Intrygujące 🙂

      Polubienie

  10. Teresa 23 kwietnia 2020 / 02:52

    Każdą chwilę w życiu trzeba celebrować. 🙂 . Skupiać się na tu i teraz a wspomnienia…. oby nie za często. 🙂 .

    Polubienie

    • świechna 27 kwietnia 2020 / 09:46

      Wspomnienia są miłe (dlatego prowadzę tego bloga), ale z perspektywy osób 60+ naprawdę lepiej w podróże w przeszłość wyruszać rzadziej. Wspomnienia odległe generują uczucie, że jesteśmy bardzo starzy, a starość nas niestety upośledza. Warto przede wszystkim być zanurzonym w teraźniejszości.

      Polubione przez 1 osoba

      • 5000lib 27 kwietnia 2020 / 10:10

        Czasami zanurzenie w teraźniejszości, postulowane tak dziś zewsząd, po świadczy o dysfunkcji… Chociaż łapię Twoją intencję w lot. :-).

        Polubione przez 1 osoba

        • świechna 27 kwietnia 2020 / 10:47

          I tak może być … uszkodzenie pamięci krótkotrwałej np. 😉 Ale czytałam badania, które sugerowały, że teraźniejszość odmładza, podczas, gdy wspominanie postarza – ludzie starsi często wspominający zachowują się zgrzybiale, nawet wolniej chodzą i częściej się garbią, podczas, gdy uciekanie od wspomnień i zaangażowanie w chwilę obecną (rozmowy o sytuacji aktualnej, przebywanie z młodszymi ludźmi, ćwiczenia fizyczne) dodaje energii.

          Polubione przez 1 osoba

          • 5000lib 27 kwietnia 2020 / 18:39

            Tak, też czytałam, jest psycholożka, która przeprowadziła badania, zamknęła ludzi starszych, w ośrodku, gdzie nie było luster, nawet nie można było przejrzeć się w odbiciu łyżeczki, filmy, które były emitowane to z lat ich młodości etc i efekty były zdumiewające… Piszemy o tych samych badaniach?

            Polubione przez 1 osoba

            • świechna 27 kwietnia 2020 / 20:30

              Chyba nie, o ile dobrze pamiętam w tym badaniu zachęcano osoby starsze, żeby unikały rozmów o przeszłości, zażywały więcej ruchu, skupiały się na tym, co dzieje się na świecie teraz. Efekt był nawet fizyczny, bo ludzie się prostowali, szybciej mówili, mieli więcej energii.

              Polubione przez 1 osoba

              • 5000lib 27 kwietnia 2020 / 20:37

                Z dużą dozą pewności, mówimy o tym samym badaniu, bo wnioski były takie jak piszesz,mogę poszukać jeśli zechcesz. co nie zmienia faktu, że znów się zgadzamy, dobrego wieczoru. Jak tam lektura Ksiąg (Jakubowych)?

                Polubione przez 1 osoba

                • świechna 27 kwietnia 2020 / 22:57

                  Księgi skończyłam już jakiś czas temu 🙂
                  Jeśli możesz odnaleźć badania o których piszesz, to będzie super, chętnie poczytam.

                  Polubienie

                • 5000lib 28 kwietnia 2020 / 11:26

                  Pewnie nie konkretne ale nazwisko i kto kiedy jak i tak dalej, ale to trochę mi zajmie. Czytałam Twój wpis, ale wywnioskowałam z niego, że jesteś w trakcie.

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 28 kwietnia 2020 / 11:27

                  Kiedy pisałam o książce, rzeczywiście byłam gdzieś w drugiej połowie 🙂

                  Polubienie

                • 5000lib 28 kwietnia 2020 / 11:30

                  Czy Twoje wrażenia po lekturze się zmieniły? W jaki sposób?

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 28 kwietnia 2020 / 22:05

                  Zawsze, gdy doczytuję do końca książkę, która mi się podoba, czuję smutek. Ale Olga mnie zajęła. Na koniec podsumowywała losy kilku postaci, więc, jak to ja, zajęłam sobie umysł ich śledzeniem.

