Archiwa tagu: seks

Jedno zdjęcie. Tolerancja.

Dublin, 23 czerwca, 2019.

Już kupiliśmy wówczas buty. Ja miałam jedną papierową torbę, Kraciasty drugą i płynęliśmy tak przez Dublin jak dwa zadowolone morświnki. Akurat był tęczowy tydzień i widzieliśmy tego dnia wiele flag, tak, tych „z haczykiem” (w Polsce trzeba policzyć kolory, jeśli jest sześć obrażają uczucia i nachalnie promują homoseksualizm). Szczególnie zaczarowało mnie to miejsce. To jest mój bank. Tzn. nie w tym sensie – ani go posiadam, ani do tego akurat budynku nigdy nie weszłam. Ale mam ich plastikową kartę, jesteśmy ze sobą blisko, oni wiedzą najdokładniej ile dostaję przelewów na konto i gdzie jem moje ulubione ciastko. W „katolickim kraju”, w banku narodowym (w Polsce spsiało to słowo, ale chodzi o to, że 99% akcji należy do Republiki Irlandii) w czasie tygodnia celebrującego mniejszości seksualne logo banku zostało wywieszone na tle tęczowej flagi. Czy to mogłoby się wydarzyć teraz w Polsce? Co czujesz? Any thoughts?

Poczytaj coś o cipce.

Wylała się miłość. Wysokie Obcasy, które wspierają dobre feministyczne pomysły (np. filmiki #sexedpl), opublikowały ostatnio okładkę z hasłem „aborcja jest ok”. Skrzywiłam się, ja, która uważa, że każdy sam powinien decydować o swoim ciele. Bo co chcesz mi powiedzieć WO? „Usunięcie wyrostka jest ok”? Po co w ogóle o tym mówić w ten sposób?

Jest dla mnie jasne, że każdy człowiek ma prawo do swojego ciała, do tego stopnia, że nikt nas nie zmusza do oddawania krwi czy nerki innemu człowiekowi, tylko dlatego, że tamten drugi umiera. Możemy to zrobić, ale nikomu nigdy nie przyszło do głowy wyprodukowanie paragrafu na ten temat, bo byśmy go zjedli bez pieprzenia. I tym kończę watek, którego inspiracją był post Saguli. Może jeszcze warto poczytać wywiad o wrażliwości polskiej* z dr Rudzińskim i jeszcze bardziej przygnębiający z dr Dębskim, o obłudzie antyczojsów, którzy z aborcji i in vitro korzystają chętnie, gdy sprawa ich dotyczy. Ale chciałam o czymś innym.

Sagula napisała, że edukacja seksualna u nas leży. Zgadzam się, leży i cicho sobie pokwikuje. Na wdż uczniowie chodzą, gdy rodzic się uprze. W ostatniej klasie likwidowanych gimnazjów jest to już odwrót walny – gdy rozdaje się karteczki ze zgodą dla rodzica, dzieciaki spuszczają głowy, upychają karteluchy gdzieś w geografii, żeby spoczęły na dnie Atlantyku, albo memlą je w dłoniach tak długo, aż zostaje z nich pokarm dla rybek. Gdy do kin wchodzi „Sztuka kochania”, biografia pani Wisłockiej (film polecam, Boczarska i Lubos epiccy) i na półki trafia kolejne wydanie jej antycznego manualu, dziewczęta po wdż w gimnazjum wstawiają na instagramie okładkę tejże książki nie jako tekst źródłowy z zamierzchłych czasów. O nie! 🙂 Dla nich to jest jak najbardziej aktualny podręcznik z którego można się czegoś d o w i e d z i e ć. Naprawdę. Bo one tyle wiedzą o  t y c h sprawach. Jakby nie minęło 40 lat, a z nimi pruderyjni towarzysze, którzy przetrzymywali „dzieło” 10 lat na półkach. Dziewczyny 16-letnie same u ginekologa? A po co? Seks niepełnosprawnych ruchowo?  Że żyją i ich czasem tolerujemy, albo nawet wystawimy na wózku pod dom, to im już nie wystarcza?

Nie znęcam się dalej, bo najprostszy sposób, żeby się pozbyć kotów z mózgu to czytać, czytać. Polecam książkę, którą dostałam w listopadzie. Chociaż cipka na okładce mówi, że dla dziewcząt i kobiet, książka ta jest w zasadzie dla wszystkich. „Radości z kobiecości” wydane przez Wydawnictwo Sonia Draga:

radości z kobiecości

Jest o nieśmiałych początkach, o fizjologii, o niby-tabu, dużo miejsca autorki poświeciły na obgadanie kwestii antykoncepcji i przegląd różnych okołocipkowych dolegliwości. Panowie heteroseksualni, czyli potencjalnie zainteresowani tematem, odnajdą tutaj odpowiedzi na wiele wątpliwości, co ich kobietom może aktualnie dolegać. Ta książka to w zasadzie bejzik. Naprawdę spokojnie można dać ją nastolatce, żeby sobie zdezynfekowała mózg po dawce wdż prowadzonego choćby w oparciu o podręczniki Teresy. Nie jest to zaawansowany almanach figur seksualnych czy też rozterek genderowych, zapewne takie pozycje istnieją i zapewne odnajdę je. O je.

Książka norweskich autorek Brochmann i Støkken Dahl koi prostotą podejścia. Nie ma w niej o panach, przepraszam, może coś interesującego znajdę, wtedy polecę. Zdecydowanie gdzie indziej należy też szukać info o seksie homoseksualnym, albo życiu seksualnym z niepełnosprawnością. Jeśli masz takie źródła, przede wszystkim traktujące wszystkich ludzi jako równych, bez względu na praktyki na tej płaszczyźnie, podrzuć tytuły.

Dobrego tygodnia 🙂

________________________
* pokochałam ten zwrot odkąd słyszę kolejne beknięcia polityki historycznej. jest on dla mnie synonimem buraczanej januszowatości.