Odrobina Kerry.

Człowiek pełen jest przeciwieństw. Jeszcze wczoraj dreptałam po Pradze, częściowo zachwycona, a momentami klnąc na czym świat stoi. Kocham ciepło ale moje stopy gorąca nie znoszą - po długim chodzeniu umieszczone w ciasnym, nie dającym szansy na zmianę pozycji pojeździe zaczynają żyć własnym życiem, kopiąc i odgrażając się, że pierdolą, nigdzie już ze mną więcej… Czytaj dalej Odrobina Kerry.

Reklamy

Irlandzka starość jest jakaś inna.

Pamiętam starszą panią z naszej letniej wycieczki na klify przy Grobli Olbrzyma. Nie strwożyła ją para obściskujących się nienastolatków na wąskiej drodze. "Lovely rest", uśmiecha się do nas (Kraciasty mówi, że to nie mogło być na Grobli, ale starszą panią pamiętamy oboje, czyli to wydarzyło się naprawdę. Gdzieś). Sierpień, impreza u Eugene'a i jego partnera w… Czytaj dalej Irlandzka starość jest jakaś inna.

Memoriał po raz XXVII.

Żałuję, że nie mogłam tam być w ten weekend. To lokalny bieg upamiętniający osobę bardzo z osobistych powodów dla mnie ważną. Impreza robi wiele dobrego dla miasteczka, niewielkiej miejscowości z ludnością nie przekraczającą dwóch tysięcy - łatwo zapaść w marazm spędzania czasu przed gadającym pudłem, a we Wleniu biegających na co dzień naprawdę widać. ...… Czytaj dalej Memoriał po raz XXVII.

Dublińskie klimaty.

Sobota była ciepła; jeszcze można było dostać wilka siedząc w Stephen's Green na trawie, ale przez słoneczne ulice przelewały się kolorowe tłumy w mniejszym lub większym negliżu. Spacerowaliśmy nie gonieni żadną większą koniecznością, trochę nonszalanccy, a ja w trochę za krótkiej kiecce. Dublińskie centrum z pewnością warto przejść na własnych nogach, nawet jeśli obok pubów… Czytaj dalej Dublińskie klimaty.

Patrzę w niebo, więc nie czytam książek o wyciszeniu.

Kilkakrotnie zabierałam się do pisania o naszym pobycie w Polsce, ale za każdym razem zarzucałam temat. Czas bardzo udany, spokojny, wypełniony spacerami, przejazdem do i z Wlenia, ale tekst o tym zwyczajnie nie chce się przelać na monitor (i tylko na zdjęciu pokażę Ci nasze nogi z Bobrem pod butami). W międzyczasie dopadła mnie niedorobiona… Czytaj dalej Patrzę w niebo, więc nie czytam książek o wyciszeniu.

Domownik. Demitologizacja życia.

W kinie byłam, ale teraz to naprawdę. Stoi przed nim nawet mała maszyna do popcornu. Byliśmy i w kinie i na filmie, ja z Kraciastym. Dokładnie było nas dwoje na widowni, my oraz nasze herbatki. I tutaj wtrącę smutek, że we wleńskim kinie, naprawdę uroczym, nastawionym na widza (seans jest grany nawet dla jednego) bywa tak… Czytaj dalej Domownik. Demitologizacja życia.

Nie-święta i kotko-baranek.

Chciałam przedświąteczne niemycie okien zakończyć ciężkim tematem aborcji, ale uzmysłowiłam sobie, że to pierwszy raz, gdy spędzę wielkanocne śniadanie inaczej i uznałam to za warte odnotowania. Dzisiaj idziemy na późny obiad do znajomych, potem pakujemy się i jutro wieczorem lecimy w dół i na prawo. Z powodu braku śniadania z jajkiem na twardo nie odczuwam… Czytaj dalej Nie-święta i kotko-baranek.

Moher.

Nie, nie będzie to wpis o paniach w beretach. Klify Aillte an Mhothair  przypominają warstwy biszkoptu. Wczoraj kręciłam się tam bezpiecznie w sąsiedztwie centrum dla zwiedzaczy, zrobiłam kilka zdjęć i wiem, że za jakiś czas wrócę, aby przejść cały szlak najlepszą techniką górsko-klifową czyli za-rączkę. Poszłam trochę na prawo, potem na lewo. Pośrodku wzmocniłam się… Czytaj dalej Moher.

Aa! Aa! Aa!

Zachciało mi się. Ptaszek śpiewa, dziewczę kwili, społeczeństwo przygotowuje się do zmartwychwstania myjąc okna, a mnie z moim miłym przypiliło wczoraj obejrzeć dwa dokumenty. Epos o wsi Zagórki, "Arizonę" Ewy Borzęckiej i "Czekając na sobotę" Morawskich o kulturowej roli dyskotek. I tak Słońce wyszło, a mnie dalej chodzą po głowie obrazy beznadziei, nudy, specyficznego stanu umysłu… Czytaj dalej Aa! Aa! Aa!

