Archiwa tagu: krótki metraż

Etiudy szkolne na Dzień Dziecka.

Mama wczoraj o poranku wysłała nam życzenia. Podstarzałe te jej dzieci, a ona pozostaje młoda i zawsze o mnie (teraz już o nas) pamięta. Przy tej okazji zauważyłam, że Międzynarodowy Dzień Dziecka zredukował się w Polsce do narodowego. Głupota ludzka ma swoje granice jak wszystko, są one jednak słabo znane nauce. Z okazji święta mam dla Ciebie kilka krótkometrażówek … oprócz tego, że buszuję w Ninatece, znalazłam w sieci legalne źródło Wydziału Radia i Telewizji UŚ i teraz dobrobyt mam taki, że nie wiem, kiedy to wszystko obrobię.

„Idziemy na wojnę” Krzysztofa Kasiora, 2011:

Etiuda z Schuchardem, o tym jak to wspaniale jest pojechać i zabić paru ludzi. A jak Ciebie zabiją? A dlaczego? Zamiast mówić o realiach wojny, Kancelaria Premiera organizuje dzieciom możliwość przymierzenia kamizelek i hełmów. Sposobienie się na czasy, gdy będzie potrzebna dostawa świeżych, polskich flaczków, jest mi szczerze obmierzłe.

(Schuchardt dobrym aktorem jest, mam nadzieję, że po „Bodo” dostanie jeszcze szansę na główną rolę, wybierałam się na jego „Tramwaj zwany pożądaniem” w Ateneum i wybrać się nie mogłam. Dają to jeszcze?).

Idziemy na wojnę

„Kiedy ranne wstają zorze”, etiuda Mateusza Głowackiego, 2012. O więziach jakie łączyły kolektyw z którego słusznie wykiełkowała kultura gryla narodowego. Lata 60-te, a jednak nihil novi sub sole i pewnie niejednemu łezka się w oku kręci jak było wówczas ładnie na świeżym powietrzu i jak ludzie ze sobą rozmawiali:

„Wyspa” Krzysztofa Zygalskiego, 1984. Bińczycki, dźwięki przyrody i więź niemalże zadzierzgnięta:

Lubię krótki metraż tak samo, jak jestem wdzięczna za wyraźne rozdziały w literaturze faktu.

Kraciasty właśnie wszedł w szlafroku i oświadczył, że dzieło stworzenia jest najważniejsze 😀 No to narta. Dzisiaj też jestem dzieckiem. Dobrej niedzieli 🙂

Jedno zdjęcie. Albo nie. Pałac Lenno.

Pod koniec nowego tygodnia wskakujemy w samolot i lecimy na wschód. Ja spędzę w Polsce tydzień, Kraciasty trochę dłużej … wrócę do naszego dwukolorowego dziecka, które z taką ufnością przygarnęło imigrantów 🙂 W domu będziemy obchodzili urodziny babci, raczej więc zostaniemy na północny-wschód od Wrocławia. Na południowym-zachodzie natomiast …

Trawniczek przed pałacem Lenno, 25 sierpnia 2017.

collage 2017 lenno

Znajdź Śnieżkę 😉 W powietrzu pachnie wiosną (w końcu w Irlandii wiosna zaczyna się 1 lutego!), a ja w archiwum odnalazłam stary wpis, który zaczęłam tworzyć po zeszłorocznych świętach Wielkiejnocy i który tu nigdy nie „poszedł”. A chcę napisać o miejscu do którego wówczas, rok temu, i przy wielu innych okazjach podeszliśmy. Podeszliśmy, ponieważ miejsce to jest na wzgórzu. Skoro już na początku nie trzymam się zasady jednego zdjęcia, nie będe się dalej powstrzymywała 😀

Myślę, że powyżej jest to moja druga wizyta we Wleniu. Potem trochę przestałam liczyć, więc rok temu wiosną … to nie wiem. Ale pamiętam styl podróży … środa, 4 kwietnia, z Trzebnicy do Wrocławia, z Wrocławia do Jeleniej Góry … bez szelek Kraciastego i jego bakłażanowych spodni ani rusz. Grzaliśmy się w wiosennym słońcu, już w Jeleniej obiad, odpoczynek, robienie zdjęć metalowemu jeleniowi i wróbelkowi pod jego brzuchem. Kolejny przesiadka i Wleń. Po długiej podróży podeszliśmy ulicą Górską do pierwszego cmentarza. Z drogi do niego widać miasto zawieszone w wieczornym smogu:

