Archiwa tagu: przyszłość

Koncert Dezertera i nasze wybory.

Kilka dni temu, w trakcie rozglądania się za jakimś polonijnym wyjściem „na miasto” (liczyliśmy na polski film w kinach) Kraciasty przypomniał sobie, że w sobotę gra Dezerter. Ostatnio był na jego koncercie jeszcze na starym Jarocinie, w towarzystwie nieżyjącego już kuzyna. Dezerter jest raz, kino poczeka – sobota została zaplanowana co do godziny. Pobudka, karmienie kota, karmienie nas, wyjazd do Północnej na kurs od dziewiątej do czwartej, powrót do domu, karmienie kota, karmienie nas, wyjazd do Dublina. Ponieważ od kilku dni nie dosypiam, w drodze do stolicy padałam z nóg. A mimo wszystko to był dobry wyjazd. Czarowne chmury nad nami i zmienna aura w trakcie podróży, miasto nocą, takie inne, pijane, chwiejne, przetkane ludzką biedą. Lubię spacery w nocy, oglądanie sufitów w cudzych mieszkaniach.

Koncert odbył się w kultowym the Grand Social (to czerwone na prawo). Support grający na początku nazywał się the Blow Ins, polski punk na uchodźctwie. Punkt mają za brodę perkusisty, ale gdy na scenę wszedł Dezerter widać było różnicę poziomów. Co ciekawe, w koncertowej atmosferze o wiele łatwiej docierały do mnie teksty …

Przyszłość rodacy …
Zbudujemy nowy świat.
Zdechniemy przy pracy,
jeszcze tylko parę lat.

Wielki problem małych ludzi –
Zdobyć dobre stanowisko,
Zdobyć spokój, zdobyć krzesło,
Stracić nic – to znaczy wszystko.

I bezczelnie łypią okiem w moją stronę.
Szczerzą wściekle swoje ostre zęby,
Nie wiem tylko czy chcą ugryźć,
Czy to naturalny grymas durnej gęby.
Krzyż kurczowo ściskają jedną ręką,
Drugą zaciśniętą wygrażają światu.
Plują, wrzeszczą, wszystkich straszą
Polską tylko dla Polaków.

Budujesz faszyzm przez nietolerancję.
Budujesz system przez ignorancję.

Teraz udają, że są przygnębieni,
Gdy patrzą na groby poległych.
Udają, że czują zagrożenie i że są przejęci losami świata,
Udają, że walczą o pokój i wolność.
(…)
Ja urodziłem się 20 lat po wojnie,
Nie zastałem tu pokoju.

Jest w tym jakiś ponury symbol, że człowiek rozumny
Właśnie z drewna, a nie z plastiku, produkuje trumny.

Jutro wcześnie rano drzwi zatrzasnę mocno
Tuż przed nosem pańskich ludzi.
Pójdę żebrać o życie na gościńcach świata.
I rozkażę ludziom: „nie idźcie na wojnę!”
A jeśli trzeba krwi, niech pan odda własną
Panie Prezydencie …

Świat potrzebuje punka. I aby punk doroślał i zmieniał świat, miast zapijać się na śmierć.

* * *

Niedziela wyborcza dała nam obojgu poczucie mocy, takie miłe smyranie. Raz, że musiałam się przeczołgać przez pracę, dwa, wieczorem zrobiliśmy ze swoimi głosami to, co mogliśmy zrobić. Nie jestem wyborcą podobnym fanom klubu piłkarskiego, wynik poniżej oczekiwań nie jest dla mnie powodem do osobistych dramatów, nie mam też jednej partii za którą dałabym sobie głowę obciąć … moją głowę bardzo lubię. Co mi się nie podoba? To, że wygrało PiS, bo to partia podpierająca się populistycznym bełkotem, i nadal uważam, że wstyd na nią głosować, wstyd, że tylu ludzi popiera skubanie z cudzego, którego głównym celem są wyborcze profity. Konfederacja w Sejmie się mi nie podoba, bo faszystów nie lubię. Plusy? Reprezentacja nowej lewicy, chociaż na nich nie głosowałam. Głosy będą spływały, sytuacje się wyklarują, a w międzyczasie rano wstał nowy dzień. I wbrew sieciowym hasłom, nie budzimy się w innym świecie. To był dobry tydzień, dużo pracy, więc trochę pieniędzy, które rozpieprzę na głupoty 😀 , czytanie „Sodomy”, Nobel dla Tokarczuk, kurs w Północnej, koncert Dezertera, wybory. Zmiany i tak nadejdą.