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 29 kwietnia 2020 / 12:06

                  Odsłuchałam 30 minut audiobooka, który udostępnia jedna z jedna z księgarń i jestem zauroczona. Narracja, dobór słów to jest takie w moim stylu, poza tym, lubię jak dzieło jest gęste.

                  A swoją drogą, ciekawa jest ta teoria zestawienia Tokarczuk z Sienkiewiczem… Już Miłosz mówił, że nie mamy pisarek, pisarzy, ani tradycji pisania dobrych powieści.

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 29 kwietnia 2020 / 13:26

                  I muszę zgodzić się z Miłoszem. W naszym języku nie ma tradycji opowiadania historii, stąd i pierwsze powieści rodziły się gdzie indziej. I dlatego narracja Tokarczuk niektórych drażni, a innych odrzuca język Mirona Białoszewskiego. Ma być zrozumiale i najlepiej na czyjeś zamówienie 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 29 kwietnia 2020 / 14:14

                  Myślę, że jeśli chodzi o prozę O.T to może być oceniana również przez pryzmat tego co i jak robi poza pisaniem, a że nie ma tradycji, to się zgodzę. Poza tym, zauważam trend, niepokojący, Ci którzy czytają bardzo często chcą być postrzegani jako elita, że sam akt czytania, czy inaczej kupowania książek, nie ważne jakich mile łechce ego, oczywiście nie wszystkich i nie zawsze, uogólnienia są krzywdzące. Z drugiej strony, to o czym piszesz, oczekiwanie prostej, narracji, czytelnej, i niestety, nie skłaniającej do wysiłku intelektualnego, i tak, nie piszę – z pełną świadomością, do myślenia, tylko umiejętności dekodowania pewnych znaczeń kulturowych, czy podjęcie dialogu o pewnych kwestiach, poruszając się w tych przestrzeniach trzeba mieć trochę wiedzy. To nie znaczy, żeby czytać tylko literaturę, z wyższej półki. To nie jest też tak, że oglądając np obraz dajmy na to „Gabriela Metsu „Kobietę czytającą list” nie można się zachwycić barwą, liniami, światłem, elegancją scen rodzajowych we wnętrzach, ale przyjemność widzę również w czymś innym, smakowaniu, zauważ, że szaty są podbite gronostajem, czyli nie jest biedna, nie tylko dlatego, że jest służąca, i zapewne jest zaręczona (o czym świadczy jej uczesanie: loczek) A obraz, który zazwyczaj jest zasłonięty, namalowany niejako jako rycina, by chronić przed światłem,to częsta praktyka. Poza tym, może to jednak kobieta zamężna, a służąca, jak i pies (symbol wierności) strzeże starego porządku, a może morze to alegoria miłości, burzliwego związku, może poza małżeńskiego. Zwróć uwagę gdzie znajduje się sygnatura malarza, nie w rogu, lecz na kopercie, którą trzyma służąca… Ale odpłynęłam. Miało być nie o tym.

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 29 kwietnia 2020 / 15:45

                  To, że Olga bywa dla kogoś tam solą w oku – nie jest zgrzybiałym staruszkiem, który już tylko myśli o śmierci i wychodzi z gawry, żeby zbierać honory. Co nie znaczy, że ja zgadzam się z jej poglądami, ba, czasem nawet ich nie znam, bo nie za często oglądam czy czytam pozaliterackie wywiady „objaśniające”.