View this post on Instagram

#krajobrazwieczorny

A post shared by świechna 🌙 (@swiechna) on

A na cmentarzu, dawniej ewangelickim, dwie z czterech zabytkowych kaplic grobowych stoją zdemolowane. Przy takiej okazji myślę o akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. Kogo Ci pradziadowie wychowali i czy w związku z tym sami zasługują na pamięć?

collage 2017 wleń cmentarz

Ludzie łasili się na wyimaginowane skarby i grabili m.in. takie miejsca, choć tego, co otrzymali i co czasami wielokrotnie przekraczało wartość ich poprzedniego dobytku, nie potrafili utrzymać w godnym stanie. Smutne to i gorzkim jest komentarzem do obecnego wyglądu wielu przepięknych domów we Wleniu, podobnie opisanych w rejestrze zabytków: Dom, drewn. ob. ruina. poł. XIX. Był wieczór, nie starczyło czasu, żeby podejść wyżej. Pomachaliśmy tylko baszcie zamku, którą było widać z miasta przez ogołocone z liści drzewa.

W niedzielę zaś dość pochmurno i deszczowo.

View this post on Instagram

#szowerek #glanymroku #kwiatkimroku

A post shared by świechna 🌙 (@swiechna) on

Piesza droga z Wlenia, którą zazwyczaj wybieramy, jest bardzo urokliwa, wygodna, spokojna, z mnóstwem miejsca do obściskiwania się (poniżej w odsłonie jesiennej):

View this post on Instagram

w drodze do kominka i kawy. #mójwleń

A post shared by świechna 🌙 (@swiechna) on

Pałac w Łupkach, do którego zmierzaliśmy, zawdzięcza swoje ocalenie Lukowi Vanhauwaertowi. O jego przygodzie wleńskiej możesz poczytać w reportażu „Normalny gość z pałacu Lenno” Kamili Sammler. Obiekt wybudowany na podzamczu w XVII wieku mozolnie odzyskuje życie – kiedyś był szpitalem kolejnowym, następnie częścią PGR-u, obecnie w weekendy można się tam wybrać do  kawiarni na legendarny sernik. Pięknie się czyta o takich zmianach na lepsze, z pewnością życzyłabym takiego losu wielu innym dolnośląskim budynkom, które nieuchronnie obracają się w ruinę.

lenno 1

Idąc wyżej  dojdziesz do XII-wiecznego zamku. Tym razem z podwórka pałacowego nie było widać panoramy Karkonoszy, ale one zawsze tam są, te nasze piękne góry. Już wiesz, że w pogodne dni można wypić kawę na zewnątrz, na zielonej trawce, rozkoszując się tym widokiem.

Jakiś czas temu odnalazłam w sieci Polską Kronikę Filmową 31/49, w której można zobaczyć pałac Lenno w czasach stalinizmu. Filmik obejrzysz TUTAJ. Kraciasty od razu zauważył, że pan Łapicki czyta z kartki nie mając pojęcia, co czyta. Studenci oczywiście nie mogli przebywać na wczasach w piastowskim zamku z XI (?) wieku, ponieważ zamek nie nadaje się do zamieszkania. Pałac Lenno został ufundowany przez Adama von Külhausa i faktycznie do jego budowy wykorzystano części z zamku, który wysadzono w czasie wojny 30-letniej. Kolejnymi właścicielami pałacu od XVIII wieku była rodzina von Grunfeld und Guttenstädten, a następnie od XIX wieku von Haugwitz. Niezbyt piastowskie nazwiska, musisz przyznać 🙂 W „Zimnej wojnie” jest taka scena przed pałacem obszarnika w której pan Szyc mówi kilka słów do młodzieży … jest to, jak mi się zdaje, dokładnie ten sam rok, co w kronice. Rok 1949.

Leszy. Zamek Trim.

Jestem w trakcie oglądania pierwszych czterech „Narodzin gwiazdy” i lekko nie jest, bo ile można przetwarzać tę samą historię? O tym jeszcze napiszę, gdy dooglądam Barbrę, ale teraz chciałam Ci pokazać coś zupełnie innego.  Dzisiaj post dwa w jednym, z dwóch różnych stron Europy.

