W piątek.

Dublin 27 lipca (1)

Dublin 27 lipca (2)

Dublin 27 lipca (3)

Piątek był świetnym wstępem do spokojnego weekendu, zaczął się od mojego job interview, potem był długi spacer … w centrum miasta przywitała nas tęczowa flaga – Dublin przygotowywał się do sobotniej parady osób transseksualnych (następnego dnia widzieliśmy sąsiadkę pakującą się do samochodu z tęczową parasolką, może ktoś reprezentował tam naszą ulicę). Na Millenium Bridge jakaś uśmiechnięta pani wyprzedzając nas powiedziała mi, że mam fajne buty. Most Tysiąclecia to kładka dla pieszych na rzece Liffey, an Liffe (to prawdopodobnie tę rzekę miał na myśli Ptolemeusz pisząc w swojej „Geografii” o rzece Οβοκα. Kilka lat temu z innego mostu bezdomny człowiek skoczył do Liffey ratując swojego króliczka o imieniu Barney).

Spacer był głównie w poszukiwaniu glanków dla Świechny, ale po kontemplacji mew i kaczek u Zielonego Stefana zaszliśmy też do Tower Records na Dawson St. To sklep muzyczny, niegdysiejszy amerykański gigant wykończony sieciowym piractwem. W Dublinie ludzie nadal tu przychodzą, przeglądają płyty, zazwyczaj kupują po kilka, chociaż nic się od czasu bankructwa TR nie zmieniło i wszystko można ściągnąć z sieci. Szukaliśmy Davida Bowie z lat 70-tych – od wyjazdu do Kerry robiąc z rana pierwszą herbatę nucę „Space oddity”, „Life on Mars?” albo „Ziggy Stardust”. Mocarne kawałki. Ma znaczenie, co leci w samochodowym odtwarzaczu 🙂  Bowie za dużo nagrał, nie mogliśmy się zdecydować i wyszliśmy z pięciopakiem albumów Billy Joela.

Zwieńczeniem spaceru była kawa na skrzyżowaniu Nassau i Dawson – nie jest to najlepsza Costa na świecie, ale my w niej byliśmy, więc ma szczęście. Czuję się wyróżniona przez życie mogąc tak właśnie spędzać czas. Dyskutowaliśmy o mnóstwie rzeczy, gdzieś bokiem przeszedł nawet Gajcy ze św. kucharzem od Hipciego; jestem pewna, że Gajcy miał jakieś sensowne powiązanie z innym tematem, nawet jeśli teraz wyblakło mi to w pamięci.

To tyle w poobiednio spisywanej relacji. Mam niesamowity odpływ energii. Gdybyś kiedyś zawędrował w te okolice, Czytelniku, daj mi znać.

° ° ° ° ° °

… wczoraj pogoda wróciła do stanu irlandzkiej równowagi po fali bezdeszczowych upałów i ta piosenka idealnie wpasowała się w poranny nastrój za oknem:

Mam gulę w gardle, gdy jej słucham. „Where are we now”. Są dni, gdy taki kawałek się przydaje. Wczoraj nad ranem zmarła Kora Jackowska, dzisiaj Tomasz Stańko. Kraciasty tę ostatnią wiadomość skomentował zwięźle „o kurwa!”. Szczery hołd.

Reklamy

Wierzysz w Księżyc?

Lubomski przydarzył mi się w zeszłym roku, w maju. Jego „Ambiwalencja” była pierwszym prezentem. Zagrała mi dzisiaj ponownie. Chodź, coś Ci opowiem.

Ostatnio często sprawdzam tablice pływów. Wiem już, że przypływ jest dwa razy w ciągu doby i dzieje się tak za sprawą zmiennej grawitacji Słońca i Księżyca. Największe pływy są w zatokach otwartych mórz – np. na Zatoce Fundy koło Nowej Szkocji, szesnaście metrów. Nowa Szkocja to jest takie miejsce do którego pojadę, gdy już tu ogarnę i po tym, jak zobaczę starą Szkocję, która zresztą też ma ładne pływy. Pływy nie są cały czas takie same, więc tablice pokazują nie tylko kiedy pojawi się przypływ, ale z jaką mocą. Jeśli Słońce, Ziemia i Księżyc są w linii prostej, a jest tak w nowiu i przy pełni, pływy są syzygijne, czyli maksymalne. Jeśli te trzy obiekty niebieskie tworzą ze sobą kąt prosty, pływy są kwadraturowe, czyli słabe. Przypływ występuje dwa razy w ciągu doby, pływy maksymalne i minimalne są po dwa razy w miesiącu. Matematycznie piękne, prawda? Ale nie dla matematyki są tablice, ale dla statków, które gromadzą się przed ujściem rzeki Boyne, An Bhóinn. Zdarza się, że podczas odpływu widzę je na horyzoncie, jak  mówią do siebie ściszonymi głosami i z nudów grzebią kotwicami w mule czekając na przypływ, który da im wejść do portu w Droghedzie, Droichead Átha. Rzeka, która zaczyna być moją rzeką, była znana już Ptolemeuszowi – wg irlandzkiej mitologii, została stworzona przez boginię Boann, bó fhionn. Białą Krowę 🙂 . Krowę, widzisz? I to w niej pływał sobie Łosoś Mądrości, bradán feasa, który jedząc żołędzie spadające z drzewa wiedzy, posiadł całą mądrość świata. Kawałek skóry tego łososia przykleił się do kciuka oprawiającego go Fionna mac Cumhaila, legendarnego wojownika, który potem ssąc kciuk przywoływał moc łososia.