                  Pseudoelitarność czytelnictwa jest w Polsce zauważalna – są osoby, które bardzo sobie cenią ilość przeczytanych przez siebie książek. I niby nie powinnam sarkać, bo kilku profesorów mi mówiło, że dobrze, że w ogóle czytają cokolwiek, ale uśmiechnąć się pod nosem przecież mogę 🙂 Dodatkowo społeczeństwo nie docenia diagnostycznego waloru czytania. Oprócz młodzieży, która czytała, bo rodzice czytają, poznałam kilka osób u których czytanie było objawem patologii w rodzinie, był to sposób na ucieczkę od rzeczywistośći. Wiele osób dorosłych czyta nieomal nerwicowo, żeby za wszelką cenę uciec. Bo przecież, gdy czytamy, to nie ma nas dla świata 🙂

                  Twoje odpłynięcie bardzo do mnie przemówiło 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 30 kwietnia 2020 / 08:14

                  Odpowiadając.
                  Jedna rzecz to wywiady około literackie, druga rzecz to nie czytanie, ale wypowiadanie się.
                  Napiszę coś niepopularnego, ale już trudno, do pseudoelitarności przyczyniły się akcje czytelnicze, na których promowano ilość przeczytanych książek, na vlogach, na blogach często widzę marketingowy aspekt kupowanie, kupowanie, kupowanie, a to, czy, i w jaki sposób się czytało, to już nieważne. Jeśli wiem, a bardzo często to widać, zwłaszcza gdy podejmie się dyskusje o treści książki, że osoba nie czytała jej to ręce opadają, bynajmniej nie na klawiaturę. Książki są produktem bo przecież trzeba je stworzyć, ale opływające marketingiem wyroby… Które zalewają rynek. Nie chodzi, o to, by wrócić do czasów XIX wieku kiedy za książkę, ale jak zdobioną, można było kupić kilka wsi, i na czytanie w salonie zbierali się wszyscy od Gospodarzy po Osoby Sprzątające. Wiesz, kiedyś tak nie myślałam, a teraz jest mi blisko, do tego, że gdy osoba mówi, że dobrze, że coś w ogóle czytają to może być to wyraz lenistwa intelektualnego danej osoby, nie znam nikogo, kto miałby stworzone warunki, i nie chciał czytać, przygotowując się np do zajęć akademickich, jeśli zajęcia poprowadzone byłyby z pasją i zaangażowaniem, a więc może to scedowanie odpowiedzialności? Nie wiem, zastanawiam się głośno. To nie jest tak, że przerzucam środek ciężkości z jednej strony, na drugą (sic!), tylko problem jest złożony. Jeśli na jednym z portali czytelniczych w sposób niepoprawny nadaje się tytuł artykułowi, którego treść stanowi omówienie, a raczej wspomnienie o raporcie Biblioteki Narodowej (badanie czytelnictwa) albo na tym samym portalu publikuje się „artykuł” bez znaków diakrytycznych, na rekomendacje reaguje się bardzo późno, i nawet nie stać ich by napisać dziękuję… Do tego podejście do marketingu jest… Ach, długo by pisać. To, że profesorowie tak mówili to nie znaczy, że mieli racje.
                  Oczywiście, że czytanie jak wszystko może być ucieczką.

                  Mam nadzieję, że przemówiło, w znajomym języku :-).
                  Zapraszam również do siebie :-). Tam jest sporo jazzowych wycieczek, a i takich odpłynięć coraz to więcej… Dobrego dnia.