Rano obejrzałam krótkometrażowy film Pavla Soukupa, „Władca lasu”:

Uważam, że mitologia słowiańska jest spójniejsza i logiczniejsza od mitologii chrześcijańskiej, a już z pewnością od jej kościelnej wykładni. Film przypomina Leszego, mitycznego strażnika leśnego ładu. Miłego oglądania 😉

Pozostając na chwilę w temacie mitologii Słowian, Bosz jakiś czas temu wydało dwie książki „Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach” oraz „Bestiariusz słowiański. Część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach”. Obydwie polecam dla grafiki, tekst raczej prosty i nie zgłębia tematu. Są to rzeczy dla osób, które o rodzimej mitologii wiedzą niewiele i nie mają się kogo zapytać 🙂

* * *

A to już zamek Trim, Caisleán Bhaile Atha Troim:

Zamek Trim (4)

Największy zamek normandzki na terenie Irlandii znajduje się w sąsiadującym z nami hrabstwie Meath. Został zbudowany w XII wieku przez Hugh de Lacy i jego syna Waltera 

W tygodniu nie można zwiedzać wieży, więc wybraliśmy się na tour de castle. Poniżej Kraciasty wszedł do dziury i zrobił z niej interesujące ujęcie zamku. Jego dziewczyna w żółtej smerfetce (czyli moi) stoi w zadumie:

Zamek Trim (6)

W filmie „Braveheart – Waleczne serce” Mela Gibsona zamek Trim zagrał ufortyfikowane, angielskie miasto York. Faktycznie York nic o tym nie wie, aby było zdobywane przez Wallace’a – bitwa została wymyślona na potrzeby filmu, bo główny bohater nigdy nie dotarł tak daleko na południe – ale Trim udawało York bardzo godnie.

Zamek Trim (5)

Zamek obeszliśmy naokoło obfocając go obficie z każdej strony, a to aparatem, a to telefonem. Imponująca ruina …

Zamek Trim (1)
Zamek Trim (2)

Ptaki bardzo doceniają takie podziurawione budowle – w przypadku zamku Trim są to wszechobecne tutaj kawki, które Kraciasty podglądał na zoomie:

Zamek Trim (7)

Po obejściu zamku przeszliśmy przez mostek na rzece Boyne, żeby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Rzeka była dzisiaj wyjątkowo gniewna, zresztą w drodze powrotnej zauważyliśmy sporo podtopień.

zamek trim

Powyżej na filmiku widać najstarszy irlandzki most, który bez gruntownej przebudowy pełni do dzisiaj swoją funkcję. W XVIII i XIX wieku przeszedł wprawdzie kosmetyczne naprawy, ale jego niezmieniona konstrukcja pochodzi z lat 1330-50. Poniżej widok na Trim z poziomu rzeki:

Jak więc widać, po zejściu z pagórka, wybraliśmy spacer ścieżką tuż przy rzece, aż do mostu, którym biegnie droga 154. Zakręciliśmy, żeby dojść do zamku jeszcze raz od tej samej strony od której nadjechaliśmy samochodem. Zmieniła się pogoda, słońce oświetliło mury.

Zamek Trim (3)

Chętnie wrócę tutaj, gdy będziemy mogli spojrzeć na miasto z wieży. Chłód, który nadal trochę czuję, chociaż grzeję się pod kołdrą pisząc te słowa, leczyliśmy herbatką w lokalnym barze niejakiej Rachel. Gorąca herbata w chłodne dni jest jak ambrozja 🙂 A teraz ziewam, i Kraciasty ziewa, nosy mamy zimne, ale czekamy ze zgaszeniem światła na Ryszarda, który udał się w ciemność i do tej pory nie wrócił. Mam nadzieję, że podobał Ci się film o Leszym … o tekst nie pytam, pisałam go poziewując straszliwie, z umysłem zasnutym nadmorską mgłą i przerywając sobie dyskusją z Kraciastym o ludziach i stanach psychicznych. Dobranoc pchły na noc. Karaluchy pod poduchy, a szczypawki do zabawki. Nietoperze za kołnierze, a biedronki do skarbonki. Ślimaki w kozaki. Krety do skarpety. Mrówki do kryjówki. Szczury do rury. Dobranoc. Kolorowych snów. Rano zobaczymy się znów. Tak to właśnie szło …