Zapachniało jesienią.

Ryszard coraz częściej po porannym posiłku nurkuje w rozkopanych pieleszach naszego łóżka, w tk-maxxie, w którym zazwyczaj robimy zakupy ubraniowe, pojawiły się już czarne koty, trumienki i płyty nagrobne, na filmiku Stacey są pierwsze dynie. Lubię jesień. Kiedy mieszkałam w Polsce, po pracy wychodziłam z herbatą na ławeczkę, żeby wygrzać się w zachodzącym słońcu, a o tej porze roku nabierało to wyjątkowego znaczenia. Tutaj jest trochę inaczej – deszcz zachęca do siedzenia przy kawie i wyglądania przez okno z jakiegoś ciepłego pomieszczenia. Dostosowujemy się. Niedługo mój ciemnozielony płaszcz wróci do łask 🙂

Co jeszcze się robi? Rozwiązujemy drobne problemy związane z naszym wyjazdem. Kraciasty uśmiechał się do siebie siedząc przed komputerem, bo dostał zaproszenie na wernisaż i chce napisać, że nie może, bo tego dnia ma ślub, swój własny. Czytam recenzję przekładu książki Olgi Tokarczuk – „Prowadź swój pług przez kości umarłych” po raz kolejny wydano po angielsku. Przy okazji myślę o Eileen, pobieżnie przeglądam jej artykuły w The Irish Times. Wieczorem zacznę pakować walizki … buty, prezenty, trochę tego jest do upchania. Jestem po dwóch długich dniach w pracy, a słońce schowane za chmurami nie zachęca do szalonej aktywności (warto spojrzeć na kota). Więc na tę chwilę zalegam na krześle, nadrabiam oglądanie filmików na youtubie i obserwuję jak Kraciasty robi kotlety mielone i gulasz. Odkładam na później pisanie o opętaniu i egorcystach. Sądzę też z falowania mojej energii, że nie będzie mnie tu jakieś dwa tygodnie. Mam nadzieję na powrót z ciekawymi zdjęciami z Polski. Zostawiam Tobie, Czytelniku, fotografię z Politajewa, przy okazji uświadamiając sobie, że nie byłam tam przez cały 2019 rok. Zrobiłam ją 11 listopada 2 lata temu. Dbaj o siebie i pamiętaj, aby dzień święty święcić. Do poczytania 😉

Instagram: @świechna

Co myślę. Co myślisz? Wyniki wyborów.

Byliśmy, zagłosowaliśmy. Dublińska urna okręgu 63 wyglądała w niedzielę przed południem tak:

Dublin wybory

Nie rozwodziłam się w poprzednim wpisie, bo chciałam uwiecznić statystykę, a na tę trzeba było cierpliwie poczekać.

Dobrze sobie żyjemy. Jeden bloger zapytał mnie dlaczego znalazłam się w Irlandii. Tu mieszka moja miłość. Nie doczekałam się informacji zwrotnej „i co z tego wynika” 🙂 Ale wracając do statystyki, Ipsos poinformował, że PiS otrzymał najwięcej głosów wśród osób w przedziale wiekowym 60+*, w przedziale wyborców z wykształceniem podstawowym i zawodowym. Na tę partię głosowało też ponad 72% rolników. W Warszawie, inaczej niż statystycznie w całej Polsce, wygrała KE uzyskując ponad 50% poparcia, PiS wyszło na 28%, a Wiosna przekroczyła w stolicy 10%. Na Koalicję najwięcej osób zagłosowało w Wilanowie, na PiS Praga-Północ i Targówek. Polska od lat w czasie wyborczym pęka na pół wg szwów, które na co dzień tuszuje się bajeczkami o homogenicznym narodzie (homogeniczny to nie jest to zue słowo). Dla zabawy połącz kropki.