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 30 kwietnia 2020 / 10:50

                  Mam swoją opinię na ten temat, ale pozostawiam tu światu sporo przestrzeni 😉 Niemniej jednak w moich obserwowanych blogach prawie nie ma blogów recenzujących książki. Sama taki próbowałam wieki temu prowadzić – doszłam jednak do wniosku, że po pierwsze powinnam czytać dużo dobrych książek, a tego nie robiłam, więc mój blog tracił rację bytu już na starcie. Po drugie moje „nierecenzje” uznawałam za zbyt słabe w zestawieniu z wartością książki (bo nie umiałam napisać o „Mistrzu i Małgorzacie”, tak, żeby dorównać dziełu). Może poprzeczka była postawiona zbyt wysoko, ale trudno, świat obywa się bez tego bloga. A propos świata zaś, trend jest odwrotny, ludzie byle jak piszą o byle jakich książkach, i wcale im nie wstyd. I to właśnie tłumaczy dlaczego takich blogów czytam niewiele. Oczywiście mogłabym autorów nauczać jak ja to widzę, ale i bez tego wielu blogerów uważa, że się wynoszę, jestem sztywna, poza tym piszę za długie zdania. (Na marginesie, zmroziła mnie liczba pozytywnych recenzji „Tatuażysty z Auschwitz”, w sensie nie czytałam, aby ktoś zauważył, że to jest napisane jak słaby fanfic z internetu, pisany przez nastolatkę). Faktycznie powodem takiego stanu (nadprogramowej liczby blogów recenzenckich i instagramów książkowych) są akcje czytelnicze łączące ilość przeczytanych książek z IQ. Tymczasem dla mnie jest trudne do zrozumienia, jak to jest możliwe, że ktoś przeczytał 1000 książek i nie widzę przyrostu jego wiedzy na temat świata (literatury, historii, kultury), bo nie mam z nim o czym gadać, poza tym, że przemielimy kilka razy informację jaki to on/a jest wrażliwy/a. Myślałam, że to niemożliwe, ale obecnie, z ilością chłamu, jaki zalewa biblioteki, to norma. Wracając do „dobrze, że czytają cokolwiek” – psują sobie oczy, ale jakoś tam mózg i wyobraźnię pobudzają – czyli „mam swoją opinię na ten temat, ale pozostawiam tu światu sporo przestrzeni” :). Będę broniła lenistwa intelektualnego, bo niestety widzę u siebie tę cechę 😉 To zresztą kolejny powód, dla którego irytuję się, gdy zaczynam czytać bloga recenzenckiego, a to co czytam, jest słabe. Mogłam ten czas poświęcić na niemyślenie, a zaczęłam myśleć, bo sądziłam, że jest o czym ;). Studiowałam kilka kierunków … powiem tak, w najmłodszym pokoleniu większość studentów, przy stworzonych warunkach, nie przygotowuje się do zajęć czytając. Taka moja obserwacja, którą zakończę ten przydługi komentarz (dopiero wstałam). Pozdrawiam. Dobrego tygodnia 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 30 kwietnia 2020 / 11:45