wierzysz w księżyc

Urodziłam się dzień przed nowiem. To musiał być wąziutki sierpik. Sprawdziłam, bo w słowiańskiej mitologii urodzeni podczas nowiu mają się podobno cieszyć szczególnym zdrowiem i siłą. Czy wigilia nowiu się liczy? Yhhh … musi mi wystarczyć, że jestem śliczna, inteligentna i mam szczęście w miłości (wybierz sobie, co wężykiem). W biodrze będzie mnie jednak nadal strzykać – trudno, słyszałeś, Kraciasty? Ale to nawet dobrze się składa, w takiej sytuacji martensy mają więcej sensu niż szpilki. Wracając zaś do Księżyca, w mitologii chrześcijańskiej Księżyc występuje pod nogami Maryi, jako tej, która zwycięża nad zmiennością tego świata. Zmiana jest tu złem, inaczej niż w nauce, gdzie zmiana jest po prostu potwierdzeniem życia. Błogosławieni Ci, którzy mogą się pomarszczyć i osiwieć, bo nadal żyją, żeby opowiedzieć swoją historię. Mogą ssać kciuki lub inne części ciała, wyjmować ości z łososia podczas sobotniego obiadu, nosić dwie różne skarpetki, grać w hurling albo patrzeć jak pracowite statki każdego dnia czekają na wpłynięcie do rzeki stworzonej przez Białą Krowę. Tak jak i w czasie majowego tygodnia roku 1847, gdy trzy statki, dwa z ottomańskich Tesalonik i jeden z pruskiego Szczecina po grzebaniu kotwicami w mule wpłynęły w to wąskie gardło. Na ładunek, zboże i nowość – kukurydzę, pewnie już nerwowo czekali kupcy z hrabstw Louth i Meath, w końcu był to czas Wielkiego Głodu, An Gorta Mór.  Nie było wówczas jeszcze wiaduktu kolejowego, Tarbhealach na Bóinne, który, ukończony 8 lat później, dopełnia od tamtej pory wygląd Droghedy od strony morza. Dzięki temu w mojej historii mogę powiedzieć „pojedźmy brzegiem rzeki, żebym mogła sfotografować Słońce, które zachodzi za przęsło wiaduktu na rzece Białej Krowy”.

A tak w ogóle, to miałam Ci opowiedzieć o moim pierwszym św. Patryku na Wyspie. Opowiadam Ci więc, że pogoda w weekend była okropna, skauci szli w ulicznej paradzie bardzo zziębnięci. Dzielne dzieciaki, sine z zimna, niektóre maluchy prawie płakały, buźki miały wygięte w podkówki. Było kilka klubów młodzieżowych i szkół, pamiętam jak dziewczynka wykrzykiwała „Who are we?”, a koledzy jej odpowiadali. Prawdziwy wyczyn w tym wschodnim wietrze; staliśmy wtedy przy dokach, na samym końcu długiego marszu. Pomimo zimna duch święta unosił się w powietrzu, a maszerujący z laską i sroga miną pan nauczyciel pogroził nam, bo też pewnie uciekliśmy z lekcji. W paradzie jechał nasz sąsiad w swoim zabytkowym lincolnie, pomachaliśmy mu, poznał nas i odmachał nam radośnie. Potem byliśmy na kawie i zostawiłam w kawiarni torebkę. Taki był mój pierwszy św. Patryk. Cieszę, że tu jestem.

W zasadzie nie wiem już jaki był zamysł tego wpisu, poza tym, że chciałam przywołać różne obrazy, np. teraz obraz rzeki Białej Krowy zamienił mi się w zakole rzeki Bóbr. Gdy staniesz w ciemności na moście, słychać jak Bóbr szumi w dole prawie groźnie. Z mostu po którym idziesz na ogródki działkowe widać na dnie rzeki kwitnące, rzeczne chwasty. Tam taki Pan wołał „To jest ta twoja dziewczyna? Może wejdziecie na kawę?”. A wiesz, że była Bitwa nad Bobrem? W 1813. I Battle of the Boyne? W 1690.

Musisz jeszcze wiedzieć, że dla Szczecina, Stettin, tablice pływów nie mają żadnego znaczenia. Na Bałtyku pływy są w zasadzie niewidoczne. W ten sposób nikogo nie interesuje, czy Księżyc jest w linii prostej czy w kącie prostym. Zapewne, gdy ktoś długo mieszka w Nowej Szkocji, musi mu się to wydawać dość oryginalne podejście.

Na „Ambiwalencji” większość tekstów napisał Sławomir Wolski. Od pierwszego odsłuchu lubowałam się w „Już nie płynę”. Od dzisiaj gra mi również ta poniżej,  piękna piosenka, która poza Księżycem, kojarzy mi się z pulsowaniem morza. Nie narzekajmy, że piękne polskie teksty i melodie się skończyły. Płaćmy godnie ludziom za nagrywanie takich płyt, wychodźmy z domu na koncerty.

Na korzeni grubym sznurze,
w rękach ziemi niczym drzewo,
wbrew logice i naturze
uporczywie patrzę w niebo.

Zasypiasz już od tego mojego gadania?
Dobrej nocy.