Największą żenuą tych wyborów jest dla mnie radość z frekwencji – 45,68%. Oczywiście znam frekwencję w takiej np. Wielkiej Brytanii, ale jechałam tamtejszą komunikacją miejską, więc niczemu się nie dziwię. Światełkiem nadziei jest dla mnie brak w polskich wynikach faszystów spod znaku Konfederacji, chociaż i tak dostali za dużo głosów, często od ludzi młodych, co diagnozuje polską oświatę w ostatnich latach. Wygrana PiS, 45% z ogonkiem, to odzwierciedlenie stanu ducha naszego społeczeństwa. Nie głosowałam na nią, bo są rzeczy, których Partii Obecnie Rządzącej nie wybaczę. Lista zażaleń zależy od człowieka, ja nie wybaczę puszczy, Janowa, polskiego teatru i innych ośrodków kultury – tego, że gównozarządzający wytypowani z partyjnego klucza wykańczają te marki. Do tego pogłębianie chaosu w szkolnictwie … temat rzeka. Władza Ludowa układająca się z Kościołem, chołubiąca robotnika i chłopa, stojąca na straży moralności nie jest moją władzą. Jestem wykształciuchem ze wsi, a więc z definicji podejrzanym i prowadzącym się niemoralnie indywiduum.

Obłudne podejście Parti Obecnie Rządzącej do kwestii rodziny to osobna, ale ważna dla mnie kwestia, bo leży u podstaw wielu problemów społecznych. Wg PiS winnymi przemocy rodzinnej są źli nauczyciele i źli sędziowie, czasami pojawiają się też w mediach bardzo złe-i-niedobre rodziny zastępcze, które się dorabiają kosztem wiadomo kogo. Zakopane to jedyna gmina, która nie przyjęła ustawy o zwalczaniu przemocy. W Zakopanem Sławomir ku uciesze gawiedzi tańczy w srebrnej marynarce. Głosy na Partię Obecnie Rządzącą: prawie 62%.

Diagnoza społeczeństwa jest porażająca, ale nie odbieraj tego mojego postu jako jęczenia lewactwa (nie wiem czy dobrze zacytowałam, ale taki tytuł m przemknął gdzieś podczas przeglądania sieci). Kwestia jest taka, że ja i mi podobni sobie poradzimy, niekoniecznie zaraz wybierając się na wewnętrzną emigrację. Partia Obecnie Rządząca zapewne musi więcej obiecać przed wyborami jesiennymi. Kto będzie za te obietnice płacił? Osobiście postaram się najmniej jak to możliwe 🙂 Rano  Krystyna Janda opublikowała rysunek Tomasza Wiatera. Pojawiło się pod nim wiele krytycznych komentarzy, bo rysunek ten rzekomo upokarzał ludzi biednych. Komentujący rozpoznali w nim rząd i ludzi, którym ów rząd oferuje przedwyborcze przekupstwo, pomimo tego, że rysunek niczym na to nie naprowadzał. Żaden komentator nie zasugerował się, że to kpina z obietnic przedwyborczych takiego powiedzmy … Biedronia.

Jestem ciekawa jak sprawy rozwiną się do jesiennych wyborów. Zandberg wydaje się dla wyborców za inteligentny, za to przeciętny Polak powoli przyzwyczaja się, że na świecie istnieją homoseksualiści. Coraz więcej osób przestaje nerwowo łączyć ich istnienie z brakiem własnych sukcesów erotycznych i po prostu daje tym ludziom żyć. Faszyzujące fascynacje buzują w głowach niedouczonej historycznie, dobrze odżywionej młodzieży, nawet jeśli chwilowo polaryzacja zwolenników KE i PiS zepchnęła ich poniżej patyczka. A blondwłose dziewczyny marzą o powstaniu i żeby być sanitariuszkami. To mi przypomina piosenkę, którą słyszeliśmy dzisiaj kilka razy, gdy jechaliśmy z południa na północ i z powrotem:

Fanatycy ognia

Republika rules!

W najnowszym wywiadzie dla onetu pani Szydło … coś do zarzucenia (sobie) w sprawie pedofilii? wprowadzać takie prawo … my to od wielu miesięcy robimy … a co z premierem, który był częścią układu władzy? premier zaangażowaniem i pracą … czy konieczne było, by wasi partyjni sztabowcy poszli na układ z jednym z tabloidów i doradzili premierowi Morawieckiemu promowanie się na jego łamach adopcją swoich dzieci? Nie znam kulisów tej publikacji … Przyłębska z premierem pod pachą i dokumentami? To niegrzeczne określenie … Macie kolejne programy socjalne z plusem w nazwie? dotrzymujemy … Polacy nam ufają.

________________________
* Przy tej okazji cudny link znalazłam z tytułem „Głosowanie wg wieku: najmłodsi za PiS”. Nieznana z nazwiska osoba, która zinterpretowała wyniki statystyczne, nie była w stanie dostrzec i wyartykułować faktu 60+ o którym wspomniałam.

