Archiwa tagu: teatr

Ninateka.

ninateka

O istnieniu platformy internetowej Narodowego Instytutu Audiowizualnego wiedziałam od dawna, ale zaczęliśmy korzystać z jej zasobów dopiero w marcu, gdy w pewien poniedziałkowy wieczór zachciało się nam obojgu z Kraciastym obejrzeć COŚ, a nie wiedzieliśmy CO. Padło na „Saksofon” w reżyserii Izabeli Cywińskiej. Spektakl z 2013 z udziałem Gajosa i Radziwiłłowicza, tekst Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli” (nie wiedziałam, że potrzebuję tę książkę przeczytać, teraz już wiem z całą pewnością 🙂 ). „Saksofon” wzmocnił moje subiektywne przekonanie, że Gajos jest najwybitniejszym żyjącym polskim aktorem, i nielekko ma ten, który musi naprzeciwko niego grać. Przytłoczona Gajosem przez czas jakiś nawet nie rozpoznałam pana w kapeluszu. Pozbawiony nazwisk, nazw miejscowości i dat, niejednoznaczny zapis dialogu. Człowieka, który przeżył masakrę z człowiekiem, który jest synem oprawcy. Znajdą się tacy, którzy podstawią nazwy i daty „właściwe”, chociaż osobiście uważam, że wszystko dopiero m o ż e się wydarzyć, i to czyni ów dialog bardziej przejmującym. Dodam jeszcze, że świnia o imieniu Zuzia jest ważna.

A żeby utworzyć coś na kształ świeckiej tradycji, w kolejny marcowy poniedziałek obejrzeliśmy na Ninatece „Udrękę życia” w reż. Jana Englerta. Ponownie Gajos, tym razem w towarzystwie Seniuk i Pressa. Tekst Hanocha Levina i kolejna historia uniwersalna, o Jonie Popochu, który pewnej długiej nocy budzi się z bólem serca u boku swojej żony Lewiwy i postanawia od niej uciec, teraz i natychmiast. Przykry dialog małżonków na tle świateł miasta, które stają się światłem Galaktyki. Tłem może być Tel Awiw, może być Warszawa -„nasze życie to będzie ich życie”, tak mówią. Otrząsam się z tej myśli.

Na Ninatece są polskie bajki dla dzieci i dokumenty, starsze i nowe przedstawienia teatralne, audycje radiowe, fragmenty programów informacyjnych, muzyka wspólczesnych polskich kompozytorów (Lutosławski, Penderecki, Kilar) … wypas, zagłębie intelektualnych przyjemności i sentymentów, więc z przykrością zauważyłam, że nie wszystko mogę odtwarzać  w Irlandii. Ale otworzył się nam dokument „Moi Rolling Stonesi” Jana Sosińskiego, opowieść o zmitologizowanym koncercie Stonesów w Sali Kongresowej’67. Niezwykle spodobała mi się główna bohaterka dokumentu, starsza pani, która nigdy nie będzie emerytką ani seniorką i która w domu nie ma teraz glanów tylko dlatego, bo są u szewca. Rewelacyjna kobieta!

20190429_162441

Podaję to na tacy akurat teraz, bo poniedziałek, bo okna zasmarkane zimnym deszczem, męża w domu brak, odpaliłam kawę z dripu w mojej krówce z utrąconym uchem i potrzebny mi dobry seans. Może dzisiaj „nie” dla Szekspira (gdybyś Ty miał ochotę na klasykę, to na pewno warto obejrzeć „Makbeta” Wajdy z Globiszem … na Ninatece nadal nie ma „Hamleta” Barczyka, zrobionego w kopalni soli w Wieliczce, z Gajosem oczywiście 😀 , ale myślę, że kiedyś się tu znajdzie), ale z kubkiem w dłoni i myszką w drugiej wyruszam na poszukiwania kulturalne i może mję powstrzymać jedynie zawiecha internetu.

A tak poza tym, Ninateka z pewnością ma oferty płatne, to jakieś 2% jej zawartości (tak twierdzą na stronie) i wtedy trzeba się na platformie zalogować. Chcę jedynie rozwiać Twoje wątpliwości, że czytasz dziadowski tekst sponsorowany. 98% jest bezpłatna, ogólnodostępna, żeby się ludzie cieszyć mogli legalną kulturą. Po tym jak wczoraj wiele osób uprawiało konsumpcję w ramach narodowego jedzenia bananów, ufam, że ludzi głodnych kultury jest więcej albo przynajmniej tyle samo, co akuratnych produktów systemów 🙂 . O!

Janda. Blackrock. Malahide.