                  Dzień dobry zatem (mam nadzieję). I odpiszę.
                  Widzę (i to nie z racji wady, znaczy, wady wzroku) dużo cech wspólnych. I ja widzę to tak, nie tylko nie ma wielu blogów recenzenckich, szerzej, u nas krytyka (nie mydlić z krytykanctwem) leży i kwiczy (albo i tego nie ma siły robić). Też piszę długie zdania, międlę czcionkę, i lubię jak ktoś się wznosi, co więcej cenię sobie uwagi, czy wymianę zdań.
                  O fantastycznie, że wspomniałaś o „Mistrzu i Małgorzacie” czytałam dwa razy, byłam na dwóch różnych sztukach, i za nic nie pojmuję fenomenu tej powieści, nie potrafię zrozumieć nie tyle treści, co tak wysokiej oceny, może mi wytłumaczysz, albo pokażesz. Wiem, wiem, gombrowiczowsko „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?” Wiem też, że nie wszystkim musi się podobać, tyle, że chciałabym zrozumieć. Z chęcią przeczytam raz jeszcze żeby sobie odświeżyć. Wracając… Ludziom nie wstyd, może dlatego, że książki przestały być nośnikiem idei, erudycja przestaje się liczyć, a wszystko można zmonetyzować, jeszcze w ciągu piętnastu minut, „napiszę o x, y, zet, jeśli wbijecie tysiąc łapek w górę pod tym wpisem”… Tylko skąd to się bierze? Moim zdaniem, acz mogę się mydlić, mylić znaczy się, nie ma prostej odpowiedzi, i jedynej (suchej, słusznej).
                  „Tatuażysta z Auschwitz” taka literatura, której teraz wysyp jest bardzo groźna, i nie tylko psuje rynek, co stwarza stereotypy, jest niebezpieczna. Po prostu. Nie o to chodzi, żeby nie dyskutować o pewnych zjawiskach. Trywializowanie tematu, lub niezgodność z faktami, jeśli się reklamuje, że jest to książka oparta na nich, nawet jakby chwiejnie i słabo. Zauważyłaś może, że kiedyś, nie tak dawno jakieś dzieło było oparte na faktach, a teraz znajdziemy i takie, i „inspirowane faktami” np filmy? Cóż…
                  Mam dwojakie doświadczenie trzy, albo cztery razy brałam udział w czytaniu 52 książek rocznie, i wiem, że tylko raz udało mi się osiągnąć „wymaganą ilość) wcześniej się na tym nie skupiałam, i napiszę, że to dla mnie było pouczające doświadczenie, nigdy więcej. Chociaż tak, dałam się złowić i ja.
                  Nie mogę przeczytać dużo, i jednocześnie jakościowo dobrej literatury. Niestety, nie mam takiej umiejętności, poza tym uważam, że gdzieś pomiędzy dobrze by było sobie pożyć, pobyć, i podoświadczać. Kiedyś się nawet o ten fakt poróżniłam w jednej z dyskusji, gdyż ponieważ, aczkolwiek uważam, że nie da się przeczytać świata, i jest coś takiego jak zycie poza książkowe, to stara dyskusja, stare czasy…
                  Mam wrażenie, acz mogę się mylić, że pisząc o ” lenistwie intelektualnym” możemy mieć na myśli dwie różne perspektywy. I ja nie mam nic przeciwko, poza tym, ów płodozmian, uważam za coś wpisanego w życie literackie (bo o tej gałęzi sztuki rozmawiamy), a co innego jest jeśli ktoś/ ktośia świadomie sięga po tę część literatury, nie widząc, nie wiedząc i przypisując sobie inne przymioty, to nie znaczy, że literatura lekka, łatwa i przyjemna, jest zła, nie,chodzi o np. wywyższanie się, bo się czyta (ambitną literaturę) albo o (i tu chyba, bardziej skłaniam się ku temu poglądowi) niechęć do sięgania po trudne książki (nie dla trudności samej w sobie to zostawmy filozofom, niektórym). To co zauważam, również to spadek wymagań dotyczących książek popularnonaukowych… Powtarzam, nie chodzi mi o to, że nie można przedstawić trudnych zagadnień zrozumiałym językiem, to dowodzi biegłości w temacie, elastyczności, przemyśliwania go, ale o spadek poziomu, makdonaldyzację, niedbałość itd.
                  Uważam, że i tu podzielę się popularną piosenką Golec Orkiestra stworzyła świetny kawałek („Kto się ceni ten się leni) i jako wytchnienie sięganie po coś przyjemnego jest świetne, ale już jako rozleniwienie zwojów jako metoda stałego stosowania mnie nie przekonuje. Oczywiście, możesz mieć inne zdanie, z chęcią je przeczytam :). I moje odczucia co do blogów recenzenckich są takie jak Twoje.
                  I również obserwacja co do najmłodszego pokolenia osób, które podejmują studia, i nie przeczę, że występuje nieprzygotowanie się do zajęć, ale uważam, że to szerszy temat, nie dlatego, by go nie poruszać, jest więcej przyczyn niż lenistwo, czy predestynacja, które oczywiście także występuje.
                  Pozdrawiam, wzajemnie. Mam nadzieję, że na wszystkie wątki odpowiedziałam, nie pominąwszy żadnego. :-).