Sligo …

Zeszły poniedziałek spędziliśmy z Kraciastym w podróży. Lubimy razem jeździć, możemy się potrzymać za kolana, rozmawiać, słuchać muzyki, pokazywać sobie wzajemnie różne rzeczy za oknem. Niefortunność polegała na tym, że mój wolny poniedziałek był jego pracującym poniedziałkiem i po Sligo chodziłam bez niego, a to nie to samo 🙂

Sligo, Sligeach, to urokliwe miasto na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy. Podoba mi się dźwięk jego angielskiej nazwy – „Slajgo”. Wersja irlandzka brzmi w wymowie typowej dla regionu Connacht mniej więcej jak „Szligach”. Irladzki bezustannie zaskakuje mnie wielością wariantów fonetycznych.

Poniżej widzisz most na rzece Garavogue nazywany Nowym, jeden z dwóch kamiennych mostów po których miałam okazję przemaszerować:

Sligo (5)

Rzut beretem za Nowym Mostem jest zacisze w środku miasta – Sligo Abbey, ruiny dominikańskiego klasztoru zbudowanego w XIII wieku. Nie ma samopasu, w cenie biletu dostajesz rozpiskę pomieszczeń i już możesz sobie chodzić po kamiennym świecie. Znajduje się tu m.in. XV-wieczny rzeźbiony ołtarz (jak widzisz poniżej, chroniony od deszczu plastikowym daszkiem), jedyny tego typu obiekt w kościołach klasztornych, jaki przetrwał na terenie Irlandii:

Sligo (2)

Ruiny klasztoru to także muzeum gotyckiej i renesansowej rzeźby nagrobnej. Są tu kamienie różne, także nagrobki „zawieszone”, bez napisów, czekające na swoich lokatorów, albo jak ten poniżej, z niezrozumiałych powodów z „poprawkami” (chociaż nadal nie naprawiono błędu ortograficznego zrobionego przez kamieniarza w słowie „body”):

Sligo (3)

Klasztor ucierpiał w ciągu wieków od przypadkowych pożarów i nieprzypadkowych wojen, ale i tak jest jedynym średniowiecznym budynkiem-cmentarzem, który pozostał po normańskim mieście. Miasto było długo ośrodkiem dynastii O’Conorów i to jest m.in. ich miejsce spoczynku.

Sligo (4)

Sligo to również miasto noblisty Williama Butlera Yeatsa, który … nigdy tutaj nie mieszkał. Poeta wielokrotnie spędzał u swojego dziadka wakacje z widokiem na Ben Bulben. Dzisiaj, obok drugiego kamiennego mostu (Hyde Bridge z roku 1846), jest dom z czerwonej cegły w którym mieści się Yeats Society. Naokoło domu fruwają metalowe ptaki:

Sligo (1)

I would that we were, my beloved, white birds on the foam of the sea …

pisał Yeats, gdy dostał kosza od Maud Gonne. A Ben Bulben, wielką, wapienną górę na którą Kraciasty wszedł dwa razy mijaliśmy w drodze do Sligo, i oczywiście zobaczyłam ją znowu z portu, gdy poszłam obejrzeć rzeźbę upamiętniającą emigrantów wypływających z Irlandii w czasach głodu. Żadne zdjęcie, które w poniedziałek zrobiłam nie oddaje jej sprawiedliwości. Jest wielka, stroma, przepiękna – jej szczyt jest podmokły, a flora nietypowa dla reszty Irlandii. Jeszcze się z nią zobaczymy, chociażby odwiedzając skromny grób Yeatsa w Drumcliff*, do czego zapewne kiedyś tam dojdzie …

… na razie wiemy, gdzie będziemy w niedzielę. Jadę do Dublina na Ailesbury Road zagłosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie zagłosować na kandydatów PiS, ani na Konfederację, ani nie na Kukiza 😀 Jeśli nie wiesz jeszcze do jakiej partii jest Ci blisko z poglądami, polecam Latarnika Wyborczego. Uprzedzam, że Koalicja Europejska nie wzięła udziału w tworzeniu testu 🙂 Miłego testowania i dobrego tygodnia.

________________________
* podobno nie leżą tam kości poety (źródło), ale nie jestem drobiazgowa.

Jedno zdjęcie. Warszawskie wróble.

Jedno zdjęcie warszawskie wróble

Warszawa, ulica Freta, 1 sierpnia 2016.