Wierzysz w Księżyc?

Lubomski przydarzył mi się w zeszłym roku, w maju. Jego "Ambiwalencja" była pierwszym prezentem. Zagrała mi dzisiaj ponownie. Chodź, coś Ci opowiem. Ostatnio często sprawdzam tablice pływów. Wiem już, że przypływ jest dwa razy w ciągu doby i dzieje się tak za sprawą zmiennej grawitacji Słońca i Księżyca. Największe pływy są w zatokach otwartych mórz… Czytaj dalej Wierzysz w Księżyc?

Coś dobrego. Wleń.

Trudno jest ogarnąć pęd życia. Różnych miejsc nie znamy, potem stają się one nagle częścią naszej własnej legendy. We Wleniu, Lähn, są ludzie, którzy tworzą wiele dobrego, motywowani okolicznościami otaczającej go przyrody, wzruszeniem, wspomnieniami. Kręcą się tutaj filmy amatorskie, piszą się wiersze, powstają książki. Jeśli w nim mieszkasz i to o czym mówię jest dla… Czytaj dalej Coś dobrego. Wleń.

O rozlewaniu kawy.

Ktoś tam gdzieś pochrapuje, na gazie owsianka pyrka, przede mną od metra wykładu do wysłuchania i gramatyka do obrobienia. W taki oto sposób nie uczestniczę w niedzieli tylko dla rodziny. Kilka dni temu był Dzień Kobiet, czas tak dobrze spędzony, że naprawdę nie chciało mi się zasiąść do pisania. Skoro dzisiaj za to dzień pracujący,… Czytaj dalej O rozlewaniu kawy.

Atrakcje zagłady.

W brzydkich okolicznościach przyrody również można wzrosnąć duchowo. Poniżej jedno z kilku zdjęć, które udało mi się zrobić na spacerze w niedzielne przedpołudnie, gdy zagłada dobiegała już końca. Na drodze błąkały się tylko farfocle po wydarzeniu, więc spokojnie mogliśmy pojechać nadbrzeżną drogą na północ od Clogher. Jak widać, mój geniusz fotograficzny przegrał z bryzą. Ale… Czytaj dalej Atrakcje zagłady.

Freilichen Purim.

Irlandia stanęła, zapadało nas śniegiem, podwiało wiatrem od morza; jedząc owsiankę czytam o sztormie Emma i widzę go przez okno. Wiatr tarmosi drzewko, które przedwczoraj przycięli panowie od przycinania. Chciałam dzisiaj podrzucić kilka filmów o Żydach, ale może innym razem, bo filmy głównie smutne, a Purim wesołe. Święto wszystkich, którzy przeżyli i żyją dalej, więc… Czytaj dalej Freilichen Purim.

Dwa filmy o silnych kobietach.

Byłam w kinie domowym i obejrzałam w niewielkim odstępie czasu (wtorek/sobota) dwa filmy pod pewnymi względami podobne. Po pierwsze głównymi bohaterkami są kobiety w wieku mocno średnim i wyglądające na wiek mocno średni. Nie są jedynie matkami głównego bohatera i nie starają się wyglądać młodziej. Zadają widzowi muchomora pokazując się w momencie, gdy, według prawideł… Czytaj dalej Dwa filmy o silnych kobietach.

Poczytaj coś o cipce.

Wylała się miłość. Wysokie Obcasy, które wspierają dobre feministyczne pomysły (np. filmiki #sexedpl), opublikowały ostatnio okładkę z hasłem "aborcja jest ok". Skrzywiłam się. Ja, która uważa, że każdy sam powinien decydować o swoim ciele. Bo co chcesz mi powiedzieć WO? "Usunięcie wyrostka jest ok"? Po co w ogóle o tym mówić w ten sposób? Jest… Czytaj dalej Poczytaj coś o cipce.

Miłość Miłość.

Bo jesteś moim kaszmirowym sweterkiem, spacerem po wleńskich pagórkach, mocną kawą, chrzęstem muszelek pod stopami na plaży, półeczką na delfinki. Niektórzy czują się zobligowani do przypomnienia, że nie dla nich dzisiaj to skomercjalizowane święto i fe, inni, ponieważ zbiega się ono z Popielcem, ruszają z hasłem z rodzaju nie obchodzę Halloween. Z kolei ja obchodzę głównie… Czytaj dalej Miłość Miłość.

Clogherhead.

Podziel się chociaż jednym zdjęciem, pisze mi Celt. Będzie więcej. Zalazło mi to piękno za serce i nie da się go niczym wydłubać. Zresztą po co dłubać, tyle jest miejsc, i w Éire, i na Dolnym Śląsku, i w innych jeszcze zakątkach, które chcę wam pokazać. Gdy się już gdzieś było, dzięki zdjęciom można tam… Czytaj dalej Clogherhead.