Nie byłam w teatrze, że ho ho. A konkretnie ostatnio byłam w styczniu … pojechaliśmy wówczas z Kraciastym slalomem do Michałowic, Kiesewald, części Piechowic, z których podobno dobrze się idzie na Śnieżne Kotły. W Michałowicach jest Nasz Teatr, unikalne przedsięwzięcie Jadwigi i Tadeusza Kutów. Bo czy ktoś widział prywatny teatr, za przeproszeniem, na wsi? Do tego czy ktoś widział, aby właściciel teatru pytał się publiczności, czy możemy jeszcze trochę poczekać, bo właśnie skrobie się do Michałowic autobus pełen nauczycieli z Bolesławca? W tym miejscu byłam na ostatnim spektaklu na żywo w tym roku. Wiem, wstyd straszny … (obok kawiarń teatry są szczytowym osiągnięciem cywilizacji, jest w nich coś pierwotnego, mistycznego, absurdalnego – siedzisz w ciemności i przeżywasz, gdy ktoś opowiada Ci historię) … a skoro już okolice Jeleniej, to jeszcze inne miejsce – Teatr Karawana w Sobieszowie, Hermsdorf am Kynast, założony przez Tadeusza Rybickiego. We wrześniu zeszłego roku widzieliśmy ich „Policję” Mrożka. To teatr osób uzależnionych, amatorów, którzy w wartościowy sposób spędzają swój wolny czas. Ale ja nie o tym chciałam …

… w niedzielę wieczór rozsiedliśmy się z herbatami i kawami na naszej nowej, rozkładanej wersalce i odpaliliśmy internet … TheMuBa wymagał od nas zalogowania się i uiszczenia opłaty, co też uczyniliśmy. Obejrzeliśmy „Ucho, gardło, nóż”, monodram w reżyserii i wykonaniu Krystyny Jandy. Sam tekst mocny, a występ rozwiał moje wątpliwości, czy w końcu ja lubię czy nie lubię tę Jandę. Rwana opowieść o życiu Chorwatki, która jest Serbką, choć obydwie kategorie są umowne, jest historią uniwersalną. Adaptacja książki Vedrany Rudan nie pozostawia wątpliwości, że to może być też tekst o Polsce, że to jest w jakimś sensie o Polsce, o naszym gatunku, skłonnym do uniesionego pierdolanda za którym chowa się małość, okrucieństwo, wyzysk słabszych. Nie, nie przez silniejszych … przez tych, którzy mają okazję. Że gdy padają wielkie słowa, wielkie wycia, a sztandar powiewa, trzeba uciekać, bo to jest jedyna naturalna reakcja. Tonka Babić ma tej nocy przed oczami wiele obrazów i opisuje słuchaczom grubym językiem to, co widzi, pyta się ich, jak to wszystko zrozumieć i znieść. Spektakl dla widzów dorosłych Teatru Polonia … na stronie teatru Jandy możesz znaleźć linki to profesjonalnych recenzji. Bierzcie  z tego wszyscy. TheMuBa jest nowym przedsięwzięciem m.in. Borysa Szyca – ciekawe jak im się to rozkręci w tym kraju.

* * *

Dwa dni wolne spędziłam bardzo przyjemnie, a skoro już zacząłeś mnie czytać to właśnie o tym Ci napiszę. W poniedziałek pojechaliśmy do Blackrock, Na Creagacha Dubha, nadmorskiej wsi pod Dundalk, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu cieszyła się ze statusu miejscowości turystycznej …

Blackrock Tea Room 17 grudnia (1)

Nie było jakiegoś konkretnego powodu, aby jechać właśnie tam, poza odległością, wolnym dniem i chęcia napicia się kawy z widokiem. Blackrock ma ładne, umocnione nabrzeże przy którym biegnie długa droga oferująca podróżnym malownicze landszafty. Gdyby ktoś chciał mi podarować tu dom, nie zwlekałabym ani chwili … najlepiej jakiś z dużymi oknami, gdzie kot mógłby wygodnie nadzorować ruch samochodowy. Przy tej głównej ulicy zaszliśmy na kawę i soup of the day do Belle’s Tea Rooms … zamiast tradycyjnego chleba sodowego podano nam do zupy drożdżową kromkę w której Kraciasty odnalazł smak lubelskiego cebularza. Medytowaliśmy w którym w zasadzie kubku jest dodatkowy shot kawy, ja obciachowo robiłam różne ujęcia aparatem jak japońska turystka, tymczasem obsługa przygotowywała się już do swojego Xmas party, więc wyszliśmy po trzeciej, żeby ludziom dać posprzątać i wlać w serca trochę xmasowego nastroju …

Blackrock Tea Room 17 grudnia (2)

(zapomniałam Ci napisać, że w piątek zaliczyłam swoje pierwsze xmas party i kris kringle w Irlandii – zjedliśmy bardzo miły późny obiad w Brú, poza menu najlepsze jest w tej restauracji jej położenie, nad brzegiem ciemnej, chłodnej rzeki)

Ale wracając do naszego pobytu w Blackrock, to jeszcze okienna uwertura świąteczności:

Blackrock Tea Room 17 grudnia (3)

… a to znacznie prostsze zabiegi estetyczne Natury – na górze widzisz jak przypływ odsłania ławicę naniesioną przez rzekę Fane, Abhainn Átha Féan … na dole daleki odpływ na tle gór Cooley przykrytych grubą kołderką chmur:

Blackrock Tea Room 17 grudnia (4)

Taki obraz, tuż po godzinie trzeciej, za chwilę zachód słońca. Gdzieś tam za górami zapada w popołudniową drzemkę Carlingford.