Przez dwa lata (rok 16 i 17) w okresie obchodów powstania wyruszałyśmy z psiapsiółkami do stolycy. Wizyty wymiernie zmieniły mój stosunek do tego miasta – stało się mi trochę bliższe, mniej tekturowo-rekonstrukcyjne, mniej związane z moimi osiemnastymi urodzinami, gdy spałam na piętrowym łóżku, a za oknem w Warszawie lał deszcz. Odnalazłam w nim miejsca czarowne i wyprodukowałam własne opinie, np. przyswoiłam Polin i odrzuciłam Muzeum Powstania Warszawskiego, albo też raczej ono odrzuciło mnie. Zdjęcie, które dzisiaj pokazuję, zostało zrobione przed kawiarnią Pożegnanie z Afryką. Chyba pierwszy raz jadłam ciasto marchewkowe, lub przynajmniej smakowało ono na tyle dobrze, że zapamiętałam to wydarzenie. Zleciały się do niego wróble i co odważniejsze brały mi okruszki z ręki. W grupie zawsze znajdzie się ten pierwszy, nieustraszony, ze świdrującymi oczkami, które obserwowują każdy ruch. Po aromatycznej kawie, sycącym ciastku i spacerze wzięłyśmy udział w tworzeniu znaku Polski walczącej na Placu Zamkowym. Potem, na Nowym Świecie, zaszłyśmy do Klubokawiarni Pożyteczna.

Gdzieś pomiędzy tymi dwoma ostatnimi wydarzeniami na ulicy pochłonął mnie faszystowski marsz. Stałam na chodniku w milczeniu … ludzie obok szli tam dokąd mieli iść, jakby było to najnaturalniejsze wydarzenie pod słońcem. Świeżo uprasowane koszule, starannie przygładzone włosy, pewnie uchwycone proporce, dźwięki czyste wyrwane z przepony. Przez miasto maszerowało Hitlerjugend. To było zupełnie niespodziewane przeniesienie w czasie. W sercu wielkiego miasta marsz wygolonych chłopców przetkany gdzieniegdzie dziewczynami, aby odrzucić tak niemiłe wyższej rasie podejrzenie o homoseksualizm. Nie wiem czy to właśnie miało decydujący wpływ na mój odbiór, ale w kolejnym roku moje wrażenia z obchodów rocznicy powstania były bardziej płaskie i nieprzychylne. Nagle dotarła do mnie absurdalna symbolika czerwonych rac z których dym unosi się nad Warszawą. Miasto, które spłonęło nie umie świętować inaczej jak prezentując finezyjność na poziomie przeciętnego kibica Legii.

Przypomniała mi się dzisiaj moja wizyta i wróbelki, bo sporo w mediach o kolejnych obchodach, tym razem święta niepodległości. Są w Warszawie rzeczy drobne i piękne, są też inne, większe i wyższe, które coraz bardziej wdzierają się w miasto swoją betonową retoryką. Finezję znam, poziom przyzwolenia na faszystowskie poglądy również. Teoria rozmija się z praktyką – to, co medialnie jest negowane, gdzie indziej zostaje przyklepane. Za dwa dni Warszawa znowu zapłonie racami … już przyzwyczajono Polaków do tego widoku, więc ilu pomyśli, że to zupełnie idiotyczne i nie na miejscu – jak sądzisz?  I tak oto zeszło mi na politykę, którą się interesuję na tyle na ile interesuję się przyszłością. Czy wiesz, że pomnik Dzierżyńskiego stał w Warszawie 38 lat? Życzę Ci samej dobroci z okazji 100-lecia niepodległości. Nie daj się / nie dajmy się prywatnej frustracji, która jest pożywką dla publicznej nienawiści.

Patrzę w niebo, więc nie czytam książek o wyciszeniu.

Kilkakrotnie zabierałam się do pisania o naszym pobycie w Polsce, ale za każdym razem zarzucałam temat.

Czas bardzo udany, spokojny, wypełniony spacerami, przejazdem do i z Wlenia, ale tekst o tym zwyczajnie nie chce się przelać na monitor (i tylko na zdjęciu pokażę Ci nasze nogi z Bobrem pod butami). W międzyczasie dopadła mnie niedorobiona infekcja, która wieczorami daje się we znaki. Jeszcze tu jesteśmy, a ja mam ochotę napisać Ci o chmurach. Kroi się kolejny wpis dla bezsennych.