                  Polubione przez 1 osoba

                • świechna 30 kwietnia 2020 / 12:31

                  Jako leń z przekonania czytanie książek rozwlekam. Poza tym, w oparciu o doświadczenie z książkami, filmami, muzeami czy zwykłą podróżą przez świat, już wiem, że to, co przeczytam lub zobaczę, muszę potem przemielić w swoich zwojach mózgowych. Jeśli zmiana dekoracji następuję zbyt szybko, dopada mnie poczucie chaosu (ostatnio zbyt szybko po sobie obejrzeliśmy trzy filmy Woody’ego Allena i efekt był taki, że musiałam sprawdzać fabułę danego tytułu, bo gdybym miałam tydzień później opowiedzieć o czym to było, historie robiły mix w mojej głowie). Widocznie nie jestem tak bystra, jak myślałam będąc nastolatką. Co ja mówię, czytając Twojego bloga WIEM, że nie jestem tak bystra 🙂 To tyle w temacie bicia rekordów ilości w czymkolwiek. Dla mnie muzeum tygodniowo to za dużo, a choć podróżowanie to idea fanstastyczna, lubię zatrzymywać się na dłużej i robić dużo zdjęć. Z tego samego powodu zaczęłam wieki temu pisać pierwszego bloga, bo myśli znikają i nie ma po nich śladu. Potem ja sama nawet nie wiem, że to a to myślałam. Gdyż, jak już nadmieniłam, nie jestem taka bystra.

                  Wtrącenie o „Mistrzu…”, sądzę, że odbiór tej książki, różnice w odbiorze, bazują na innym podejściu. U mnie jest emocjonalne. Ja czuję wolność związaną z grupą Wolanda, czytam każdy dowcip. Bo choć to książka pisana w stanie permamentnego lęku, jest w niej dużo dowcipu. Historia miłosna, która posłużyła jako tytuł, jest dla mnie mniej istotna. Czytałam „Mistrza…” kilkakrotnie, byłam na adaptacji muzycznej we wrocławskim Capitolu i widziałam reakcję moich kolegów-nauczycieli. Nie łapali dowcipu. Uznali to za nudy. Mnie z kolei, choć jestem ateistką, właśnie wątek paranormalny tej opowieści najbardziej przypadł do gustu. Bo to w niej jest najwięcej wolności jednostki, idei, która nie jest zbyt wysoko ceniona przez nasze społeczeństwo.

                  Myślę też, że większość czytelników nie sięga po lektury łatwe i przyjemne dla płodozmianu (ostatnio czytam „Trzech panów w łódce …”, bo muszę czymś sobie przerywać lekturę „Sagi Puszczy Białowieskiej” Kossak … to drugie czytam po rozdzialiku, czy dwóch, i porzucam na kilka dni/tygodni). Większość czyta literaturę łatwą i przyjemną, bo tylko taką literaturę uznaje. I stąd zdumienie prozą Tokarczuk. Wielu blogerów na fali medialnej sięgnęło po jej książki i nie dawało rady dojść do ich końca. Okazuje się bowiem, że są jeszcze jakieś inne fabuły niż „pani kocha pana i raz im smutno, a raz wesoło”, albo „komuś poderżnięto gardło i w ostatnim rozdziale dowiemy się kto to zrobił i dlaczego”.

                  O książkach popularnonaukowych się nie wypowiem, bo ich ostatnio czytam niewiele. Natomiast część amerykańskich programów popularnonaukowych to często dno i dwa metry mułu (zauważyłam to przy okazji programów teoretycznie przynajmniej dotykających tematyki archeologicznej, a nie daj bogowie, tematyki zazębiającej archeologię z biblistyką). Nie wiem, czy poruszyłam wszystkie wątki, zapewne nie, raczej poruszam się równolegle nie tracąc z oczu tego, co chcesz mi przekazać. Pozdrawiam 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 30 kwietnia 2020 / 13:03