Dzisiaj natomiast zmiana kierunku, zamiast na północ pojechaliśmy pod Dublin, żeby spotkać się z Richardem, starszym znajomym Kraciastego. O miejscu spotkania już Ci kiedyś opowiadałam, ponownie wylądowaliśmy w Malahide Castle – tym razem cele towarzysko-kulinarne przeważyły nad turystycznymi.

Nie wiem jak przeoczyłam za pierwszym razem tego pieska, który z kolegą strzeże wejścia do centrum turystycznego:

Malahide 18 grudnia (2)

Jak widzisz początkowo pogoda była bura, a Richard już na nas czekał w całej swojej dżentelmenskości. Spędziliśmy we trójkę jakiś czas na rozmowie nad kawą i ciastkiem … Richard mówi tak ładnie, że wszystko się rozumie, nie jest to tak oczywiste w każdym rejonie Irlandii czy z każdym Irlandczykiem … przyznał, że gdy tylko skończył szkołę porzucił język irlandzki i katolicyzm. Chyba uśmiechnęliśmy się oboje.

Malahide 18 grudnia (3)

Po kawie już tylko we dwójkę zajrzeliśmy do miejsca, które znamy. I dlatego Heliconius melpomene sfotografowany w motylarni:

Malahide 18 grudnia (4)

Zrobiłam tam o wiele więcej zdjęć, ale trochę było mi smutno. Motylarnia wydała mi się mało zaopiekowana, żeby nie powiedzieć zaniedbana. Być może to zwykły, sezonowy zastój. Albo nie … sprawdzę jeszcze kiedyś jak im się tam żyje.

A to już szklarnia z 1901 dodana do ogrodu dzięki staraniom Lady Isabel. Nie jest tak wyeksponowana jak szklarnia wiktoriańska, tuli się do muru i zarasta zieleniną. Nazywa się The Peach House, znajdują się w niej delikatne pnącza i krzewy z Australii i Nowej Zelandii:

Malahide 18 grudnia (5)

Chociaż zimą ogród jest w stanie uśpienia i z jego ziemi wystaje sporo kikutów obumarłych naci, nie tylko nadal się zieleni, ale można w nim znaleźć wiele kwiatów i kolorów, w tym całkiem chwalących sobie to miejsce imigrantów, takich jak ten:

Malahide 18 grudnia (6)

Światło zrobiło różnicę w spacerze. Gdy wyszliśmy z The Walled Garden słońce nagle przebiło się przez chmury, jakby chciało nam powiedzieć szybko, szybko, jeszcze trochę wam poświecę. Dzięki temu to miejsce wygląda na zdjęciach tak inaczej w porównaniu z jego odsłoną wrześniową.

Cienie to my czyhający przed zamkiem na dogodny moment, aby strzelić fotkę bez kłusujących w te i wewte turystów:

Malahide 18 grudnia (7)

Cedr libański nadal pilnie strzeże tajemnicy dziur w ziemi:

Malahide 18 grudnia (8)

W słońcu wszystko wygląda inaczej, przyjaźniej – nawet, gdy jest się ekscentrycznym budynkiem rodem ze scenografii amerykańskich horrorów, łatwiej to znieść:

Malahide 18 grudnia (1)

Po spacerze zjechaliśmy do domu, gdyż na mnie już krokiety do pieczenia oczekiwały 😀 Tylko jeszcze chwilka, raptem dwie godziny,  żeby Kraciasty mógł zrobić pareset metrów kraulem na basenie. Pierwszy raz widziałam jak pływa, wyłania się z wody i znika, robi te wszystkie ceregiele, których ja nie umiem. Trochę się pogapiłam szczęśliwa, że to mój Kraciasty tak robi, trochę poczytałam Fuentesa i doszłam do momentu, gdy Laura wracała pociągiem do Xalapy. Wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, wiem już, że w xmas pracuję do piątej …

* * *

Możesz się dziwić, że zaczęłam od sztuki „Ucho, gardło, nóż”, a potem pokazuję Ci ładne widoczki, zupełnie niezwiązane, jakbym pozostała niewstrząśnięta, nie zrozumiała nic z przekazu. Otóż, ja i wiele osób, możemy wybrać. Są ludzie, którzy jak Tonka, wybrać obrazków nie mogą – na tym polega ptsd, złapanie w sytuację, która wszystko zmienia … chodzi o to, żeby umieć odróżnić, że jeszcze jesteśmy na etapie w którym możemy sobie wybrać. Jednocześnie wybierając obrazy chciałabym dla kogoś być optymistycznym przekazem, że życie jest proste i łatwo może być piękne. Czasem tylko dlatego, że nic nie boli, niewiele uwiera, miasto żyje, a nas stać na kawę. Dobre to były, spokojne dni mojego przesuniętego weekendu … opowiedz mi jak Ty spędziłeś weekend … jaka była ostatnia sztuka, którą widziałeś w teatrze? … a może teatr telewizji? Roi mi się ostatnio, że takich archiwalnych sztuk mogłabym oglądać na pęczki, pławiąc się do woli w obecności najlepszych aktorów polskich scen. Na razie jutro środa, czyli poniedziałek 🙂 Dobrej nocy.