20180406_182615

Chmury …

Chmury soczewkowate, altocumulus lenticularis, szczególnie pamiętam z czerwcowej wycieczki w kierunku Karpacza trzy lata temu. Wypiętrzały się nad wzniesieniami w czasie marszu z leśnej huty do Wodospadu Szklarki. Podobno towarzyszą im wiatry pionowe cenione przez pilotów szybowców. Chmury soczewkowate kojarzą mi się ze spokojnym spacerem, dobrą pogodą, górami, chodzeniem. Łatwiej jest być szczęśliwym w ich obecności.

Arcus, wał szkwałowy, chociaż ja wolę tłumaczenie z języka angielskiego: chmura szelfowa; niesamowite zjawisko. Sama raz tylko miałam okazję szybciej przebierać nogami, gdy mroczna półka zaczęła gonić za mną po niebie z jakąś szaleńczą prędkością – po lampce wina i na wysokich obcasach wcale nie było to łatwe. Wszystko się zadziwiło, miałam wrażenie, że koty przyległy nosami do szyb i zamilkły kury sąsiada, gdy wał przetoczył się nad lasem w kierunku północnym, przynosząc szarość, poryw wiatru i gwałtowny deszcz. Ale piękny był, fascynująco groźny.

Poza tym podobają mi się różne odmiany cirrusów, chmur górnej troposfery, bardzo wysoko wędrujących po niebie, koronkowych, złożonych z kryształków lodu. Wśród nich ucinusy przypominają zwiewne końskie ogony, a fibratusy sieci pajęcze. To rodzaj chmur, które najchętniej obserwuję siedząc na ławce pod rodzinnym domem. Podobno powodują w atmosferze opady, które nigdy nie dotykają ziemi. Z wycieczki w kierunku Karpacza, tym razem cztery lata temu, pamiętam mądrość wypowiedzianą przez pana Lecha, naszego przewodnika:

Gdy cirrus na niebie, pogoda się zjebie.

Nie wiem czy można mu wierzyć. Facet zgubił szlak i szliśmy na szagę, taki ekspert. Jeszcze zastanawiam się co za jedna była ta chmurka, która zbliżała się do nas, gdy staliśmy w kolejce przed grobem korytarzowym Newgrange, Sí an Bhrú, w hrabstwie Meath. Nisko sunąca, z deszczem widocznym z daleka. Ściana kropli przesuwała się po zielonej trawce cicho szeleszcząc. Mówimy na to szałerek. W Irlandii mamy mnóstwo szałerków. Kiedy wyszliśmy z grobowca było już po wszystkim, krajobraz przetarty, trawa odświeżona. Był sierpień.

To tyle, jeśli chodzi o moje ulubione, te, które mam teraz w pamięci.

* * *

A wczoraj kwiecień, dziesiątego. Podobno tego dnia w roku 837 Kometa Halleya minęła Ziemię w najbliższej do tej pory odległości. Co myślę o schodach bez barierki? Brakuje mi w naszej polityce osoby takiej jak Jaruga-Nowacka i nie mam ochoty obchodzić rocznicy jej śmierci. Oficjalny „ból” dawno stał się własną karykaturą. Ale wierzę, że każdy naród ma takich polityków i takie „bóle” na jakie zasługuje. Udawana zaduma na 1 listopada, szwy popękane z dumy na 11 listopada, wiedza historyczna jak ser szwajcarski w każdy dzień zwykły, w międzyczasie kult pana Wojtyły malejący w cieniu tablic pana Lecha.
Tymczasem w Norwegii:

Exploring the Svalbard Global Seed Vault

Svalbard globale frøhvelv, bank nasion na Spitzbergenie, przechowuje dla przyszłych pokoleń nasiona jadalnych roślin z całego świata. Myślą o przyszłości po globalnej katastrofie, o tym, żeby ci, którzy przeżyją, mieli jakąś szansę.
Tymczasem w Szkocji:

Homophobia In 2018 | Time For Love

Czym jest normalność?

Są rzeczy, które robią różnicę i takie, które nie robią. Schody bez barierki w środku miasta. Kupowanie kolejnych książek o wyciszeniu, gdy nie ma się zamiaru przestać być histerykiem. Kolejny post kolejnego blogera na ten sam modny ostatnio temat problemów z FB, następnie promowanie go na FB.

W związku z tym upiekłam wigilijne krokiety, przeszłam się też po wsi z moim chłopakiem za rękę, więc pani Romana pomachała nam przez okno. A teraz oglądam jak Deckard prawie ześlizguje się z gzymsu czy czegoś tam. Czasem też martwi mnie, że być może dla Kosmitów z innych galaktyk jesteśmy po prostu za głupi.

Czytasz mnie jeszcze?
Dobrej nocy.