                  No i rzesz w czytaniu mam tak samo jak Ty (można sobie zanucić). Czytam nie pochłaniam, w wyścigach jestem słaba jak trzcina na wietrze, co tam wietrze, podmuch wystarczy, i nie wietrzę tu postępu, a propos stępu. Przestępuję z nogi na nogę. Ledwo. Tak więc czytanie/ oglądanie/ słuchanie na akord, a i z akordu do akordu, zwłaszcza w jazzie, nie wspomniawszy (nie, że wspomina wszy) o filharmonii, dajmy na to taki Cage (4’33 na orkiestrę)… Przecież porównując, czy też delektując się sztuką czy to Giotta,który przeformułował podejście do malarstwa w czasach, w których żył, czy to to co dołożyła kultura hellenistyczna, i co trwa przez wieki, nawet jeśli jest odrzucane, czy zupełnie coś innego, to trzeba mieć jakiś zasób wiedzy, i nie chodzi mi o sub za sub, tylko pewne doświadczenie.
                  Chodzi też o to, że jeśli prezentuje się jakieś przekonanie, to można się zachwycić czymś przeciwnym, albo sięgać po to, inne w sposób świadomy. I tu doskonale wpisuje się Twoja refleksja o „Mistrzu i Małgorzacie”. Gdybyś mnie zapytała, co zostało mi z owej lektury, to ten właśnie posmak humoru i wolności, jednak mam w r a ż e n i e, że to jak z lizaniem lodów, niby przyjemnie, niby pozostaje przez chwilę zimny smak na języku, ale przemija i nie docieram do istoty, ale czy ona jest? Czy warto ją widzieć, bo to dzieło, które zachwyca? A może, nie piszę, że tak jest w Twoim przypadku, ale taka refleksja do mnie przyszła, że to wyraz sentymentu? Może to powinność, może rodzaj postrzegania barw? Nie wiem, wiem, że sięgnę jeszcze po tę lekturę. Może przeczytam coś nowego, a może tylko sobie przypomnę, co też będzie miłe.Ad vocem filmów, znów patrzę w taki sam sposób, jak Ty, dlatego już ich nie oglądam. Pozdrawiam również.

                  Polubienie

                • świechna 30 kwietnia 2020 / 11:28

                  PS. Pozwolę sobie zauważyć, a nie jest to komplement, którym szafuję, że Twój blog ryje banię 🙂

                  Polubione przez 1 osoba

                • 5000lib 30 kwietnia 2020 / 11:46

                  Ależ dziękuję bardzo! 🙂
                  No popatrz, i mamy podobne poczucie humoru (nie chodzi mi o średniowieczne ujęcie płynów ustrojowych)… 😀

                  Polubione przez 1 osoba

  11. roksanna 23 kwietnia 2020 / 11:31

    Ileż to już ciekawych spotkań, rozmów za nami, również na blogach, wciąż w pamięci, wciąż silnych, mających swą moc sprawczą w naszym myśleniu bądź czynach. Ile przed nami?

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 27 kwietnia 2020 / 09:48

      Miejmy nadzieję, że przed nami jest ich morze niezmierzone 🙂 Tak jest lepiej.

      Polubione przez 1 osoba

    • świechna 27 kwietnia 2020 / 09:49

      Zwykłość jest umowna. Kto z nas będąc trzeźwym siedział w nocy na wycieraczce w hotelu z innymi trzeźwymi ludźmi i rozmawiał o teatrze i życiu? A raz na jakiś czas należy 😉

      Polubione przez 1 osoba

        • świechna 27 kwietnia 2020 / 10:48

          I fajnie, gdy wówczas ma z kim, zamiast w informacji zwrotnej słyszeć „nie wypada” 🙂

          Polubienie

  12. Anna 29 kwietnia 2020 / 20:25

    Dlaczego muzułmanie mieliby nienawidzić białych, wydaje mi się, że jest wręcz odwrotnie.
    Dawno temu byłam we Wrocławiu w Teatrze 13 rzędów Grotowskiego na sztuce „Książę niezłomny”. Dziwny spektakl.i długo można by na jego temat dyskutować.

    Polubione przez 1 osoba

    • świechna 29 kwietnia 2020 / 21:55

      W tym cytacie jest implikacja, że muzułmanie to jakiś gatunek ludzi w innym odcieniu. Akurat, a propos pracy, którą tutaj wspominam – w projekcie brał udział młody chłopak, muzułmanin, który codziennie rano przed śniadaniem się modlił. Był bielusieńki 😀 Nie odczułam jednak potrzeby tłumaczenia tego tej osobie. Po prostu się rozłączyłam.

      Miałaś dużo szczęścia, Grotowskiego znam tylko z dyskusji 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s